Lwów antyczny. Część 2

-a A+

Rozmowa Anny Gordijewskiej z Mariuszem Olbromskim, literatem i muzealnikiem, animatorem działań kulturalnych.

Wróćmy do mało znanego, a interesującego tematu „Lwów antyczny”. W poprzednim dialogu mówiliśmy o sztuce i architekturze na motywach antycznych w mieście nad Pełtwią. O licznych i znakomitych tego przykładach. Także o dziejach filologii klasycznej, jej wybitnych przedstawicielach we Lwowie, ich osiągnięciach naukowych.
Czy oprócz badań nad literaturą starożytną dokonywano przekładów dzieł starożytnych i prowadzono badania nad filozofią starożytną?
Tak, jeśli chodzi o sztukę translatorską, to najbardziej zasłużoną postacią w tym zakresie był Stanisław Witwicki, mój rodak z Lubaczowa, który urodził się tam w 1878 roku. Dziś w mieście istnieje ulica jego imienia, którą czasem mijam w zadumie. Witwicki uczył się w szkołach lwowskich, od 1896 roku studiował na Uniwersytecie Lwowskim, między innymi filozofię i psychologię. Tam się doktoryzował, następnie wiedzę pogłębiał na uniwersytetach w Wiedniu i Lipsku.. Zalicza się go do sławnej, tzw. szkoły „lwowsko-warszawskiej”. Uważa się go za jednego z „ojców” polskiej psychologii, po II wojnie światowej był profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. A dziś w zakresie psychologii wręczana jest prestiżowa nagroda jego imienia. Ale zajmował się nie tylko psychologią. Należał do wybitnych znawców kultury starożytnej, a przeszedł do dziejów naszej kultury przede wszystkim jako autor wybitnego literacko przekładu niemal całości dzieł Platona wraz z komentarzami. W 1909 roku wydany został pierwszy z przetłumaczonych z dialogów Platona, a mianowicie sławna „Uczta”. Do końca życia zajmował się tłumaczeniem i objaśnianiem dzieł Platona. Przekłady te, uznaje się obecnie za doskonałe pod względem przystępności i wnikliwości analiz. Tłumacz niekiedy ilustrował swe przekłady, tworzył akwarele, akwaforty, drzeworyty. Projektował okładki czasopism, odlewał gipsowe popiersia, rzeźbił, recenzował wystawy malarskie. Niewiele osób wie, że wspierał swego syna Janusza przy tworzeniu Panoramy Plastycznej Dawnego Lwowa, co wiele mówi o jego przywiązaniu do tego miasta. Często wygłaszał odczyty, pisał artykuły o sztuce. Dzisiaj studenci filozofii – i nie tylko – sięgają właśnie po jego przekłady Platona, jako do jednego z fundamentów „umiłowania mądrości”.

Lwów, miał również duże osiągnięcia w archeologii śródziemnomorskiej… Czy lwowscy uczeni prowadzili badania archeologiczne?
To jest powiedziane nazbyt skromnie, bo są one wspaniałe, na miarę światową. Wszak to we Lwowie kształcił się najwybitniejszy w naszych dziejach archeolog śródziemnomorski Kazimierz Michałowski. Był synem nauczyciela i burmistrza Tarnopola, gdzie się urodził i ukończył gimnazjum. Odbył studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego z zakresu archeologii klasycznej i historii sztuki. Wiedzę poszerzał na wielu uczelniach, m.in. w: Heidelbergu, Paryżu, Rzymie i Atenach. Jako młody, wybijający się naukowiec brał udział w międzynarodowych wykopaliskach prowadzonych w Delos, greckiej wyspie, niewielkiej, ale pełnej najwspanialszych zabytków antycznych, położonej w archipelagu Cyklad na Morzu Egejskim. W 1926 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Lwowskim poświęcony Niobidom w sztuce greckiej, co było początkiem jego kariery naukowej. Pięć lat później uzyskał habilitację na podstawie rozprawy o portretach hellenistycznych i rzymskich właśnie ze wspomnianej wyspy Delos. O randze pracy świadczy to, że opublikowano ją następnie w Paryżu. W późniejszym latach zajął się głównie pracami archeologicznymi. Dzięki jego inicjatywie w 1936 roku rozpoczęto prace archeologiczne w Edfu w Egipcie. Były to pierwsze wykopaliska z udziałem polskich archeologów na obszarze śródziemnomorskim. Prace prowadzono w nekropolii faraońskiej oraz w mieście antycznym z okresu grecko-rzymskiego i bizantyjskiego. Liczba i jakość artystyczna zabytków pozyskanych podczas tych prac, pozwoliła na stworzenie pierwszej w Polsce stałej wystawy w powołanej Galerii Sztuki Starożytnej w Muzeum Narodowym w Warszawie, której otwarcie nastąpiło w 1937 roku.

Prof. Kazimierz Michałowski podczas wykopalisk (Domena publiczna, MSZ)

To było wielkie wydarzenie w naszej kulturze.
Później, aż do śmierci w 1972 roku, prof. Michałowski podejmował systematycznie badania archeologiczne na terenie Egiptu. Miał ogromną wiedzę i intuicję, wybitne zdolności organizacyjne i dyplomatyczne, a wszystkie jego prace były uwieńczone znakomitymi wynikami, głośnymi na cały świat. Zyskał wielki autorytet i uznanie międzynarodowe. Prowadził badania archeologiczne w wielu miejscowościach. Najsłynniejsze jego odkrycia pochodzą z Faras, które było stolicą północnego królestwa Nubii w Afryce nad górnym Nilem. W latach 1961–1964 Michałowski przeprowadził tam wykopaliska ratunkowe. Badania te były częścią większego projektu, tzw. Kampanii Nubijskiej, prowadzonej pod patronatem UNESCO. A celem było ratowanie zabytków przed zalaniem wodami Nilu, w związku z budową Tamy Asuańskiej. Odkryto wówczas ruiny średniowiecznej katedry biskupów, a wraz z nimi wczesnochrześcijańskie malowidła o tematyce religijnej, datowane od VII do XIV wieku. Zespół tak zwanych „fresków z Faras” liczący ponad 150 malowideł, jest jednym z największych i najciekawszych odkryć w latach powojennych w całej historii kultury. Zespół ten i część kamiennej dekoracji architektonicznej katedry, epitafia biskupów i kapłanów oraz miejscowe wyroby rzemieślnicze, w tym malowane naczynia ceramiczne, zostały przez profesora przewiezione do Polski w ramach umowy z rządem egipskim. Znajdują się obecnie w Warszawie w Galerii Faras nazwanej imieniem Prof. Kazimierza Michałowskiego w Muzeum Narodowym. Michałowski bowiem w ramach umowy z rządem egipskim połowę odkrytych zabytków wywiózł do Polski Są one największą atrakcją archeologiczną w Polsce, jeśli chodzi o obszar kultury antycznej. Pozostałe zabytki odkryte przez Michałowskiego w Faras znajdują się w Muzeum Narodowym Sudanu w Chartumie.

Warto też wspomnieć, że archeologią starożytną zajmował się dziś święty arcybiskup lwowski Józef Bilczewski.
Bardzo dziękuję, że Pani o tym wspomina. Pamiętamy świętego Józefa Bilczewskiego z uroczystości beatyfikacyjnych we Lwowie w dniu 26 czerwca 2001 roku z udziałem Ojca Świętego Jana Pawła II i ponad pół miliona wiernych, a później to wielkie wydarzenie, jakim była kanonizacja abpa Bilczewskiego w Rzymie przez papieża Benedykta XVI w dniu 23 X 2005. I razem z nim świętego Zygmunta Gorazdowskiego. Jakby w cieniu dokonań arcybiskupa Józefa Bilczewskiego w zakresie jego wielkich prac arcypasterskich, pozostaje fakt jego dokonań naukowych. Ale trzeba przypomnieć, że jest on twórcą w Polsce archeologii chrześcijańskiej. Jako pierwszy prowadził w tym zakresie u nas badania. Nie prowadził osobiście wykopalisk, ale swoje naukowe twierdzenia opierał na badaniach prowadzonych przez innych. Jego zainteresowania archeologią chrześcijańską zrodziły się w czasie jego pobytu w Rzymie, pełnym archiwów, bibliotek i materialnych świadectw początków chrystianizmu. Odwiedzał katakumby, badał starożytności chrześcijańskie. Bilczewski w Rzymie zresztą przebywał kilkakrotnie, miedzy innymi wziął udział w II Kongresie Archeologii Chrześcijańskiej, gdzie wygłosił referat. Tytuł jego dysertacji habilitacyjnej, którą obronił w Uniwersytecie Jagiellońskim brzmiał: „Archeologia chrześcijańska wobec historii Kościoła i dogmatu”.

Został arcybiskupem bardzo wcześnie, bo w wieku zaledwie 40 lat i wszystkie swe siły duchowe skierował przede wszystkim na działalność duszpasterską w niezwykle trudnych czasach.
Do nominacji arcybiskupiej zdołał zgromadzić duży dorobek naukowy, mierzony nie tylko ilością publikacji, ale rangą i pionierskim w skali światowej charakterem swoich dokonań. Myślę, że nieprzypadkowo pomnik abpa Józefa Bilczewskiego , który znajduję się w katedrze łacińskiej jest z białego, karraryjskiego marmuru, a postać Świętego jest stylizowana na rzeźbę antyczną. Autorem dzieła jest związany ze Lwowem znakomity medalier i rzeźbiarz Piotr Wójtowicz zwany lwowskim Fidiaszem. Nie bez przyczyny, bo najbardziej znane jego prace o tematyce świeckiej to rzeźby o tematyce antycznej: Porwanie Sabinki, Perseusz z głową Meduzy. Wierni we Lwowie mogą podziwiać jego wspaniałe dzieła religijne. To ołtarze pw. św. Józefa dla kościołów św. Elżbiety we Lwowie i Matki Boskiej Gromnicznej we Lwowie, ołtarz pw. Matki Boskiej Opiekunki dla kościoła św. Elżbiety, o której to zwrot świątyni modlą się wierni i czekają na ten fakt już tak wiele, wiele lat.. Ale chyba najdoskonalszym dziełem artystycznym Wójtowicza jest pomnik abpa Bilczewskiego. Notabene pomnik ten był szczególnym zwornikiem wystawy, która organizowałem wraz z żoną w katedrze. Wystawa, której idea zrodziła się w sercu kardynała Mariana Jaworskiego, metropolity lwowskiego, a nosiła tytuł „Jan Paweł II we Lwowie. Z wdzięcznością za kanonizację”. Została uroczyście otwarta w katedrze tuż po uroczystościach kanonizacyjnych w Rzymie, a mianowicie 10 listopada 2005. Łączyła w swej treści dwa odległe w czasie, a przecież będące wielką i wspólną całością, a mianowicie uroczystości beatyfikacyjne we Lwowie z udziałem Ojca Świętego Jana Pawła II oraz kanonizacyjne z udziałem papieża Benedykta XIV. Trudno opisać wygląd tej wystawy, bo byśmy odbiegli od tematu. Dodam tylko jeszcze, że otwarcie tej wystawy odbyło się w ramach uroczystości, które obejmowały konferencję episkopatu Kościoła Łacińskiego na Ukrainie i mszę św. dziękczynną. Zgromadziły one tłumy wiernych, przedstawicieli władz, arcybiskupów, biskupów i duchowieństwo z terenu Ukrainy oraz najbardziej znaczących diecezji polskich. Otwarcia wystawy dokonali: nuncjusz apostolski abp Ivan Jurovic, ks. kard. Marian Jaworski, ks. kard. Franciszek Macharski oraz ks. kard. Stanisław Dziwisz, który wygłosił okolicznościowe przemówienie. Podczas homilii ks. kard. Marian Jaworski podkreślił, że wystawa ma również przygotować wiernych na Ukrainie do uroczystości kolejnej rocznicy wizyty Jana Pawła II do Lwowa. Ogłosił również, że z katedry we Lwowie wystawa zostanie przewieziona do wszystkich diecezji łacińskich i tak się stało. Organizowałem w życiu wiele ważnych wystaw, ale ta była zupełnie wyjątkowa.

Dom we Lwowie, gdzie spędził dzieciństwo Jan Parandowski, przy ul. Domsa 5, dziś Piotra Wójtowicza (fot. Anna Gordijewska)

Wróćmy jednak do tematu. No, a jakie odzwierciedlenie ma kultura antyczna w polskiej literaturze, tej która powstawała we Lwowie i w pobliskich miastach, na Kresach, w ciągu wieków? W poprzedniej rozmowie wspominał Pan Jana Parandowskiego i jego wielkie zasługi dla popularyzacji antyku. A inni? Jak kultura Grecji i Rzymu inspirowała poszczególnych pisarzy i poetów?
To temat ciekawy, wielowątkowy i obszerny. Może jeszcze raz przypomnę, bo kiedyś już o tym wspominałem, że pierwszy dwór renesansowy w dawnej, sięgającej wówczas od morza do morza, Rzeczypospolitej powstał właśnie pod Lwowem, w małym Dunajowie. A został założony przez arcybiskupa lwowskiego, Grzegorza z Sanoka, który zanim został arcybiskupem wiele lat wędrował po Europie i przez dłuższy czas przebywał na dworze papieskim w Rzymie, gdzie głęboko się przejął ideami renesansu. Już jako arcybiskup lwowski zapraszał do Dunajowa na dysputy filozoficzne, teologiczne i literackie słynnych humanistów, a także wybranych mieszkańców Lwowa i okolic. Na dworze w Dunajowie przez dłuższy okres przebywał, m.in. Włoch, słynny Kallimach, (F. Buonaccorsi) humanista i pisarz, autor świetnej monografii poświęconej arcybiskupowi, ale też pierwszych erotyków na terenie Rzeczypospolitej, kierowanych do mieszczki lwowskiej, tajemniczej Fanni. W zasadzie był pierwszym pisarzem przynoszącym do Polski czysto antyczne treści. Zapewne idee i wieści o spotkaniach w Dunajowie, docierały też do pobliskiego Żurawna, gdzie przyszedł na świat w 1505 roku Mikołaj Rej. Nie można też zapomnieć, że Mikołaj Rej później kształcił się, między innymi , przez dwa lata we Lwowie, znał to miasto, a później ożenił się z Zofią Kościeniówną z Sędziszowa – siostrzenicą arcybiskupa lwowskiego Andrzeja Boryszewskiego, który kupił i ofiarował krewnym wiele dóbr ziemskich. Ten, który po raz pierwszy głosił: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi i swój język mają” – był humanistą, renesansowym poetą, prozaikiem, dramaturgiem i tłumaczem, a twórczość jego zdumiewa bogactwem. Zwany jest „ojcem literatury polskiej”, bo pierwszy odważył się pisać po polsku, a nie jak jego poprzednicy – po łacinie. Urok brzmienia ojczystej mowy, poczucie piękna, kształtował najpierw wśród krajobrazów grodu położonego w widłach Dniestru i jego dopływów Krechówki i Świcy, czyli w Żurawnie, gdzie usiłuję ostatnio powołać do istnienia muzeum tego pisarza.

No dobrze, a jak widoczna jest w twórczości Reja fascynacja antykiem?
W literaturze polskiego renesansu, możemy mówić o inspiracjach gatunkowych , tematycznych i filozoficznych. Na wzór antyczny zostały przeniesione do naszej literatury formy: fraszki, elegii, dramatu, eposu, epigramatu, dramatu, pieśni i hymnu. Wzorowano się na lirykach Horacego, sielankach Teokryta. Studiowano filozofów greckich i rzymskich. Wpływ myśli antycznych pisarzy historycznych jest widoczny już u naszego najwspanialszego historyka staropolskiego Jana Długosza,, który pod koniec swego życia, będąc arcybiskupem lwowskim, napisał po łacinie monumentalne dzieło „Kroniki Królestwa Polskiego”. To najcenniejsza pod względem naukowym staropolska historia naszego państwa. Obiektywna, pisana z ta¬lentem, a tworzona w oparciu o źródła polskie, ale też wzorowana na „Dziejach Rzymu od założenia miasta” Tytusa Liwiusza. Dzieła przywiezionego przez Długosza, z którego uczył się, jak układać swe „Kroniki”. Wracając do samego Reja, trzeba podkreślić, że w twórczości odnajdujemy prawie wszystkie wymienione formy literackie, a obficie czerpał z myśli i osiągnięć starożytnych. Choć jego wykształcenie było wybiórcze, to jednak był uzdolnionym samoukiem, wiele czytał, był wnikliwym obserwatorem otoczenia. Potrafił przenieść na polskie realia zasady filozofii i poetyki, a także mitologii antycznej. Nie ograniczył się do poznania filozofii antycznej, ale również wprowadził jej elementy do swojej twórczości. Jego jedno z najciekawszych dzieł to „Wizerunek własny żywota człowieka poczciwego…” wydany w 1558 w Krakowie. Ma charakter parenetyczny, czyli przedstawia wzór godny do naśladowania. Dzieło pisane wierszem, oparte jest na wcześniejszym Zodiacus vitae z 1531, którego autorem był Pietro Angelo Manzoli (Palingenius), zwolennik filozofii Platona. Ale Rej tekst pierwotny potraktował swobodnie, w miejsce poety rozważającego różne wersje życiowe wprowadził młodzieńca, który poszukując mądrości rozpoczyna wędrówkę do szkoły Hipokratesa, a następnie rusza do mędrców, m.in. do Diogenesa, Epikura, Sokratesa, Platona i Arystotelesa. Utwór prezentuje ich poglądy, choć nie zawsze dokładnie. Rej ożywia narrację, bo napotkani filozofowie nie tylko nauczają, ale też komentują zdarzenia i postępki ludzi. Odbiega od wymowy dzieła włoskiego, którego motywem była platońska niechęć do świata materialnego. Rej natomiast krytykuje życie światowe oraz pogoń za dobrami doczesnymi i dodaje do tego pochwałę ziemiańskiego życia na wsi jako preferowany model życia. Poprzez to dzieło, a także przez późniejsze „Zwierciadło” Rej wprowadził w naszej kulturze wzór osobowy, który wśród szlachty utrzymywał się przez wiele wieków. Słowo „poczciwy” ma w jego twórczości szersze znacznie niż to, jak dziś je rozumiemy. Poczciwy – według Reja – to człowiek nie tylko dobry, ale pracowity i religijny, czerpiący wzory z Biblii, dbający o swe gospodarstwo i dom, roztropny i żyjący w zgodzie z naturą, miłujący swą rodzinę, życzliwy ludziom, rycerski i dzielny obrońca ojczyzny, zwłaszcza na Kresach. Cieszący się urokami życia domowego, codzienności i pięknem rodzimej przyrody. Wzór owego ziemianina jest całkowicie wzorowany na poglądach antycznych stoików. W utworach tych widać cechy epikureizmu, bo autor namawia do radości, szczęścia, zadowolenia z posiadanych dóbr. Pragnie, by każdy dążył do przyjemności w granicach rozsądku. W zasadzie jak się temu wzorcowi poważnie przyjrzeć, to jest on atrakcyjny, nadal aktualny.

Odsłonięcie tablicy M. Reja w Żurawnie, 2017 (fot. Anna Gordijewska)

A inni lwowscy twórcy tego okresu?
To przede wszystkim Szymon Szymonowicz, jeden z trzech najwybitniejszych pisarzy polskiego renesansu, obok Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego. Szymonowicz urodził się we Lwowie w 1558 roku, w kamienicy tuż obok katedry łacińskiej, istniejącej do dziś. W latach 1570–1575 uczęszczał do lwowskiej szkoły katedralnej, nie miał więc do szkoły daleko. Następnie kształcił się w Akademii Krakowskiej, później we Francji i Belgii. Wrócił do Lwowa, gdzie przez wiele lat mieszkał i tworzył. Był bliskim współpracownikiem hetmana Jana Zamoyskiego, współtwórcą i organizatorem Akademii Zamoyskiej, także wzorcowej drukarni. Miarą uznania dla jego pracy literackiej było nadanie mu przez króla tytułu poety „Sa¬cris Maiestatis Regiae”. Największym jego osiągnięciem są „Sielanki”, od ruskiego słowa „seło”, utwory o tematyce wiejskiej, które zyskały mu sławę; między innymi później w wykładach paryskich podkreślał ich piękno Mickiewicz. Był to zbiór dwudziestu utworów, wydany w Zamościu w 1614 roku, pisanych wytwornym językiem.. Poeta wprowadził w nich realia polskie i ruskie, piękne opisy przyrody. Renesansowe uznanie harmonii świata i natury nie przeszkodziło mu w realistycznym ukazaniu ciężkiej doli chłopów w „Żeńcach”; umiłowanie staropolskich obyczajów, opis wesela szlacheckiego odnajdujemy w równie znakomitej artystycznie sielance „Kołacze”. Połączenie konwencjonalnego kostiumu pasterskiego, tradycji poezji antycznej (głównie Simonidesa z Keos, poety greckiego z VI/V wieku p.n.e., a także „Bukolikach” Wergiliusza) z polskimi i ruskimi realiami stworzyło, dzięki jego talentowi, dzieło wybitne, które nie straciło uroku i dziś. Później jego drogą poszli lwowscy poeci baroku, starszy Józef Bartłomiej Zimorowicz, autor książki „Sielanki nowe ruskie” i Szymon Zimorowicz, który na wesele brata napisał piękne „Roksolanki, to jest ruskie panny”, cykl uroczych 69 pieśni, śpiewanych na przemian przez chłopców i dziewczęta.

Kamienica w Rynku lwowskim, gdzie mieszkał Szymon Szymonowicz (fot. Anna Gordijewska)

A jeszcze inni twórcy baroku?
Wiek XVII to ciąg wyniszczających Rzeczpospolitą wojen: powstanie Chmielnickiego, wojny z Moskwą, z Siedmiogrodem, z Tatarami, z Turkami, ze Szwecją. Nic więc dziwnego, że właśnie w tym okresie powstawały utwory odnoszące się do tych wydarzeń, często w formie eposu. Jedną z wybitniejszych postaci literackich tej epoki był Samuel Twardowski, który urodził się w 1600, pochodził z niezamożnej rodziny szlacheckiej. Brał udział w wojnie z Turkami, w bitwie pod Chocimiem w 1621 roku, a później posłował do Turcji. Następnie dzierżawił wioski, między innymi na Podolu. Jego twórczość była bogata i różnorodna gatunkowo, pisał i poematy historyczne i romanse, także na motywach antycznych „Dafnis w drzewo bobkowe przemieniła się” – o miłości Apollina do nimfy; wreszcie poematy satyryczne i panegiryki. Ogromnie ciekawym, obszernym dziełem epickim był pisany w formie wierszowanej relacji, zachowujący kronikarski układ zdarzeń utwór „Wojna domowa”, wydany później w czterech księgach. To dzieło pisane trzynastozgłoskowcem relacjonuje niezliczone potyczki, bitwy i obejmuje okres od 1648 do 1660 roku, a więc wojny z Kozakami, Moskwą, Turcją i Szwedami. Jej głównymi bohaterami są Jarema Wiśniowiecki i król Jan Kazimierz. Poemat, który wzorowany był na „Iliadzie” Homera uchodzi za znakomity przykład epiki sarmackiej, fascynował później Henryka Sienkiewicza w czasie jego pracy nad „Trylogią”. Inspirował się też „Wojną domową” Wacław Potocki, autor pieśni i powiastek religijnych, obszernych romansów wierszem, a także liczącego około dwóch tysięcy utworów zbioru pod tytułem „Ogród”, jak również krótkich, znakomitych, o charakterze etycznym „Moraliów”. Przeszedł jednak do historii literatury przede wszystkim jako autor dzieła pod tytułem „Wojna chocimska”. Ten epos w dziesięciu częściach, który został oparty między innymi na diariuszu Jakuba Sobieskiego (ojca króla Jana III), opowiada barwnie, z wieloma dygresjami, o wyprawie chocimskiej w 1621 roku, o jej bohaterach: hetmanie Chodkiewiczu, Sahajdacznym, Lubomirskim i Lipskim. Utwór – pełen plastycznych opisów zmiennych scen bitewnych – jest apoteozą męstwa obrońców twierdzy, obrońców krzyża przed półksiężycem. Potocki tworzył to dzieło chcąc zachęcić współczesnych do włączenia się w obronę kraju.

No, a romantyzm to na naszych ziemiach pewno głównie Juliusz Słowacki?
Jak najbardziej. Jak wiadomo otrzymał bardzo staranne wykształcenie, znał m.in. łacinę i grekę, wychowywał się wśród elity kulturalnej kraju, najpierw w Krzemieńcu, gdzie przyszedł na świat w 1809 roku i gdzie zaczął naukę w gimnazjum. Jego ojciec Euzebiusz był profesorem sławnego Liceum, wykładał poetykę, sam był uzdolnionym literatem. Juliusz później studiował w Wilnie, a matka jego Salomea stworzyła w tym mieście salon literacki. Interesował się szeroko pojętą kulturą i literaturą, filozofią antyczną i poezją. Jest to bardzo widoczne w jego twórczości, między innymi w „Beniowskim”, także w jego jednym z najważniejszych utworów „Królu Duchu”. Na temat tych inspiracji powstała zresztą bardzo ciekawa książka prof. Tadeusza Sinko „ Hellenizm Słowackiego”, wydany po raz pierwszy w Krakowie w 1909 r.. Ale najciekawszym w tym zakresie jest utwór Słowackiego „ Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”, poemat dygresyjny napisany w latach 1836/1837 na Wschodzie, po części tworzony później w roku 1839 w Paryżu. Utwór nie został ukończony. Jest opisem podróży do źródeł wiary chrześcijańskiej, a zarazem podroży do źródeł kultury europejskiej. Oparty jest na wzorze modnej w tamtej epoce – literackiej podróży romantycznej. W utworze znajdujemy znakomite opisy Włoch, tam Neapolu, podróży statkiem, także Grecji. Ale najbardziej sławny i najciekawszy artystycznie fragment tego utworu bezpośrednio dotyczący zabytku antycznej kultury greckiej. To fragment pieśni VIII „Grób Agamemnona” Inspiracją do jego napisania stał się pobyt Juliusza Słowackiego w ruinach starożytnych Myken, szczególnie w tej budowli, którą wówczas uważano za grobowiec króla Agamemnona króla Argos i Myken, jednego z bohaterów „Iliady” Homera, naczelnego wodza Achajów. W miejscu tym poeta doznaje dotknięcia wielkości i natchnienia. To poetycki zapis spotkania z wielką przeszłością i zarazem teraźniejszości ówczesnej, zniewolonej Polski. W utworze poeta, między innymi, przypomina krwawe dzieje rodu Atrydów, które znane są mu dzięki Homerowi. Promień słońca który wpada do grobowca Słowacki przyrównuje do struny z harfy Homera. Utwór składa się jakby z dwóch części. W pierwszej z nich podmiot liryczny, zwiedzając grób, snuje luźne refleksje na temat poezji, historii Grecji i Homera, bohaterstwa Spartan pod Termopilami. Właśnie te rozważania są pretekstem w części dalszej do rozpatrywania dramatycznej wówczas sytuacji zniewolonej Polski, krytyki polskich wad narodowych: tchórzostwa, niezdolności do czynu, nieuzasadnionego niczym poczucia dumy, a także sytuacji samego poety, pełnego winy z powodu tego, że nie wziął udziału w powstaniu listopadowym, ale też tym bardziej odpowiedzialnego za swą misję wieszcza. A jednak w utworze tym Słowacki zagrzewał do oporu i walki – takie jest główne jego przesłanie. Wiersz wzbudził wielkie polemiki wśród współczesnych poecie, pokolenia listopadowego i był odebrany jako gwałtowny atak na przywódców powstania. Inaczej przez pokolenie styczniowe – jako wezwanie do czynu zbrojnego. „Grób Agamemnona” to szczyty naszej liryki patriotycznej.

Posąg Juliusza Słowackiego na kamienicy we Lwowie (fot. Anna Gordijewska)

Może tymczasem przerwijmy na razie nasz, tym razem długi dialog , bo pewno nie wyczerpaliśmy w pełni tematu „Lwów antyczny”.
Z całą pewnością nie wyczerpaliśmy, a warto ten temat kontynuować, bo dotyczy istotnej cechy kultury Lwowa i Kresów.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 9-10 (349-350), 29 maja – 15 czerwca 2020

Lwów antyczny. Część 1

Lwów antyczny. Część 3

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.