Wira Meniok: W przestrzeni kulturowo-artystycznej Drohobycza i Ukrainy Schulz jest obecny. Nareszcie tu wrócił

-a A+

Już niebawem, na początku czerwca, Drohobycz już po raz dziewiąty przyjmować będzie gości i uczestników Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza, który co dwa lata odbywa się w jego rodzinnym mieście i stał się jedną z wizytówek tego miasta.

W przededniu tej znanej na Ukrainie imprezy literacko-artystycznej poprosiliśmy docenta Uniwersytetu Drohobyckiego im. Iw. Franki, dyrektor Schulzfestu, literaturoznawcę i tłumacza Wirę Meniok opowiedzieć o Festiwalu i miejscu Schulza w ukraińskiej kulturze. Rozmawiał Leonid Golberg.

W 1992 roku w Drohobyczu z okazji stulecia urodzin pisarza miał miejsce pierwszy tak szeroki festiwal, poświęcony Brunonowi Schulzowi. Faktycznie miał miejsce powrót Schulza do jego rodzinnego miasta. Co się od tamtych czasów zmieniło? Czy został Bruno Schulz częścią ukraińskiej kultury, czy wszedł do jej literacko-kulturowej przestrzeni?
Naturalnie, od roku 1992 nastąpiło wiele zmian. Zgodzę się z tym, że wówczas miał miejsce powrót Schulza, ale powrót częściowy. To był projekt jednorazowy. Raz odbyło się spotkanie i raz – modlitwa. Inicjatywa tamtej akcji należała do śp. prof. Władysława Panasa, który organizował ją wspólnie z Grzegorzem Rzepeckim, Andrzejem Tyszczykiem i ośrodkiem „Teatr NN – Brama Grodzka”. Nie było mnie wówczas w Drohobyczu. Studiowałam w aspiranturze w Doniecku. Później była przerwa co najmniej dziesięć lat. Kolejne takie spotkanie odbyło się w miejscu, gdzie zginął Bruno Schulz. Wówczas obecnych było kilka osób z konsulem Krzysztofem Sawickim z Konsulatu Generalnego RP we Lwowie, naszym wielkim przyjacielem. Był to rok 2001.

Ależ w 1992 roku miała miejsce również międzynarodowa konferencja poświęcona „drohobyckiemu samotnikowi”.
Tak, ale to też była akcja jednorazowa. I tu chodzi o jeden ważny moment: była i została zapomniana. Znowu zapomniano o nim na kolejne dziesięć lat. Dopiero od 2001 roku zaczęliśmy z mężem, Ihorem Meniokiem, rozwijać temat Schulza głębiej i szerzej.

W 2001 roku odbyła się międzynarodowa konferencja, poświęcona pisarzowi, którą organizowało dopiero co powstałe Polonistyczne Centrum Naukowo-Badawcze (dziś nosi ono nazwę swego założyciela i pierwszego dyrektora Ihora Menioka). W 2003 roku otwarto przy naszym Uniwersytecie izbę pamięci Brunona Schulza i z tej okazji odbyła się konferencja „Schulz i Ukraina”. Prof. Panas wygłosił wtedy swój pamiętny referat „Bruno Schulz lub intryga nieskończoności”.

Od 2004 roku do dziś co dwa lata ma miejsce cykliczna impreza – Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza w Drohobyczu. Szerzy się ona i jej zasięg się poszerza. Jest to wydarzenie wielopłaszczyznowe: literackie, artystyczne i schulzoznawcze.

Dla mnie jako człowieka zajmującego się twórczością Schulza i dla mnie jako Ukrainki ważny jest przede wszystkim sam kontekst tej imprezy i to, o co pytasz – kulturowo-artystyczna i literacka przestrzeń Ukrainy. Czy pojawi się w niej Schulz? Tak, pojawi się. I muszę podkreślić, pojawi się dzięki Festiwalowi i naszym inicjatywom, ukierunkowanym właśnie na tę ukraińską przestrzeń. Ten festiwal nie jest desantem zagranicznych badaczy Schulza na Ukrainę – to festiwal ukraiński.

W 2012 roku opublikowano pierwszy przekład całości tekstów literackich Brunona Schulza. Dokonał tego Jurij Andruchowycz. Jest to pierwszy tak znaczny owoc naszego wspólnego przyjęcia Schulza. Właśnie wówczas, w 2012 roku – a był to już V Festiwal – miała miejsce szeroka publiczna dyskusja najważniejszych ukraińskich pisarzy o tym czy potrzebny jest nam Schulz, czyli czy jest on „nasz”. O tym dyskutowali: Jurij Andruchowycz, Taras Prochaśko, Iwan Małkowycz, Aleksander Bojczenko, Andrij Liubka, Wasyl Machno, Tania Malarczuk, Andrij Bondar, Natałka Śniadanko…

Dziś mogę śmiało stwierdzić, że ukraiński odbiór Schulza istnieje, rozwija się, zainteresowanie postacią Schulza i jego twórczością i stale wzrasta. A jeżeli mówimy w kontekście Drohobycza – to Schulz tu wrócił. Nam z Ihorem, gdy zastanawialiśmy się nad sensem Festiwalu, chodziło o to, by przywrócić Schulzowi miejsce, które utracił, a naszemu miastu – przywrócić Schulza. Bowiem i miasto i artysta zasługują na to obopólnie.

Otóż w kulturowo-artystycznej przestrzeni i w Drohobyczu, i na Ukrainie Schulz jest obecny. Nareszcie tu powrócił.

Przed dwoma laty w „Wydawnictwie 21” ukazał się mój przekład książki Agaty Tuszyńskiej „Narzeczona Schulza” i książka ta na Forum Wydawniczym we Lwowie otrzymała główną nagrodę w nominacji „Biografie”. Jest to też znak, że intelektualna i kulturowo-artystyczna przestrzeń Ukrainy zna Schulza i pragnie dowiedzieć się o nim jak najwięcej, a jednocześnie należycie ocenia jego obecność w tej przestrzeni.

Można by tu przytaczać wiele innych przykładów, świadczących o Schulzu na Ukrainie, ale mam nadzieję, że to, co powiedziałam, wystarczy.

Twoje zainteresowania w filologii przez dłuższy czas były dalekie od polonistyki i Schulza. Od kiedy zmienił się twój wybór i powiązałaś swój los z Schulzem?
Stało się to dzięki Markowi Golbergowi, mojemu nauczycielowi i duchowemu przywódcy. Swego czasu zajęłam się literaturą polską. Były to początki lat 90. XX wieku – więc szmat czasu wstecz. Prowadziłam zajęcia dla studentów z polskiej literatury XX wieku. Wówczas po raz pierwszy przeczytałam Schulza w oryginale. Wcześniej czytałam jego utwory w przekładzie Iwana Hnatiuka, który nie za bardzo mi się podobał. O samym Schulzu, jeżeli pamiętasz, dowiedziałam się od ciebie pod koniec lat 80. XX wieku. Właśnie ty opowiedziałeś mi, że w tym mieście mieszkał i tworzył taki człowiek, że zginął tu tragicznie. W czasopiśmie „Żowteń” za rok 1989 przeczytałam pierwszą część „Sklepów cynamonowych” Schulza. Później Alfred Szrajer opowiedział mi, jak Hnatiuk przychodził do niego z prośbą o przetłumaczenie mu listu, który otrzymał z Polski. Pan Szrajer był zdziwiony: „Jak to, panie Iwanie, przetłumaczył pan Schulza, a z listem ma pan problem?”. Hnatiuk wytłumaczył się tym, że w okresie, gdy tłumaczył Schulza miał natchnienie, a teraz mu go brak. Często opowiadam tę historię jako barokowy paradoks. Następnie był interesujący przekład Andrija Szkrabiuka i jeszcze kilku innych tłumaczy. Ale tak naprawdę literackiego przekładu na język ukraiński, który czyta się lekko i w Iwano-Frankiwsku i w Dnieprze, dokonał dopiero Jurij Andruchowycz.

Co, oprócz Schulza, interesuje cię w polskiej literaturze?
Interesuje mnie wydana w latach 90. XX wieku poezja Jana Lechonia. Interesuje mnie również twórczość urodzonego w Drohobyczu Kazimierza Wierzyńskiego. A jeżeli mówimy o literaturze współczesnej – to proza Andrzeja Stasiuka, twórczość Jacka Dehnela, Wojciecha Kuczoka, Olgi Tokarczuk…

W 2002 roku utworzyliście z mężem przy Uniwersytecie Drohobyckim Polonistyczne Centrum Naukowo-Badawcze. Opowiedz mi o jego dniu dzisiejszym. Czym się zajmujecie, jakie są kierunki jego działalności?
Naszą główną myślą, w chwili gdy tworzyliśmy Centrum, był rozwój studiów polonistycznych na naszej uczelni. Dziś polonistyka jest szeroko reprezentowana na różnych wydziałach uczelni i w różnych formach.

Kolejnym kierunkiem naszej działalności był Bruno Schulz. Były to badania nad jego twórczością i projekty wydawnicze, ale te dowolne, inne projekty schulzowskie, naukowe, artystyczne, które miały by promować sylwetkę i twórczość pisarza na Ukrainie.

W naszej działalności zajmujemy się też wymianą studentów, realizujemy wspólne projekty z polskimi uczelniami, mamy granty na fundusz stypendialny. Jednak Festiwal Brunona Schulza pozostaje naszym głównym projektem.

A fundacja, którą niedawno utworzyłaś?
Fundacja dobroczynna „Muzeum i Festiwal Brunona Schulza” powstała przed kilku laty i jest swego rodzaju organizmem, który sprzyja organizacji kolejnych Festiwali, przede wszystkim ze względu na stronę finansową. Mamy możliwość generacji kosztów i wykorzystywanie ich wyłącznie na tematykę schulzowska, bo statut Fundacji na to pozwala. Jednak podstawowy cel powstania Fundacji – to możliwość istnienia Festiwalu. Istnieje polski partner schulzfestu – Stowarzyszenie Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza w Lublinie, który też ukierunkowany jest na rozwój naszego Festiwalu. Zależy im na tym, aby rozwijał się i trwał jako impreza niezależna i w pewnym sensie – autorska.

Właśnie z tej przyczyny dwie pozarządowe organizacje – polska i ukraińska – ukierunkowane są na to, by tworzyć takie możliwości, aby Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza w Drohobyczu się rozwijał.

Ostatnio jesteś aktywna w dziedzinie przekładu. Dlaczego podjęłaś również tę działalność i czym dla ciebie jest przekład?
I znów wszystko przez Schulza. I wszystko dla niego. Już od dawna tłumaczę, głównie teksty Schulza. Przed kilkoma laty przetłumaczyłam dwa podstawowe teksty Władysława Panasa – „Willa Bianki. Mały drohobycki przewodnik dla przyjaciół” i „Bruno Schulz lub Intryga nieskończoności”. Było to dla mnie bardzo ważne.

Równolegle, gdy Andruchowycz pracował nad przekładem tekstów Schulza, Andrij Pawłyszyn przetłumaczył jego korespondencję, a ja wzięłam się za przekład jego filozoficzno-teoretycznych artykułów i recenzji krytyko-literackich. To ostatnie jest moim wielkim osiągnieciem i znaczy dla mnie wiele. Wśród największych moich osiągnięć translatorskich jest książka, o której już wspomniałam – „Narzeczona Schulza” Agaty Tuszyńskiej. Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się tego dokonać, bowiem książka ta daje możliwość zwykłemu czytelnikowi, który chce cokolwiek dowiedzieć się o Schulzu, uzyskać tę wiedzę właśnie dzięki książce Tuszyńskiej, nie wnikając w głębokie schulzowskie studia.

Jest to bardzo dramatyczna książka o życiu, miłości i śmierci w kontekście literacko-artystycznej Warszawy z okresu międzywojennego, a również Drohobycza, Paryża, Zakopanego. Czyli wiele tu wątków, wiele nazw, dyskusji literackich, co zmusiło mnie do opracowania wielu przypisów, których brak w oryginale. Dokonałam tego specjalnie dla ukraińskiego czytelnika, który nie orientuje się w tym, co polski czytelnik wynosi ze szkolnej ławy.

I ostatnia nasza zdobycz festiwalowa – to wielki podwójny numer jednego z najbardziej prestiżowych polskich czasopism naukowych humanistycznych „Konteksty”, który jest poświęcony całkowicie Festiwalowi Schulza, a zatytułowany „Planeta Schulz”.

Jest tam i twój tekst, i tekst Marka Golberga. Ta Planeta jest większa niż sam Festiwal, bowiem ukazuje wyniki, w tym naukowe, Festiwalu z roku 2018, jak również przedstawia retrospekcję wszystkich poprzednich Festiwali. Niezwykle silny jest tu akcent ukraiński i to popchnęło mnie do przekładów, bo wiele jest tam tekstów ukraińskich autorów. Przetłumaczyłam je na polski.

Niedawno wydaliśmy czwarty tom „Acta Schulziana” – dwujęzycznego wydania, związanego nie tylko z Festiwalem, ale również z projektem „Druga jesień”, który odbywa się 19–20 listopada w rocznice tragicznej śmierci Schulza i który zawsze rozpoczyna się ekumeniczną modlitwą. W tych dniach mają też miejsce różne spotkania i imprezy literacko-artystyczne. Zainicjowane w 2015 roku przez Grzegorza Józefczuka, dyrektora artystycznego Festiwalu, „Acta Schulziana” związane są z tymi wydarzeniami i izbą pamięci Brunona Schulza.

Wydany z okazji poprzedniej „Drugiej jesieni” tom nosi nazwę „Bruno Schulz w poezji. Otwarta antologia”. Ta antologia mieści ponad 80 wierszy związanych tematycznie z Schulzem. Jest to fakt istnienia Schulza w poezji polskiej, ukraińskiej, niemieckiej, francuskiej, białoruskiej, czeskiej, rosyjskiej i chorwackiej… Jest to otwarta antologia, bo opublikowano jedynie część tekstów poetyckich, poświęconych drohobyckiemu artyście, autorstwa różnych pokoleń, zaczynając od ucznia Schulza Andrzeja Chciuka i kończąc na poetyckich próbach współczesnych polskich poetów. Przełożyłam też kilka wierszy z tej „Antologii”. Na naszą prośbę kilka wierszy przełożyła poetka i tłumaczka Natalia Bielczenko, są również przekłady Andrija Liubki, Ostapa Śliwińskiego i Serhija Żadana, który specjalnie do tej publikacji przełożył wiersz Tadeusza Różewicza „W świetle lamp filujących”.

Niedawno otrzymałaś nagrodę Forum „Europa-Ukraina” – „Karpacka Europa Wspólnych Wartości”. Opowiedz o tym.
Tę wspólną nagrodę otrzymują Polacy i Ukraińcy. W tym roku podzieliłam ją z dyrektorem Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu, prof. Stanisławem Stępniem. Mowa tu o tworzeniu wspólnych wartości, a w przypadku Schulza największą dla mnie wartością jest pamięć o spuściźnie kulturowej, o wielokulturowości, która nie może zaginąć.

Ta nagroda jest bardziej dla Schulza i dla tego, co w sobie ma: tę wielką energię twórczą, z której czerpią natchnienie i literaci, i naukowcy, i artyści teatru, i sztuki wizualnej, i muzyki. Jest to nagroda dla niego i dla Festiwalu jako wydarzenia jemu poświęconego. Jednocześnie jest to okazja by zwrócić uwagę na to wydarzenie, w tym też polskich organizacji rządowych. Jest to jedyne wydarzenie, poświęcone Schulzowi, które ma miejsce na Ukrainie, ma interesującą historię i wielkie osiągnięcia. A zresztą, jest to jedyna taka impreza na świecie. Nie ważne są tu personalia, ważny jest Schulz i to co odbywa się w Drohobyczu dla niego. Sam patos ceremonii jest mi daleki.

Skoro już mówimy o największej imprezie literackiej w Drohobyczu, to warto porozmawiać o temacie tegorocznej IX edycji Festiwalu, który odbędzie się na początku czerwca. Wiem, że wiele lubisz trzymać w tajemnicy i zachowujesz intrygę do końca. Ale może opowiedz o najbardziej interesujących pozycjach Festiwalu, o gościach. Czy przyjedzie noblistka Olga Tokarczuk?
Niestety, nie. Też miałam nadzieję do końca, że Olga Tokarczuk uświetni naszą imprezę. Chociaż były takie ustalenia, to niestety składa się inaczej. Musimy zrozumieć zmiany, które zaszły w jej życiu i napięty harmonogram wizyt i spotkań. Na Ukrainę przyjedzie tylko raz – na Lwowskie Forum Książki. Ale mam nadzieję, że tegoroczny Festiwal obejmie swoim patronatem.

Co tyczy się intrygi, podkreślę, że w tych dniach na naszej stronie internetowej i na FB lubelskiego Stowarzyszenia Festiwal Brunona Schulza już pojawił się anons imprezy, jest lista gości i uczestników. Otóż oczekujemy na Jurija Andruchowycza, Serhija Żadana, Oksanę Łucyszynę, Natalię Bielczenko, Andrija Liubkę i innych znanych pisarzy ukraińskich.

Po raz pierwszy zawita do Drohobycza Andrzej Stasiuk, jedna z najważniejszych postaci w dzisiejszej literaturze polskiej. Po raz pierwszy przyjedzie do nas Jacek Dehnel, pisarz nadzwyczaj interesujący, poeta, przedstawiciel młodej generacji, deklarujący mocną więź z Schulzem. Dobrze widoczne jest to w jego opowiadaniach i powieściach. W Festiwalu udział weźmie Jacek Podsiadło, który stał się już naszym wielkim przyjacielem. Obecny na Festiwalu będzie znany poeta i tłumacz, prezes polskiego PEN clubu Adam Pomorski. Będzie Ryszard Krynicki. Wspólnie z Serhijem Żadanem zgodził się wygłosić referat inauguracyjny. Przypomnę, że poprzednim razem wykład inauguracyjny wygłosił Adam Zagajewski, przedstawiciel tego samego pokolenia, co i Ryszard Krynicki. Są to dwaj najważniejsi poeci swojej generacji.

Oczekujemy na przyjazd teatru z Węgier z przedstawieniem „Sierpień”, według Schulza. Czekamy na Teatr Młody z Kijowa z… przedstawieniem według Szekspira.

Wszystko jednak zależy od funduszy. Ta sprawa ma wyjaśnić się do końca marca. Dlatego o innych pozycjach wolę nie wspominać.

Konferencja schulzoznawcza, która jest stałym punktem Festiwalu, odbędzie się tym razem w formie paneli dyskusyjnych pod ogólną nazwą „Bruno Schulz. Materializacja wyobraźni”. A będzie też kilka paneli tematycznych: „Ciało, dzieciństwo”, „Doświadczenia duchowe”, „Przestrzenie, akustyka”, „Słowo, mityzacje”, „Obrazy, wizje”, „Śmierć, życie”. Będą moderatorzy, będą uczestnicy paneli i będzie nietradycyjna forma – nie wysłuchiwanie odczytów i referatów, a żywa schulzoznawcza dyskusja naukowców z obu krajów.

Między innymi, zwracałam się do programu grantowego Ukraińskiej Fundacji Kultury w dziale „Znaczące wydarzenia”, jednak konkurencja jest tam znaczna, ale mam nadzieję, że raptem się uda. Byłoby to wspaniałe, bowiem finansowanie wszystkich poprzednich imprez odbywało się głównie ze strony polskich źródeł rządowych. Dla mnie osobiście jest niezwykle ważne, aby Ukraina również wzięła udział w dofinansowaniu tego wybitnego wydarzenia.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę pomyślnego Festiwalu.

Rozmawiał Leonid Golberg
Tekst ukazał się w nr 5 (345), 17 – 30 marca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.