Karpacka kolęda

-a A+

W miejscowości Krzyworównia na Huculszczyźnie przetrwał dawny zwyczaj zwany „ples”, podczas którego kolędnicy tańczą i kolędują, składając domownikom życzenia. Dla każdego z członków rodziny są oddzielne powinszowania, a składają je nawet… zmarłym, zwierzętom domowym czy pszczołom. Z takimi winszowaniami chodzą od chaty do chaty od 7 do 19 stycznia.

O tych dawnych tradycjach huculskich opowiada Iwan Zełenczuk, główny wodzirej kolędników w Krzyworówni.

Panie Iwanie, od jak dawna istnieje ta tradycja?
O tym nie powiedzą nam nawet najstarsi Huculi – śmieje się pan Iwan. – Prawdopodobnie pochodzi jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, gdy czczono boga słońca Dażboga sławiąc pieśniami i rytualnymi tańcami jego narodziny. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa, jak wiemy, tradycje chrześcijańskie i pogańskie przeplotły się – szczególnie postaci Słońca i Jezusa Chrystusa. Tak trwało przez stulecia. Nawet w czasach sowieckich, gdy wszystko co łączyło się z wiarą było zakazane, Huculi chodzili z kolędą, ale ostrożnie, bo za coś takiego można było co najmniej stracić pracę lub nawet trafić do więzienia. Obecnie huculski ples i kolęda – to nasze pradawne huculskie tradycje.

W jaki sposób kolędnicy przygotowują się do tej kolędy?
Każdy zakątek naszej wioski ma swoją grupę kolędników, składającą się z 10 osób. Na czele każdej stoi „brzoza” – czyli główny kolędnik. Nazwa ta pochodzi od tego, że przed wiekami Huculi zauważyli, że podczas najsilniejszej burzy pierwsze uderzenie żywiołu przyjmuje właśnie to drzewo. Kobiet i dziewcząt w tych grupach nie ma, bo mówią, że takie chodzenie przez kilka dni po górach jest męczące. Kolędowanie trwa w górach aż do uroczystości Chrztu Pańskiego – 19 stycznia (wg. kalendarza juliańskiego – red.).

Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem mężczyźni zbierają się w domu „brzozy”, opracowują nowe kolędy i winszowania, powtarzają stare i ćwiczą ruchy taneczne. Przypatrują się nowym uczestnikom grupy, zaproszonym na kolędowanie. Nie jest łatwo trafić do takiej grupy. Przez rok trzeba prowadzić wzorowe życie: nie pić, nie przeklinać, nie psocić, nie leniuchować. Przed kolędowaniem wszyscy uczestnicy grupy spowiadają się i przyjmują Komunię.

Fot. z archiwum zespołów kolędników

Kiedy zaczyna się ples?
Wszystko rozpoczyna się 7 stycznia koło cerkwi. Po uroczystym nabożeństwie na dziedziniec wychodzą kolędnicy i ustawiają się w trzy koła. W pierwszym stają skrzypkowie, potem ci, którzy grają na trombitach, a już za nimi – pozostali kolędnicy. Kapłan błogosławi zebrany lud na pomyślną kolędę. Następnie każda grupa odchodzi do swojej części wsi. Idą od chaty do chaty, nie omijając nawet tych już opuszczonych. Starzy ludzie powiadali, że gdyby kolędnicy umyślnie ominęli czyjąś chatę, to nikt z tej grupy nie zaznałby przez rok spokoju i zdrowia.

Na takie odwiedziny zapisują się gospodarze zawczasu, bo żeby kolędować i „odplesać” pełny program potrzeba kilku godzin. Zazwyczaj kolędnicy obchodzą w ciągu dnia 4-6 chat.

Przed wejściem do chaty grają na trombitach i proszą o pozwolenie na wejście. Tu, już przed chatą, zaczynają tańczyć i przyśpiewywać, ruszają się posuwiście, podskakują, przysiadają. Po zaproszeniu wchodzą do chaty, ale gospodarze powinni dobrze się przygotować na odwiedziny kolędników trwające nieraz 3, a nawet 4 godziny.

Fot. z archiwum zespołów kolędników

Wiadomo, że kolędnicy śpiewają „personalne” powinszowania.
Na początku kolędują i wspominają zasługi gospodarza, gospodyni i reszty domowników, wychwalają ich dobroć, gospodarność, piękno i życzą wszelkiego dobra, dostatku i pomyślności na rok następny. Jeśli w tym czasie w domu są goście, to i oni mogą sobie zamówić powinszowania. Potem kolędników częstują i wszyscy jedzą, piją i ucztują. Jednak z alkoholem nie przesadzają, bo nie wypada upijać się w dniu narodzin Syna Bożego.

Po poczęstunku kolędnicy wychodzą na podwórze i tańczą „okrągłego” – taniec rytualny, przywołujący obfity urodzaj. A jeszcze kolędują zwierzętom domowym i na życzenie gospodarzy – nawet zmarłym przodkom. Jeżeli w obejściu jest pasieka, to kolednicy idą i tam. Zrzucają przed ulami czapki na jedną kupę, nachylają toporki i uwijają się, naśladując pszczoły. W tym czasie gospodyni posypuje kolędników ziarnem i rzuca po garstce do każdej czapki. Kolędnicy zrzucają to ziarno gospodyni do podołka, co symbolizuje powrót pszczół z miodem. Za kolędę gospodarz rozlicza się z kolędnikiem odpowiadającym za pieniądze. Większą część „nakolędowanego” oddają do cerkwi na dobre dzieła.

Aby przez cały dzień chodzic po górach, trzeba być ciepło ubranym. Czy macie jakiś specjalny strój?
Uczestnicy plesu ubierają się w najlepsze haftowane koszule, na wierzchu mają czarne lub bordowe serdaki, też dekorowane haftem i kolorowymi pomponami – pustozwisami. Na głowę ubierają „rogatą czapkę z trzęsiączkami” – specjalną ozdobą z koralików, lelitek i piór ptaków. Kiedyś dobrze chroniła przed mrozem, bo łatwo można było ją naciągnąć na uszy. Obecnie jest to jedynie tradycja. Na nogach mamy spodnie z sukna i niektórzy jak dawniej – postoły lub buty z cholewami. W rękach mamy toporki-bartki.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 23 (363), 15–28 grudnia 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2021 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.