Nowe tomy „Kresowej Atlantydy” Stanisława Niciei

-a A+

W 2019 roku prof. Stanisław S. Nicieja opracował i wydał dwa kolejne tomy z serii „Kresowa Atlantyda”. Tom XIII poświęcony jest Ziemi Grodzieńskiej, zaś w tomie XIV autor znów wraca na Kresy Południowo-Wschodnie i skupia swoją uwagę na historii i mitologii Stanisławowa, Buczacza, Zabłotowa, Św. Trójcy i innych okolicznych miejscowości.

We wprowadzeniu do tomu XIII profesor pisze: „W tym tomie wyprawiam się po raz pierwszy na Kresy Północno-Wschodnie. Opuszczam na pewien czas (jak widzimy, całkiem na krótko) Ziemię Lwowską, Pokucie, Podole, Wołyń i Polesie i wchodzę na Grodzieńszczyznę, koncentrując swoją uwagę na stolicy tego regionu – Grodnie”. Poza Grodnem autor pisze o historii Wołynia, Starych Wasiliszek, Żołudka, Mostów i Druskiennik. Nawet ci, którzy nie znają dokładnie tamtych stron, podczas wczytywania się w kolejny tom szybko zrozumieją, dlaczego Stanisław Nicieja wybrał właśnie te miejscowości i co one znaczą dla dziejów Polski i narodu polskiego.

Otóż, Wołczyn. Miasteczko niedaleko Brześcia, gdzie w podziemiach kościoła parafialnego był pochowany ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Wieś Stare Wasiliszki. Mała ojczyzna słynnego Czesława Niemena. Żołudek. Rodzinne gniazdo książąt Czartoryskich, którzy odegrali wybitną rolę w historii Polski, Litwy i Białorusi. A te piękne, romantyczne Druskienniki! Ulubiony kurort Marszałka Józefa Piłsudskiego, miejsce, które było świadkiem jego ostatniej romantycznej miłości do Eugenii Lewickiej.

Rozdział o Grodnie ma podtytuł „Nadniemeńska stolica” i to miasto jak najbardziej zasługuje na stołeczne aspiracje. Przez wiele wieków odgrywało znaczną rolę w historii Litwy i Polski, było rozbudowane staraniem wybitnych władców, jak Władysław Jagiełło, wielcy książęta litewscy Witold, kłótliwy Świdrygiełło i Zygmunt Kiejstutowicz. Autor przypomina, że Grodno było miastem Stefana Batorego i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król Stefan Batory zmarł w Grodnie w 1586 roku w bardzo tajemniczych okolicznościach. Niektórzy historycy twierdzą, że został otruty właśnie na zamku grodnieńskim. W tym też mieście odbył się ostatni Sejm I Rzeczypospolitej, na którym abdykował ostatni polski król Stanisław August Poniatowski.

Grodno jest też miastem literatów, artystów malarzy i uczonych. W pamięci każdego Polaka z Grodnem łączy się nierozerwalnie postać Elizy Orzeszkowej czy Władysława Syrokomli. Z Grodnem kilka lat swego życia związali Zofia Nałkowska i Leib Najdus. Autor dokładnie opisuje osobiste życie Orzeszkowej i analizuje jej twórczość, którą nazywa „narodowym eposem równym Trylogii”.

W historii Grodna profesor Nicieja znajduje bardzo niezwykłe, wręcz egzotyczne nazwiska osób, które jednak położyły niemałe zasługi w rozwoju tego kresowego miasta. Choćby niezwykła saga irlandzkiej rodziny O`Brienów de Lacy. Jeszcze w XVIII wieku feldmarszałek Maurice Peter de Lacy był gubernatorem Grodna i otrzymał w jego okolicach 12 tysięcy hektarów ziemi oraz pałac w Augustówku. W latach 20-30. XX w. całkiem już spolonizowana rodzina O`Brienów de Lacych była wybitnie zasłużona dla odrodzonej Rzeczypospolitej. Maurycy O`Brien de Lacy w latach 1930-1933 był prezydentem Grodna, uczynił bardzo wiele dla rozwoju miasta. Jego bracia Terencjusz i Patryk wybrali drogę służby wojskowej. Obydwaj byli pułkownikami Wojska Polskiego. Terencjusz był dowódcą 10 Pułku Ułanów Litewskich w Białymstoku. Niezwykła też była historia małżonki Maurycego – rosyjskiej arystokratki księżnej Nadziei Druckiej. Stanisław Nicieja pisze o niej: „Miała 20 lat, gdy jako żona Maurycego O`Brien de Lacy przyjechała do Grodna. Nie znała języka polskiego, a po kilku latach stała się żarliwą polską patriotką i bardzo płodną polską pisarką […] Była wiceprzewodniczącą Koła Ziemianek, Czerwonego Krzyża i Towarzystwa Dobroczynności, a w 1925 roku założyła w Grodnie Towarzystwo Przyjaciół Literatury i Sztuki im. Elizy Orzeszkowej […] Maurycy O`Brien de Lacy został w niepodległej Polsce wybrany prezydentem Grodna. Był dobrym gospodarzem, położył duże zasługi w odbudowie i rozbudowie miasta. Oprócz prezydentury pełnił kilka ważnych funkcji społecznych. Był m.in. prezesem Grodzieńskiego Związku Ziemian, dyrektorem Rady Szkolnej i Syndykatu Rolniczego. Rozpoczął wielkie inwestycje: budowę bulwarów nad Niemnem oraz restaurację Zamku Batorego, wspierał teatr grodzieński, przywołując jego bogate tradycje”.

Bardzo często, jak to bywa w życiu, tragiczne wypadki miały miejsce obok kuriozalnych, zwłaszcza w odniesieniu do ludzi oryginalnych. Takim był na przykład słynny Stanisław Witkacy. W czerwcu 1939 roku twórca przyjechał na ostatnie swoje wakacje do majątku Augustówka pod Grodnem na zaproszenie rodziny O`Brien de Lacy. Ogromnie bał się wszelkiej infekcji i sowietów. Nadzieja Drucka później wspominała, że kiedy spadło mu na podłogę palto, nie chciał go więcej zakładać, bo były na nim, jego zdaniem, miliony mikrobów. W dniu wyjazdu z pałacu zażądał rachunek za pobyt, pomimo iż był zaproszony i namalował kilka portretów rodziny. W końcu rachunek wystawił sam: za utrzymanie dziennie liczył 2 złote. Dwie kolacje, które mu się nie spodobały, odliczył. Za stłuczoną żarówkę i szklankę – doliczył. Na pożegnanie prosił księżnę Drucką, by poszła umyć ręce, bo chciał jej podziękować i ucałować w rękę. „W obawie infekcji, a na dowód szacunku przykładał swoim zwyczajem rękę kobiety do czoła, nigdy nie dotykał wargami czyjejś dłoni, klamki od drzwi otwierał łokciem”. Zaś kilka miesięcy później, we wrześniu 1939 roku ruszył z bombardowanej Warszawy w kierunku Grodna, ale droga była już odcięta. Pojechał więc na Polesie i w miejscowości Jeziory Wielkie na wieść o inwazji sowieckiej 18 września 1939 roku podciął sobie żyły w rękach i nogach.

Do legendy narodowej zapisał się czyn Orląt Grodzieńskich – obrona miasta we wrześniu przez młodzież, harcerzy, studentów. Według niepewnych danych sowieci stracili wtedy około 100 żołnierzy, 24 czołgi i 3 samochody pancerne. Straty polskie w czasie walk są niepoliczalne. Wśród tych, którzy zginęli, był również 13-letni Tadeusz Jasiński, którego sowieccy czołgiści przywiązali do czołga jako żywą tarczę. Stanisław Nicieja pisze, że to właśnie on stał się symbolem obrony Grodna. Po zajęciu miasta sowieci rozstrzelali 300 osób, a około 1000 wzięto do niewoli. Już w październiku wywieziono do Kazachstanu około 2 tysięcy mieszkańców miasta.

W „Kresowej Atlantydzie” profesor Nicieja pisze nie tylko o losach ludzi znanych i wybitnych, ale też podaje setki nazwisk, życiorysów, zdjęć zwykłych obywateli, chłopów, nauczycieli, inżynierów, robotników… Na tym polega osobliwość całej serii opowieści autora. Żeby dojść do takich informacji, przeprowadził tysiące wywiadów z ludźmi z Kresów i ich rodzinami, spisał tysiące historii rodzinnych, zgromadził u siebie unikatowe archiwum. Tysiące oryginalnych zdjęć, umieszczone w jego książkach, też w większości pochodzą z tegoż archiwum i ze zbiorów rodzinnych ludzi, z którymi rozmawiał i korespondował. Jest to praca niezrównana, która czyni z autora człowieka instytucję. Publikacja kolejnych tomów powodowała lawinę listów, mailów, wspomnień, które Polacy z całego Kraju, z Kresów, z dalekich kontynentów przysyłają do autora. Są w nich opisy wydarzeń i losów ludzi, znane dotąd jedynie w wąskim gronie rodzinnym. Wszystko to pobudza Stanisława Nicieję do nowych poszukiwań, odkryć i nowych publikacji.

Jeszcze jednym bardzo charakterystycznym wątkiem prac autora są nie tylko nostalgiczne wspomnienia o czasach minionych, ale ich ocena z pozycji znanego współczesnego historyka, człowieka, który ma własny pogląd na dzieje Polski, własną hierarchię prawdziwych i wymyślonych bohaterów. Stawia również odważnie czoło współczesnym polskim, ukraińskim, litewskim, białoruskim politykom, którzy mają odmienne zdanie, polityczne upodobania, czy też, jego zdaniem, fałszują historię, zacierają nazwiska i czyny polityków i działaczy społecznych, którzy nie wpisują się w ich koncepcję i światopogląd. Profesor Nicieja, na przykład, widzi – i śmiało o tym pisze – wiele pozytywnego, pożytecznego w historii PRL i ludzi, którzy budowali powojenne polskie państwo. Dla niego Władysław Gomułka czy generał Zygmunt Berling nie są bohaterami tylko „spod czarnej (czy czerwonej) gwiazdy”, ale ludźmi, którzy bardzo dużo zrobili dla Polski i narodu polskiego, bez których nie byłoby współczesnego polskiego państwa. Do takiego podejścia trzeba mieć osobistą i społeczną odwagę i prof. Nicieja ją posiada. Pozycję swoją umiejętnie broni nie pustą retoryką, ale językiem faktów i wspomnień uczestników tych wydarzeń.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 4 (344), 28 lutego – 16 marca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.