Jak Polacy Charków budowali. Część LXIV

-a A+

Droga od niemieckich do polskich aptek na terenie Charkowa do 1917 roku

W dziedzinie farmakologii Charków przez wiele dziesięcioleci walczył nie tylko o godziwe zabezpieczenie mieszkańców lekami, ale i o wykwalifikowanych prowizorów i kierowników aptek. W poprzednim opracowaniu wykazano, że w pierwszej połowie XIX wieku zawód ten w większości spoczywał w rękach Niemców, choć i nie brakowało tu Polaków, pracowników aptek, których działalność z upływem lat uległa zapomnieniu.

Sytuacja ta znacznie zmieniła się pod koniec XIX wieku. Wraz z rozwojem miasta i zwiększeniem ludności, liczba aptek na terenie miasta wzrosła do 16. Podobna sytuacja miała miejsce na terenie guberni, gdzie niemal w każdym mieście oraz w większych miejscowościach wiejskich powstały wolne apteki. Leki były również sprzedawane przy szpitalach i klinikach. Wzrosła też liczba farmaceutów i prowizorów Polaków, którzy nieraz dorabiali się niemałych majątków. „Rosyjski Medyczny Wykaz” z 1894 roku, który od tego roku podawał rozróżnienie pracowników według wyznania i religii oraz informował, że na terenie Guberni Charkowskiej Polaków pracujących jako prowizorzy było 19, a także 8 pomocników aptekarskich, 3 uczniów i jedna uczennica. Ta sytuacja sprawiła, że Polacy w sferze farmakologii ogólnie uplasowali się na trzecim miejscu po Rosjanach i Żydach. Liczba właścicieli Niemców w tym roku spadła do 7 prowizorów, u których pracowało 4 pomocników aptekarskich oraz 1 uczeń. Stan narodowościowy aptekarzy w 1894 roku na terenie charkowskiej guberni ukazuje tabela 1.

Z tej też racji oczywista wydaje się potrzeba skoncentrowania uwagi na poszczególnych Polakach w sferze aptekarstwa, przedstawiając transformacje aptek, aż do powstania w mieście samodzielnej Polskiej Apteki prowadzonej w okresie I wojny światowej przez Adama Nałęcz Tuszyńskiego.

Prawdziwymi monopolistami początku XX wieku w Charkowie była wspominana rodzina Szczawińskich. Obok nich był szereg innych Polaków, choć należy zauważyć, że przez wiele lat utworzenie i zachowanie polskiej apteki w Charkowie napotykało trudności.

Pierwszym dzierżawcą oraz kierownikiem apteki wdowy Olgi Dawydenko od ok. 1880 roku był Cezary Chiliński syn Romualda. Osiągnął w swej pracy znaczne sukcesy. Zatrudniał kilku pracowników. Po nim w połowie lat 90. XIX wieku aptekę przejął Seweryn Szczawiński. Chiliński nigdy nie założył rodziny i przez wiele lat mieszkał w domu siostry.

Przejęcie apteki przez Szczawińskiego było związane z niespodziewaną śmiercią Chilińskiego, który zmarł na początku 1895 roku. Jak się następnie okazało, Chiliński w trakcie prowadzenia apteki zaciągnął olbrzymi dług w wysokości przeszło 3000 rubli. W tej też sprawie zostało powołane posiedzenie sądu okręgowego, które miało zadecydować o dalszych losach apteki i długu. W trakcie posiedzenia siostra zmarłego Stanicka oświadczyła, że nie jest w stanie pokryć tak ogromnego długu. Toteż ostatecznie postanowiono dług Chilińskiego kredytować, następnie został on spłacony przez Szczawińskiego.

Reklama Tuszyńskiego z okresu warszawskiego

W tym samym czasie do Charkowa przybyli dwaj kolejni farmaceuci: Mikołaj Wolski oraz Karol Drzewiecki. W 1866 roku wspólnie wydzierżawili Staromoskiewską aptekę. Następnie zwrócili się z prośbą o otwarcie w mieście własnych aptek. Obydwaj też w 1882 roku otrzymali zezwolenie. Ale powstała jedynie apteka Wolskiego, która działała przez krótki okres, po czym Wolski opuścił Charków.

Karol Drzewiecki mimo pozytywnej decyzji nie zdołał, najprawdopodobniej z racji finansowych, otworzyć apteki. Marzenie zrealizował dopiero w 1888 roku po kolejnym zezwoleniu na otwarcie apteki przy ul. Jekaterynosławskiej. Pracowało w niej od 6 do 10 pracowników. Rocznie realizowano w niej 30-40 tysięcy recept. Jednak w maju 1898 roku, z niewiadomych przyczyn, Drzewiecki odsprzedał aptekę niejakiemu Płoticzerowi, a sam opuścił miasto.

„Rosyjski Medyczny Wykaz” z 1894 roku informował, że w Charkowie przynajmniej od 1890 roku działała kolejna polska apteka Jana Więckowskiego s. Adama, pochodzącego z wołyńskiej guberni. Apteka została ulokowana w budynku Aleksieja Dmitrijewa naprzeciw ogrodu uniwersyteckiego przy ul. Sumskiej. Więckowski mieszkał w Charkowie wraz z żoną Stefanią i w latach 1880-1887 pracowali razem w aptece Tutajewa.

W 1894 roku Jan Więckowski postanowił wydzierżawić aptekę Polakowi prowizorowi Piotrowi Zygmuntowi Marowskiemu, pozostając w niej jedynie zarządcą. Ale już w 1895 roku apteka Więckowskiego przeszła na własność Ludwika Domrofa. Rodzina Więckowskich po sprzedaży apteki pozostała nadal w Charkowie. Tutaj również 5 lutego 1903 roku w wieku 35 lat zmarł ich syn Stanisław, który został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Mimo licznych prób założenia własnych aptek oraz znacznych sukcesów w tym zawodzie, Polacy nie mieli wiele szczęścia z ich utrzymaniem. Tak oto w 1900 roku w Charkowie były czynne zaledwie dwie wolne apteki prowadzone przez Polaków: Szczawińskiego i Serednickiego. Nowy etap w rozwoju polskiej farmakologii nastąpił dopiero po 1901 roku.

Od 1891 conajmniej roku w Charkowie mieszkał Antoni Kułakowski s. Bolesława, który przybył do tego miasta zaraz po uzyskaniu dyplomu prowizora. Pierwsze szlify w zawodzie zdobywał w aptece Niemca Mikołaja Sartisona. Następnie ok. 1901 roku na rogu ulic Kulikowskiej i Mieszczańskiej założył własną aptekę. Przez pewien czas apteka pracowała bez większych przygód, jej zaś dochody stale wzrastały.

Jednak już w 1908 roku z niewyjaśnionych przyczyn apteka została sprzedana niejakiemu M. Merkowowi, a Kułakowski w 1910 roku niespodziewanie wyjechał z miasta, według zaś niektórych miał się ukrywać z powodu zawładnięcia znacznymi finansami Charkowskiego Farmakologicznego Towarzystwa, którego był kasjerem. Jak się jednak okazało, Towarzystwo przez wiele lat nie posiadało żadnych dochodów, a Kułakowski, wyjeżdżając z Charkowa, zabrał dokumenty finansowe i nie zdążył w porę zwrócić finansów pożyczonych na otwarcie mieszczańskiej apteki w Charkowie. Ostatecznie po 1910 roku jego apteka przeszła na własność Lidii Popowej, dokumenty i finanse zwrócono, a w Farmakologicznym Towarzystwie wybrano nowego kasjera.

Sam uciekinier pierwotnie wyjechał do miasta Nowosil Tulskiej guberni, a w 1916 roku udał się aż do Pietropawłowska Akmolińskiej guberni.

Od 1905 roku kierownikiem apteki Wilhelma Milforta był kolejny Polak Stanisław Matkowski syn Ignacego, który od 1903 roku zajmował się w Charkowie sprzedażą towarów medycznych przy Stowarzyszeniu Rosyjskim. Jednak po krótkim pobycie w Charkowie wyjechał do Kijowa.

Reklama produkcji apteki Baczyńskiego

Dość niezwykłą postacią w dziejach charkowskiej farmakologii był Antoni Baczyński s. Władysława (1871–1942). Dyplom prowizora uzyskał w 1895 roku, po czym przybył do Charkowa, otrzymawszy ok. 1905 roku funkcję zarządcy apteki wdowy Koch przy ul. Moskiewskiej 16. Przy tej aptece miał własne mieszkanie, jego zaś osobowość budziła wiele kontrowersji, a nawet legend wśród miejscowej ludności. Apteką zarządzał wraz z kolejnym Polakiem pomocnikiem aptekarskim J. Jakubowiczem, który pracował tu do Rewolucji Październikowej.

Baczyński miał zwyczaj chodzenia z rewolwerem, budząc postrach u podwładnych. Za najmniejsze przewinienia zwalniał pracowników ze słowami: „natychmiast won!”, co także przejął „wieczny pomocnik aptekarski” Jakubowicz. Warto jednak zauważyć, że przed przybyciem do Charkowa Baczyńskiego, zgodnie ze słowami właścicielki, „apteka nie przynosiła żadnych dochodów, a jej prowadzenie służyło jedynie, aby dać utrzymanie pracownikom”. Rozwój finansowy przyniósł dopiero prowizor Baczyński. W latach, gdy w niej pracował, zmieniło się wiele, choć wielu pracowników i uczniów nieugięty prowizor zwalniał nieraz bez przyczyny.

O jednym z takich przypadków pisał „Jużnyj Kraj” z 24 czerwca 1910 roku w następujący sposób: „12 czerwca pracownik apteki Kołczew wracał późno do domu, a poczuwszy się źle – wstąpił do apteki, aby wypić krople żołądkowe. Na jego dzwonek do drzwi otworzył dyżurny pracownik. Wypiwszy krople, Kołczew obudził innego dyżurnego Barbijera, pożyczając od niego zegarek, aby w dniu następnym nie spóźnić się do pracy”. Jak się okazało następnego dnia, Barbijer przeszukawszy wszystkie pomieszczenia, oskarżył pracowników o kradzież zegarka. Z ogromnym zdziwieniem przyjął zwrot wcześniej pożyczonego zegarka, o czym po mocnym śnie nie pamiętał. O tym zajściu powiadomiono Jakubowicza, który zażądał od Kołczewa wyjaśnień, w jaki sposób w nocy znalazł się w aptece. Następnie po naradzie z Baczyńskim ogłoszono werdykt o natychmiastowym zwolnieniu Kołczewa z pracy.

Przy próbach uzyskania wyjaśnień o przyczynę zwolnienia Baczyński miał wyjąć z kieszeni rewolwer i na oczach innych pracowników wyrzucił Kołczewa z apteki, nie wypłacając mu należytych funduszy. Autor jednego z artykułów gazetowych tak podsumował niniejszy incydent: „Z tej racji rzadko kto z mieszkańców Charkowa zatrudnia się w aptece Kocha, a personel zapełnia się ludźmi z prowincji. Za ostatnie dwa lata w aptece było zatrudnionych około 20 pracowników”.

Prowizor Antoni Baczyński w Charkowie od wielu lat był też znany z własnego wynalazku zwanego „Ferment”, służącego do przygotowania kefiru w domowych warunkach. Codziennie Baczyński przygotowywał kefir na podstawie kefirowych grzybków.

Dorobiwszy się znacznego kapitału, Antoni Baczyński postanowił w 1909 roku otworzyć własną aptekę, która powstała w dzielnicy Osnowa przy ul. Wielka Osnowiańska 16, gdzie głównym prowizorem był Rosjanin Mikołaj Grewizirski. W 1916 roku Baczyński był jedynym kierownikiem tejże apteki, zatrudniając dwóch pomocników i jednego ucznia. Po 1918 roku Antoni Baczyński pozostał na terenach Związku Radzieckiego, osiedlając się w Petersburgu, gdzie zmarł w 1942 roku.

Wraz z wybuchem I wojny światowej oraz przybyciem do Charkowa znacznej liczby polskich wygnańców wzrosło zapotrzebowanie na powstanie polskiej apteki. Taka okazja nadarzyła się wraz z przybyciem do Charkowa Adama Nałęcz Tuszyńskiego syna Konstantego, który stał się jedynym dzierżawcą apteki Kocha wraz z pomocnikiem aptekarskim, wspominanym już J. Jakubowiczem. Adam Tuszyński ukończył studia medyczne w 1904 roku na uniwersytecie w Dorpacie.

Przed przybyciem do Charkowa Tuszyński zarządzał własną apteką w Sumach, a po jej sprzedaniu postanowił przenieść się do bardziej perspektywicznego Charkowa. Zachowane szyldy reklamowe z 1917 roku informowały, że „Polska apteka, laboratorium i fabryka wód mineralnych pod firmą M. K. Koch właściciela prowizora Adama Nałęcz Tuszyńskiego w Charkowie przy Moskiewskiej 16 poleca: środki patentowane gumowe, opatrunkowe, mydła medyczne, preparaty galenowe, wyrabiane we własnym laboratorium”. Apteka oprócz lekarstw była zaopatrzona w różnego rodzaju wody mineralne i owocowe. Zamówienia przyjmowano telefonicznie, a specjalny kurier dostarczał towar do domów. Dostarczano również leki szpitalom i na specjalne zamówienia lekarzy, co w tamtych czasach stanowiło pewną nowość i znaczne udogodnienie dla osób chorych.

Po 1918 roku apteka została upaństwowiona, sam zaś Tuszyński wyjechał z Charkowa. Dom, w którym znajdowała się apteka, został zrujnowany w czasie II wojny światowej. Adam Tuszyński wyjechał do Warszawy, gdzie pierwotnie prowadził aptekę z Karczewskim, a następnie w latach 30. XX wieku został właścicielem apteki i laboratorium medycznego w Warszawie przy ul. Smolnej 22.

Wyżej przedstawiony materiał ukazuje zasługi w formowaniu i rozwoju farmakologii w Charkowie do 1917 roku Polaków, którzy zmagali się z wieloma trudnościami finansowymi, jak i konkurencją wśród Rosjan, Niemców i Żydów. Nieraz wokół tych aptek toczyły się całe batalie na łamach miejscowej prasy. Polacy wnieśli także ogromny wkład w rozwój nowoczesnych jak na owe czasy homeopatycznych aptek, jak i punktów sprzedaży leków poza Charkowem, na terenie guberni. Jest to już jednak temat na kolejne opracowanie.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 4 (344), 28 lutego – 16 marca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.