Amnezja związana z „Tajnym Protokołem”

-a A+

Zdawać by się mogło, że o tzw. „Tajnym protokole” do „Paktu Ribbentrop – Mołotow” wszystko już wiadomo.

O jego istnieniu „wolny świat” dowiedział się jeszcze w 1946 roku. Na jego temat powstały dziesiątki historycznych prac, analiz. W latach 1991–2000, po rozpadzie ZSRR, w „epoce Jelcyna”, rosyjskie archiwa stały się (na krótki czas) „dostępniejsze”, co pozwoliło na dotarcie do dokumentów opisujących realia „dookoła” powstania „Protokołu” i „Paktu”. Raz jeszcze – niby wszystko wiadomo. Otóż niezupełnie.

Dla osób zajmujących się (poza Rosją) historią, a szczególnie dla tych, które „poważnie” zajmują się początkiem II wojny światowej, „Pakt” był i jest dowodem na to, że ZSRR planował agresję. Tak interpretowane są zapisy „Tajnego Protokołu” dzielącego pomiędzy III Rzeszę i ZSRR „strefy wpływów”, tak interpretowana jest mapa z zamaszystym podpisem Stalina i Ribbentropa z zaznaczonymi „strefami” i wreszcie tak interpretowane jest to, co podpisaniu „Protokołu” miało miejsce – radziecka wojna z Polską, „wojna zimowa” z Finlandią, aneksja Litwy, Łotwy i Estonii, Besarabii. Znowuż więc – niby wszystko jasne. Tymczasem to nie do końca tak. W latach 1939–1991 w Związku Radzieckim i w krajach „satelickich” obowiązywała inna historia. „Pakt Ribbentrop – Mołotow” był oceniany jako efekt mądrych i przewidujących działań kierownictwa ZSRR (czytaj – Stalina), dzięki któremu Związek Radziecki zapewnił sobie pokój i bezpieczeństwo i „odsunął” od siebie wojnę na dwa lata. Oczywiście, to bzdurna propaganda – będzie o tym – ale właśnie taka wersja była „obowiązująca”. Istnienie „Tajnego Protokołu”, w tej narracji, albo ignorowano, albo sugerowano, że jest on prowokacyjną fałszywką – o jego „historii” też jeszcze będzie.

Jedną z klęsk rosyjskich reformatorów lat dziewięćdziesiątych jest to, że nie odważyli się oni ostatecznie i jednoznacznie rozprawić się z mitami Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Uwaga – wyraźnie piszę! Z mitami, nie z prawdziwą historią! A wśród przeróżnych mitów, takich jak ten o 28 Panfiłowcach, jak ten o Stalinie na peronie moskiewskiego dworca, jak ten o głodzie wywołanym blokadą Leningradu, ten o „zdradzie” 2 Armii Uderzeniowej (jestem gotów do dyskusji na temat każdego z nich), istnieje także ten o „Pakcie Ribbentrop – Mołotow” zawartym „w przeddzień wojny”(!) i gwarantującym pokój. Także w Rosji nigdy ostatecznie, głośno i oficjalnie nie rozprawiono się z tymi mitami! Tak, coś tam „bąkano półgębkiem”, coś tam publikowali „peryferyjni” publicyści i historycy. Jednak żaden oficjał, żaden „uznany” i prominentny historyk, nigdy, głośno, tak by jednoznacznie i ostatecznie z propagandą skończyć nie oświadczył, że „stalinowska” interpretacja „Paktu” i „Protokołu”, nie ma nic z historią wspólnego. Dzięki temu, w głowach części obywateli RF, gorzej, w głowach obywateli byłych republik ZSRR, a także w głowach obywateli byłych „państw satelickich”, gdzieś tam sobie hula przekonanie, że „Pakt” był „ok”. Z tego dzisiaj Rosja korzysta.

Dzisiaj, w ramach toczonej przez Rosję „historycznej wojny” padają oskarżenia, że to nie III Rzesza, nie ZSRR są winne jej wybuchowi, ale Polska właśnie. Aby udowodnić tę hucpę, rosyjscy prezydenci i rządowi „historycy” i inni „eksperci” na wszelkie sposoby starają się „przeinterpretować” (czyli powrócić do stalinowskiej) logiczną ocenę „Paktu” i „Protokołu”. Bowiem „Pakt” i „Protokół”, razem z wydarzeniami, które miały miejsce pomiędzy 1 września 1939 i 22 czerwca 1941, jednoznacznie przeczą dzisiejszym, „odkrywczym” rosyjskim tezom. Jednym słowem nie sposób bredzić o jakiejś tam winie Polski, nie „rozprawiwszy” się najpierw z „Paktem” i „Protokołem”. Próbują zatem. Wiktor Suworow (Rezun) określa ich „produkcje” jako „grafomańskie dzieła rozpowszechniające „fałszywki historyczne”, a ich samych mianem „szarlatanów serwujących publiczności tanie pseudo sensacje, godne serialu o Stirlitzu”.

Konieczne jest pewne wyjaśnienie. Jeden z moich ulubionych rosyjskich historyków, jeden z tych nielicznych, którzy w Rosji są godni tego miana, Mark Sołonin, w jednej z książek („Pranie Mózgu” – DW REBIS, 2014) wyjaśnił kim tak naprawdę są ci usłużni, kremlowscy „historycy” – „szarlatani” i jaką wartość mają ich prace. Z uwagi na ograniczenia wynikające z rozmiarów tego tekstu – cytował nie będę, za to gorąco zapraszam do czytania. W skrócie – to NIE SĄ HISTORYCY, chociaż takimi się mienią! To utytułowani, usłużni i pokorni słudzy propagandy, gotowi (za odpowiednie dobra) każdą bajkę do rangi historycznego faktu podnieść! Oni to teraz, „zgodnie z najwyższą dyrektywą” w „Pakcie” dzisiaj znowu akt służący pokojowi widzą, o „Protokole” zapominają, a w Polsce sprawcy wojny upatrują. Raz jeszcze – „Pranie Mózgu” polecam!

Oprócz uporczywej i trwającej kilka dziesięcioleci propagandy (obecnie wznowionej przez Kreml i jego „szarlatanów) problemem jest „poziom odporności” na historyczne manipulacje. Aby się oprzeć tym bzdurom – trzeba mieć wiedzę. Inaczej trudno. Tymczasem powszechna wiedza o wielu historycznych wydarzeniach jest mniej jak szczątkowa. Może inaczej – jest szablonowa i jej wartość można sklasyfikować (używając muzycznej klasyfikacji) raczej jako pop, może nawet jako disco polo, a nie jako klasykę. Taki stan ma wpływ na łatwość, z jaką przenika do świadomości propagandowa wersja historii. Na łatwość, z jaką można manipulować mniemaniami i ocenami. Na sukces „szarlatanów”. Postanowiłem przygotować „szczepionkę”. Zgoda, nie jestem historykiem. Wiedzę czerpię rzadko z materiałów źródłowych, częściej z prac historyków, których szanuję i poważam. Czytam i prace „szarlatanów”, gdyż uznaję je za dobrą dla mnie „szczepionkę” na „posthistorię”, czyli na historyczne bzdury i manipulacje. W sumie, nieskromnie uważam, że przez wiele lat zajmując się totalitarnymi systemami XX stulecia, zgromadziłem nie tylko przyzwoitą bibliotekę, ale także sporą wiedzę – tak o ZSRR, jak i o III Rzeszy. Także o „Pakcie Ribbentrop – Mołotow”, „Tajnym Protokole” i wszystkim tym, co im przed ich podpisaniem i po ich podpisaniu „towarzyszyło”. Dla tych, których to zainteresuje – postaram się opisać.

Pierwsza „ciekawostka”. Zawarty 23 sierpnia 1939 roku „Pakt Ribbentrop – Mołotow” jest nazywany inaczej (oficjalnie) „Paktem o nieagresji”. „Nieagresji” pomiędzy III Rzeszą, a ZSRR! O jakiej „agresji” może być mowa, jeśli te państwa nie miały nawet metra wspólnej granicy?!!! Nie miały jej aż do września 1939 roku, czyli do agresji właśnie! Agresji najpierw III Rzeszy (1 września), a następnie ZSRR na Polskę (17 września)! Jakakolwiek „agresja” tak ze strony III Rzeszy na ZSRR, jak i ze strony ZSRR na III Rzeszę, stała się możliwa dopiero po klęsce Polski i powstaniu niemiecko-radzieckiej „strefy demarkacyjnej”, czyli granicy. Sam „Pakt” jest właściwie nudnym ględzeniem o współpracy, ale „Protokół”, prawda, że dyplomatycznym językiem, ale zezwala na agresję ZSRR na Polskę, Litwę, Estonię, Łotwę i Finlandię, a III Rzeszy na Polskę i zakłada powstanie wspólnej granicy.

Cytuję tekst „Tajnego Protokołu”, bo wielu o nim mówi, a mało kto zna jego tekst: „Z okazji podpisania paktu o nieagresji między Rzeszą Niemiecką a ZSRR podpisani pełnomocnicy obu stron poruszyli w ściśle poufnej wymianie zdań sprawę wzajemnego rozgraniczenia sfer interesów obu stron. Wymiana ta doprowadziła do następującego wyniku: 1. Na wypadek przekształcenia terytorialno-politycznego obszaru należącego do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa), północna granica Litwy tworzy automatycznie granicę sfery interesów niemieckich i ZSRR, przy czym obie strony uznają roszczenia Litwy do terytorium wileńskiego. 2. Na wypadek terytorialno-politycznego przekształcenia terytoriów należących do państwa polskiego, sfery interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone w przybliżeniu przez linię Narew –Wisła – San. Kwestia, czy i w interesie obu uznane będzie za pożądane utrzymanie niepodległego państwa polskiego zostanie definitywnie zdecydowane dopiero w ciągu dalszego rozwoju wypadków politycznych. W każdym razie oba rządy rozwiążą tę kwestię na drodze przyjacielskiego porozumienia. 3. Jeżeli chodzi o południowy wschód Europy, to ze strony radzieckiej podkreśla się zainteresowanie Besarabią. Ze strony Niemiec stwierdza się zupełne desinteressement odnośnie do tego terytorium.4. Protokół ten traktowany będzie przez obie strony w sposób ściśle tajny. Podpisano: za rząd Rzeszy Niemieckiej – J. Ribbentrop, za rząd ZSRR – W. Mołotow. Moskwa, 23 sierpnia 1939”.

Na marginesie pozwolę sobie zauważyć, że 17 września nie było żadnego „Wyzwoleńczego Marszu” na Zach. Ukrainę i Białoruś jak to nazywała radziecka propaganda, a była zwyczajna radziecka agresja na Polskę! Najpierw – walki Armii Czerwonej z Korpusem Ochrony Pogranicza, później z Wojskiem Polskim. Areszty i okupacyjna administracja. Komunizacja i kolejne areszty. Areszty nie tylko Polaków, ale i Ukraińców i Białorusinów. Wszystko – „uzupełnione” rekwizycjami, konfiskatami, przymusową kolektywizacją i grabieżami. Było to możliwe właśnie w następstwie „Tajnego Protokołu”, który był integralną częścią „Paktu” – „Paktu o nieagresji”. Retoryczne pytanie – co miało miejsce w rezultacie podpisania przez III Rzeszę i ZSRR „Paktu o nieagresji” – „Wyzwoleńczy Marsz” czy „agresja” na Polskę? Dla mnie sprawa jasna – określenie „Wyzwoleńczy Marsz” miało za zadanie ukrycie agresji.

Zarówno „Pakt” jak i „protokół” nie wzięły się znikąd. Po pierwsze, Stalin był okrutnym, podstępnym, fałszywym i zbrodniczym, ale nie był głupim, impulsywnym, nielogicznym. Jego decyzje ZAWSZE były (w kategoriach umacniania władzy przez Stalina i w kategoriach hegemonii komunizmu) logicznie uzasadnione i strategicznie przemyślane. Tak, Stalin mógł się mylić i często się mylił, ale nie znalazłem ŻADNEJ (a przeczytałem wiele) relacji opisującej Stalina, podejmującego decyzję, której by wcześniej nie przemyślał. Uważam, że tak też było z decyzją o zmianie polityki zagranicznej ZSRR – to była uprzednio przemyślana i logicznie uzasadniona decyzja. Jej realizacja trwała ponad pół roku, a podpisanie „Paktu” i „Protokołu” było spektakularnym, ale tylko jednym z jej następstw.

Najpierw był 10 marca 1939 roku i tzw. „Kasztanowa mowa” Stalina. Był to referat sprawozdawczy Stalina poświęcony polityce zagranicznej ZSRR na XVIII Zjeździe KPZR w Moskwie. Nazwa „Kasztanowa mowa” wzięła się od słów Stalina, w których stwierdził, że nie pozwoli, aby ZSRR „został wciągnięty do konfliktów przez podżegaczy wojennych, którzy przywykli do tego, by inni wyciągali za nich kasztany z ognia”. Był to miły dla ucha, w ówczesnych kategoriach politycznie poprawny, ale tylko komunał. Ważniejsze było coś innego. Stalin: „ZSRR może porozumieć się z każdym państwem, bez względu na jego ustrój”. Ta deklaracja gotowości do współpracy „ze wszystkimi” sugerowała gotowość do podjęcia „dialogu” z III Rzeszą. Staje się to oczywiste, gdy weźmie się jeszcze pod uwagę fakt, że Stalin w tym samym przemówieniu ogłosił, że wbrew nazwie(!), pakt antykominternowski (III Rzesza, Japonia, Włochy oraz (do 1941 roku): Węgry, Mandżukuo, Hiszpania, Bułgaria, Dania, Finlandia, Rumunia, Chorwacja, Słowacja i rząd Wang Jingweia w Nankinie) wymierzony jest nie przeciwko ZSRR, ale przeciwko Anglii, Francji i USA(!).

Po czym nastąpił dzień 3 maja 1939 roku, kiedy wieloletni komisarz ludowy Spraw Zagranicznych ZSRR, Maksym Litwinow, stracił stanowisko na rzecz Wiaczesława Mołotowa. Po pierwsze Litwinow był Żydem (Enoch Meyer Wallach-Finkelstein) i było powszechnie wiadomo, biorąc pod uwagę, że u podstaw ideologii III Rzeszy leżał skrajny antysemityzm, usunięcie z funkcji ministra (komisarza) Spraw Zagranicznych Żyda, musiało być odebrane z zadowoleniem, a możliwe, że zostało odebrane jako sygnał o gotowości do zmiany antyhitlerowskiej polityki i retoryki ZSRR. Po drugie, Litwinow był zwolennikiem ogólnego systemu bezpieczeństwa, z udziałem Anglii, Francji i innych państw. Jego dymisja, biorąc pod uwagę to, że przy Stalinie Litwinow nie mógł być zwolennikiem czegokolwiek innego jak Stalin, oznacza iż to ten ostatni zmienił poglądy i zrezygnował z tworzenia systemu bezpieczeństwa w oparciu o zachodnie demokracje.

Wreszcie było posiedzenie Biura Politycznego KC WKP(b) w dniu 19 sierpnia 1939 roku, podczas którego Stalin powiedział: „Jeżeli zawrzemy układ (...) pomocy z Francją i Wielką Brytanią, Niemcy zrezygnują z Polski i zaczną szukać modus vivendi z państwami zachodnimi. (...) Jeżeli przyjmiemy propozycję Niemiec i zawrzemy z nimi pakt o nieagresji, Niemcy, oczywiście, napadną na Polskę, a wtedy przystąpienie do tej wojny Francji i Anglii będzie nieuniknione. Europę Zachodnią ogarną poważne niepokoje i zamieszki. W tych warunkach będziemy mieli duże szanse pozostania na uboczu konfliktu i przystąpienia do wojny w dogodnym dla nas momencie (...) Doświadczenie (...) wskazuje, że w okresie pokoju niemożliwy jest w Europie ruch komunistyczny na tyle silny, by partia bolszewicka mogła zagarnąć władzę. Dyktatura tej partii jest możliwa jedynie jako rezultat wielkiej wojny. Niemcy pozostawiają nam całkowitą swobodę działania w krajach bałtyckich i nie sprzeciwiają się powrotowi w granice Związku Radzieckiego Besarabii. Gotowe są odstąpić nam jako strefę wpływów Rumunię, Bułgarię i Węgry. Otwarty pozostaje problem Jugosławii… Jednocześnie jednak powinniśmy przewidzieć następstwa, wynikające zarówno z ewentualnej klęski Niemiec, jak i z ich ewentualnego zwycięstwa. W wypadku klęski nieuchronnie nastąpi sowietyzacja Niemiec i zostanie utworzony rząd komunistyczny (…) to z kolei ułatwi sowietyzację Francji”...

Czyż można jaśniej? Plany Stalina były dalekowzroczne, strategiczne i miały na uwadze rozpalenie rewolucji w Europie. Idea nie nowa – wcześniej do „permanentnej rewolucji” przekonywał towarzyszy Lew Trocki. Stalin był temu przeciwny. Ale gdy pokonał Trockiego (później zabił) – przejął jego idee. Stalin często postępował w ten sposób. Dokładniej stalinowski pomysł poprzedzenia rewolucji wojną opisuje Wiktor Suworow („Lodołamacz”, „Dzień „M”, „Ostatnie Republika”. Zgoda, jest w nich wiele emocjonalnej publicystyki, zdarzają się pomyłki. Jednak oprócz niewątpliwych wad, można w tych książkach znaleźć wiarygodne dane i informacje rzucające całkiem inne światło na rolę ZSRR w wydarzeniach 1939–1941.

Posiedzenie Biura Politycznego w dniu 19 sierpnia było momentem przełomowym. Po nim, wydarzenia się „zagęściły” i „przyspieszyły”. Między Moskwą i Berlinem miała miejsce intensywna korespondencja dyplomatyczna i już 23 sierpnia(!) Ribbentrop i Mołotow w Moskwie(!) podpisali „Pakt” i „Protokół”. Od tego dnia Stalin wiedział, że wojna wybuchnie. Znowu ciekawostka. Wiktor Suworow podaje w swojej książce „Dzień „M” daty rozkazów o uzupełnieniu do stanów etatowych starych i formowaniu nowych dziesiątków dywizji Armii Czerwonej. Wiele z nich to daty pomiędzy 20 i 31 sierpnia 1939 roku. Suworow zwraca też uwagę na fakt, że na posiedzeniu RN ZSRR, 1 września 1939 r., w ZSRR wprowadzono powszechną służbę wojskową i nowy stopień oficerski – podpułkownik. Niby logiczne – 1 września zaczęła się wojna i trzeba było wzmocnić siły zbrojne. Tyle, że posiedzenie RN 1 września 1939 r. nie było posiedzeniem planowym i trzeba je było zwołać kilka dni WCZEŚNIEJ. Czyli Stalin działał „z wyprzedzeniem” – czyżby wiedział...

Ostatnia z ciekawostek. Radzieccy „historycy” (czytaj – „szarlatani”) przez lata twierdzili, że żadnego posiedzenia Politbiuro dnia 19 sierpnia nie było. Kiedy już prawda wyszła na jaw i zaprzeczać dalej było niemożliwe, zaczęli przekonywać, że niby prawda, coś tam było, ale, że na posiedzeniu nie omawiano niczego ważnego. Wreszcie, gdy i ta narracja się zawaliła, zaczęli poddawać w wątpliwość to, że Stalin powiedział to, co powiedział. Wreszcie i to legło w gruzach – T. Buszujewa znalazła dokument z tekstem przemówienia w zasobach tajnych zbiorów zdobycznych byłego Archiwum Zbiorów Specjalnych ZSRR – Rosyjskie Centrum Gromadzenia Dokumentacji i Badań Historii Najnowszej, zespół 7, rejestr 1, teka 1223.

Na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka. Podczas Procesu w Norymberdze, obrońca jednego z oskarżonych – Joachima Ribbentropa – usiłował skorzystać z błędu radzieckiego oskarżyciela i powołać się na „Tajny Protokół” jako dowód świadczący o tym, że również ZSRR prowadził politykę zagraniczną w taki sam sposób, za jaki to sposób sąd chce teraz Ribbentropa powiesić. Tłumaczom, obsługującym prokuratora, wyłączono prąd w kabinie. Po popełnieniu kilku kolejnych „błędów”, w nocy 22 maja 1946 r., gen. mjr. Nikołaj Zoria się zastrzelił. Podobno – przy czyszczeniu pistoletu...

Taka to jest „wartość” przeróżnych rosyjskich, propagandowych narracji. W ZSRR historia była zawsze służką propagandy. Z kolei propaganda służyła politycznym interesom Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (wcześniej WKP(b) i jej przywódców. Dzisiejszy bohater, jutro stawał się „wrogiem ludu”, a pojutrze znów bohaterem. Proponuję prześledzić losy chociażby Tuchaczewskiego. „Szarlatani” (ponownie odsyłam do książki Marka Sołonina) i dzisiaj są gotowi propagandzie służyć. Wprawdzie jest to już inna, nie komunistyczna propaganda, ale to nie czyni im różnicy. Oni są gotowi służyć każdemu. Stąd ich „historyczne”, a dla dzisiejszych Kremla włodarzy politycznie użyteczne, banialuki o zacnym „Pakcie Ribbentrop – Mołotow” który był nie tylko koniecznością, ale na dwa lata uratował pokój, stąd „amnezja” związana z „Tajnym Protokołem”, stąd twierdzenia o tym, że II wojna światowa to Polski wina.

Artur Deska
Tekst ukazał się w nr 9-10 (349-350), 29 maja – 15 czerwca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.