Czyżby cisza przed burzą?

-a A+

Od dwunastu lat jaremczańskie Polsko-Ukraińskie Spotkania są jednymi z najistotniejszych wydarzeń dla kształtowania stosunków pomiędzy Ukrainą i Polską.

Gromadzą ludzi żywo zainteresowanych tym, aby były one jak najlepsze, znających oba państwa nie w teorii, ale w oparciu o wieloletnią praktykę wspólnych kontaktów i współpracy. Są to osoby, które nie potrzebują tłumaczy, aby wzajemnie się rozumieć – osoby, które po prostu chcą zrozumieć drugą stronę. Z żalem jednak wielkim można odnotować, że wola uczestników debat prowadzonych w sercu Karpat to wciąż nieco za mało, aby budować coraz lepsze relacje polsko-ukraińskie, aby naprawiać już popełnione błędy, ustrzec się nowych i kontynuować to, co dobrze funkcjonuje i korzystnie wpływa na szeroko rozumianą politykę i relacje społeczne. Głosy specjalistów wciąż nie są dostatecznie wysłuchiwane w Warszawie czy Kijowie, a rządzący wydają się nie być zainteresowani tym, jakie obawy i nadzieje artykułowane są w Jaremczu.

Podczas ubiegłorocznej konferencji problemem, który był żywo dyskutowany, była sprawa potencjalnego konfliktu, jaki mógł zostać rozniecony za sprawą dwóch posągów – lwów z Cmentarza Orląt Lwowskich. Trafne przewidywania, diagnoza sytuacji i propozycje konkretnych rozwiązań nie zostały dostrzeżone przez decydentów, choć zarówno ukraińscy, jak i polscy uczestnicy spotkania byli zgodni co do działań, jakie należy w tej sprawie podjąć i co do wagi, jaką będą one miały dla obu narodów. Można zresztą przypuszczać, że nie tyle nie zauważono tej części debaty, ile zabrakło woli, aby pochylić się nad tym zagadnieniem.

fot. Leon Tyszczenko

W tym roku tematem, który najczęściej chyba był poruszany tak podczas obrad, jak i w kuluarach, były obawy przed potencjalnymi konfliktami, jakie mogą zostać sprowokowane przy wykorzystaniu obecności migrantów ukraińskich w Polsce. Nie jest to zagadnienie nowe, zarówno polscy, jak i ukraińscy znawcy problematyki od wielu miesięcy podnoszą tę kwestię – jak dotąd wydaje się, że bezskutecznie. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że jest to artykulacja lęków zdecydowanie przedwczesnych, ktoś powie, że wywoływanie wilka z lasu, ale można też przyjąć, że to sposób, by dmuchać na zimne i przygotować scenariusze, które w kryzysowej sytuacji pozwolą obu krajom uniknąć dyplomatycznej katastrofy, sporu na wysokim szczeblu, a obywatelom niesnasek, które mogą przerodzić się w nikomu niepotrzebną nienawiść.

Od 11 czerwca 2017 r. obywatele Ukrainy nie muszą już okazywać wiz, aby przekroczyć granicę Unii Europejskiej. Co prawda zmiana ta nie była równoznaczna ze zwolnieniem z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę, ale sprawiła, że znacznie wzrosła liczba Ukraińców, którzy zdecydowali się podjąć zatrudnienie w Polsce. Tylko w 2017 r. blisko 1,7 mln osób wyraziło wolę rozpoczęcia pracy w tym kraju. Jak wiele jest dziś osób, które zrealizowały swoje zamiary? Gdy podejmowałam pracę nad publikacją poświęconą migrantom z Ukrainy w Polsce, okazało się, że precyzyjne ustalenie tej liczby jest w zasadzie niemożliwe. Instytucje, które wydawało się bez wahania udzielą na takie pytanie odpowiedzi, bądź nie wyraziły woli współpracy, bądź podawały dane szacunkowe. Jest to zjawisko niepokojące, ale w praktyce może okazać się, że o wiele większy niepokój może budzić prowokowanie konfliktów, pomiędzy społecznością ukraińską a obywatelami Polski.

Niewątpliwie od lat mamy coraz więcej możliwości, aby poznać swoich sąsiadów. Wyjazdy turystyczne, rosnąca liczba studentów z obu państw na terytorium drugiego kraju, liczona już w milionach migracja ukraińska w Polsce, przy jednoczesnej bliskości kulturowej i językowej sprawiają, że weryfikowane są stereotypy i zmienia się sposób postrzegania obu narodów. Szczególnie młodzi ludzie, otwarci na znajomości i świat, chętnie nawiązują relacje, krusząc mit „banderowca” czy wyniosłego Lacha. Zarazem nie sposób nie zauważyć, że rośnie liczba przypadków przemocy zarówno fizycznej, jak i symbolicznej, tej drugiej szczególnie w świecie wirtualnym. Hejt i agresja skierowane wobec Ukraińców mogą mieć podłoże zarówno ekonomiczne („zabierają nam miejsca pracy”), jak i opierać się na zaszłościach historycznych, czy wynikać z dyskryminacji, zasadzającej się na poczuciu wyższości wobec przybyszów, często wykonujących w Polsce prace będące poniżej ich wykształcenia czy kwalifikacji, niejednokrotnie za stawki niższe, niż oferowane Polakom. Niewątpliwie sytuacja taka może prowadzić do eskalacji napięć, a to, co udaje się dobrego budować w relacjach pomiędzy obu narodami, może zostać zepchnięte na plan drugi. Co więcej, jeśli dojdzie do sytuacji, w której Ukraińcy staną się sprawcami przestępstw czy wypadków, w których ucierpią obywatele polscy (a statystycznie jest to przecież możliwe), możemy spodziewać się przeniesienia nienawiści z jednej, konkretnej osoby na całą społeczność. Przed laty byliśmy w Polsce świadkami pogromów Romów w Oświęcimiu, Koninie, a w 1991 r. w Mławie. Trudno przypuszczać, abyśmy dziś byli społeczeństwem tak dojrzałym i pacyfistycznie usposobionym, aby niemożliwe były podobne wydarzenia. Wpłynęłyby one na relacje dwustronne na najwyższym szczeblu, cofając nas o wiele lat w dialogu, który i tak ma wiele mankamentów, ale jednak jest sukcesywnie prowadzony.

Jest to oczywiście scenariusz wręcz katastroficzny, prognoza najgorsza z możliwych i oby nierealna. Ale czy na pewno? Mądre rządy powinny pochylić się nad nią i nawet, jeśli dziś uznają ją za nieprawdopodobną, uczynić wszystko, aby taką pozostała. Tym bardziej, że przecież nawet jeśli to oczywiste, że ani w polskim, ani w ukraińskim interesie nie leżą żadne konflikty, to z pewnością gdzieś znajdą się ludzie, dla jakich byłyby one wygodne. I choć może to niepolitycznie mówić dziś o takich zagrożeniach, w chwili, gdy wszystko układa się dobrze, to jest to właśnie ostatni moment na to, by o nich wspominać. Na to, by po kolejnej konferencji w Jaremczu nie zapadła cisza. Cisza przed burzą.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 18 (334), 30 września – 14 października 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.