Legendy starego Stanisławowa. Część 32

-a A+

Jeźdźcy apokalipsy

Według biblijnego opisu koniec świata, inaczej apokalipsy, oznajmią czterej jeźdźcy na koniach „białym, ryżym, karym i płowym”. Imiona jeźdźców to Zwycięzca, Wojna, Głód i Śmierć i niosą oni ludzkości wszelkie katastrofy, kataklizmy i nieszczęścia.

W 1915 roku mieszkał w Stanisławowie stary rabin z Bursztyna, który wierzył, że koniec świata nastąpi jeszcze za jego życia. A jak powiedziano wyżej, zwiastować go będzie właśnie tych czterech jeźdźców. I oto się zjawili. Wołając i wykrzykując coś w narzeczu tarabarskim przelecieli pod oknami rabina jeźdźcy o smagłych cerach w czarnych baranich papachach. Rabin zrozumiał, że nadszedł koniec świata, położył się na kanapie i cichutko zmarł.

Koniec świata jednak nie nastąpił. W marcu 1915 roku Stanisławów zdobyły wojska rosyjskie i jako pierwsze wjechały do miasta oddziały konnicy czerkieskiej. To one tak wystraszyły biednego rabina.

Mieszkańcom Galicji dzicy jeźdźcy kaukascy wydawali się zwiastunami końca świata (z archiwum autora)

Rzeź po czeczeńsku
Pierwsza wojna światowa weszła do historii jako wojna technologii. Wówczas po raz pierwszy zastosowano czołgi, gazy bojowe, samoloty i okręty podwodne. Szybko rozwijała się łączność radiowa, pojawiła się artyleria przeciwlotnicza i na wyposażeniu wojska zjawiły się maski gazowe. Mieszkańcy Stanisławowa, leżącego w strefie działań bojowych, przyzwyczajeni byli do różnych nowinek militarnych. Jednak wydarzenia, które miały miejsce w lutym 1915 roku, jak gdyby przywróciły mroczne czasy średniowiecza i to z kaukaskim akcentem.

Wówczas Stanisławów był pod władaniem wojsk austriackich. Atakowani byli przez przeważające wojska rosyjskie, po których stronie walczyła dywizja kaukaska o przydomku „Dzika”. Austriacy zorientowali się, że nie uda im się utrzymać miasta, więc uciekli do podstępu. Odprowadzili większość pododdziałów na tyły, pozostałe ukrywszy w centrum miasta i utworzywszy zasadzkę. To, co działo się potem, opisała ówczesna gazeta rosyjska „Nowy Czas”:

„By określić liczbę wojsk austriackich, stacjonujących w mieście, wysłano konne zwiady. Z pewnością zauważone zostały przez Austriaków, którzy nie zdradzając swej obecności, dopuścili jeźdźców pod samo miasto. Czerkiesi sądząc, że Stanisławów został przez wrogie wojska opuszczony, swobodnie poruszali się w kierunku centrum miasta i tu spotkały ich salwy ze wszystkich stron. Zamiast jednak wycofać się na most, górale zastosowali swoją ulubioną taktykę – dobyli sztyletów. Czy Austriacy źle celowali, czy też sam widok jeźdźców kaukaskich tak ich oszołomił i przestraszył, dość że nie poległ żaden z nich nie licząc kilku rannych”.

Na odgłos bitwy z odsieczą przybyły jeszcze cztery sotnie kawalerii, rozpoczęła się strzelanina i miasto zostało zdobyte.

Ostatni imperator
Oficjalnie uważa się, że ostatnim monarchą rządzącym Imperium Rosyjskim był Mikołaj II. Ale niezupełnie. 2 marca 1917 roku car zrzekł się tronu na korzyść swego młodszego brata Michała. Tak oto Michał Aleksandrowicz stał się ostatnim z dynastii Romanowych rządcą Imperium.

- No dobrze, ale jak to się ma do Stanisławowa? – zapyta uważny czytelnik.

Rzecz w tym, że Wielki Książę był w naszym mieście i nawet otrzymał order za jego zdobycie.

Na początku I wojny światowej Rosjanie utworzyli Kaukaską Dywizję Kawalerii, w której służyli ochotnicy-muzułmanie. Jej dowódcą był wspomniany wyżej Wielki Książe Michał Aleksandrowicz. Dywizja walczyła na terenach Galicji i wsławiła się zdobyciem naszego miasta.

W liście do żony z 2 marca 1915 roku Mikołaj II pisał:

„Wczoraj otrzymałem doniesienie Iwanowa od Brusiłowa i Chana Nachiczewańskiego o wzorowych działaniach dywizji Michała podczas walk w lutym, gdy byli atakowani w Karpatach przez dwie dywizje austriackie. Dywizja kaukaska nie tylko odparła wroga, ale jako pierwsza weszła do Stanisławowa, przy czym Michał zawsze był na pierwszej linii. Dziś wszyscy proszą mnie o nagrodzenie go Krzyżem św. Jerzego, co też uczynię…”.

Za te działania Michał Aleksandrowicz otrzymał Krzyż św. Jerzego IV stopnia, który był najbardziej prestiżowym odznaczeniem bojowym w Imperium.

Jego dalszy los złożył się tragicznie. W lipcu 1918 roku księcia rozstrzelali bolszewicy. A jednak powinien był objąć władzę. W przeciwieństwie do swego infantylnego braciszka, Michał był osobą zdecydowaną i twardą, obawiał się go nawet Grigorij Rasputin.

Dokąd idą Żydzi?
Na FB istnieje strona, utworzona przez miłośników naszego miasta. Jej nazwa to „Ретро Франківськ Group” i można tam czasem zobaczyć ciekawe zdjęcia. Dwa zdjęcia wywołały ożywioną dyskusję.

Na pierwszym widać grupę Żydów, idących obecną ulicą Halicką, naprzeciwko dzisiejszego bazaru „Piataczok”. Napis po rosyjsku na odwrocie głosi: „Wysiedlenie Żydów ze Stanisławowa. Marzec 1915”. Na innym zdjęciu ta grupa jest już dalej, obok obecnej szkoły nr 13. Tym razem widać konwojujących ich kozaków. Zdjęcia są dość niezwykłe, bowiem przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że Żydów prześladowali Niemcy, a nie Moskale. Internauci proponowali różne wersje co do ich losu: pozbawiają ich mienia, wysiedlają, prowadzą na rozstrzelanie do Demianowego Łazu. Co jednak odbywało się naprawdę?

Nieco światła na tę sytuację przelał Szymon Spund, mieszkający w mieście w tym okresie. Pozostawił on wspomnienia „Stanisławów pod okupacją rosyjską”.

Wysiedlenie Żydów ze Stanisławowa. Rok 1915 (z archiwum autora)

Rosjanie zajęli miasto już kilka tygodni po wybuchu wojny. Przez miasto przetoczyła się fala pogromów żydowskich, następnie władze okupacyjne uciskały biednych Żydów, zabierając im pieniądze.

Wysiedlenie Żydów ze Stanisławowa. Rok 1915 (z archiwum autora)

20 lutego Austriacy odbili miasto. Rzecz jasna, że Żydzi witali ich jako wyzwolicieli. I to oni wydali austriackiemu kontrwywiadowi wielu szpiegów i moskalofili, wskazując również rosyjskich żołnierzy ukrywających się w mieście. Jednak już 4 marca Rosjanie powrócili i przypomnieli Żydom wszystko. Od tej chwili uważano ich za zdrajców i osoby politycznie niepewne.

W związku z tym dowództwo rosyjskie wydało rozkaz:

1 – wysiedlić wszystkich Żydów za wycofującymi się wojskami, a zakładników brać spośród najbardziej wpływowych i zamożnych Żydów;

2 – uprzedzić ludność żydowską i zakładników, że są oni bezpośrednio odpowiedzialni za całą przemoc nad mieszkańcami, skazanymi po donosach żydowskich.

Niebawem wielu stanisławowskich Żydów wysiedlono przymusowo na lewy brzeg Dniestru – w głąb linii frontu. Ludziom nie dano pieniędzy, nie dano transportu – zmuszeni byli iść, niosąc swe niewielkie tobołki. Najgorzej potraktowano bogatych zakładników – zostali wywiezieni w głąb Rosji. Powrócili do Stanisławowa dopiero po rewolucji lutowej (w 1917 roku – red.). Wielu zwykłych przesiedleńców czmychnęło czym prędzej do domu, jak tylko Austriacy latem 1915 roku rozpoczęli natarcie i wyparli Rosjan z Galicji.

Stójkowy Karpenko
Podczas I wojny światowej Stanisławów kilka razy był zajmowany przez wojska rosyjskie. W ślad za nimi do miasta wkraczała cywilna administracja i, naturalnie, policja. Pośród policjantów trafiały się ciekawe typy.

15 marca 1915 roku stanisławowski policmajster odnotował, że stójkowy z typowo rosyjskim nazwiskiem Karpenko w stanie wskazującym na spożycie alkoholu w miejscowości Kniaginin-Górka wdarł się do mieszkania Żyda Leona Silbera i żądał 1000 rubli. W toku śledztwa służbowego wyjawiono, że właśnie za pośrednictwem wspomnianego poszkodowanego Silbera, stójkowy otrzymywał łapówki od miejscowej ludności, której działalność gospodarczą przykrywał. Ceny nie były wygórowane – od 50 kopiejek do 5 rubli.

Wkrótce Austriacy wyparli Rosjan z miasta, ale w sierpniu 1916 ci znowu opanowali Stanisławów. Wrócił i stójkowy Karpenko. Zimą tegoż roku znów trafia on do raportów policyjnych. Okazuje się, że nasz bohater wszedł do synagogi i ogłosił, że wszyscy obecni są aresztowani. Po otrzymaniu kolejnej porcji łapówki Karpenko przeprosił zebranych i spokojnie się oddalił.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 4 (344), 28 lutego – 16 marca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.