Ściana Pamięci z macew w Dobromilu

Ściana Pamięci ułożona z macew powstała w miejscu starego cmentarza żydowskiego w Dobromilu na Podkarpaciu w obwodzie lwowskim.

9 czerwca w ceremonii odsłonięcia pomnika uczestniczyli naczelny rabin Lwowa i Ukrainy Zachodniej Mordechaj Szlomo Bold, duchowni ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego, Żydzi i miłośnicy kultury żydowskiej ze Lwowa, gości z zagranicy, ludność miejscowa.

– Od czasów II wojny światowej ponad 150 kamiennych nagrobków z cmentarza żydowskiego znajdowały się na podwórku przy ul. Mickiewicza w centrum miasteczka – powiedział dla Kuriera Galicyjskiego Aleksander Nazar, prezes Centrum wolontariatu ze Lwowa. – Podczas okupacji niemieckiej eksterminacji zostało poddanych ponad 2 tys. miejscowych Żydów. Cmentarz żydowski został całkowicie zdewastowany, a nagrobkami było wymoszczone podwórko willi, gdzie zamieszkał wysokiej rangi hitlerowiec. Po wojnie tam wprowadzili się funkcjonariusze administracji sowieckiej.

Jeden z wolontariuszy, Witalij Nadaszkiewicz, kierownik kancelarii prawnej we Lwowie i doktorant Uniwersytetu Warszawskiego, nie ukrywał, że rodzina byłej nauczycielki języka rosyjskiego niechętnie oddała nagrobki. Od lutego br. transportowano je na wzgórze, gdzie wcześniej był cmentarz żydowski. – Przy wznoszeniu pomnika wzorowaliśmy się na Ścianach Pamięci w Polsce i w innych krajach – powiedział Nadaszkiewicz oraz zaznaczył, że znaleźli życzliwość i poparcie wielu Ukraińców i Polaków Dobromila.

– Na koniec została dokonana sprawiedliwość w naszym miasteczku – powiedział po zakończeniu uroczystości burmistrz Dobromila Jurij Petryk. – Dusze tych zmarłych znalazły spokój. To tylko początek tej akcji, dlatego że macewy są jeszcze na innych podwórkach. Będziemy wspierać pracę lwowskich wolontariuszy.

O. Symeon Mańko, ihumen klasztoru ojców bazylianów w Dobromilu, ukazał na zaniedbanie cmentarzy różnych kultur i tradycji. Także zauważył, że nieszczęścia prześladują rodziny w tych domach, gdzie na podwórkach jeszcze pozostały macewy.

{gallery}gallery/2016/dobromil{/gallery}

Przy Ścianie Pamięci w tym dniu rozbrzmiewały różne języki: hebrajski, ukraiński, rosyjski, polski. 93-letni Boruch-Boris Dorfman ze Lwowa zaśpiewał piosenkę w jidysz oraz wyjaśnił, że właśnie w tym języku rozmawiali Żydzi, którzy kiedyś zamieszkiwali Dobromil.

Swoimi refleksjami podzielił się 86-letni Aaron Weiss z Izraela, który podczas Holokaustu został uratowany w Borysławiu przez sąsiadów Polaków i Ukraińców.

– Ja sądzę, że to ma symboliczny charakter – powiedział Aaron Weiss. – Bardzo symboliczny w tym sensie, że niestety tragedia jest tragedią, i my wiemy co się działo na tych obszarach, bo dzisiaj w Dobromilu, o ile się nie mylę, nie ma nawet jednego Żyda. Ale pamięć o tej naszej wspólnej przeszłości, gdzie my żyli w tych miasteczkach razem – Polacy, Ukraińcy i Żydzi, jest naszym obowiązkiem zachować i od czasu do czasu do niej powrócić. Mam nadzieję, że będzie w naszych siłach tę tradycję jakoś kontynuować. Kilka dni temu we Lwowie odbył się Festiwal mużyki żydowskiej, i tysiące ludzi, Żydów i nie-Żydów bawiło się na Rynku. Sądzę, że uda nam się w jakiś sposób zachować pamięć o tych czasach i jestem pewny, że wspólnie razem będziemy kontynuować prace na rzecz wspólnej pamięci na tym terenie.

Z Aaronem Weissem, który mieszka w Izraelu, ale często przyjeżdża do Lwowa, znamy się od dawna. Pan Weiss m.in. stale uczestniczy w dorocznych spotkaniach młodzieży polskiej, ukraińskiej i żydowskiej „Arka” oraz jest stałym czytelnikiem „Kuriera Galicyjskiego” przez Internet.

– W kwietniu zebrałem całą moją rodzinę, trzy pokolenia: ja, moja małżonka, brat, moje dzieci i wnuki i wróciliśmy do Borysławia – powiedział pan Weiss. – Byliśmy znowu w domu, gdzie w piwnicy w okresie okupacji niemieckiej prawie przez dwa lata dwie rodziny – nasi sąsiedzi – robiły wszystko, żeby nas uratować. Polacy i Ukraińcy. Pani Maria Potężna, Polka, i jej syn Tadeusz. I Ukrainka Julia Matczyszyn. To była ich taka współpraca w tym projekcie uratowania rodziny Weissów. Jesteśmy bardzo wdzięczni tym ludziom. Gdyby nie oni, to by nas dzisiaj nie było. Będąc tam, wracam do tej przeszłości, ale myślę też o przyszłości. I w ten sposób kontynuujemy naszą wspólną pamięć naszych narodów.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 11 (255) 17-29 czerwca 2016

X