Ulewa stulecia we Lwowie. Część II

-a A+

Niezwykłe wydarzenia klimatyczne we Lwowie długo były pamiętane, zaś prasa lwowska podawała dokładne relacje i szczegóły. Takie były na przykład relacje o gwałtownej ulewie 16 czerwca 1905 roku, którą od razu nazwano ulewą stulecia.

Niebezpieczna sytuacja zaistniała w północno-wschodniej części miasta. Woda z południowej i zachodniej części przez śródmieście spływała właśnie w tym kierunku ulicami nad korytem zasklepionej Pełtwi. Dzikim potokiem woda znosiła wszystko na swojej drodze spływając w dół ulicą Gródecką, a dalej Kazimierzowską (obecnie część Gródeckiej od kościoła św. Anny do gmachu Opery i placu Krakowskiego). Na ulicy Gródeckiej woda z kanałów wyrwała pokrywy i tryskała na wysokość pierwszego piętra.

Do południa następnego dnia funkcjonariusze Miejskich Zakładów Wodociągowych pompowali wodę z zalanych piwnic. Znaczną szkodę poniósł znany lwowski kupiec Balas. W jego domu przy ulicy Kazimierzowskiej 41 zalało sklep na parterze i dziesięć piwnic. Wysokość wody sięgała tutaj do półtora metra. Sery, śledzie, beczki i butelki z winem oraz wiele innych towarów zostały zniszczone. Duże pompy przez trzy godziny bezskutecznie pompowały wodę, która tylko przybywała. Nadmienić trzeba, że jedna pompa pompowała 6-7 litrów wody na sekundę.

Ucierpiała też słynna restauracja i hotel Bombacha przy ul. Kazimierzowskiej 19. O tej restauracji batiarzy śpiewali:

„Dziś bal u Bombacha,
Niech nikt się nie stracha.
Tam bendzi zabawa i ścisk.
Z niejednej tam gęby
Posypią si zęby
Niejeden dostani tam w pysk”.

W piwnicach restauracji Bombacha, zalanych brudną wodą z kanałów, mieścił się między innymi magazyn krochmalu, mydła i świec kupca Kretzera. Wszystkie te artykuły uległy zepsuciu. Trzy pompy były tu czynne przez całą noc.

Piwnica szynku w kamienicy pod liczbą 32 przy tejże ulicy była wypełniona wodą. Szpunty w beczkach z wódką i piwem wypadły, a trunek zmieszał się z wodą. Beczki pływały w piwnicy i wypływały na ulicę. Aparaty służące do pompowania piwa zostały całkiem zniszczone.

Magazyn żelaza kupca Rapaporta przy ulicy Kazimierzowskiej 16, magazyn porcelany w suterenach kamienicy przy bocznej ulicy Furmańskiej 7, piwnice domów przy ulicach Krzyżowej (ob. Generała Czuprynki), Lindego (obecna Ferenca Liszta) były zupełnie zalane wodą. Warsztat bednarski Ziętkiewicza przy Kazimierzowskiej 17 był zupełnie zniszczony. W hotelu „Belle Vue” (przy ulicy Karola Ludwika 27) maszyny elektryczne w piwnicach okazały się pod wodą. Przy ulicy Krakowskiej 34 zalało magazyny kupieckie z korzeniami i wiktuałami.

Rwący potok wtargnął do magazynów fabryki cukrów dra Ruckiera przy ul. Zamarstynowskiej. Woda zniszczyła wyroby cukiernicze i uszkodziła maszyny. W tym zakładzie przy pompach pracowało 36 osób.

Akcją ratunkową na obszarze całego miasta kierował dyrektor zakładów wodociągowych Stanisław Aleksandrowicz. Woda spływała też w dół ulicą Łyczakowską. W jej górnej części podmyła skarpę na boisku „Sokoła”, która spełzła na boisko. W zakładzie wodoleczniczym dra Strojnowskiego i w ogrodzie Kisielki ulewa poczyniła wielkie szkody. Olbrzymia ilość kamieni i szarego piasku leżała w dolnej części ulicy Łyczakowskiej, również na ulicach Skrzyńskiego (ob. Witwera), Żulińskiego (ob. Fiłatowa), Kurkowej (ob. Łysenki) i na Podwalu. Przy ulicy Żółkiewskiej (ob. Bohdana Chmielnickiego) runął w czasie ulewy stary 30-metrowy mur okalający klasztor oo. Bazylianów. Zawalił się również mur obok realności Prugara przy ulicy Pełczyńskiej. Część muru przy ulicy Długosza 22 (ob. Cyryla i Metodego) runęła na chodnik. „Przechodzący obok pan J.D. zaledwie zdołał umknąć przed spadającymi cegłami i sztabami żelaznymi, które zasypały prawie całą szerokość ulicy”. W świeżo wyszutrowanej ulicy Mickiewicza woda zniosła cały szuter aż na ulicę Marszałkowską (ob. Uniwersytecka).

Boczna Gródeckiej ulica Bema (ob. Jarosława Mądrego) była zalana na całej przestrzeni. Na podwórzu domu pod liczbą 22 z kanału podziemnego tryskała woda, która w ciągu kilku minut zalała mieszkania suterynowe. „Wszystko odbyło się tak nagle, że ledwie udało się uratować pięcioro znajdujące się tam dzieci”.

Na placu Smolki (obecnie plac Hryhorenki) utworzyły istne zaspy namułu. Również zupełnie zamulone zostały ulice 29 Listopada (ob. Konowalca), Na Bajkach (ob. Kijowska), Wiśniowieckich (ob. Rusowych), św. Zofii (ob. Iwana Franki). Część góry obok Zakładu Brata Alberta na Kleparowie urwała się i na dziedzińcu zakładu utworzyły się wały z błota, o których usunięcie prosił zakład pomocy Magistratu.

Z powodu wysokiej wody pociągi dojeżdżały do Lwowa w nocy bardzo powoli, przy oświetleniu torów pochodniami. Na Zniesieniu z obu stron toru utworzyło się jezioro. Ulewa wyrządziła szkody również na dopiero wybudowanym Głównym Dworcu kolejowym. Fale wody dotarły z obu stron pod krytą halę i zalały tory. Woda dostała się na dół do sal restauracyjnych, ozdobionych z przepychem, popsuła stylowe meble. Na stacji Lwów-Podzamcze jeden z torów był zamulony zupełnie. Robotnicy pracowali przy pochodniach pod deszczem przez całą noc dla umożliwienia ruchu pociągów.

Lwowska rzeka Pełtew wyrządziła wielkie szkody mieszkańcom nadbrzeży na Zamarstynowie. Woda brudnym potokiem płynęła ulicą Zamarstynowską. Kurier Lwowski pisał: „Najstraszniejszy obraz spustoszenia przedstawia wieś Zamarstynów nad brzegami Pełtwi. Ogrody warzywne przedstawiły tam pole piasku i kamieni. Mosty na Pełtwi zniosła woda. W sąsiedniej wsi Grzybowice szalał w czasie ulewy straszny orkan. Utopiło się trzech pastuszków. Orkan połamał mnóstwo drzew przydrożnych i owocowych”. Batiarzy z Zamarstynowa postanowili skorzystać z powodzi i wyłowić z koryta Pełtwi naniesione tam z miasta rozmaite przedmioty. Rozebrawszy się do naga nurkowali w brudną wodę. Jeden przypłacił to życiem. Nurkował na głębinę, a nie umiał pływać i porwany prądem wody utonął. Wezwano pogotowie ratunkowe, „ale ratunek był jemu już niepotrzebny. Nazwisko nieszczęśliwca nie jest znane”.

Po tak groźnych skutkach ulewy i powodzi prasa lwowska alarmowała, że miasto wcale nie jest przygotowane na takie wydarzenia. Widok miasta był „zaprawdę grozą przejmujący, a podobno niepamiętany przez jego mieszkańców”. Ostrzegano, że najwyższy czas zwrócić uwagę na bezpieczeństwo obywateli i przystąpić do budowy racjonalnej kanalizacji, przebudować stare, jeszcze z początku XIX wieku, kolektory Pełtwi i innych lwowskich strumyków.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 9 (325) 17-30 maja 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.