Ukraińskie dziedzictwo UNESCO z polskimi korzeniami

-a A+

Oto cały świat usłyszał o twórczym zakątku Pokucia. Mieszkańcy Kosowa pękają z dumy. Mają się czym pochwalić. Charakterystyczna zielono-żółto-brązowa ceramika została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Wieloletnie starania twórców kosowskiej ceramiki zostały uwieńczone sukcesem. Delegacja reprezentowana przez prezes Fundacji Autentyczna Huculszczyzna Marię Hryniuk i sekretarza kosowskiej rady miejskiej Romana Pecziżaka na 14. sesji Międzynarodowego Komitetu UNESCO w Kolumbii z dumą podnosiła ukraińską flagę. Radosne wieści lotem błyskawicy obiegły całą Ukrainę.

Ceramiczny zakątek
W wąskiej dolinie rzeki Rybnicy, u stóp zwisającej nad miastem Miejskiej Góry, wśród zielonych sadów porozrzucane są niewielkie domki. Niepozorne zabudowania skrywają pracownie garncarskie. Zazwyczaj mieszczą się one w dawnych pomieszczeniach gospodarskich. Najważniejszymi elementami w tej przestrzeni są piec i koło garncarskie. Zaś tajnikiem doskonałych wyrobów oprócz talentu malarskiego jest najlepszej jakości glina. Każda barwa ma swoje znaczenie. Zieleń symbolizuje karpackie góry, brąz – ziemię, a żółty – słońce. Czasem dodawany jest także kolor niebieski.

Aż trudno uwierzyć, że w tym mieście i przyległych wsiach działa ponad 50 twórców ceramiki. Są dobrze zorganizowani. Mają swoje wielkie święta „Malowany Dzban”, a także „Ludyne-Fest” – dwa barwne festiwale poświęcone tradycyjnym rzemiosłom. Prowadzą małe sklepiki, organizują warsztaty dla dzieci i młodzieży oraz prezentują swoje wyroby na wystawach krajowych i zagranicznych.

Ogromne zasługi w ożywianiu tej długiej tradycji ma Instytut Sztuki Dekoracyjnej i Użytkowej będący kosowska filią lwowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Funkcjonuje tam Katedra Ceramiki Artystycznej, w ramach której studenci zapoznają się z tradycyjnymi i współczesnymi technikami wytwarzania ceramiki. Ponadto Instytut posiada muzeum ze zbiorami dawnych kafli i dekoracyjnych talerzy. Mury tej placówki opuściło wielu utalentowanych ceramików. Jeden z nich zaproponował, aby każdy dom posiadał barwną ceramiczną tabliczkę z nazwą ulicy i numerem domu. Na razie tylko kilka budynków przyozdobiono takimi tablicami, ale być może po sukcesie odniesionym w Bogocie każdy z mieszkańców zechce powiesić na swoim domu ceramiczne oznakowanie.

Umiejętność wyrabiania kosowskiej ceramiki nie mogłaby trwać bez zakorzenienia w tradycjach rodzinnych. Wiedza o technice garncarskiej przekazywana jest tu z pokolenia na pokolenie. Babcie, dziadkowie, synowie, córki i wnuki. Takich ukraińskich rodzin jest wiele. Do najbardziej znanych należą rodziny Dileta-Kozaków, Trociów, czy Hrywińskich. Każda rodzina, a nawet każdy członek rodziny ma swój indywidualny styl zdobienia wyrobów. Oferują całe spektrum wyrobów poczynając od pamiątkowych magnesów, przez dzbanki, talerzyki, a nawet ozdobne kolekcje kafli, lampy i żyrandole. Ich udekorowane domostwa i pracownie zachwycają feerią barw oraz motywów.

Przeszłość
Technika pobiałkowania, czyli pokrywania warstwą białej gliny, rytowania i szkliwienia naczyń znana była na Pokuciu od dawna. Praktykowano ją w Kołomyi, Kutach, Kosowie wraz z przysiółkami Smodna, Stary Kosów, Monastersko, Moskalówka oraz w pobliskiej wsi Pistyń. Garncarze byli zarówno Polakami, jak i Rusinami, lecz Polacy zdecydowanie przeważali w tym fachu. Przedwojenni badacze uważali, że ruscy garncarze owszem wyrabiali ceramiczne garnki, lecz nie znali tej techniki zdobniczej.

Najstarsze wiadome zabytki ceramiki pokuckiej, zwanej przed wojną pokucką majoliką ludową, znajdowały się w Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie. Były to dwa obrazy z wizerunkiem Matki Bożej i św. Mikołaja. Obydwa nosiły podpis garncarza „Mateusz Kowalski malarz” oraz datę 1811 r. Zakupił je Włodzimierz Szuchiewicz z Bukowca, przysiołka Jaworowa.

W galerii rodziny Troć. Na pierwszym planie Maria Teresa Troć, najmłodsza reprezentantka rodzinnego talentu. W tle autorka tekstu

Mateusz Kowalski żył współcześnie z Piotrem Bachmatnikiem – kosowskim garncarzem, wykonującym pospolite naczynia polewane. Piotr ożeniony z Anną z Sitników miał syna Aleksandra, urodzonego w 1820 r. Aleksander został wysłany na naukę do Michała Baranowskiego, mieszkającego na Moskalówce w Kosowie. Tak zrodził się talent Bachmińskiego, uznawanego za twórcę pokuckiego zdobnictwa ceramicznego. Jego twórczość zyskała uznanie samego cesarza Franciszka Józefa I.

Ów Bachmiński zwany jest przez Ukraińców Ołeksą Bachmetiukiem. Choć sam podpisywał się na kaflach jako Bachmicki lub Bachmiński, w istocie figurował w rzymskokatolickich księgach parafialnych pod nazwiskiem Bachmatnik, dopiero zaś w księdze zmarłych figuruje jako Bachmiński.

Jednoznaczne rozstrzygnięcie przynależności narodowej pokuckich garncarzy od zawsze płatało figle badaczom. Garncarze sami komplikowali sprawę sygnując swoje wyroby raz polskimi, a raz ruskimi podpisami w zależności od tego, do jakiego klienta miały one trafić. Bywało tak, że garncarz Piotr Koszak zdobił swoje wyroby ruskimi podpisami i tryzubami włodzimiersko-halickimi, bo były robione na zamówienie Hucułów, ale nazywał je polskimi wyrobami. Bywało też tak, że imię zapisywał po rusku, a nazwisko pismem łacińskim i odwrotnie. Jednak przedwojenne badania wskazywały, że większość garncarzy w domu posługiwała się językiem polskim i była wyznania rzymskokatolickiego. Dane zebrane w 1923 roku pokazują, że w Pistyniu pracowało 22 garncarzy, spośród których tylko jeden był Rusinem. Były to rodziny: Sitarskich, Gruszczyńskich, Śniatyńskich, Markowskich, Romanowskich, Wspólnickich, Koszaków i innych. Warto w tym miejscu podkreślić, że powiat kosowski zamieszkany był w znacznej większości przez ludność wyznania greckokatolickiego, a ludność często zawierała mieszane małżeństwa.

Huculska czy pokucka?
Znawca pokuckiej ceramiki Tadeusz Seweryn, autor „Pokuckiej Majoliki Ludowej” wydanej w Krakowie w 1929 roku podkreślał, że zaliczanie pokuckich wyrobów ceramicznych do sztuki huculskiej jest nieporozumieniem. Był zdania, że wyroby pochodzące z „polskich wysepek” na Pokuciu wyróżniały się znacząco na tle prawdziwej huculskiej sztuki i widział w nich więcej naleciałości seklerskich. Ponadto sam Włodzimierz Szuchiewicz twierdził, że garncarze nie byli Hucułami. Huculi nabywali wyroby garncarskie do celów dekoracyjnych bądź użytkowych. Dlatego też garncarze, tworząc niemal wyłącznie dla huculskich klientów, nauczyli się od nich pewnych technik zdobniczych, jak np. kreskowania i kratkowania, stosowanych na pisankach, w mosiężnictwie i tkactwie. Jak pisał Seweryn, „kaflarstwo pokuckie zrosło się organicznie z potrzebami huculskiej wsi”. Pomimo tego odróżniało się od sztuki huculskiej rodzajem ornamentacji.

Problemów przysparzała także klasyfikacja geograficzna. Kosów leży na pograniczu Pokucia i Huculszczyzny. Z tego powodu ceramikę wytwarzaną w Kosowie często mylnie nazywano huculską. Choć wielu uważało, iż jest to określenie uprawnione, ponieważ Kosów był miastem powiatowym, w którym odbywały się jarmarki, na które zjeżdżali Huculi z górskich wsi i sprzedawali tu swoje rękodzieło. Tym samym miasto stało się ośrodkiem huculskiej sztuki.

Obecnie zrównano pojęcie ceramiki „huculskiej” z „kosowską” i używa się ich zamiennie. Uważa się, że tradycja związana z ceramiką jest ważnym elementem tożsamości i znakiem przynależności do społeczności huculskiej. Natomiast sztuka huculska jest postrzegana jako część ukraińskiego dziedzictwa narodowego.

Warto przez chwilę zadumać się nad tym, czy kosowska ceramika byłaby tym czym jest, gdyby nie polski korzeń, z którego wyrosła? Wszak ogromne znaczenie w kryteriach UNESCO ma to, że dziedzictwo niematerialne jest dla danej społeczności źródłem poczucia tożsamości… i ciągłości. Choć ciągłość polskiej tradycji na ziemi kosowskiej została jak się wydaje bezpowrotnie przerwana przez okrutne wichry wojny, to przekazane umiejętności związane z tradycyjnym rzemiosłem przetrwały dzięki kontynuacji przez ukraińską społeczność. Ale o polskim wkładzie w tworzenie tej tradycji często się zapomina.

Biorąc pod uwagę szerokie tło historyczne, które zostało tu skromnie nakreślone, sądzę, że narody ukraiński i polski mogą zgodnie wznieść toast za sukces malowanej ceramiki kosowskiej odniesiony na arenie międzynarodowej. I nie ma się tu czego obrażać, bo nikt nikomu nie chcę odbierać zasłużonych laurów. Kosowska ceramika, jak dawniej, wciąż wyróżnia się na tle innych wytworów swoim unikalnym pięknem.

Natalia Tarkowska
Tekst ukazał się w nr 23-24 (339-340), 20 grudnia – 16 stycznia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.