Kamienni świadkowie dawnych epidemii

-a A+

„Dżumne” krzyże, które do dziś można zobaczyć gdzieniegdzie na Ukrainie, są dość interesującymi i rzadkimi świadectwami dawnych epidemii. Ustawiano je przeważnie w miejscach pochówku ofiar pomoru.

Do XVIII wieku na miejscach pochówków ofiar z prostego ludu ustawiano zazwyczaj proste krzyże dębowe. Kamienne były przeznaczone dla szlachty i magnatów. Z tego powodu chrześcijańskich nagrobków na dawnych wiejskich cmentarzach praktycznie nie spotkamy, najstarsze pochodzą przeważnie z początku XIX wieku. Szacownych nieboszczyków, na mogiłach których wystawiano kamienne nagrobki, tradycyjnie grzebano koło świątyń. Swoją rolę odegrała tu również antyreligijna polityka komunistów – gdy rujnowano świątynie, niszczono również położone obok cmentarze.

„Dżumne” krzyże” stoją przeważnie osobno, bo pochówki ofiar pomorów lokalizowano poza granicami cmentarzy i dziedzińców świątyń. W tamtych czasach ofiary grzebano zazwyczaj obok chaty, aby zaraza nie rozchodziła się po wsi. Zdarzały się wypadki palenia chat razem ze zmarłymi wewnątrz członkami rodziny. Dopiero później na tym miejscu ustawiano krzyż. Niezależnie od pozycji zmarłego, „dżumne” krzyże ciosano z kamienia. Bo oprócz symbolicznego chrześcijańskiego nagrobka pełniły one rolę ochronną – „zamykały” epidemię i miały ochronić przed ponownym przyjściem zarazy morowej. Taką była ogólnoeuropejska praktyka.

W tym też celu w XVII – XVIII wiekach w wielu miastach europejskich wystawiano również tzw. „dżumne” słupy. Takie kolumny o charakterystycznej ornamentyce spotkać można i dziś w wielu miastach. Pośród najstarszych takich słupów jest kolumna, wystawiona z okazji wyzwolenia Monachium od Szwedów i zakończenia tam epidemii dżumy w 1638 roku. Największy natomiast słup – kolumna Św. Trójcy – stoi do dziś w czeskim mieście Ołomuniec. Wystawiono ją w latach 1716-1754 jako znak dziękczynienia za przerwanie największej na Morawach epidemii dżumy w latach 1714-1716. 35-metrowa kolumna jest tak potężna, że w jej dolnej kondygnacji umieszczono nawet niewielką kaplicę. Zabytek jest bogato dekorowany rozmaitymi figurami i płaskorzeźbami – dlatego tak długo trwały przy niej prace. Podobne kolumny można spotkać również w Polsce, m.in. w miejscowości Kłodzko. Słup ten wzniesiono w 1680 roku z inicjatywy miejskiego magistratu i miejscowego klasztoru jezuitów.

Kolumna w Kłodzku (fot. Jacek Halicki)

Rzecz jasna, że na wsiach ludzie nie mogli sobie pozwolić na wystawianie takich kolumn. Ograniczano się więc prostymi kamiennymi krzyżami. Pomimo wierzeń, że zniszczenie takich zabytków może sprowadzić nieszczęście na całą wioskę, niewiele z nich dotrwało do naszych dni. Postarali się już o to komsomolcy w latach 30-70. ubiegłego wieku. Wobec tego każdy taki krzyż jest zabytkiem.

W tych warunkach „dżumne” krzyże w wioskach Kamionka i Spasiwka na przedmieściach Satanowa są unikalne podwójnie – tu w dolinie rzeki Szmajówki (lub inaczej Szondrowa) w obejściach miejscowych mieszkańców zachowały się aż trzy takie krzyże. Pokazał mi je miejscowy nauczyciel historii i wspaniały krajoznawca Anatolij Sereda.

Trudno dziś określić, gdzie która wioska zaczyna się i gdzie kończy. Orientują się w tym tylko sami mieszkańcy. Dawniej Kamionka nosiła nazwę Wójtowina, gdyż dano ją na własność wójtom Satanowa (dochód z niej był płacą za pełnienie urzędu).

Jeden z takich krzyży w Kamionce stoi tuż przy opuszczonej chacie, której gospodyni zmarła przed kilku laty. Na tym krzyżu, wykonanym według kanonów katolickich, widnieje napis po polsku, że pochowano tu niejakiego Kołodziejskiego, który zmarł w 1770 roku. Nieboszczyk był prawdopodobnie członkiem satanowskiego cechu kołodziejów – mistrzów wyrabiających koła do wozów. Ów Kołodziejski zmarł podczas epidemii dżumy z lat 1770–1771 – jednej z największych epidemii we Wschodniej Europie XVIII wieku. Wówczas mór doszedł nawet do Moskwy, gdzie wywołał słynny „dżumny bunt”. Dżumę na Podole i Ziemię Kijowską zawlekli podczas kolejnej wojny rosyjsko-tureckiej (1768–1774) z Mołdawii i Wołoszczyzny rosyjscy żołnierze. Tam zaraza dotarła z Konstantynopola i wywołali ją janczarzy.

Anatolij Sereda koło „dżumnego krzyża” z 1770 r. na grobie Kołodziejskiego (fot. Dmytro Poluchowycz)

Inny krzyż stoi prawie w geograficznym centrum Kamionki na działce jednego z mieszkańców. Mogiła jest uporządkowana, krzyż pobielony i wokół zasadzono kwiaty. Data na krzyżu oznaczona jest literami cerkiewno-słowiańskimi: „az-psi-on-as”, czyli rok 1771. W napisie odczytać można również: „septembria dnia Л”, czyli 30 września. Całość napisu jest zatarta, ale można jeszcze odcyfrować: „tu spoczywają ciała Sług Bożych… Wasyla i Agafii…”.

Krzyż w Spasiwce. Dobrze jest widoczne, że to pochówek katolicki. Niestety epitafium nieczytelne (fot. Dmytro Poluchowycz)

Kolejny krzyż znajduje się na przeciwległym brzegu Szmajówki, o jakieś 200 m w linii prostej. Jest to już teren wioski Spasiwka. Na nieszczęście właściciele terenu „przedobrzyli” z opieką nad zabytkiem i dziś można jedynie stwierdzić, że napis wykonano po polsku, a data pochówku – to znów rok 1770. Reszta szczegółów pokryta została grubą warstwą wapna.

Według historyka Pawła Nieczytajły: „Kamienne krzyże z okolic Satanowa są niewątpliwie zabytkami unikalnymi. Między innymi autor fundamentalnego dzieła „Zabytki historyczne Podola” Wiktor Guldman na początku XX wieku naliczył w całej guberni Podolskiej (teren obecnych obw. chmielnickiego i winnickiego) jedynie 35 kamiennych krzyży, pochodzących z XV-XVIII wieków. Proszę zauważyć, że było to przed ateistycznym pogromem. Reszta kamiennych krzyży, które nie są nagrobkami cmentarnymi i doszły do naszych czasów, pochodzi z XIX wieku. Otóż krzyże z Kamionki i Spasiwki są ciekawe jako obiekty rzeźby ludowej, jako krajobrazowe, religijne i epigraficzne zabytki. W obw. chmielnickim pozostało takich kilka sztuk”.

O skali epidemii na tych terenach świadczy zapis w kronice satanowskiego klasztoru, dokonany przez przeora Modesta Silnickiego. Mowa tam między innymi, że na dżumę w 1770 roku zmarło 6 braci i 150 mieszkańców ziem należących do klasztoru. Klasztor leży o blisko 3 km od opisanych powyżej krzyży.

Krzyż na grobie rodziny zmarłej na dżumę w 1771 roku (fot. Dmytro Poluchowycz)

Opowiadając o epidemii dżumy w latach 1770-1771 warto wspomnieć przykrą historię, która przytrafiła się w niedalekim od Satanowa miasteczku Jarmolińce. Ofiarą oszalałego tłumu padł tam Józef Maronita, który kilka lat wcześniej przyjechał na Podole z Turcji (w tych latach była ona zupełnie blisko – za Dniestrem). Sądząc z nazwiska był to Arab-chrześcijanin. Ciemny lud wymyślił sobie, że to on „naczarował” mór na wioskę. Ponadto był on wziętym lekarzem, który stale warzył jakieś napary z ziół. Nieszczęsnego eskulapa spalono, zanurzywszy go najpierw w beczce z gorącą smołą.

Niestety, wspomniane krzyże nie mogą być obiektami turystycznymi, bo stoją na terenach prywatnych, i nawet trafić do nich bez miejscowego przewodnika jest trudno.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 7-8 (347-348), 27 kwietnia – 14 maja 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.