Malarstwo batalistyczne Stanisławowa

-a A+

Wiek dwudziesty przetoczył się przez Galicję dwiema światowymi i kilkoma mniejszego formatu wojnami.

O tych groźnych wydarzeniach przypominają liczne pozostałości – wpół zasypane okopy, wspomnienia świadków, pożółkłe dokumenty w archiwach i czarno-białe fotografie. Jest jednak możliwość obejrzenia tych batalii w kolorze. Jak? Oglądając malarstwo batalistyczne!

W wirze walki wręcz
W celu propagandowym każda z wojujących stron produkowała wielkie ilości plakatów i pocztówek, ilustrujących bohaterstwo swoich żołnierzy. Jako pierwszą prezentujemy austriacką pocztówkę „Bój pod Stanisławowem”. Trudno zorientować się, patrząc na nią, gdzie odbywały się te wydarzenia. Podpowiedzią mogą być uszkodzone wagony. Z historii wiadomo, że podczas walk niszczono kilkakrotnie oba mosty kolejowe. Prawdopodobnie nieznany artysta przedstawił walkę o te ważne obiekty strategiczne. Na pierwszym planie piechota rosyjska odbija atak dragonów austriackich. Dwaj moskale już szykują się do ucieczki, z tyłu nieuchronnie atakuje kawaleria i już wiadomo, kto zwycięży w boju.

Na uwagę zasługują wiązanki patyków, przytroczone do plecaków rosyjskich żołnierzy, są to tzw. faszyny, które w czasie ataku rzucano na zasieki z drutu kolczastego, żeby po nich przebiec.

Kolejnym jest plakat rosyjski z 1915 roku „Bój żołnierzy rosyjskich z Austro-Niemcami pod Stanisławowem w Galicji”, autorstwa malarzy Korkina i Bejdemana. Gdyby nie nazwa, nigdy bym nie pomyślał, że ta batalia odnosi się do naszego miasta. Na tylnym planie widać jakieś kościoły, ale zupełnie nie przypominają one stanisławowskich. Artyści chyba nigdy nie widzieli Stanisławowa i swe dzieło tworzyli w oparciu o doniesienia z frontu.

Rosyjski plakat agitacyjny „Bój żołnierzy rosyjskich z Austro-Niemcami pod Stanisławowem w Galicji”

Pocztówka podobna jest do poprzedniej. Tyle, że teraz uciekają Austriacy, atakują zaś Rosjanie, konkretnie kawaleria kaukaskiej Dywizji, do której składu wchodzili Czeczeni, Ingusze, Dagestańczycy i inne narodowości, zamieszkujące Kaukaz.

Widzimy też na plakacie rosyjską piechotę w ataku na bagnety. Przeciwko nim ustawili się Austriacy i ich niemieccy sojusznicy. Niemców można rozpoznać po charakterystycznych spiczastych hełmach – pikielhaubach. Austriacy są w kepi i atakują w górnej części plakatu. Nad polem walki przelatują aeroplany, jeden z nich podejrzanie dymi.

Na plakacie widnieje bardzo dużo krwi i chociaż trąci on prymitywizmem, to artyście udało się oddać atmosferę walki na bagnety.

Jako motto do plakatu można podać strofy radzieckiej poetki-żołnierza Julii Druniny:

Raz tylko widziałam walkę wręcz,
Raz na jawie – tysiąc razy we śnie.
Kto twierdzi, że wojna niestraszna,
Ten o wojnie nic nie wie.

Dzika dywizja
Ten obraz przechowywany jest w magazynach muzeum krajoznawczego. Powstał w okresie międzywojennym i w prawym dolnym rogu ma sygnaturę po polsku. Niestety, nie udało się jej odczytać. Mimo to widać, że przedstawia okres I wojny światowej. Na bliskość Stanisławowa wskazuje górujące na widnokręgu wieża ratuszowa i kopuły katedry.

Górale kaukascy z „Dzikiej dywizji” pod Stanisławowem, obraz z iwanofrankiwskiego Muzeum Krajoznawczego

Kawalerzyści mają na sobie ubiory charakterystyczne dla ludów Kaukazu. 23 sierpnia 1914 roku utworzono w składzie rosyjskiej armii Kaukaską Dywizję Kawaleryjską. W 90% złożona była z ochotników-muzułmanów: Kabardyjczyków, Osetyńczyków, Dagestańczyków, Czeczenów i innych. W 1915 roku Dywizja, którą nazywano „Dziką”, brała udział w zdobyciu Stanisławowa. Dżygici walczyli odważnie i wielu z nich zostało nagrodzonych orderami. Ale i tu mamy casus.

Gdy byli oni nagradzani Krzyżami św. Jerzego, dowództwo spotkało się z problemem. Na krzyżach, którymi nagradzano chrześcijan, św. Jerzy walczy ze smokiem, dla muzułmanów zaś został on zastąpiony dwugłowym orłem. Nie chcieli oni jednak przyjmować „ptaka z krzyżem”, lecz domagali się „dżygita”.

Miasto pod obstrzałem
Kolejna ilustracja, aczkolwiek czarno-biała, jest nadzwyczaj interesująca. Jest to rysunek oberlejtnanta węgierskiej królewskiej armii Stefana Zadora dla „Gazety Ilustrowanej” z Lipska. Nazwa jest dość wymowna: „Z teatru działań bojowych: miasto Stanisławów otoczone przez Rosjan pod ogniem artyleryjskim. Widok przez lunetę obserwatora artyleryjskiego”. Rysunek datowany jest 1916 rokiem.

Panorama Stanisławowa z 1916 roku. Białe obłoczki – to wybuchy rosyjskich szrapneli

W tym czasie Rosjanie przypuścili zmasowany atak na całym froncie, znany jako ofensywa Brusiłowa. Udało im się zdobyć Stanisławów, potem natarcie wyhamowało i linia frontu stanęła na Bystrzycy Sołotwińskiej. Na Zagwoździeckich wzgórzach Austriacy ustawili artylerię i ostrzeliwali Stanisławów, widoczny stąd jak na dłoni. Wynikiem tego ostrzału było zniszczenie śródmieścia, o czym świadczą austriackie pocztówki.

Z wyobrażenia rysunku nie widać, czy Stanisławów został już zajęty przez Rosjan, czy jeszcze nie. Białe jednak chmurki szrapneli nad zabudowaniami miasta świadczą, że miasto jest aktywnie ostrzeliwane.

Atakują ułani
Latem 1917 roku austriacko-niemieckie wojska ruszyły do kontrnatarcia. Rosjanie zaznali porażki i w pośpiechu wycofywali się na wschód. Jako ochronę wycofywania się dowództwo wysłało kawaleryjski I Pułk ułanów kpt. Bolesława Mościckiego, złożonego przeważnie z Polaków.

24 lipca na polach pod wsią Krechowce ułani przez pięć godzin bohatersko powstrzymywali niemieckie natarcie. W tym czasie Rosjanie zdążyli pomyślnie ewakuować się za Dniestr i front został uratowany. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości I Pułk ułanów stał się jednostką elitarną, dodatkowo uhonorowany mianem „Krechowieckiego”.

Polacy dumni są ze swoich bohaterskich kawalerzystów. Ułanom poświęcono wiele wierszy, piosenek i badań historycznych. Ponadto artysta malarz Michał Bylina namalował obraz „Krechowce”, który przechowywany jest w Polsce. Przed kilku laty strona polska zwróciła się do lokalnych władz z propozycją wystawy obrazu w Krechowcach, ale jakoś nie doszło do zgody.

Obraz „Krechowce”, mal. Michał Bylina

Czytelnicy Kuriera Galicyjskiego mają więc dziś rzadką możliwość by przenieść się w upalny lipiec 1917. Ułani, mimo iż w rosyjskich mundurach, ale z biało-czerwonymi proporczykami na lancach, atakują bawarską piechotę. Niemcy w polowych hełmach bardzo są podobni do swoich synów z roku 1941. Na tylnym planie widoczne są słomiane strzechy wiejskich chat i wysokie topole. Interesujące jest to, że walka toczyła się w polu, gdzie obecnie znajduje się punkt mobilizacyjny i ośrodek wypoczynkowy „Lodowa arena”. Do ataku kawaleria ruszyła przez dzisiejszy park im. Szewczenki. W okresie międzywojennym końcowy odcinek ulicy Lipowej nosił nazwę Ułanów Krechowieckich.

Dywizja w marszu
Po całkowitym rozgromie przez bolszewików pod Lubarem, resztki armii URL przeszły na polską stronę i zostały internowane. Jednak na wiosnę 1920 roku Polacy zaczęli tworzyć 6 Dywizję Piechoty Strzelców Siczowych, na której czele stanął pułk. Petro Bezruczko. Internowanych żołnierzy ubrano w angielskie mundury, uzbrojono i rzucono na front polsko-bolszewicki. W składzie armii Rzeczpospolitej dywizja zdobyła Kijów i przedefilowała jego ulicami. Następnie było wycofywanie się i ciężkie boje osłonowe. Największą chwałą dywizja okryła się pod Zamościem, gdzie powstrzymała armadę czerwonej kawalerii Budionnego.

Na początku września dywizję przerzucono do Stanisławowa. Stąd wyruszyła dalej na Wschód, gdzie czekały na nią kolejne walki z bolszewikami. Faktycznie Stanisławów był tylko epizodem na szlaku bojowym dywizji. Ale ten niewielki epizod stał się tematem obrazu.

„Przejazd 6 Siczowej Strzeleckiej Dywizji przez Stanisławów”, mal. Mychaiło Perfecki

Oficer URL i utalentowany malarz Mychajło Perfecki namalował dzieło, zatytułowane „Przejazd 6 Siczowej Strzeleckiej Dywizji przez Stanisławów”. Na pierwszym planie widzimy dowódcę Dywizji Petro Bezruczkę i szefa sztabu Wsewołoda Zmijenkę. Trudno pojąc, jaką ulicą miasta posuwa się kolumna. Moim zdaniem, jest to ul. Szpitalna i kawaleria defiluje obok pałacu Potockich.

Po uzyskaniu przez Ukrainę niezależności, aktywna działaczka z diaspory i córka gen. Galina Zmijenko-Senyszyn przekazała obraz do Centralnego Muzeum Wojska Sił Zbrojnych Ukrainy. Dziś umieszczono go w gabinecie dyrektora muzeum.

Autor wyraża specjalne podziękowania za przekazane materiały historykowi architektury Żannie Komar, dyrektorowi muzeum „Bohaterzy Dniepru” Jaremie Kwaśniukowi i pracownikowi IFKM Waleremu Twerdochlibowi.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 4 (344), 28 lutego – 16 marca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.