O wołyńskich strzelcach w rocznicę zbrodni katyńskiej. Część 3

-a A+

Z wołyńskiej kolekcji Tadeusza Marcinkowskiego

Drugą indywidualnością wśród wołyńskich strzelczyń była Stanisława Kobrynowiczowa. To właśnie ona poprowadziła wołyńskie strzelczynie do zwycięstwa w trakcie historycznego (po raz pierwszy oficjalnie startowały w nim drużyny żeńskie) Marszu Szlakiem Kadrówki w 1927 roku. Jej talent i umiejętności natychmiast zostały dostrzeżone przez Zarząd Główny i w tym samym roku została instruktorką wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego w Referacie Pracy Kobiet w Warszawie. Już jako mieszkanka stolicy strzelczyni z Łucka triumfowała w I Ogólnopolskich Igrzyskach Sportowych Związku Strzeleckiego, między innymi w kolarstwie i w strzelaniu. Dzielna łucczanka, często jako jedyna kobieta w stawce, na równi z mężczyznami stawała do zawodów strzeleckich, odnosząc przy tym sukcesy. W 1928 roku została Komendantką Okręgu Kraków, dziesięć lat później pełniła funkcję Komendantki Pracy Kobiet w Okręgu Toruń.

Wołyńskie strzelczynie swoją postawą, zaangażowaniem w pracę organizacyjną, przygotowaniem do służby oraz urokiem osobistym musiały wzbudzać mnóstwo sympatii, skoro jedną z nich w 1927 roku na łamach „Strzelca” upamiętniono w stylizowanym na dziewczęcy pamiętnik felietonie:

„Zaraz po naszym przyjeździe do koszar wydano nam prawdziwe wojskowe płaszcze i furażerki. [...] Jedna nawet, ogromnie morowa strzelczyni z Łucka, której strzelectwo nie pierwszyzna, wydostała z kuferka kompletny mundur strzelecki i przebrała się w pół pacierza, ale komendantka zaraz kazała jej to zdjąć, chociaż bardzo ładnie w tym stroju wyglądała”.

Panowie strzelcy początkowo mieli tendencję, by z pobłażliwym uśmiechem traktować „militarne zapędy” płci pięknej. Pierwsze strzelczynie zdawały się stanowić ozdobę strzeleckich oddziałów. Redaktorowi „Strzelca” w tonie wypowiedzi sekunduje korespondent z Łucka, który w sprawozdaniu z odprawy Komendantów Obwodów Strzeleckich Okręgu Wołyńskiego stwierdza żartobliwie: „Nie przyjechał inspektor Komendy Głównej; nie miałby u nas żadnej krzywdy, chyba, że sam by zrobił krzywdę komu, a na wszelki wypadek komendantka pracy kobiet miała w rezerwie zmobilizowany oddział żeński, z góra pół kopy bojowych i w dodatku śliczności markietanek”. W początkach swej działalności panie musiały zatem zacięcie walczyć o swoje miejsce w strzeleckich szeregach, walczyć przede wszystkim o poważne traktowanie. Nie chciały być li tylko „ śliczności markietankami”. Podnosiły kwalifikacje i osiągały sukcesy w pracy kulturalno-oświatowej, w strzelaniu, w sporcie. Uczestniczyły we wspomnianym obozie w Grzędzicach, który w pewnym sensie stworzył podstawy do sportowo-strzeleckiej działalności kobiet. Brały udział w trzy-czterotygodniowych kursach w Toruniu, Wilnie, Krakowie, Przemyślu czy Łucku, w czasie których szkolono komendantki oddziałów żeńskich. Uczestniczyły w Kadrówce, marszu Sulejówek- Belweder oraz innych organizowanych na terenie Polski marszach i odnosiły sukcesy. W 1927 roku wystawiły niewielką, ale mocną drużynę na Ogólnopolskie Zawody Sportowe Związku Strzeleckiego. Choć na łamach prasy gorąco protestowano przeciw „militaryzowaniu kobiet”, na równi z mężczyznami brały udział w strzelaniu z broni małokalibrowej, w zawodach pływackich, kolarskich, łuczniczych i lekkiej atletyce. Nie do wiary, ale to właśnie te – jak je czasem w artykułach nazywano z pogardą – „odziane w mundury salonowe lale” stanowiły najbardziej godną reprezentację Okręgu Strzeleckiego Wołyń. Zwyciężały, ale też ujmowały skromnością, taktem, urokiem osobistym. Czasem jakby nie dowierzały, że potrafią zwyciężać, że potrafią być lepsze od wielu mężczyzn. Oto obrazek z wręczenia nagród w Marszu Sulejówek – Warszawa w 1928 roku: „Pierwszą nagrodę żeńską zdobywają strzelczynie wołyńskie - I gdzieś z szarego końca zjawiają się strzelczynie. Wita je grzmot oklasków. Zawstydzona, speszona drużynowa zapomina o obecności gen. Rydza-Śmigłego i skoro ujrzała płk. Ulrycha, o którym wie, że jest panem i bogiem przysposobienia wojskowego, melduje mu swą drużynę. Dobroduszny uśmiech na ustach generała, wyjaśnienie pomyłki i z generalskich rąk w dzielne ręce strzelczyń, witanych i żegnanych owacjami, wędruje karabinek małokalibrowy, cenna zdobycz dla strzelczyń kresowych”.

Dopiero w 1933 roku panie, w uznaniu ich zasług na polu pracy organizacyjnej, decyzją Zarządu Głównego zyskały samodzielność organizacyjną i przestały podlegać Zarządowi i Komendantowi oddziałów męskich. Wówczas na czele strzelczyń z Łucka stanęła żona wojewody wołyńskiego Julia Józewska, która została honorową przewodniczącą pierwszego samodzielnego oddziału żeńskiego.

Strzelczynie, które działały nie tylko w Łucku, ale także w małych miejscowościach, takich jak Hrywiatki, Radowicze, Wierbiczno, Osiecznik, Maciejów, Kołodeczno czy Stare Koszary, jako instruktorki brały udział w pracy wychowawczej, opiekowały się drużynami Orląt, prowadziły strzeleckie świetlice oraz kursy sanitarno-ratownicze, a także „kursy trykotarstwa”, kilimkarstwa czy robót ręcznych. Panie – jak strzelczynie kowelskie - we własnym zakresie wykonywały umundurowanie czy zaopatrywały strzelców w rękawiczki i szaliki. W robótkach ręcznych były niedoścignione. W 1937 roku w akcji na Fundusz Obrony Narodowej zajęły wśród wszystkich okręgów I miejsce, dostarczając do Komendy Głównej w Warszawie najwięcej porządnie wykonanych, posortowanych i zapakowanych w płócienne woreczki wełnianych rękawic dla wojska. Trudno było sobie wyobrazić bez nich obchody rocznic czy uroczystości strzeleckich. Występowały w chórach i zespołach tanecznych. Zachwycały w „deklamacjach zbiorowych” czy „gimnastyce rytmicznej”. Przygotowywały kostiumy do przedstawień. Dekorowały sale na uroczystości. Dbały o niezbędne rekwizyty. Z kobiecym wyczuciem dekorowały surowe strzeleckie świetlice. Drobnym, starannym pismem prowadziły systematyczne notatki na temat działalności strzeleckich oddziałów. To właśnie panie z oddziału kowelskiego wykonały wspaniały album – kronikę z notatkami-wycinkami z prasy i 40 fotografiami, ilustrującymi życie i pracę oddziałów żeńskich, męskich i orląt. Ważne miejsce zajmowały też akcje społeczne skierowane czy do dzieci, czy też do osób bezrobotnych. We współpracy z komitetami pomocy bezrobotnym strzelczynie organizowały dożywianie. Przeszkolone na kursach kroju i szycia szyły dla ubogich bieliznę i inne części garderoby. W 1938 roku w akcji na rzecz Pomocy Zimowej wykonały 208 kompletów swetrów, czapek i rękawic, które przekazały Komitetowi Wojewódzkiemu, a częściowo Miejskiemu Komitetowi Pomocy Dzieciom i Młodzieży. Prowadziły wycieczki, zabawy i wieczory świetlicowe dla dzieci. W strzeleckiej świetlicy przygotowywały dla maluchów z biednych rodzin choinkę. Własnoręcznie szykowały drobne upominki na gwiazdkę. Brały udział w zbiórkach na rzecz bezrobotnych.

Na wypadek wojny szykowały się do pełnienia w wojsku służby wartowniczej, kancelaryjnej, łączności czy sanitarnej. Były też doskonałymi instruktorkami obrony przeciwgazowej, przeciwlotniczej czy przeciwpożarowej. Miały świadomość, że gdy obrońcy Ojczyzny wyruszą na front, czeka je obsadzenie stanowisk w szkołach, urzędach czy szpitalach, że będą musiały zastąpić mężczyzn w elektrowniach, gazowniach czy wodociągach, że walczącym żołnierzom potrzebna będzie broń, odzież, żywność i amunicja, starały się zatem zdobyć jak najwięcej umiejętności. W ramach „pogotowia strzelczyń” szykowały się do współdziałania w samoobronie miejscowości oraz do niesienia pomocy wojsku. Dzielne, karne, dobrze zorganizowane, odporne moralnie, wytrzymałe fizycznie, przygotowane na trudy walki... Czy wołyńskie strzelczynie zdały bolesny „egzamin z wojny?” Kto je pamięta, kto zechciałby o nich napisać? O Helenie Małeckiej zaczęła opowiadać pani Irena Sandecka, a ja byłam zbyt przywiązana do tematu Liceum Krzemienieckiego, zbyt zmęczona podróżą, by słuchać uważnie. Miałam jeszcze wrócić po tę opowieść – nie zdążyłam...

„Orlęta to przyszłość i siła Związku Strzeleckiego!” – głosiło strzeleckie hasło. Już w 1926 roku narodziła się idea tworzenia drużyn strzeleckich z młodzieży obojga płci od lat 12, upłynęło jednak kilka lat zanim w 1932 roku w związkowym statucie pojawiło się postanowienie, że do Związku Strzeleckiego mogą być przyjmowane osoby poniżej 18 roku życia jako tzw. „młodzież strzelecka”. Pierwsze drużyny orląt zaczęły powstawać w Wielkopolsce i na Lubelszczyźnie. Zgodnie z wydaną w 1934 roku „Instrukcją Orląt Z. S.”, do drużyny orląt przyjmowano chłopców w wieku 14–16 lat, czyli już po ukończeniu szkoły powszechnej. Kolejna instrukcja obniżyła ten wiek do 11 lat, w praktyce tworzono zatem drużyny znacznie młodsze. Pierwszy rok szkolenia obejmował drużyny orląt, drugi rok szkolenia- drużyny orląt starszych. Po ukończeniu II stopnia wyszkolenia orlęta składały próbę (egzamin), a po pomyślnym zakończeniu przechodziły do drużyny junaków, gdzie odbywały się już systematyczne szkolenia w zakresie przysposobienia wojskowego. Patronem Orląt był bohaterski pułkownik Leopod Lis-Kula, a pieśnią organizacyjną „Piosenka o Jurku Bitschanie”, czternastoletnim obrońcy Lwowa, który zginął bohaterską śmiercią w pierwszym dniu boju. Pracą wyszkoleniową w drużynie Orląt kierował drużynowy, którym był zazwyczaj najzdolniejszy i najbardziej odpowiedzialny członek drużyny junaków, względnie strzelec z ukończonym przysposobieniem wojskowym, obdarzony umiejętnością prowadzenia grupy. Wszystkie drużyny na terenie gminy, dzielnicy czy miasta tworzyły hufiec orląt.

Tablica epitafijna Jana Marcinkowskiego, sekretarza Sądu Okręgowego w Łucku i Komendanta Oddziału Związku Strzeleckiego Łuck­Zamek, aresztowanego w Łucku przez NKWD w grudniu 1939 r. Polski Cmentarz Wojenny w Kijowie­Bykowni, 21 września 2012 r. Zdjęcie z rodzinnego archiwum Małgorzaty Ziemskiej z domu Marcinkowskiej

Jak wyglądały zbiórki w drużynie orląt? W świetlicy strzeleckiej orlęta między innymi uzupełniały wiadomości w zakresie wiedzy szkoły powszechnej, zapoznawały się z historią organizacji, poznawały zasady funkcjonowania państwa i samorządu terytorialnego, zapoznawały się z życiorysami sławnych i zasłużonych dla ojczyzny ludzi, wygłaszały opracowane przez siebie odczyty i referaty, czytały książki i czasopisma, słuchały audycji radiowych. W czasie zajęć pozaświetlicowych ćwiczyły musztrę, gimnastykę, strzelectwo, brały udział w corocznych zawodach sportowych na Odznakę Strzelecką i Państwową Odznakę Sportową. W trakcie wspólnych wypraw w teren uczyły się rozbijania namiotów bądź budowania szałasów, rozpalania ogniska i przygotowywania prostych potraw, zapoznawały z ceremoniałem zaciągania i opuszczania flagi czy pełnienia służby wartowniczej. Sprawdzianem tych umiejętności były obozy letnie. W 1937 roku na takim dwutygodniowym obozie nad Horyniem odpoczywały rówieńskie orlęta. Ich komendant, stary legun, st. komp. Rojan, potrafił trzymać rozbrykanych chłopców żelazną ręką. Były więc ćwiczenia sprawnościowe, musztra, strzelanie z łuków, wiatrówek i karabinów małokalibrowych, ale też wieczorem, przy ognisku, ciekawe opowieści o najmłodszych legionistach i wspólne śpiewanie legionowych pieśni, które kończyła „Pierwsza Brygada”, hymn państwowy i modlitwa strzelecka. Czas upływał szybko na grach i zabawach, wycieczkach i ćwiczeniach, kąpielach w Horyniu, zbieraniu grzybów i orzechów. W niedzielę karnie maszerowano na Mszę św. do kościoła w pobliskiej Aleksandrii. Rodzice, którzy odwiedzili orlęta na obozie, byli mile zaskoczeni samodzielnością chłopców, zdumieni nowo zdobytymi umiejętnościami, a przede wszystkim zachwyceni, że dzieci uśmiechnięte, zdrowe i zadowolone. Rok później na Wołyniu na pięciu obozach strzeleckich odpoczywało już 365 orląt, w tym orlęta z oddziałów żeńskich, które przebywały na obozie w Bużanach w powiecie horochowskim. Prócz organizowanych przez Związek Strzelecki stałych obozów letnich bardzo lubianą formę odpoczynku stanowiły obozy wędrowne, dzięki którym młodzi ludzie poznawali kraj. Orlęta nie tylko wzbogacały swoją wiedzę oraz w „Strzelcu” rozwijały talenty i umiejętności. Brały też udział w działalności Związku Strzeleckiego. Często występami uświetniały różne uroczystości, a ich popisy stanowiły niekiedy główną atrakcję akademii. W Ołyce, w trakcie dnia Święta Morza, na tle oświetlonej reflektorami jedenastometrowej makiety polskiego torpedowca zaprezentowały inscenizację pt. „Fantazja Morza”. Jak relacjonuje reporter: „publiczność żywiołowo oklaskiwała tańczące orlęta, pomysłowo przystrojone w stroje bibułkowe.”21 Wzbudzały sympatię, gdy w trakcie defilad maszerowały z werwą, ubrane w bluzy z czerwonym wężykiem na kołnierzu i w granatowe berety z orłem strzeleckim. Znając tragiczne przeżycia wołyńskich orląt w czasie II wojny światowej, trudno nie zadumać się nad słowami „Marsza Orląt”:

„Hej, naprzód, orlęta, wciąż śmiało, zdążajmy bez trwogi hen w dal,
Swą duszę hartujmy i ciało, by było tak silne jak stal!
Nie znamy, co kajdan są pęta, nie wiemy co Sybir ni kat!
My, wolnej Ojczyzny Orlęta – to do nas uśmiecha się świat”.

Na początku lat trzydziestych na Wołyniu szybko zaczęły powstawać Towarzystwa Przyjaciół Związku Strzeleckiego. Zrzeszały one inteligencję i osoby starsze. Na czele Towarzystw stały zazwyczaj zasłużone w danej społeczności osobistości, wojskowi, a nawet księża, na przykład doskonałym animatorem życia kulturalnego w Warkowiczach koło Dubna i prezesem miejscowego Towarzystwa Przyjaciół Związku Strzeleckiego okazał się ksiądz Brodecki. Dzięki jego inicjatywie oddział warkowickich strzelców miał umeblowaną świetlicę i sporą bibliotekę, zaopatrzoną w ciekawe książki, prasę i gry towarzyskie. Zadaniem Towarzystw było wspieranie oddziałów strzeleckich i strzeleckiej działalności. I tak prezes łuckiego Towarzystwa Przyjaciół Związku Strzeleckiego, płk. dypl. Antoni Żurakowski, cały dochód ze zorganizowanej zabawy przeznaczył na umundurowanie kompanii strzeleckiej w Łucku. Z kolei płk. dypl. Drapella, prezes kowelskiego Towarzystwa Przyjaciół Związku Strzeleckiego, mocno zaangażował się w sprawę budowy strzeleckiej przystani wioślarskiej w Kowlu. Zatrudnieni na różnych eksponowanych stanowiskach członkowie Towarzystw Przyjaciół Związku Strzeleckiego znacznie ułatwiali działalność organizacji. Ich grono było liczniejsze niż samych czynnych strzelców.

Związek Strzelecki stanowił jedną z najbardziej popularnych organizacji na Wołyniu. Sprawozdania ze związkowej działalności często zamieszczały lokalne czasopisma, najpierw „Przegląd Wołyński”, a później „Wołyń”. W odróżnieniu do innych stowarzyszeń Związek Strzelecki zasięgiem obejmował szeroki krąg społeczeństwa. Do „Strzelca” należała przede wszystkim młodzież, ale także dorośli, a nawet osoby w podeszłym wieku czy dzieci. Do „Strzelca” należeli mieszkańcy miast, wsi i osad. W okresie dwudziestolecia międzywojennego niemal każda wołyńska miejscowość starała się mieć swoją drużynę strzelecką, swoją strzelecką świetlicę czy dom strzelecki. Mocne ośrodki pracy strzeleckiej od początku stanowiły Łuck, Kowel, Zdołbunów, Ostróg, Dubno, a w latach trzydziestych bezkonkurencyjna była Janowa Dolina. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w istnieniu i funkcjonowaniu organizacji ważną rolę odgrywał tzw. „czynnik ludzki”. Tam, gdzie pojawiał się obdarzony pasją, talentem organizacyjnym i charyzmą działacz, natychmiast wspaniale ruszała praca organizacyjna, natychmiast było widać efekty działalności strzelców, natychmiast pojawiały się nowe, ciekawe inicjatywy. W Łucku trudno wyobrazić sobie organizacyjne początki bez mec. Antoniego Staniewicza, Jana Płachty czy Heleny Małeckiej, W Kowlu bez Karola Waligórskiego, Stanisława Panka czy Stanisława Wąsika, w Ostrogu bez Stanisława Łukomskiego, w Dubnie bez Jerzego Bonkowicz-Sittauera, w Ołyce bez Tadeusza Eysmont-Kotowicza, w Równem bez Jakuba Hoffmana, w Janowej Dolinie bez inż. Jerzego Urbanowicza. Praca ludzi, którzy ze swojego życia uczynili służbę odrodzonej Ojczyźnie, w wielu aspektach przyniosła wspaniałe rezultaty. Dzięki ich zaangażowaniu o Wołyniu i wołyniakach usłyszała cała Polska.

Małgorzata Ziemska
Tekst ukazał się w nr 9-10 (349-350), 29 maja – 15 czerwca 2020

O wołyńskich strzelcach w rocznicę zbrodni katyńskiej. Część 1

O wołyńskich strzelcach w rocznicę zbrodni katyńskiej. Część 2

O wołyńskich strzelcach w rocznicę zbrodni katyńskiej. Część 4

O wołyńskich strzelcach w rocznicę zbrodni katyńskiej. Część 5

O wołyńskich strzelcach w rocznicę zbrodni katyńskiej. Część 6

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.