Słów kilka o polskiej szkole w Mościskach

Kilka dni temu na ukraińskim portalu „Вголос” ukazał się tekst niejakiego Romana Hurskiego o polskiej szkole nr 3 w Mościskach. Wzbudził on zaniepokojenie mieszkańców. Autor publikacji, nie mając zielonego pojęcia na temat Mościsk, opublikował tekst, w którym świadomie lub może nieświadomie oczernia polską szkołę i Polaków Ziemi Mościskiej.

Na początku chcę wyjaśnić panu Romanowi, że obecnie ponad 40% mieszkańców Mościsk stanowią Polacy. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wioski dookoła, to będzie ich jeszcze więcej. Skąd się tu wzięli? Byli tutaj od zawsze. Po II wojnie światowej granice zostały przesunięte i Mościska zostały częścią Ukrainy. Moja babcia została tutaj, bo tutaj się urodziła i nie chciała wyjeżdżać. Duża część rodziny mojej babci i dziadka wyjechała i rozproszyła się po Polsce. Taki los spotkał wielu Polaków Ziemi Mościskiej. Dzisiaj sytuacja wygląda podobnie, bo część młodych osób, kończąc polską szkołę, jedzie na studia do Polski i tam zostaje. Ale też część jeździ do pracy do Polski i powraca do miejsca swojego urodzenia. Ukraińcy mieszkający tutaj znają język polski, bo każdy ma sąsiada Polaka, a poza tym również jeżdżą do Polski do pracy.

W Mościskach są dwie ukraińskie szkoły numer 1 i 2 oraz tzw. polska szkoła nr 3. W relacjach pomiędzy szkołami nie ma żadnych problemów. Nauczyciele często pracują w kilku szkołach. Uczą dzieci po polsku i po ukraińsku. Jeżeli polska szkoła jest taka zła, to czemu Ukraińcy chcą, aby ich dzieci uczyły się w polskiej szkole nr 3? Odpowiedź prosta, bo będzie im łatwiej studiować na uczelniach w Polsce. Nie jest to tylko problem Mościsk, ale całej Ukrainy.

Szkoła średnia nr 3 im. Królowej Jadwigi w Mościskach z polskim językiem nauczania rozpoczęła swoją działalność w latach 90. XX wieku. Malutkie klasy, w których uczyli się moi koledzy, wyglądały tragicznie. Ze względu też na to, uczyłem się w ukraińskiej szkole w Krysowicach. Dopiero w 2002 roku, dzięki staraniom miejscowych Polaków za pośrednictwem Stowarzyszenia Wspólnota Polska i finansowaniu Senatu RP, udało się zbudować nową polską szkolę. W tamtych czasach czekanie na wsparcie ze strony miasta i państwa ukraińskiego nie dawało żadnych perspektyw. Taka sytuacja jest do dnia dzisiejszego. Oczywiście nauczyciele dostają wynagrodzenie od Ministerstwa Oświaty Ukrainy. Natomiast jeżeli chodzi o remont szkoły i pomoce naukowe, to cały czas państwo polskie finansuje utrzymanie budynku i wyposażenie szkoły.

Jeżeli chodzi o statut szkoły, to w 2017 roku ponownie go podpisał mer Mościsk Serhij Storożuk. W artykule Romana Hurskiego wypowiada się on, iż nic o tym nie wie, bo statut przyjęto dwadzieścia lat temu. Chodzi o sformułowanie w statucie, że dyrektorem szkoły może być OBYWATEL UKRAINY polskiego pochodzenia. Ale nie ma to być obywatel Polski, lecz Ukrainy, który mieszka w Mościskach i zna specyfikę tej miejscowości. Dyrektorem na pewno nie może być ktoś z Kijowa czy nawet ze Lwowa, który może nie zrozumieć miejscowych Polaków.

Wypowiedzi tzw. ekspertów Iryny Farion i Łarysy Nicoj pozostawiam bez komentarza. Niszczą bowiem prawie 30-letnie dobre stosunki polsko-ukraińskie.

Piszę ten tekst po przekazaniu przez polski konsulat sprzętu medycznego dla lwowskiego szpitala, aby pomógł ratować życie ludzi, obywateli Ukrainy różnych narodowości. Bez oczekiwania niczego w zamian. Ale pan Roman Hurskyj prawdopodobnie uzna to znowu za darmowy ser w pułapce na myszy.

Eugeniusz Sało

Poniżej umieszczamy tłumaczenie wspomnianego artykułu umieszczonego na portalu Вголос. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że liczby szkół zarówno w Polsce, jak na Ukrainie, w których można uzyskać wykształcenie średnie, podane są nieprawidłowo. Polskich na Ukrainie jest tylko 4, dziewięcioklasowa szkoła w Strzelczyskach, szkoły sobotnie, sobotnio-niedzielne, kursy i inne nie dają wykształcenia średniego. Wśród szkół w Polsce nie zostały wymienione szkoły w Warszawie i we Wrocławiu.

Ukraińską szkołą ma prawo kierować jedynie… etniczny Polak
W Mościskach, mieście rejonowym w obw. lwowskim, które zamieszkują ponad 9 tys. mieszkańców, język polski nikogo nie dziwi. Miasteczko leży w odległości 14 km od granicy z Polską. Mieszkańcy Mościsk regularnie przekraczają granicę, handlując z Polakami czym się da, więc używają na co dzień wielu polskich słów i zwrotów.

Wydaje się jednak, że kultura i język polski najbardziej rozkwita w Mościskiej Średniej Szkole Ogólnooświatowej nr 3. Tu nawet dyrektorem może być „jedynie obywatel Ukrainy narodowości polskiej”. Jeżeli myślicie, że wymyśliliśmy ten absurdalny warunek – to nie, takie sformułowanie zawiera statut szkoły. Okazuje się, że kierować tą placówką oświatową może jedynie etniczny Polak, ale finansowanie szkoły odbywa się z funduszy Mościskiej Zjednoczonej Gromady Terytorialnej (ZGT).

Obecnie posadę dyrektora szkoły obejmuje niejaka Teresa Teterycz, Ukrainka pochodzenia polskiego – jak domyślacie się. Na tę panią otwarto dwie sprawy kryminalne, grozi swoim podwładnym i często nadużywa pełnomocnictw swojej posady.

Ale o wszystkim po kolei.

Polskie placówki oświatowe na Ukrainie, w których można uzyskać wykształcenie średnie
Geografia polskich placówek oświatowych na Ukrainie skoncentrowana jest na Centralnej i Zachodniej Ukrainie. Ogółem, nie licząc uniwersytetów i towarzystw kultury, jest tam 199 średnich placówek oświatowych (szkoły, licea i gimnazja). 17 z nich znajduje się w obw. kijowskim; 3 – w kirowogradzkim; 1 – w czernihowskim; 30 – w winnickim; 33 – w chmielnickim; 23 – w żytomierskim; 24 – w wołyńskim; 9 – w rówieńskim; 5 – w odesskim; 7 – w mikołajowskim; 2 – w chersońskim; po 4 – w czerniowieckim i iwanofrankiwskim; 26 – we lwowskim; 8 – w tarnopolskim i jedna na Zakarpaciu. Rozmaite ośrodki kultury polskiej, towarzystwa, stowarzyszenia i kursy nauki języka polskiego można znaleźć na terenie każdego obwodu.

Wszystkie te szkoły różnią się metodyką nauczania: jedne są szkołami sobotnimi, w innych nauka odbywa się po ukraińsku, w większości nauka prowadzona jest po polsku i po ukraińsku. Większość tych szkół finansowana jest z lokalnych budżetów.

Ukraińskie szkoły w Polsce
Takich jest jedynie 6: w Przemyślu, Gurowo Iławieckim, Bartoszycach, Legnicy, Białym Borze i w Warszawie. Ta ostatnia to szkoła sobotnia, czyli uczeń przez 5 dni w tygodniu zdobywa wiedzę w polskiej szkole, a jeden dzień w tygodniu uczy się w „ukraińskiej”. Wszystkie te placówki przewidują nauczanie w języku polskim, z lekcjami języka ukraińskiego, historii i kultury ukraińskiej. Utrzymywane są przez rodziców uczniów, a czasami przez różnego rodzaju granty z Unii Europejskiej.

Wynik 199:6, nie na naszą korzyść.

Szkoła nr 3 w Mościskach
Ze źródeł własnych dowiedzieliśmy się o szkole nr 3 w miasteczku Mościska, w obw. lwowskim. Strona „ВІДКРИТА ШКОЛА” (Otwarta szkoła) podaje ją jako placówkę oświatową z polskim językiem wykładowym.

Dlaczego? Rzecz w tym, że nawet w statucie tej placówki, jak już podkreślaliśmy, jest punkt, według którego dyrektorem szkoły może zostać jedynie obywatel Ukrainy narodowości polskiej. Oprócz tego, nauczycielami są tam również Polacy i język wykładowy – też polski.

Rozmawialiśmy z merem miasta Serhijem Storożukiem w sprawie tego punktu statutu. Z rozmowy dowiedzieliśmy się, że dokument powstał około 20 lat wstecz. Według niego, wówczas szkołę remontowali Polacy i właśnie oni nalegali na taki zapis punktu w statucie placówki oświatowej.

– Ten statut został zatwierdzony jeszcze przed moją kadencją, około 20 lat wstecz. Polacy tę szkołę wyremontowali, sfinansowali i sami postawili warunek z tym punktem przed moimi poprzednikami. W tej szkole wszyscy nauczyciele są Polakami i obowiązuje warunek, by dyrektor też był obowiązkowo Polakiem. Obecnie planujemy połączyć szkoły nr 2 i nr 3 i statut będzie inny – wyjaśnił Serhij Storożuk.

Co się tyczy samej pani dyrektor, to jak się okazuje, ma ona złe stosunki nie tylko ze swymi podwładnymi, ale i z władzami miasta. Oprócz tego, otwarto na nią dwie sprawy kryminalne.

– Z mojej inicjatywy przeciwko Teresie Teterycz otwarto dwie sprawy kryminalne. Pierwszy raz, gdy szkołę podpalono i wszystko „wylazło”. Okazuje się, że jej syn, pracownik tej szkoły, był w tym czasie w Polsce, a jednocześnie pobierał wynagrodzenie za pracę, której nie mógł fizycznie wykonywać. Zwróciliśmy się do służb granicznych i otrzymaliśmy informację o tym, kiedy przekraczał granicę, wówczas stało się jasne, że mają miejsce machinacje.

W drugim przypadku, przyszli do mnie sami nauczyciele szkoły nr 3 i opowiedzieli, że pani dyrektor nie ma w pracy, ale pobiera pensję. Wówczas zmuszony byłem napisać podanie, by została otwarta druga sprawa kryminalna, która ciągle nie może zostać doprowadzona do końca.

Nauczyciele tej szkoły jej nienawidzą i sami do mnie przyszli ze skargą. Ona im nawet grozi.

Teresa Teterycz ukończyła już 78 lat, lecz nie możemy jej usunąć. Podajemy sprawy do sądów, a ona płaci i za każdym razem wykręca się. Sąd powinien podjąć decyzję o jej zwolnieniu, ale jakoś nie wydaje… – powiedział mer miasta Mościska.

Rozmawialiśmy również z Walentyną Czernegą, kierownikiem Wydziału Oświaty Mościskiej ZGT. Z jej słów wynika, że nauczanie w szkole prowadzone jest w dwóch językach – po polsku i po ukraińsku. Na ten warunek w statucie nalegali sami Polacy. Co się tyczy zwolnienia skandalicznej pani dyrektor, to Wydział Oświaty nie ma prawa zwolnic dyrektora bez decyzji sądu.

– Przewód sądowy trwa i decyzji na razie nie ma. Bez takiej decyzji nie mamy podstaw do zwolnienia. Gdybyśmy to zrobili, pani Teterycz miałaby prawo podać nas do sądu. Mieliśmy już takie sytuacje, gdy zwalnialiśmy dyrektorów, potem przez trzy lata ciągano nas po sądach, po czym jeszcze ich uniewinniono… – wyjaśniła Walentyna Czernega.

Zwróciliśmy się też do prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej oddział w Mościskach Henryka Ilczyszyna, by wyjaśnił nam sytuacje. Niestety nie udało nam się porozmawiać, bo pan Ilczyszyn był dość agresywny w rozmowie z nami i od razu „umył ręce” od statutu, mówiąc, że nie ma z tym nic wspólnego.

– Nie mogę rozmawiać na ten temat, bo nie brałem w tym udziału i nawet nie wiem co tam jest napisane. Jestem prezesem towarzystwa kultury, a nie dyrektorem tej szkoły i nie wiem co jest w statucie. Co chcecie ode mnie usłyszeć? Moje zdanie osobiste? To mogę powiedzieć, ale jeżeli chcecie wiedzieć kto nalegał na to przed 16 czy 17 laty – to ja nie wiem. Byłem wówczas młodym człowiekiem i wcale nie było mi to w głowie… Proszę zainteresować się ukraińskimi szkołami w Polsce. Tam sytuacja jest taka sama…– powiedział Henryk Ilczyszyn.

Sama zaś dyrektor szkoły nr 3 w Mościskach unikała kontaktu z nami: nie odpowiadała na telefony z różnych numerów i, oczywiście, nie oddzwoniła na żaden z nich.

Redakcja ІА „Вголос” zwróciła się do ekspertów z prośbą o skomentowanie sytuacji, w której polska szkoła z dyrektorką Polką finansowana jest z budżetu Mościckiej ZGT.

Łarysa Nicoj, pisarka ukraińska i działacz społeczny:
Nie jest to jedynie polonizacja – to jawna dyskryminacja narodowościowa. Czyli, jeżeli człowiek nie jest narodowości polskiej, to nie ma prawa objąć tej posady. Nie ważne są tu zawodowe kwalifikacje, nie ważne, że szkoła znajduje się na terenie Ukrainy. Mimo, iż jesteś obywatelem Ukrainy, nie możesz objąć posady dyrektora w tej szkole, ponieważ nie masz polskiego pochodzenia.

Uważam, że winni tu są sami Ukraińcy. Jest to wynik naszej słabości, nieprawidłowego głosowania na wyborach i słabej władzy. Ukraińcy pozwalają manipulować sobą, a potem się dziwią takim zapisom. A gdzie oczy wasze patrzyły? A gdzie była siła woli? A głowa wasza gdzie? A poczucie tego, że jesteś gospodarzem na własnej ziemi? Niestety, tego wszystkiego nam Ukraińcom brak i stąd nasze problemy.

Musimy wychować Ukraińców. Powinniśmy prowadzić ukraińską, ukrainocentryczną, humanitarną, państwowotwórczą politykę. Szkoda, ale polityka humanitarna była zaprzepaszczona przez wszystkie poprzednie władze. W tym – i za Poroszenki, którego nazywano „najbardziej patriotycznym patriotą ze wszystkich patriotów”. Tak samo politykę humanitarną zaprzepaszczono również przy Zełenskim. Niestety, ale państwo Ukraina nie zajmuje się swoją humanitarną państwową polityką, jak robią to inne państwa. Dla nas takie rzeczy nie niosą niczego pozytywnego. Na Ukrainie powinna być przewaga ukraińskiego. Jeżeli to szkoła, gdzie część przedmiotów wykładana jest po polsku, to niechaj. Nie mamy nic przeciwko temu, jeżeli są osoby, chcące uczyć się polskiego, ale pozycja Ukrainy do każdego języka obcego powinna być taka, że ukraińskiego powinno być więcej. Powinien on dominować na wszystkich etapach edukacji, bo to Ukraina.

Iryna Farion, dr filologii, była deputowana Rady Najwyższej VII kadencji:
Jest to naznaczanie nauki polską tożsamością. Wprowadza to w naszą przestrzeń polityczną pojęcie tzw. „Ziem Kresowych”. Ziemie Kresowe – to tam, gdzie mieszkają Ukraińcy, ale Polacy uważają je za swoje. To, że tak powiem, powrót do starej mapy świata. To katastrofa, ale ze względu na to, że uchwalono debilną ustawę o szkolnictwie średnim, to mogą u nas istnieć szkoły mniejszości narodowych.

Co tyczy się statutu tej szkoły, to tu, na pewno, nie tu nie przewidywano jakiejś zasady co do narodowości osoby. Ale, gdyby mieszkańcy Mościsk byli świadomi, to nigdy do takiej szkoły by nie uczęszczali i nie posyłali tam swoich dzieci.

Wróćmy do głównego: charakter szkolnictwa określa poziom świadomości narodowej. O poziomie świadomości narodu ukraińskiego należy jeszcze mówić, żeby zrozumieć, że jest ona na poziomie „jaskiniowym”. Stąd i wypływa taka katastrofa: Moskal oznacza swoją tożsamością szkoły na Wschodzie, Polak markuje swoją tożsamością szkoły na Zachodzie. A co dzieje się w Beregowo – sami dobrze wiemy.

Wyniki takiej polityki mogą być bardzo poważne. Część Zachodniej Ukrainy może znaleźć się w składzie innego państwa – jasne jakiego. Robią to bardzo powoli, dlatego, że rozumieją: walka o państwo – to walka o kulturę. Walka o państwo – to walka o język. Walka o szkolnictwo – to też walka o państwo. Z czego rozpoczęła się falsyfikacja? Ze zniszczenia ukraińskiej oświaty szkolnej. Z czego zaczął się masowy ruch banderowski? Z obrony oświaty szkolnej. Z czego rozpoczęła się akcja protestu Stepana Bandery? Zaczęła się w 1933 roku, gdy powiedział: „Przyjdziemy do wszystkich polskich szkół i wypędzimy stamtąd ducha polskiego”, czyli w zniewoleniu ukraińskiej szkoły. Taka jest polityka sąsiednich państw, gdy widzą słabość „sąsiada”.

Na silnego nie napadają. Napadają na słabego. Czy coś podobnego można sobie wyobrazić na terenach Polski, żeby w statucie było napisane, że dyrektorem musi być obowiązkowo Ukrainiec? Nie, jest to możliwe tam, gdzie na to pozwalają. My sobie na to pozwalamy ze względu na naszą niedorozwiniętą świadomość narodową.

Wnioski
Okazuje się, że przed 20 laty, pod koniec trudnych dla nas lat 90., ukraińskiej szkole zgodziła się pomoc sąsiednia Polska. Zdawałoby się – zwyczajna pomoc państwa, które z nami graniczy. Ale to nie takie proste. Każda taka pomoc ciągnie za sobą szereg innych umów, skierowanych na polonizacje Ukrainy. Strona polska zgodziła się wyremontować ogółnooświatową szkołę, natomiast na Ziemi Lwowskiej przez 20 lat istniał ośrodek języka polskiego i kultury, finansowany z podatków Ukraińców. Doprawdy wiele jest takich przykładów i nie wszystkie powiązane są z Polską, jednak nie warto nam zapominać, że darmowy ser jest tylko w łapce ma myszy.

Tekst ukazał się w języku ukraińskim na stronie internetowej ІА „Вголос”

Roman Gurskij
Tekst ukazał się w nr 7-8 (347-348), 27 kwietnia – 14 maja 2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X