Naczelny historyk miasta

-a A+

W 1887 roku skromny nauczyciel miejscowego gimnazjum Alojzy Szarłowski napisał książkę o historii Stanisławowa. Minęło wiele czasu, a jego dzieło do dziś jest czytane z zainteresowaniem.

A ponadto, książka „Stanisławów i powiat Stanisławowski pod względem historycznym i geograficzno-statystycznym” uważana jest za jedną z najlepszych prac o historii naszego miasta. Los autora niezbyt bardzo interesował badaczy, jednak okazuje się, że krajoznawca nie tylko książki pisywał…

Od powstańca do profesora
Szarłowski urodził się 2 grudnia 1845 roku w litewskim miasteczku Żwirgżynie koło Kowna w rodzinie szlacheckiej. Ojciec, Ignacy, był poetą-amatorem, a matka, Anna, pochodziła z rodziny Ginetów. W młodości nasz bohater został wykluczony z kiejdańskiego gimnazjum za udział w patriotycznej manifestacji. Kończyć edukację zmuszony był w Kownie.

W tych czasach Litwa, jak i większa część Polski, wchodziła w skład Imperium Rosyjskiego. Mieszkańcy tych terenów, delikatnie mówiąc, „nie tolerowali” przeklętych moskali i śnili odrodzeniem Rzeczypospolitej. Były to nie tylko marzenia, organizowane były też powstania antyrosyjskie. Do jednego z takich dołączył i nasz Alojzy, pociągając za sobą blisko dziesięciu innych gimnazjalistów.

Powstanie wybuchło 22 stycznia 1863 roku i weszło do historii pod nazwą styczniowe. Zdając sobie sprawę z tego, że w otwartej walce nie da się pokonać wielotysięcznej armii rosyjskiej, powstańcy obrali taktykę wojny partyzanckiej. Kraj zapełniły lekkie oddziały kawaleryjskie, robiące odważne ataki na posterunki rosyjskie, niszczono tory kolejowe i wszelako zatruwano życie okupantom. Młody Szarłowski walczył na terenach Litwy w oddziałach Bolesława Kołyszki i Feliksa Wysłoucha. Został ranny w bitwie pod Olkienikami i o mały włos nie oddał ducha Bogu. Gdy doszedł do siebie, powstanie na terenach Litwy już prawie stłamszono. Wrócił więc do domu, ale któryś z sąsiadów zadenuncjował chłopaka i tak trafił on do więzienia w Trokach. Na szczęście nie na długo.

Szarłowskiemu udało się dostać na Uniwersytet Moskiewski, gdzie pod czujnym okiem policji opanowuje fach historyka. Na byłego powstańca patrzono krzywo i kariera uczonego w Rosji nie była mu dana, wobec czego Alojzy przenosi się do Galicji – do Krakowa. Po ukończeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1874 roku zostaje magistrem filozofii. Przez rok uczy we Lwowie, a potem przenosi się do gimnazjum w Stanisławowie, gdzie wykłada historię, geografię, język polski i „dyscypliny ponadobowiązkowe”. W dokumentach gimnazjalnych figuruje jako profesor – ale w tamtych czasach tak określano nauczycieli szkół średnich i gimnazjów.

Pod koniec lat 80. XIX wieku Szarłowski zamienia prowincjonalny Stanisławów na bardziej wytworny Kraków. Tu otrzymuje posadę radcy szkolnego i działa w komisji, układającej podręcznik historii. Jednocześnie uczy w III Gimnazjum państwowym im. Króla Jana Sobieskiego. W tym czasie ukazują się jego książki „Od absolutyzmu do konstytucji w Rosji”, „Wpływ Polski na Moskwę w XVII wieku”, „Z dziejów etnografii rosyjskiej” i wiele innych opracowań historycznych.

Nie do końca wyjaśniona jest sprawa śmierci historyka. Wikipedia podaje, że nastąpiła 29 marca 1911 roku, „Polski Słownik Biograficzny” podaje datę 31 maja, a „Kurier Stanisławowski” – 1 czerwca. W jednym wszystkie źródła są zgodne – zmarł w Krakowie i tu został pochowany. Interesujący jest fakt, że od dawna nie mieszkał w Stanisławowie, ale „Kurier” zamieścił jego nekrolog. Znaczy, że w mieście nadal go szanowano!

Z życia osobistego wiadomo, że małżonką jego była Eugenia z Teodorowiczów, z którą miał cztery córki. Jedna z nich, Helena, była żoną historyka Oskara Haleckiego, który w 1938 roku opublikował część powstańczych wspomnień teścia.

Krajoznawcza Biblia
Prawdopodobnie Szarłowski nigdy nie napisałby historii Stanisławowa, gdyby go o to nie poproszono. W 1881 roku zwrócił się do niego redaktor wielotomowego „Geograficznego słownika królestwa Polskiego…” Filip Sulimierski z propozycją opracowania artykułu o Stanisławowie.

Profesor gimnazjum, rzecz jasna, z radością przystał na współpracę z takim solidnym wydaniem. We wstępie pisze, że „przede wszystkim starał się odnaleźć rękopisy, zachowane w archiwum stanisławowskim, kościelnym archiwum parafialnym, przeglądnąć biblioteki obu kościołów (katolickiego i ormiańskiego) oraz przejrzeć rękopisy, przechowywane w rękach prywatnych”.

Szarłowski „wynalazł” tyle materiałów, że starczyło ich nie tylko na artykuł w „Słowniku…”, ale też na osobną książkę, która niebawem się ukazała. W roku 1887 nakładem księgarni Doboszyńskiego ukazała się praca „Stanisławów i powiat Stanisławowski pod względem historycznym i geograficzno-statystycznym”.

Była to książka formatu zbliżonego do A5, posiadająca 356 stron. Tematycznie składała się z dwóch części: opisu miasta i powiatu. Niezwykle interesująco podana jest historia miasta, którą autor doprowadza do 1886 roku. Autor nie przesadza z bajkami i legendami, jak czynił to Sadok Barącz, ale tekst czyta się lekko i przyjemnie. Oprócz chronologii są dokładne opisy wybitnych zabytków, szkół, bibliotek, archiwów, urzędów państwowych i organizacji społecznych.

Z części statystycznej dowiadujemy się, że w 1880 roku w mieście mieszkało 10 023 Żydów, 5 584 katolików rzymskich, 2 793 grekokatolików i 90 katolików ormiańskich. W mieście działały miejskie i kupieckie (żydowskie) kasyna, straż pożarna, stowarzyszenie myśliwych, a nawet – Towarzystwo miłośników muzyki.

Nie pominął Szarłowski w swojej publikacji nawet klimatu miasta: okazuje się, że średnia temperatura w lecie stanowiła 14,3 ºC, a zimą – 3,4ºC.

Największa śmiertelność była od kokluszu, tyfusu, odry i szkarlatyny (obecnie niektóre mamy obawiają się dla swoich pociech planowanych szczepień na te choroby). Statystyka donosiła też, że w Stanisławowie było 16 niewidomych, 7 głuchoniemych, 1 maniak i 2 idiotów.

Niestety, książka nie posiadała ilustracji, ale autor zamieścił mapę powiatu i plan miasta z oznaczeniem najważniejszych obiektów.
Po trzech latach od ukazania się książki, w kolejnym, XI tomie „Słownika…” ukazał się artykuł Alojzego Szarłowskiego, napisany na zamówienie, o objętości… 16 stron.

Krytyka, zapomnienie, odrodzenie
Książka Szarłowskiego wywołała szeroki oddźwięk w polskiej części Austro-Węgier. W „Kwartalniku historycznym” za rok 1888 ukazała się recenzja pióra Henryka Szawińskiego. Podkreśla on, że książka napisana jest w sposób dostępny, tym nie mniej pozbawiona jest odwołań do poważnych źródeł.

Archiwum miasta Stanisławowa wygląda dość ubogo, dlatego Szarłowski musiałby jechać do Lwowa i popracować z archiwami lwowskich aktów grodzkich i ziemskich. Lwów ze Stanisławowem łączyła kolej, a pan profesor przez sześć lat ani razu nie udał się do Lwowa. Oprócz tego Szawiński zarzucał autorowi, że przypisuje założenie miasta Jędrzejowi Potockiemu, odrzucając stwierdzenie Nieseckiego (polskiego historyka z XVIII w.), że miasto założył jego ojciec Stanisław Rewera Potocki. Czyli, że datę założenia należało by przenieść z roku 1662 na rok 1654.

Szarłowski nie zwlekał długo z odpowiedzą na te zarzuty i w następnym numerze „Kwartalnika…” odpowiada oponentowi. Twierdzi, że z pewnych osobistych i zawodowych przyczyn nie mógł korzystać z archiwów lwowskich. Przy tym i bez lwowskich archiwów przytacza dość źródeł, ale jego celem nie było napisanie pełnowartościowej historii miasta, a raczej rzecz skromniejszą – szkic do historii miasta. Oddając sprawiedliwość Szarłowskiemu, pod koniec XIX wieku opublikowano we Lwowie wielotomowe wydanie „Aktów grodzkich i ziemskich” i niczego nowego o Stanisławowie tam nie było.

Co się tyczy daty założenia miasta i jego założyciela – zachował się przywilej Potockiego z 1662 roku i jego potwierdzenie przez króla polskiego, gdzie czarno na białym wskazano, że miasto założył właśnie Jędrzej Potocki. Natomiast data 1654 nie jest niczym podparta, oprócz fragmentarycznego wspomnienia w biografii Stanisława Rewery Potockiego.

Jak by tam nie było, Szarłowskiemu udało się napisać prawdziwy bestseller. Kolejne pokolenia historyków aktywnie wykorzystywały to dzieło do pisania własnych prac – niektórzy wprawdzie „zapominali” wskazywać źródło.

W Iwano-Frankiwsku książka już od dawna jest rarytasem i nie wszyscy czytelnicy o niej wiedzą. Gdy w 2007 roku pojawiło się historyczno-krajoznawcze zjednoczenie „Moje miasto”, od razu postawiło sobie za cel ponowne wydanie prac miejscowych „klasyków”. Niebawem „Stanisławów i powiat Stanisławowski…” ukazał się i Szarłowski znów powrócił do współczesnego czytelnika.

Autor składa specjalne podziękowania Janinie Dobruckiej-Krach z redakcji „Polskiego Słownika Biograficznego” za udostępnione materiały

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 11 (351), 16 – 29 czerwca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.