Zapalając znicze na ich grobach spłacamy dług

-a A+

Ulice miasta spowite są gęstą mgłą. Wszyscy tłoczą się z drzwiach autokaru, aby po chwili sennie zasiąść na swoich miejscach. Od odjazdu dzieli ich zaledwie kilka minut.

Z niecierpliwością oczekują chwili, w której warkot silnika oznajmi, iż wyprawa na Ukrainę wreszcie się rozpoczyna. Do Lwowa wyruszają, aby spłacić swoistego rodzaju dług, wyrównać rachunek, który przed kilkudziesięcioma laty wystawili im ich rodacy, składając w ofierze własne życie w walce o wolność Rzeczypospolitej Polskiej i niepodzielność jej granic.

W bagażniku autokaru znalazło się blisko półtora tysiąca zniczy, których obecność, w tak nietypowym dla nich miejscu jest wypadkową zorganizowanej po raz drugi w historii społecznej zbiórki. Jaślanie i mieszkańcy okolicznych miejscowości włączając się tak licznie w akcję ponownie dowiedli, że patriotyzm w nowoczesnym ujęciu nie musi być jedynie sloganem pozbawionym treści znaczeniowej, lecz faktycznym, namacalnym wręcz określeniem postawy, której deficyt dane nam jest obserwować we współczesnej Polsce. Można jedynie domniemywać, że tak duże zainteresowanie udziałem w zbiórce zniczy związane jest z wciąż żywym dla części polskiego społeczeństwa poczuciem więzi z Polakami, którzy nie tylko żyli niegdyś na ziemi lwowskiej i ginęli w walce o to, aby stanowiła ona integralną część państwa polskiego, lecz również z rodakami, którzy dzisiaj zamieszkują te tereny, kultywując polskość we wszystkich możliwych jej przejawach.

Stąd też harcerki i harcerze 139. Drużyny Harcerskiej „Lisy” im. płk. Leopolda Lisa-Kuli działającej przy Zespole Szkół Miejskich nr 3 w Jaśle oraz uczniowie Zespołu Szkół Budowlanych w Jaśle w drodze do Lwowa, który stanowił główny cel wyprawy pod wymowną nazwą „Jaślanie pamiętają o poległych i zmarłych Rodakach na Kresach” odwiedzili Sambor. Ze względu na napięty harmonogram nie udało im się jednak zapalić zniczy na polskich grobach na tamtejszym cmentarzu. Sporą ich ilość przekazano jednak na ręce tamtejszych Polaków. Grupa spotkała się z wielką życzliwością. W Domu Polskim na wszystkich czekał drobny poczęstunek, ciepła herbata i kawa, która ze względu na wczesną porę dla niektórych okazała się prawdziwym zbawieniem. O życiu Polaków w Samborze w kilku zdaniach opowiedziała Maria Ziembowicz, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej Oddział w Samborze. W ramach podziękowania za ciepłe przyjęcie Wiesław Hap, jeden z pomysłodawców akcji wręczył jej drobne upominki związane z Jasłem, przekazane przez jasielski magistrat. Na koniec krótkiej, lecz niezwykle miłej wizyty wszyscy pozowali do wspólnego zdjęcia.

Z Sambora droga wiodła już prosto do Lwowa. Ciekawostkami na temat Sambora i innych miejscowości położonych na trasie przejazdu autokaru nieustannie raczył jego pasażerów Edwin Bebło, geograf i przewodnik, a zarazem spiritus movens całego zamieszania, który w ubiegłym roku rzucił hasło organizacji akcji. Kolejne kilometry umykały spod kół, a zza chmur wyjrzało słońce. Lwów powitał jasielską ekipę przyjazną aurą oraz niewyobrażalnymi korkami. Wszyscy ci, którzy pomstują na utrudnienia w ruchu w Jaśle powinni na jeden dzień wybrać się samochodem do Lwowa.

Kiedy kierowcy autokaru wreszcie udało się zakotwiczyć w pobliżu cmentarza Łyczakowskiego, wszyscy z ulgą wylali się z pojazdu. Zwarci i gotowi, przystąpili do opróżniania bagażnika. Kilka minut później objuczeni zniczami zmierzali w kierunku bramy cmentarza. Kupno biletów i już po chwili, grupa przemierzała urokliwe alejki zabytkowej nekropoli Lwowa, zajmującej obszar nieco ponad czterdziestu hektarów. Kierując się ku południowo-wschodniej części cmentarza Łyczakowskiego młodzież wraz z opiekunami zamierzała dotrzeć do kluczowego punktu dwudniowej wyprawy – Cmentarza Orląt Lwowskich. Tym, którym po raz pierwszy dane było odwiedzić to wyjątkowe dla każdego Polaka miejsce, widok olbrzymiej ilości białych krzyży z pewnością pozostanie w pamięci na zawsze. Każdy symbolizuje bowiem ofiarę życia, jaką obrońcy Lwowa złożyli za Ojczyznę podczas konfliktu polsko-ukraińskiego.

Na grobach Orląt zapłonęły znicze. Co więcej przy mogile skrywającej ciała pięciu nieznanych żołnierzy, którzy zginęli na Persenkówce harcerze wystawili wartę honorową. Druh Wiesław Hap odczytał apel pamięci, aby następnie wraz z Edwinem Bebło, instruktorką harcerską hm. Dorotą Rzońcą oraz Konsulem RP we Lwowie Rafałem Kocotem złożyć wieniec ufundowany przez Miasto Jasło na płycie grobu. Na szarfach widniał napis: „W hołdzie poległym - Miasto Jasło”. Konsul w krótkim przemówieniu wyraził uznanie dla postawy zarówno młodzieży jak również ich opiekunów, podkreślając jednocześnie, że tego rodzaju inicjatywy mają niezwykle duże znaczenie dla Polaków mieszkających we Lwowie. Podnoszą ich na duchu dając jednocześnie dowód przeświadczeniu, że Polacy zamieszkujący terytorium Rzeczypospolitej wciąż pamiętają o swoich braciach na Kresach. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich odbyło się także uroczyste złożenie przyrzeczenia harcerskiego przez druhnę Natalię i druha Oliwiera. Jej niemym świadkiem stał się grób, w którym spoczywają szczątki Michała i Oswalda Anissimo, który w chwili śmierci miał zaledwie 6 lat.

Po opuszczeniu Cmentarza Orląt Lwowskich u większości osób dało się wyczuć swoistego rodzaju niedosyt. Niedosyt rozumiany w pozytywnym tego słowa znaczeniu, który daje pewność, że w przyszłości osoby te wrócą na to ważne dla wszystkich Polaków miejsce. Zanim jednak grupa na dobre opuściła Cmentarz Łyczakowski Teresa Panowa, rodowita lwowianka, która od blisko piętnastu lat jest przewodnikiem po Lwowie zaprosiła do spaceru, którego kolejnymi punktami były groby znanych postaci polskiej kultury i nauki. Tym sposobem harcerze i uczniowie jasielskiej Budowlanki mieli okazję zapalić znicze na grobach m.in. Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Artura Grottgera, czy też Władysława Bełzy. Zwiedzaniu towarzyszyła niezapomniana narracja przewodniczki, którą Edwin Bebło bez krzty przesadyzmu zwykł nazywać chodzącą encyklopedią Lwowa. Kiedy miasto spowił już mrok grupa udała się na zasłużony odpoczynek. Przysłowiowe ładowanie akumulatorów wszyscy potraktowali bardzo poważnie, bowiem kolejny dzień zapowiadał się nie mniej pracowicie od tego, który właśnie chylił się ku końcowi.

Piątkowy poranek okazał się mglisty, co wszyscy uznali jako zwiastun słonecznej pogody. Ta z kolei była potrzebna do tego, aby sprawnie i komfortowo przystąpić do porządkowania Cmentarza Janowskiego położonego na Kleparowie. To tam właśnie grupa udała się w pierwszej kolejności. Wyłaniające się z dla jednych mlecznobiałej, dla drugich szarawej poświaty kolejne sektory nekropoli, wreszcie pojedyncze nagrobki, nadały cmentarzowi pewnego rodzaju aury tajemniczości. Nieco zaniedbany, nie tak popularny wśród turystów jak Cmentarz Łyczakowski stanowił dla młodzieży w kontekście jego porządkowania nie lada wyzwanie. Doskonale jednak w roli organizatorów sprawdzili się opiekunowie w osobach Marii Stach i Kingi Kasińskiej-Stal, nauczycielek w Zespole Szkół Budowlanych oraz druhów Marcina Grabka i Sebastiana Wiatra. Większość czasu grupa spędziła w części cmentarza, w której spoczywają Obrońcy Lwowa i Kresów Wschodnich. Gołym okiem widać tam pozostałości po dokonanych przed kilkoma dekadami dewastacjach. Wiele do myślenia dają choćby betonowe cokoliki, na których próżno szukać usuniętych niegdyś stalowych krzyży i tabliczek. Pomiędzy zachowanymi mogiłami gdzieniegdzie wyrastają także współczesne groby.

Samo miejsce spoczynku polskich żołnierzy poległych w latach 1918-1920 zdaje się wołać z głębi cmentarza o pamięć. Tego dnia na owe wołanie przyszła się odpowiedź. Odpowiedź w postaci obecności młodych Polaków, którzy właśnie tam, przy mogiłach obrońców Lwowa dali dowód swojego bezkompromisowego patriotyzmu, którzy wreszcie zapalając znicze spłacili swoistego rodzaju dług wobec tych, którzy kiedyś dla Ojczyzny poświęcili to co najcenniejsze, własne życie. Potwierdzeniem dla tak postawionej tezy niech będzie sentencja, umieszczona na bramie portyku Pomnika Chwały na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Łacińskie słowa, które z łatwością możemy na nim odnaleźć brzmią ni mniej ni więcej tak: „Mortui sunt, ut liberi vivamus”, co należy tłumaczyć jako „Umarli, abyśmy mogli żyć wolni”.

Po opuszczeniu Cmentarza Janowskiego przyszedł czas na zwiedzanie zabytkowej części miasta. Czas naglił, więc nie zdołano odwiedzić wszystkich miejsc, które zasługują na to, aby je zobaczyć. Tym lepiej. Znaleziono bowiem kolejny powód, aby w przyszłości powrócić do Lwowa. Nie mniej grupa zdołała zwiedzić m.in. Operę Lwowską, Katedrę Ormiańską pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz Bazylikę archikatedralną Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny we Lwowie zwaną potocznie Katedrą Łacińską.

Ostatnim punktem wizyty we Lwowie były Wzgórza Wuleckie. Miejsce, w którym śmierć podczas II wojny światowej znaleźli profesorowie lwowskich uczelni wyższych i członkowie ich rodzin. Na tym, aby podczas dwudniowej wyprawy odwiedzić Wzgórza Wuleckie szczególnie zależało druhowi Wiesławowi Hapowi. - Mimo napiętego programu naszej patriotycznej wyprawy, zależało mi na tym byśmy oprócz porządkowania grobów i zapalania zniczy na Cmentarzach: Łyczakowskim, „Orląt” i Janowskim, dotarli jeszcze do kolejnych, innych miejsc. W ubiegłym roku byliśmy w Zadwórzu, w miejscu bitwy z bolszewikami zwanej „Polskimi Termopilami”, a w tym roku udało nam się oddać hołd polskim ofiarom z czasów zagłady hitlerowskiej. Zapaliliśmy znicze przed pomnikami upamiętniającymi tragiczne wydarzenie na Wzgórzach Wuleckich, kiedy 4 lipca 1941 roku Niemcy rozstrzelali polskich profesorów i docentów z lwowskich uczelni oraz członków ich rodzin – wyjaśniał.

Wyjazd dobiegał końca. Kiedy wszyscy znaleźli się w autokarze, strudzeni intensywnie spędzonym dniem przyszedł czas na złapanie drugiego oddechu, pierwsze podsumowania i oceny. Pożegnanie z Teresą Panową, która nie potrafiła ukryć głębokiego wzruszenia po dwóch dniach spędzonych w gronie rodaków, miało wymiar iście symboliczny. Wszyscy mieli poczucie, że żegnają się z Lwowem, który wciąż ma polską duszę i która to dusza pozostaje tak bardzo bliska każdemu z nas.

***
Pomysłodawcy społecznej akcji „Jaślanie pamiętają o poległych i zmarłych Rodakach na Kresach”: Wiesław Hap, Edwin Bebło i Marcin Dziedzic, organizatorzy: Stowarzyszenie Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego, jasielska 139. Drużyna Harcerska „Lisy” oraz Zespół Szkół Budowlanych w Jaśle - składają podziękowania za pokrycie kosztów transportu autobusowego: P. Adamowi Pawlusiowi - Staroście Jasielskiemu, P. Wojciechowi Piękosiowi - Wójtowi Gminy Jasło, Wiesławowi Okarmie – właścicielowi Zakładu Pogrzebowego „Okarma”, Krzysztofowi Gorczycy – właścicielowi firmy F.H.U. „Gorczyca” Nagrobki Jasło, Tomaszowi Wojdyle – właścicielowi firmy „Żelbud” i Henrykowi Koniecznemu – właścicielowi Firmy Przewozowej „Hesta”. Burmistrzowi Jasła - P. Ryszardowi Pabianowi dziękują za wieniec oraz za materiały promocyjne Miasta Jasła.

Słowa szacunku i uznania kierują też w stronę wszystkich, którzy włączyli się w zbiórkę zniczy, których zgromadzono ponad półtora tysiąca. Byli to: Stowarzyszenie Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego, 139. Drużyna Harcerska „Lisy”, Zespół Szkół Miejskich nr 3 w Jaśle, Zespół Szkół Budowlanych w Jaśle, Zespół Szkół Miejskich nr 2 w Jaśle, Zespół Szkolno-Przedszkolny w Brzyskach, Zespół Szkolno-Przedszkolny w Błażkowej, Szkoła Podstawowa w Bieździedzy, Niepubliczny Zespół Szkolno-Przedszkolny w Czeluśnicy, Zespół Szkół Technicznych w Jaśle, Zespół Szkół Miejskich nr 1 w Jaśle, Szkoła Podstawowa w Skołyszynie, Przedszkole Miejskie nr 6 w Jaśle im. Pluszowego Misia, Szkoła Podstawowa w Święcanach, firma „Bispol” Andrzeja Czajki, Stowarzyszenie Miłośników Pojazdów Zabytkowych „Magneto”, kibice „Czarnych” Jasło oraz pojedynczy mieszkańcy Jasła i powiatu, w tym w sposób szczególny P. Władysław Mlicki z Cieklina.

Marcin Dziedzic
Źródło: jaslo4u.pl

 

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.