Kwarantanna domowa w Warszawie

-a A+

Spędziłem trzy i pół miesiąca we Lwowie, a tymczasem w Polsce narastały zaległości. Nigdy jeszcze nie byłem tak długo na Ukrainie bez odwiedzin w Warszawie. Przyszedł czas, by w końcu wybrać się do domu. W okresie, gdy nie jest łatwo znaleźć transport ze Lwowa do Warszawy, znalazł się kolega, który właśnie miał odbyć tę trasę samochodem.

Oczekiwanie na granicy trwało niezwykle krótko. Przecież tu zawsze stoi się godzinami. Obecnie kolejki nie są specjalnie długie, w każdym razie tego dnia prawie nie było kolejki na przejściu w Rawie Ruskiej. Cały czas miałem nadzieję, że może nie wpiszą mnie do systemu jako osobę, która ma odbyć kwarantannę w Polsce, ale podszedł funkcjonariusz Straży Granicznej:

– Proszę do okienka…

Stało się. Podałem adres, numer telefonu. O dziwo, nie zostałem spytany, czy posiadam smartfona, a to, jak się potem okazało, sprawa kluczowa.

Położyłem się spać około 3 godziny w nocy. Rano obudził mnie telefon. W czasie rozmowy poczułem drgania telefonu świadczące o tym, że przyszła wiadomość tekstowa. Po rozmowie sprawdziłem zawartość telefonu. To była już druga wiadomość: Jesteś na kwarantannie domowej. Masz obowiązek korzystania z aplikacji „Kwarantanna domowa”. Pierwsza przyszła o 7:30, kolejna o 9:17, potem jeszcze jedna o 11:17.

Po kilkunastu próbach udało mi się zainstalować aplikację w telefonie. Przy pierwszej próbie uruchomienia kazano mi zrobić zdjęcie i wysłać. Jakieś 30 minut później zadzwonił telefon:

– Pan Jankowski? Tu aspirant (powiedzmy) Kowalski. Stoimy na dole. Proszę mi się pokazać…. O! Widzę pana. Dziękuję! Do widzenia.

Samochód odjechał. Byłem pod wrażeniem szybkości ich reakcji, ale tak pomyślałem – w Boże Ciało na pewno mnie sprawdzą. Ludzie zazwyczaj myślą, że w święta nikt ich nie skontroluje i często wtedy zaliczają wpadki w autobusach i tramwajach. Pewnie i teraz działa ta zasada.

Po trzech godzinach przyszła kolejna wiadomość: zajrzyj do aplikacji, masz zadanie do wykonania. W aplikacji: masz zrobić i wysłać zdjęcie „selfie”, masz na to 15 minut…

Po 20 minutach… przyszła wiadomość: masz zadanie do wykonania. Jakaś męcząca ta kwarantanna – pomyślałem. A co się stanie, gdy będę pod prysznicem?

Skończył się drugi dzień kwarantanny. Dziś wysłałem dwa zdjęcia i nie odwiedził mnie policjant…

A dzień był pracowity. Miałem zaległości po trzech dniach w tygodniu spędzonych w samochodzie: podróż ze Lwowa do Kijowa, z Kijowa do Lwowa i w końcu ze Lwowa do Warszawy. Na dodatek miałem też deficyt snu. Ostatni materiał wysłałem do Pawła Bobołowicza do sobotniej audycji Program Wschodni, która – co ciekawe – miała być nadana z mieszkania państwa Łozów we Lwowie. Zresztą tak się stało. Położyłem się spać po północy, z poczuciem (czy dobrze, tego nie wiem) spełnionego obowiązku. Która była godzina już nie sprawdzałem. Usnąłem snem sprawiedliwego…

Obudziłem się przed 10. Zajrzałem do telefonu – trzy wiadomości:

1. 8:59 – W ciągu dwóch minut znajdziesz w aplikacji „Kwarantanna domowa” nowe zadanie. Wykonanie go to Twój obowiązek

2. 9:19 – Uwaga! Wykonaj w aplikacji „Kwarantanna domowa” obowiązkowe zadanie. Masz na to jeszcze…

3. 9:49 – Zadanie w aplikacji „Kwarantanna domowa” nie zostało wykonane w wyznaczonym czasie. Informacja zostanie przekazana do systemu.

Obudziłem się sześć minut po ostatniej wiadomości tekstowej.

Czyli… czeka mnie mandat??? Pięć tysięcy złotych… Ile to hrywien? Zaraz, zaraz, pociemniało mi w głowie…

Ciąg dalszy może nastąpi, może nie. Kto to wie?

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 11 (351), 16 – 29 czerwca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.