Hotele okresu sowieckiego

-a A+

W spadku bolszewikom spadły najlepsze hotele Stanisławowa – „Union”, „Warszawa”, „Centralny”. Nie było potrzeby budowania nowych, zresztą statut miasta zamkniętego temu nie sprzyjał. A jednak sfera hotelarstwa w okresie sowieckim powoli się rozwijała.

Dom kołchoźnika
Po II wojnie światowej w Stanisławie (tak przemianowały miasto nowe władze) budowano hotele robotnicze i akademiki dla pracowników miejskich przedsiębiorstw i urzędów. Ale istniała kategoria gości, dla których hotele były zbyt drogie, zaś w akademikach też miejsc nie było. Mowa tu o ludności wiejskiej, dostarczającej na rynek swoją produkcję. Musieli w końcu gdzieś przenocować.

Własne auto w tych czasach było rzadkością i większość wieśniaków do miasta przyjeżdżała furmankami. W lecie, gdy było ciepło, spali na nich. A co robić zimą? W 1954 roku gazeta „Przykarpacka Prawda” pisała, że zarząd centralnego targowiska otworzył dla tych osób dom gościnny i hotel na 50 łóżek. Całość dopełniała stajnia na 50 koni i duża przechowalnia.

Opublikowano też zdjęcie jednego z pokoi. Wyposażenie, prawdę mówiąc, spartańskie – coś pośredniego pomiędzy koszarami i szpitalem. W dalszych wiadomościach ten hotel ze stajnią dumnie nazwano „Domem Kołchoźnika”. Znany jest jego adres: ul. Dniestrowska 13. Jednak nie trudźcie się, by go dziś odszukać. Gdy w 1968 roku budowano Dom Towarowy „Przykarpacie” i przygotowywano teren pod nowy rynek, wszystkie okoliczne małe domki znikły. Nie ocalał i „Dom Kołchoźnika”. O kołchoźnikach jednak nie zapomniano. Początkowo planowano wybudować nowy hotel koło targu, ale coś tam nie dopisało. W końcu przy ul. Urożajnej (Urodzajnej) za dworcem wystawiono hotel „Niwa”, należący do rynku. Pracownicy zakładu wspominają, że w latach osiemdziesiątych było to ulubione miejsce przebywania mieszkańców Kaukazu, którzy przywozili mandarynki. Zatrzymywali się tu również sportowcy, przyjeżdżający do Iwano-Frankiwska na zawody.

Dziś ten hotel jest w prywatnych rękach. Został gruntownie wyremontowany i cieszy się popularnością wśród turystów, dzięki umiarkowanym cenom.

Hotel „Niwa” (fotografia z archiwum autora)

Z widokiem na jezioro
Gdy w latach 50. wykopano centralny miejski staw, otaczające go zabłocone pustkowia natychmiast przemieniły się w tereny rekreacyjne. W 1956 roku na brzegu jeziora wystawiono niewielki drewniany hotelik „Karpaty”. Jego historia jest dość interesującą i zasługuje na oddzielną opowieść. Powiem tylko, że w kolejnym dziesięcioleciu hotel stał się kawiarnią „Sadko”, a w 2017 roku zabudowę rozebrano.

Zaczynając od lat 60. Iwano-Frankiwsk staje się znaczącym centrum wewnętrznej turystyki i słusznie jest określane jako „Brama do Karpat”. W mieście powstaje Baza Turystyczna „Przykarpacie”. Przewodnik z tego okresu reklamuje zakład i jego „komfortowe pokoje na 2-3 osoby. Klienci mogą zapoznać się z trasami Karpat w gabinecie turystycznym. Tutaj można też uzyskać potrzebne wskazówki. Wypoczywający mają do dyspozycji halle z telewizorami, stołówkę, kawiarnie. Do ich dyspozycji są też boiska, kort tenisowy i pole namiotowe. Baza turystyczna może jednocześnie przyjąć 180 osób”.

Baza turystyczna „Przykarpacie” (fotografia z archiwum autora)

To już nie „Dom Kołchoźnika”, chociaż z reklamy wynika, że w pokojach telewizorów nie było. Ale turyści nie mieli na co narzekać – do dyspozycji mieli bibliotekę, wypożyczalnie sprzętu turystycznego. Obok były dwa stadiony, wypożyczalnia łódek i plaża. „Przykarpacie” jest czynne do dziś. Wprawdzie turyści, zamiast podziwiać plażę i taflę wody, oglądają teraz betonowy blok, górujący nad hotelem.

Monstrum przemysłu hotelarskiego
Hotel „Ukraina” śmiało można nazwać budową długotrwałą. Rozpoczęto ją w 1967 roku, a ukończono pod koniec 1975. Było to typowe radzieckie „pudełko”, ale jak pisze „Przykarpacka Prawda”: „Decyzją państwowej służby budowlanej UkrSRR, wydział iwanofrankiwskiej filii „Projektmiasto” z głównym architektem Ł. Ł. Łukomską na czele wprowadził odpowiednie zmiany w rozplanowaniu pokoi na piętrach, zaprojektowano nowe fasady, halle parteru. Pozwoliło to zwiększyć ilość miejsc w hotelu i nadać całości estetycznego wyglądu”.

Nowy zakład miał 154 pokoi jednoosobowych 117 „dwójek”, które łącznie mogły pomieścić 388 osób. Uważany był za największy hotel w mieście, bo poprzednie – „Kijów” i „Dniestr” razem wzięte – miały pokoje tylko na 330 miejsc. Na parterze „Ukrainy” działała restauracja z salą bankietową na 330 osób, bar-kawiarnia, poczta i fryzjer.

Nie ma jasności z datą otwarcia. Gazeta pisze, że budowlańcy oddali obiekt 24 grudnia 1975 roku. W tej samej informacji jednocześnie podano, że pierwszych gości hotel przyjął już 22 grudnia. Byli to delegaci XVII Obwodowej Konferencji Partyjnej, z okazji inauguracji której otwarto hotel.

Hotel „Przykarpacie (fotografia Zenowija Żerebeckiego)

Oprócz funkcji turystycznej hotel pełnił też funkcję lokalu administracyjnego. Umieszczono tu biura obwodowego zjednoczenia hotelowego, do którego, oprócz „Ukrainy”, wchodziły inne hotele: „Kijów”, „Dniestr” i „Przykarpacie”.

Ten ostatni wybudowano pod koniec lat 60. koło lotniska i przeważnie odpoczywały tu ekipy lotników lub goście, którzy podróżowali samolotami. Dziś ten hotel nosi nazwę „Banderstadt” i jest jedynym komunalnym hotelem w mieście.

Hotel „Ukraina” szczęśliwie przetrwał wszystkie zawirowania ekonomiki i do dziś uważany jest za najlepszy hotel w mieście. Obecnie nosi wprawdzie nazwę „Nadija” (Nadzieja). Mówią, że na początku lat 90. jego właściciel Myrosław Bojko zmienił nazwę hotelu na cześć swojej żony.

Dla klientów branżowych
W starej książce telefonicznej Iwano-Frankiwska przytoczono szereg miejskich hoteli. Oprócz hoteli, które należały do różnych przedsiębiorstw, wskazano również hotele, należące do różnych branż.

Była to wspomniana już „Niwa”, podporządkowana miejskiemu targowisku. Był też wojskowy hotel „Czerwona Gwiazda” (dawny „Centralny”). Był też hotel remontowo-mechanicznego zakładu przy ul. Wysoczana. Zarząd eksploatacji nafty i gazu miał swego „Naftowika”. W 1980 roku niemieccy budowlani przy ul. Pasiecznej wystawili hotel „Drużba”, gdzie przebywali przeważnie pracownicy „Transgazu”. W 2012 roku przebudowano go na 42-mieszkaniowy blok.

Hotel „Drużba” (fotografia z archiwum autora)

W 1980 roku przy ul. Topolnej 6 w podmiejskiej wiosce Ugorniki otwarto hotel „Bystrzyca”, wystawiony na zamówienie Rady ogólnozwiązkowego klubu sportowego związków zawodowych.

Wszystkie te hotele należały do różnych spółek i związków i przy odrobinie szczęścia zwykły turysta mógł znaleźć tu nocleg. W mieście istniał jednak hotel, do którego zwykłego śmiertelnika by nie wpuszczono. Przed samą II wojną światową fabrykant Margoszes wybudował dla siebie elegancką willę przy obecnej ul. Szewczenki 79.

Hotel dla funkcjonariuszy partyjnych (fotografia Lubomyra Stasiwa)

Sowieci willę znacjonalizowali, a po wojnie zajęli ją na mieszkania dla partyjnych notabli. Na piętrze pozostawiono kilka pokoi dla przyjezdnych bonzów partyjnych. Na początku lat 70. lokatorów przeniesiono do nowych mieszkań, w willi zaś urządzono luksusowy hotel dla wyższych kierowników ogólnozwiązkowego i republikańskiego poziomu, dla ministrów, pierwszych sekretarzy partii i podobnych działaczy. Wyposażenie jest odpowiednie: marmurowy hall, sala kominkowa z boazerią, unikalne żyrandole, solarium.

W 1992 roku w tym centrum partyjnym otwarto Centrum Twórczości Dzieci i Młodzieży. Dziś mieści się tu Dom Uczonych.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 7-8 (347-348), 27 kwietnia – 14 maja 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.