Szeroki, mocny i… drogi

-a A+

W karpackich wioskach nieliczni rymarze produkują jeszcze dziś szerokie skórzane pasy – czeresy.

Nosili je huculi do pracy przy wyrębie drzewa. Za czeresami zbójcy nosili pistole. Teraz są wspaniałą dekoracją strojów ludowych, noszonych w święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy. Obecnie mistrzowie, produkujący tego rodzaju wyroby, też mają pełne ręce roboty.

Rymarza Iwana Myroniuka, mieszkańca wioski Krasnoila w rejonie werchowyńskim, poznałam na jarmarku w Jaremczu. Mężczyzna pokazywał zachwyconym turystom bogato zdobione, inkrustowane metalowymi blaszkami szerokie skórzane pasy huculskie – czeresy. Zachwalał swoje wyroby, twierdząc, że są nie do znoszenia.

Zainteresowałam się i zapytałam, jak produkuje swoje dzieła?

– Takie czeresy widziałem od dzieciństwa. Huculi w takich pasach nie bali się ani wujka (tak nazywano tu niedźwiedzia – aut.), ani wilka, ani wrażej kuli – twierdzi pan Iwan.

– Cóż pan takiego opowiada? Czyżby były zaczarowane? – pytam z uśmiechem.

Mistrz odpowiada, że nie ma tu żadnych czarów, a cała tajemnica kryje się w ich rozmiarach: 20–30 cm wysokości, potrójna warstwa dobrze wyprawionej skóry byczej – i pas jest jak pancerz. Obecnie takie pasy są niepraktyczne, bo krępują plecy. Dlatego takie wyroby produkuje się jedynie na zamówienie dla prawdziwych koneserów, kolekcjonerów autentycznych huculskich strojów, dla muzeów, do teatrów lub kina.

– Obecne czeresy są znacznie węższe. Produkuję taką wersję „uwspółcześnioną” – kontynuuje Iwan Myroniuk. – Kiedyś, to mistrz musiał własnoręcznie skórę wyprawić, a było to trudnie i trwało długo. Teraz już nikt tak nie robi. Skórę kupuję już wyprawioną i w kawałkach. Można ją dostać w nielicznych już sklepach z wyrobami dla szewców lub bezpośrednio w garbarniach. Naturalnie trzeba sprawdzić, aby materiał był dobrze wyprawiony, bez spękań, lekko zginał się, ale przy tym nie był za miękki. Ale to już są tajemnice fachu – śmieje się mistrz.

Na gotowym kawałku skóry rysuje się wykrój pasa i wycina jego kształt. Z zasady rodzaj wyrobu mistrz omawia z zamawiającym. Zazwyczaj są to pasy o szerokości 10–15 cm i długości 70–160 cm.

Tak przygotowaną formę mistrz zagina górą i dołem i obszywa jedwabnymi nićmi. Dalej rysuje na pasie wizerunki przyszłych dekoracji. Są to przeważnie ornamenty geometryczne, składające się z podwójnych kwadratów, rombów, prostych i falistych linii oraz kół z rombami wewnątrz. Mistrz twierdzi, że każdy znak ma swoją symboliczną wymowę: linie proste – to drogi życia noszącego czeres, faliste – to góry, jako świat Hucula, romby – to ziemia, która karmi i daje siły, koła – to słońce i nieskończoność bytu.

Na przodzie przy sprzączkach dodaje się ornamenty roślinne – kłoski. Symbolizują one męską siłę i płodność. Większość wizerunków pan Iwan wymyśla sam, i co nie co przerysowuje ze starych pasów w muzeach.

Po ustaleniu wizerunku zaczyna się najbardziej pracochłonna część pracy – dekorowanie, nabijanie blaszanymi elementami konturów ornamentów. Okrągłe blaszki nazywane są „cętkami”, podłużne – to „fasolki”. Każda blaszka ma 1-2 cm długości. Na jednym pasie może mieścić się do 4 tys. (!) blaszek różnego kształtu. Pod każdą blaszkę wybija się w skórze dwa małe otworki i wstawia w nie mocowanie. Za każdym razem pas trzeba przewrócić z jednej strony na drugą – proszę sobie wyobrazić: mistrz 8 tysięcy razy „kręci” takim kawałkiem skóry!

Aby mocowanie blaszek nie rwało odzieży pod pasem, od spodu przyszywa się kolejną warstwę skóry. Na koniec mistrz mocuje tzw. „kukłę” – sprzączkę. W tym celu po obu stronach pasa robi się specjalne zagłębienia, w które wstawia dwie części sprzączki ze stali nierdzewnej. Gotowa sprzączka również jest dekorowana wybitymi wizerunkami, inkrustowanymi kolorowymi kauczukowymi elementami.

Praca nad jednym pasem zajmuje Iwanowi Myroniukowi do trzech tygodni. Taki pas kosztuje od 5 do 25 tys. hrywien. Cena zależy od wymiarów pasa oraz złożoności i gęstości wizerunku. Taki czeres posłuży co najmniej 20 lat.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 6 (346), 31 marca – 27 kwietnia 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.