Fałszywa symetria

-a A+

Historyczne losy Polaków i Ukraińców są ze sobą mocno powiązane. Oba narody musiały znosić obce panowanie, rządy bolszewików i okupację niemiecką i musiały walczyć o swoją wolność. W związku z tym wśród historyków ukraińskich panuje od pewnego czasu tendencja do porównywania historii walki wyzwoleńczej obu narodów w celu ukazania wspólnych cech i podobieństw w metodach walki z przeciwnikiem.

W przypadku historii konfliktu polsko-ukraińskiego wykazuje się pewną symetryczność obu walczących ze sobą stron, zacierająca istotne różnice między nimi. Jednocześnie walki i zbrodnie wojenne z lat 1942–1947 są prezentowane jako wojna dwóch równorzędnych przeciwników („druga wojna polsko-ukraińska”), kierujących się podobnymi patriotycznymi ideałami i stosujących te same metody.

Terrorystyczna działalność Ukraińskiej Wojskowej Organizacji (UWO), a następnie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, skierowana przeciwko państwu polskiemu, jest zestawiana z analogiczną działalnością Organizacji Bojowej PPS przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Tym samym Stepan Bandera staje się odpowiednikiem przywódcy OB PPS Józefa Piłsudskiego. Obydwaj byli bowiem terrorystami „w słusznej sprawie” i zostali przywódcami swoich ruchów narodowo-wyzwoleńczych walczących o niepodległość. A więc kult Bandery jako bohatera narodowego na Ukrainie jest równie uprawiony jak kult Piłsudskiego w Polsce.

Tego typu porównania grzeszą jednak nadmiernymi uproszczeniami, nie biorąc pod uwagę istotnych różnic między tymi organizacjami, pod względem założeń ideowych i metod walki. Zarówno członkowie OB PPS jak i UWO-OUN dokonywali napadów na banki, poczty i transporty pieniędzy w celu zdobycia środków na własną działalność. Jedni i drudzy dokonywali zamachów na polityków i urzędników państwowych – w pierwszym przypadku Rosjan, w drugim Polaków. Na tym jednak zasadnicze podobieństwa się kończą.

Terror polskich socjalistów kierował się niemal wyłącznie przeciwko rzeczywistym rosyjskim gnębicielom narodu polskiego, w sytuacji gdy nie było możliwości legalnej walki o cele narodowe. Natomiast ukraińscy nacjonaliści mordowali przede wszystkim polskich umiarkowanych polityków, którzy byli gotowi do dialogu i kompromisu ze stroną ukraińską. Stąd też zamachy na Tadeusza Hołówkę i ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Próbowano także zabić Józefa Piłsudskiego i planowano zamach na wojewodę wołyńskiego Henryka Józewskiego. Nigdy natomiast nie podjęto próby zamachu na przywódców polskiej nacjonalistycznej prawicy, np. Romana Dmowskiego.

Terror UWO-OUN kierował się w ogromnym stopniu przeciwko własnym rodakom. Ogólna liczba ofiar zamachów z lat 1921–1939 nie jest znana. Możemy jednak powołać się na niepełne dane badacza ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego Alexandra Motyla. Według niego w udokumentowanych zamachach UWO-OUN zginęło 36 Ukraińców, 25 Polaków, 1 Rosjanin i 1 Żyd. Wśród ofiar byli faktyczni lub rzekomi zdrajcy z szeregów własnej organizacji, ale także zasłużeni działacze społeczni i politycy, którzy dążyli do porozumienia z władzami polskimi. Ludzie ci starali się wykorzystywać wszelkie legalnie możliwości działania na rzecz rozwoju społecznego, gospodarczego i kulturalnego ludności ukraińskiej w Polsce. Należy przy tym pamiętać, że w latach 20. odbywały się w II Rzeczypospolitej w pełni demokratyczne wybory parlamentarne, co dawało Ukraińcom szanse równoprawnego udziału w życiu politycznym państwa. Później te możliwości zostały ograniczone, ale nadal istniały. Tym różniła się Polska od carskiej i sowieckiej Rosji.

Nacjonaliści bali się jednak jak ognia jakiegokolwiek kompromisu i poprawy relacji polsko-ukraińskich. Wyznawali teorię „permanentnej rewolucji”, w której posługiwanie się przemocą służyło destabilizacji sytuacji na ziemiach zamieszkanych przez Ukraińców, podtrzymywaniu stanu nieustannego napięcia i niepokoju. Przyjęcie zasady „im gorzej tym lepiej” oznaczało, że ukraińskim nacjonalistom nie zależało na poprawie losu Ukraińców w Polsce. Wprost przeciwnie: chcieli wywołać dodatkowe represje i dyskryminację ze strony polskich władz, aby wzbudzić nienawiść zwykłych Ukraińców wobec Polaków.

Pierwsza próba sił miała miejsce w 1922 roku, gdy UWO za pomocą przemocy fizycznej i moralnej przekonywała ukraińską ludność Galicji Wschodniej do bojkotu pierwszych wyborów do Sejmu i Senatu RP. W ramach akcji sabotażowej bojownicy UWO dokonali kilkuset podpaleń i zerwania łączności, zabili 22 policjantów i żołnierzy WP oraz 13 ukraińskich ugodowców. Wśród ofiar był wybitny poeta ukraiński Sydir Twerdochlib. Bojkot wyborów został podjęty przez większość legalnych ukraińskich partii politycznych. W jego efekcie do Sejmu weszło tylko 5 ukraińskich posłów z ugodowej partii „Chliborobów”. Był to ogromny błąd polityczny. Istniała bowiem szansa wprowadzenia do Sejmu 30 Ukraińców z Galicji, którzy w połączeniu z 20 posłami wybranymi przez Ukraińców z Wołynia i Chełmszczyzny (którzy nie zbojkotowali wyborów) mogli utworzyć silny klub poselski. Wobec rozbicia polskiego parlamentu na wiele małych ugrupowań, dawałoby to realną możliwość walki o przestrzeganie słusznych praw ludności ukraińskiej w Polsce.

W 1928 roku, w mniej korzystnych warunkach politycznych, do Sejmu weszło 46 ukraińskich posłów. Niestety byli podzieleni na kilka zwalczających się klubów. Politycy najsilniejszej partii – Ukraińskiego Narodowo-Demokratycznego Zjednoczenia (UNDO) wykazywali naturalne skłonności do kompromisu z rządem. Chodziło im o zapewnienie lepszych warunków dla rozwoju ukraińskiej spółdzielczości, szkolnictwa, organizacji kulturalno-oświatowych, prasy itp. UNDO nie rezygnowało z walki o niepodległość Ukrainy, ale w oczekiwaniu na odpowiedni moment do podjęcia walki starało się wzmacniać ukraiński stan posiadania w Polsce.

Spodziewane załagodzenie konfliktu polsko-ukraińskiego i poprawa sytuacji ukraińskiej ludności stanowiły śmiertelne zagrożenie dla strategii przyjętej przez działaczy OUN. Ich celem było bowiem wykopanie przepaści nie do zasypania między Ukraińcami a Polakami, zgodnie z zasadą: cel uświęca środki. Dlatego w 1930 r. zorganizowali wielka akcję sabotażową, skutkiem której była polska akcja pacyfikacyjna w Galicji Wschodniej i zaostrzenie polityki rządu wobec Ukraińców. To opóźniło próbę normalizacji stosunków polsko-ukraińskich o 5 lat i przysporzyło niepotrzebnych cierpień zwykłym ludziom. Umiarkowani politycy UNDO, tacy jak wielce zasłużony przewodniczący „Proświty” Mychajło Hałuszczynśkyj, byli zastraszani i otrzymywali listy z pogróżkami od OUN. Był on jednym z prawdziwych patriotów i liderów ruchu narodowego, a dziś jest zupełnie zapomniany.

W 1933 r. na czele Krajowej Egzekutywy OUN stanął Stepan Bandera – człowiek całkowicie bezkompromisowy. Postawił na indywidualny terror przeciwko przedstawicielom polskiej władzy i Ukraińcom uznawanym za kolaborantów. 15 czerwca 1934 r. jego ludzie dokonali w Warszawie zuchwałego zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Reakcją władz polskich były masowe aresztowania wśród członków OUN oraz założenie obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej, do którego trafiali przeciwnicy polityczni obozu rządzącego. 25 lipca 1934 r. został zamordowany dyrektor ukraińskiego gimnazjum we Lwowie Iwan Babij, były oficer UHA, wielki ukraiński patriota. Zginął za to, że nie chciał pozwolić na agitację OUN na terenie szkoły. Jego intencją było uchronienie uczniów i szkoły przed represjami ze strony policji. Dla Bandery to była zdrada.

Po zamordowaniu Babija głos zabrał wreszcie metropolita Andrij Szeptyćkyj, potępiając działalność ukraińskich terrorystów jako amoralną. Jednak w oczach młodych radykałów aresztowany przez Polaków przywódca zamachowców Stepan Bandera stawał się wielkim bohaterem, zwłaszcza dzięki nagłośnieniu jego niezłomnej postawy podczas procesu sądowego. Jego fanatyzm najlepiej opisują słowa, których użył w mowie końcowej na procesie lwowskim: „nasza idea w naszym rozumieniu jest tak wielka, że nie jednostki, nie setki, a miliony ofiar należy poświęcić, aby ją jednak zrealizować”.

O braku symetrii między OUN i OB PPS a także ich przywódcami (Banderą i Piłsudskim) świadczą przede wszystkim założenia ideowe, na których się opierały te organizacje. Polska Partia Socjalistyczna miała demokratyczny, lewicowy, a zarazem niepodległościowy charakter. Skupiała w swych szeregach nie tylko Polaków, ale także polskich Żydów i przedstawicieli innych mniejszości narodowych.

OUN przyjęła za swoją nacjonalistyczną doktrynę Dmytra Doncowa, opartą na darwinizmie społecznym zakładającym, że naród jest gatunkiem, który walczy o miejsce dla siebie tępiąc inne gatunki (narody). Słabszy musi ulec silniejszemu. Naród jako gatunek był dla Doncowa i nacjonalistów wartością najwyższą, ważniejszą od Boga. Zdecydowanie odrzucano demokrację na rzecz „nacjokracji” czyli totalitarnej dyktatury narodu, gwarantującej prawa wyłącznie dla etnicznych Ukraińców. W praktyce te rządy miały polegać na dyktaturze wodza i wąskiej elity partyjnej, która miała pokierować masami i zaszczepić im bezgraniczną wiarę w ideowe dogmaty głoszone przez przywódców. Wszystkie partie i organizacje polityczne poza OUN miały zostać zakazane.

O tych totalitarnych dążeniach najlepiej świadczy postawa banderowców wobec melnykowców po rozłamie w OUN. Latem 1941 r. uciekano się nawet do mordowania działaczy OUN-M. Banderowcy porwali i zamordowali żonę ich konkurenta politycznego – Tarasa Bulby-Borowcia. Ukradli jemu także nazwę organizacji zbrojnej – Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Jak stwierdza Heorhij Kasjanow, ukraiński radykalny nacjonalizm miał wyraźne rysy totalitarnego i antydemokratycznego ruchu rewolucyjnego. W istocie odrzucał też tradycyjne wartości chrześcijańskie. W dekalogu ukraińskiego nacjonalisty z 1929 r. znajdziemy wstrząsające w treści przykazania: „7. Nie zawahasz się dokonać największej zbrodni, jeśli wymaga tego dobro sprawy; 8. Nienawiścią i bezwzględną walką oraz podstępem będziesz przyjmował wroga Twego Narodu”. W tym samym czasie Mychajło Kołodziński pisał: „Trzeba krwi, dajmy morze krwi, trzeba terroru, uczyńmy go piekielnym, trzeba poświęcić dobra materialne, nie zostawmy sobie niczego. Mając na celu wolne państwo ukraińskie, idźmy doń wszystkimi środkami i wszystkimi szlakami. Nie wstydźmy się mordów, grabieży i podpaleń. W walce nie ma etyki”.

Wśród historyków trwają spory w kwestii związków OUN z faszyzmem i nazizmem. Często się im zaprzecza, ale fakty mówią same za siebie. Wiele relacji mówi o tym, że młodzi ukraińscy nacjonaliści byli zafascynowani faszyzmem, podziwiali Mussoliniego i Hitlera. Organizacja była współfinansowana przez nazistowskie Niemcy i wykonywała na ich rzecz zadania szpiegowskie. Na kongresie ukraińskich nacjonalistów w Krakowie w kwietniu 1941 r. oficjalnie przyjęto wiele faszystowskich zasad, symboli i rytuałów: zasadę „Jeden naród, jedna partia, jeden wódz”, czarno-czerwoną flagę symbolizującą krew i ziemię oraz faszystowski salut na powitanie. Ponadto w ideologii i praktyce OUN pojawiały się wątki rasistowskie i antysemickie. Ukraiński emigracyjny historyk John-Paul Himka doszedł zatem do wniosku, że „OUN była w istocie typowo faszystowską organizacją”.

Fałszywy symetryzm widzimy również bardzo często w sposobie przedstawiania konfliktu polsko-ukraińskiego w latach II wojny światowej. Według Wołodymyra Wiatrowycza i części innych historyków ukraińskich, od 1942 r. trwała regularna wojna polsko-ukraińska, rzekomo zapoczątkowana przez Polaków na Chełmszczyźnie. W świetle tej wizji historii, było to starcie dwóch równorzędnych przeciwników – Armii Krajowej i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Obie strony dążyły do oczyszczenia spornego terytorium od „cudzej ludności” wszelkimi możliwymi sposobami. Obie strony dopuszczały się przy tym zbrodni wojennych przeciwko ludności cywilnej, a próby powstrzymania tych zbrodni, podejmowane przez dowództwa obu armii okazały się „niedostatecznie efektywne”.

Powyższe tezy nie znajdują pokrycia w znanych nam faktach i dokumentach. Zacznijmy od samej genezy konfliktu. W literaturze ukraińskiej od lat twierdzi się, że „rzeź wołyńska” była spowodowana masowymi zabójstwami ukraińskiej inteligencji, dokonywanymi przez polskie bojówki na Chełmszczyźnie w 1942 roku. Wieści o polskich okrucieństwach przyniesione przez uciekinierów z Chełmszczyzny miały doprowadzić do spontanicznego wybuchu antypolskiej akcji na Wołyniu. W ostatnich latach historyk Igor Hałagida udowodnił jednak, że nic takiego nie miało miejsca. Do maja 1943 r. zabójstwa ukraińskich działaczy narodowych, dokonywane przez Polaków na Chełmszczyźnie, nie miały masowego charakteru. Nie było też rzekomej fali uciekinierów za Bug. Tak więc antypolska akcja OUN-B na Wołyniu wiosną 1943 r. nie miała nic wspólnego z wydarzeniami na Chełmszczyźnie.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że prologiem do rzezi wołyńskiej były wydarzenia z 1939 roku. Ideolog OUN Mykoła Ściborskyj już w 1933 r. zapowiadał, że w momencie wybuchu powstania „ukraińscy chłopi wyrównają bez litości rachunki z dziedzicami będącymi agentami polskiej okupacji, a także z wojskowymi i cywilnymi kolonistami”. We wrześniu 1939 r. OUN, jako rzeczywisty sojusznik Niemiec, rozwinęła szeroką akcje dywersyjną przeciwko rozproszonym oddziałom Wojska Polskiego i policji. Napadano też na polskie wsie – zdarzały się wypadki wymordowania całych koloni. Według polskich historyków zginęło wówczas 2 tys. Polaków w Galicji i 1 tys. na Wołyniu. Sami banderowcy przyznali się do zabicia w tym czasie 796 Polaków.

„Antypolska akcja” podjęta w marcu 1943 r. na Wołyniu, a następnie przeniesiona do Galicji, jak wskazuje jej przebieg, nie była żadnym spontanicznym buntem ludowym, jak to próbuje się przedstawiać. Była dobrze zorganizowaną, systematycznie przeprowadzoną przez oddziały UPA czystką etniczną. Na Wołyniu decyzję o jej rozpoczęciu podjął kierujący wołyńską OUN-B Dmytro Klaczkiwśkyj „Kłym Sawur”. Później Centralny Prowid OUN-B zaaprobował antypolskie działania „Kłyma Sawura”. Komendant główny UPA Roman Szuchewycz postanowił zastosować podobne metody przy „oczyszczaniu” z Polaków ziem Galicji Wschodniej. Chociaż nie dysponujemy rozkazami na piśmie, mamy wystarczająco wiele innych dowodów na zaplanowany, eksterminacyjny charakter akcji.

Jedno ze świadectw pozostawił Taras Bulba-Boroweć, który chciał budować państwo ukraińskie na zupełnie innych podstawach ideowych, odwołując się do tradycji demokratycznych UNR. W trakcie negocjacji z banderowcami w sprawie zjednoczenia sił usłyszał od nich żądanie, aby „oczyścić całe terytorium powstańcze z ludności polskiej”. Odrzucił tę propozycję. W późniejszym liście otwartym do kierownictwa OUN Bandery z 4 sierpnia 1943 r. przedstawił dobitnie swoje stanowisko w tej kwestii: „Czy prawdziwy rewolucjonista-państwowiec może podporządkować się przywództwu partii, która budowę państwa rozpoczyna od wyrzynania mniejszości narodowych i obłędnego palenia ich domostw?”.

W przeciwieństwie do UPA, z polskiej strony Armia Krajowa nigdy nie miała planów i zamiarów przeprowadzania tego typu zmasowanej akcji o charakterze ludobójczym. Komenda Główna AK przestrzegała przed ślepą zemstą, zakazując zabijania kobiet i dzieci. Polskie, stosunkowo nieliczne akcje odwetowe, podczas których popełniano również zbrodnie wojenne, były z reguły podejmowane oddolnie, przez poszczególnych dowódców (często nie zrzeszonych w AK) i obejmowały jedną lub kilka wsi.

Porównując UPA i AK trzeba też zwrócić uwagę na odmienny charakter obu stron konfliktu. Armia Krajowa była armią polskiego państwa podziemnego, które podlegało legalnego rządowi polskiemu, rezydującemu w Londynie. Jej zaplecze polityczna stanowiła koalicja czterech największych demokratycznych partii politycznych, działających na emigracji i w podziemiu. AK była więc rzeczywistą reprezentacją państwa i narodu. Natomiast UPA była w istocie organizacją zbrojną jednemu ugrupowania – frakcji banderowskiej OUN. Nie mogła reprezentować państwa ukraińskiego (które w żadnej formie nie istniało) i nie mogła w jego imieniu toczyć wojny przeciwko Polsce i Polakom.

Trudno również mówić o regularnej wojnie UPA z AK, ponieważ podczas rzezi wołyńskiej latem 1943 r. oddziały zbrojne AK na tym terenie jeszcze nie istniały, a przeciwnikiem UPA byli kompletnie bezbronni cywile lub też organizowane spontanicznie samoobrony wiejskie. Rezultatem takiej dysproporcji sił i stosowanych metod były duże różnice w stratach poniesionych przez obie strony konfliktu. W latach 1942-1947 poniosło w nim śmierć około 100 tys. Polaków i kilkanaście tys. Ukraińców.

Na koniec warto się jeszcze odnieść do zestawienia obu bohaterów narodowych: Józefa Piłsudskiego i Stepana Bandery. W istocie te postacie są nieporównywalne. Pochodziły z innych pokoleń, wyznawały inne systemy wartości, działały w innych epokach i przy pomocy innych metod. Gdy Bandera stał się powszechnie znany, Piłsudski znajdował się już u schyłku życia. Polski przywódca w młodości był socjalistą i demokratą. Później ewoluował na prawo, został nawet dyktatorem, ale nigdy nie akceptował szowinizmu i antysemityzmu. Można z nim zestawiać Symona Petlurę, ale nie Banderę, który od początku politycznej kariery był fanatycznym nacjonalistą, sympatyzującym z faszyzmem. To prawda, że nie miał bezpośredniego udziału w podejmowaniu decyzji o ludobójczej antypolskiej akcji OUN-UPA, ale to on stworzył frakcję banderowską, która dopuściła się tej zbrodni. Ponadto nigdy później jej nie potępił, a to znaczy, że akceptował zbrodnicze metody. Ponosił zatem pełną odpowiedzialność moralną.

Piłsudski był głównym architektem odrodzonego państwa polskiego. W 1920 roku w bitwie warszawskiej powstrzymał Armię Czerwoną, ratując Europę przed bolszewickim najazdem. Bandera, jak stwierdzają niektórzy historycy ukraińscy, w zasadzie niczego wielkiego nie osiągnął. Państwa ukraińskiego nie wywalczył, bolszewickiego terroru na Ukrainie nie powstrzymał. Można nawet powiedzieć, że jego głównym osiągnięciem był rozłam w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Poszukiwanie na siłę symetrii we wspólnej historii Polaków i Ukraińców jest pozbawione sensu. W zasadzie można porównywać ze sobą bardzo odmienne organizacje, postacie i zjawiska, ale nigdy nie należy pomijać przy tym zasadniczych i fundamentalnych różnic między nimi. Nadmierne uproszczenia prowadzą na manowce i oddalają nas od poznania prawdy historycznej.

Mirosław Szumiło
Tekst ukazał się w nr 8 (324) 26 kwietnia – 16 maja 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.