Sprawa Własenki

Sprawa Własenki

Wiktor Janukowycz ma szanse przejść do historii, jako człowiek, który zrobił wszystko aby Ukraina w żaden sposób nie integrowała się Zachodem. Pozbawił już swój kraj szans na członkostwo w NATO, a w 2013 zrobi to prawdopodobnie z Unią Europejską.

We wrześniu 2006 roku w Kijowie mówiono głośno o wejściu Ukrainy do NATO. Prezydentem był wtedy Wiktor Juszczenko, który był zwolennikiem takiego członkostwa. Wiktor Janukowycz jako premier pojechał jednak do Brukseli, gdzie powiedział, że Ukraina nie podpisze planu działania na rzecz członkostwa w Sojuszu. 4 lata później, gdy już był prezydentem, doprowadził do zmiany ustawy o zasadach polityki wewnętrznej i zewnętrznej wykreślając z niej punkt przewidujący wejście Ukrainy do NATO.

Podejście Wiktora Janukowycza do Sojuszu Północnoatlantyckiego można jeszcze jakoś zrozumieć ponieważ członkostwo w NATO nie ma poparcia w społeczeństwie. W lutym zeszłego roku, opowiadało się za tym tylko 12,8% Ukraińców. Być może nie byłoby ono tak niskie, gdyby nie to, że rządzący nic nie robią, aby zmienić wizerunek Sojuszu jako agresywnego zachodniego bloku wojskowego. Nie miejsce tu jednak na gdybanie. Sytuacja z Unią Europejską wygląda jednak zupełnie inaczej. 42% Ukraińców, badanych przez Fundację Inicjatywy Demokratyczne i Centrum Razumkowa w styczniu tego roku, chce aby ich kraj był członkiem Unii Europejskiej. 1/3 opowiada się za dołączeniem do Sojuszu Celnego Rosji, Białorusi i Kazachstanu. 10,5% nie chce, aby ich kraj z kimkolwiek się integrował. Pozostali nie mają zdania.

Tymczasem to, co robią władze w Kijowie polega na oddalaniu Ukrainy od Unii Europejskiej. Wiktor Juszczenko lubił powtarzać, że „od mówienia tysiąc razy słowa chałwa w buzi nie zrobi się słodko”. Tak samo powtarzanie zapewnień o integracji europejskiej Ukrainy nie sprawi, że kraj ten znajdzie się we Wspólnocie. Trzeba sobie jednak zadać pytanie, czy władze tego naprawdę chcą. Z moich obserwacji wynika, że ich głównym zadaniem jest manewrowanie między Brukselą a Moskwą do ostatniego momentu szantażując dwóch partnerów ściślejszą integracją z drugim z nich, aby jak najwięcej wytargować. Ostatecznym wyjściem może być dołączenie do jednego z bloków.

Od początku roku trwa unijna ofensywa dyplomatyczna. Do Kijowa przyjechał komisarz do spraw rozszerzenia i integracji europejskiej Stefan Fuele, który postawił 3 jasne warunki integracji europejskiej. Wśród nich było „naprawienie konsekwencji” wybiórczego stosowania prawa, czyli mówiąc prościej uwolnienie Julii Tymoszenko i Jurija Łucenki. Później Wiktor Janukowycz pojechał do Wisły, gdzie rozmawiał z prezydentami Polski i Słowacji, a potem ukraiński szef państwa odwiedził Brukselę. Wszędzie zapewniał, że zrobi wszystko, co może, aby podpisać umowę stowarzyszeniową w listopadzie tego roku w Wilnie. Niestety, ubolewał, że nie może nic zrobić z Julią Tymoszenko, czy Jurijem Łucenką ponieważ na Ukrainie sądy są niezależne od władz. Kto w to wierzy? Wątpię, aby było wielu Ukraińców, którzy by się z tym zgodzili, nie mówiąc już o dyplomatach z Brukseli, Waszyngtonu, czy Moskwy. Niemniej jednak Wiktor Janukowycz wydawał się gotowy do pewnych ustępstw, sugerował między innymi, że może zwolnić Jurija Łucenkę z więzienia. O Julii Tymoszenko nie ma mowy.

Tę iluzję przekreśliło jednak pozbawienie mandatu deputowanego obrońcy byłej premier Serhija Własenki pod pretekstem, że łączy on wykonywanie obowiązków parlamentarzysty z pracą jako adwokat. Władze nie zrezygnowały z tego kroku mimo że europejskie stolice i Waszyngton ostrzegały przed takimi działaniami, demonstrując przy tym, że nie wierzą iż Najwyższy Sąd Administracyjny jest naprawdę niezależnym organem. To że dzień wcześniej mandat stracił deputowany Partii Regionów było tylko przykrywką ponieważ nie jest sekretem, że jest jeszcze wielu parlamentarzystów rządzącego ugrupowania, którzy oprócz pracy w Radzie Najwyższej zajmują się jeszcze biznesem. Moim zdaniem, władze kierowały się przy tym czystym pragmatyzmem.

Po pierwsze, po tym, jak opozycja doprowadziła do tego, że deputowani muszą głosować osobiście, w Kijowie zaczęły się rozmowy o tym, jak ważny jest teraz każdy głos i jak w związku z tym rośnie rola pojedynczego deputowanego, także rządzącej większości. Miał on jakoby móc teraz szantażować rządzącą większość i żądać zysków za poparcie jakiejś ustawy. Tak się jednak nie stało. Rządzący pokazali, że deputowany to trybik, który w każdym momencie może być wymieniony na inny, lepszy, posłuszniejszy. Tracisz mandat = tracisz immunitet, a w Prokuraturze Generalnej mogą już czekać na ciebie sprawy, które zaprowadzą cię prosto do więzienia. Po drugie, przed tym, jak Brukseli zostanie rzucony ochłap w postaci zwolnienia Jurija Łucenki, należy zrobić jak najwięcej, aby przykręcić śrubę nie tylko własnym deputowanym, ale też opozycji. Kijów liczy na to, że gdy szef MSW będzie już na wolności, unijni urzędnicy wpadną w euforię i z radością podpiszą umowę stowarzyszeniową. Po trzecie, tak naprawdę krytyka „wybiórczego sądownictwa”, jest dla władz w Kijowie korzystna, oczywiście do momentu gdy Bruksela i inne europejskie stolice nie uciekają się do sankcji ekonomicznych, czy osobistych. Na razie jednak zamiast słuchać na przykład o kwitnącej korupcji i nepotyzmie, można wysłuchać paru cierpkich słów o wybiórczym stosowaniu prawa.

Władze w Kijowie mogą się jednak przeliczyć. Jeżeli Bruksela nie zadowoli się ochłapami, umowa stowarzyszeniowa nie będzie podpisana w tym roku. W przyszłym nikt już o niej nie będzie mówić ze względu na wybory do Parlamentu Europejskiego. W 2015 też nikt o niej nie wspomni ponieważ na Ukrainie będą wybory prezydenckie. O integracji europejskiej wszyscy zapomną, tak jak zapomnieli o integracji z NATO. I będzie to zasługa jednego człowieka: Wiktora Janukowycza. Tylko pytanie: czym będzie szantażował wtedy kolegów z Moskwy? Integracją z Chinami?

Tekst Piotra Pogorzelskiego ze strony: elections.blox.ua
Tekst ukazał się w nr 5 (177) 12 – 25 marca 2013

Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie. Wpis prezentuje tylko osobiste poglądy autora.

X