Jaremcze: Bez wypominania, za to merytorycznie

-a A+

Po raz drugi konferencja w Jaremczu nie była zdominowana przez emocje. Skończyło się „wytykanie”, przeważa merytoryczna dyskusja. Prezentujemy Państwu interesujące tezy i diagnozy zaprezentowane w czasie trzech paneli.

Czy etnocentryczny projekt Ukraina upadł?
W czasie pierwszego panelu Wasyl Rasewycz, który moderował go wspólnie z dr. Łukaszem Adamskim, rzucił tezę, do której ustosunkowało się wielu uczestników debaty. Stwierdził on, że na Ukrainie w ostatnich wyborach dokonała się rewolucja elektoralna. Dokonała się ona w warunkach, gdy elity intelektualne kraju rozeszły się z rzeczywistością. Unaoczniła, jak te elity mogą przyjmować świat swoich oczekiwań za rzeczywistość, jak mogą zachowywać spokój i pewność siebie, dopóki społeczeństwo nie „sprowadziło ich na ziemię” ciężarem kartek wyborczych. To co się zdarzyło, zdaniem Rasewycza, to intensywna, gruntowna wymian elit. Poprzednia elita postawiła na jedną osobę i na jedną linię partyjną. Zamknęła się w kapsule, żyła odizolowana od społeczeństwa i nie miała większego wpływu na społeczeństwo.

Zdaniem Wasyla Rasewycza, „etnocentryczny projekt Ukraina upadł” przez to, że główni aktorzy stawiali wyłącznie na etnocentryzm. Ten z istoty rzeczy jest wybiórczy. Takie partie, jak Swoboda, propagowały etnonacjonalizm. W dyskusji Wasyl Rasewycz stwierdził, że nie można ignorować czynnika nacjonalistycznego. Częstym argumentem jest to, że skrajne partie są na marginesie mapy wyborczej, tymczasem Europejska Solidarność Petra Poroszenki zebrała „cały urodzaj nacjonalistycznego elektoratu”.

Zdaniem lwowskiego historyka polityka historyczna państwa, w tym przede wszystkim Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej była nie tylko ukrainocentryczna (w czym nie widzi on większego zagrożenia), a OUN-centryczna. Taka ounocentryczna polityka historyczna bardzo łatwo dzieliła społeczeństwo na różne kategorie wewnątrz kraju, jednocześnie była szkodliwa w stosunkach z sąsiadami, szczególnie z Polską. Częściowo z tą opinią zgodził się Stanisław Stępień, dyr. Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu. Nie użył określenia „ounocentryzm”, ale powiedział, że Ukraina nie rozliczyła się z historią, lecz patrzyła na nią oczyma Galicjan. Poprzednia polityka ukraińska to była polityka „uciekania od historii”, to zaś co miało łączyć Polaków i Ukraińców to „powierzchowna antyrosyjskość”.

Z kolei Ołeh Kałakura z Instytutu Badań Etnonarodowych i Politycznych NAN Ukrainy zauważył, że poprzednia władza próbowała osiągnąć patriotyczny konsensus wokół ukraińskości. W dużym stopniu to się stało: 92% uznaje swoje ukraińskie pochodzenie, a 95% uważa się za obywateli Ukrainy. Europejska Solidarność koncentrowała się wokół kwestii bliskich większości Ukraińców, takich jak język, armia i wiara. Ukraina stawała się polietnicznym krajem, podobnym do Polski. Tymczasem Wołodymyr Zełenski nie odrzucił tych wartości.

Z tezą Wasyla Rasewycza polemizowała również Bogumiła Berdychowska. Teza o końcu etnonacjonalistycznego modelu narodu nie obroni się w kontekście wyborów politycznych, ponieważ wyborcy nie kierują się wyłącznie tą kwestią, a nawet może nie mieć to żadnego znaczenia. Ważniejszą kwestią dla wyborców mogło być pragnienie zakończenia wojny. A drugie kwestie – to kwestie socjalne, w tym wypadku niezwykle istotne, gdy kilka milionów wyjechało za granicę w celu szukania lepszego życia dla siebie bądź rodziny w kraju. Nie bez znaczenia był deficyt szacunku do społeczeństwa ze strony władzy.

W Polsce proukraiński aksjomat jest niezmienny, a co po Wjatrowyczu? Czy „zbiorowy Wjatrowycz” będzie trwać?
Polskie społeczeństwo jest coraz bardziej spolaryzowane pod względem stosunku do PiS i pewnych wartości. Łukasz Adamski, dr Polsko-Rosyjskiego Centrum Dialogu i Porozumienia, zadał pytanie, jaki to może mieć wpływ na stosunki polsko-ukraińskie.

– Na szczęście, od początku utrzymuje się konsensus między partiami politycznymi, sprowadzający się do tego, że Ukraina jest dla Polski ważna, jest ofiarą rosyjskiej agresji i Polska powinna Ukrainę wspierać. Zobaczymy, czy ten konsensus da się utrzymać, jeśli do Sejmu wejdzie parta będąca w opozycji do PiS z prawej strony, czyli Konfederacja, która ów konsensus bezwzględnej potrzeby pomocy podważa.

Decyzja o odwołaniu Wołodymyra Wjatrowycza zapadła dzień przez rozpoczęciem obrad w Jaremczu. Stąd często pojawiał się motyw nie tylko zmian politycznych na Ukrainie, ale również odwołania samego szefa UIPN. Wedle Adamskiego, zmiana polityczna na Ukrainie została przyjęta z nadzieją. Ekipa która odchodzi, paradoksalnie była chyba najbardziej reformatorską, z drugiej strony najbardziej zawiodła i Ukraińców i Polaków, którzy Ukrainie sprzyjali. Zarówno tu, jak i w Kijowie, model etnonacjonalistycznego narodu jest stały i pomimo odwołania Wjatrowycza, „zbiorowy Wjatrowycz trwać będzie”.

Potrzebny czytelny sygnał z Kijowa
W 2014 roku władze w Kijowie spostrzegły, że mogą rozmawiać z Zachodem nie poprzez Warszawę, a ponad Warszawą. Tak najnowszą historię stosunków polsko-ukraińskich streścił prof. Bohdan Hudˊ, dyrektor Instytutu Integracji Europejskiej z Uniwersytetu Lwowskiego. Z perspektywy Kijowa Polska zaczęła schodzić na margines polityczny. Bohdan Hudˊ stwierdził, że Kijów powinien wysłać Warszawie jasny sygnał, że nie ma już zamiaru ignorować stanowiska polskiego w swojej polityce. Ukraina mogłaby przyjmować zaproszenia na spotkania inicjatywy Trójmorza. Dwa zignorowała, trzeci raz już jej nie zaprosili.

Lwowski profesor zaapelował, by to były konkretne działania, a nie tylko deklaracje. Zwrócił on uwagę na bolącą kwestię, nierealizowaną od lat. Granica polsko-ukraińska cały czas ma zbyt mało przejść granicznych, a te, które są, nie funkcjonują w należyty sposób. Na przykład, należałoby wprowadzić jak najszybciej wspólny pas kontroli granicznej. Ukraińska strona mogłaby wyremontować drogę do Budomierza (jedyne przejście, gdzie jest stan zbliżony do wspólnego pasa kontroli granicznej).

Zdaniem Hudia, polityka historyczna też powinna stać się przestrzenią dialogu. Warto zauważyć, że Ukraina jest w stanie wojny, zatem ta kwestia ma nieco inną wagę dla Ukrainy i dla Polski. Jeden z pierwszych gestów to zaakceptowanie faktu, że ofiary konfliktu polsko-ukraińskiego II wojny światowej mają prawo do godnego pochówku.

– Powinniśmy powrócić do ekshumacji polskich ofiar na Wołyniu i we wschodniej Galicji z lat 1943-44 [panel odbył się przed zgodą Ukrainy na wznowienie ekshumacji – red.]. Następny rok jest rokiem znakomitej rocznicy stulecia Bitwy Warszawskiej. Polska strona powinna przypomnieć sobie i podziękować za to, że ukraiński sojusznik jako jedyny bronił swojej części frontu i faktycznie obronił Galicję, ukraińska strona powinna dziękować, że polscy żołnierze ginęli „za wolność waszą i naszą”. Znakomitą okazją będzie rocznica wejścia do Kijowa sojuszniczych wojsk.

Co się stało z Ukrainą?
Bogumiła Berdychowska skupiła się na ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich na Ukrainie. Zadała pytanie kolegom z Ukrainy o to, co stało się z Ukrainą od jej pierwszych wyborów prezydenckich. Porównała wyniki wyborów Wiaczesława Czornowiła i Petry Poroszenki. W 1991 roku na Czornowiła głosowało 23,5% wyborców, natomiast na Petrę Poroszenkę głosowało 24,45%. Wynikałoby z tego, że jedna czwarta społeczeństwa jest niezmienna w swoich przekonaniach. Takie też były komentarze, że to ta zdrowa, przywiązana do ukraińskości, jedna czwarta społeczeństwa. Tymczasem na Czornowiła głosowało prawie 7,5 miliona Ukraińców, a na Poroszenkę zaledwie 4,5 miliona wyborców.

– Niemal połowa głosów zdobytych przez Czornowiła w znacznie trudniejszych warunkach – z Krymem, który oczywiście na niego nie głosował, z Donbasem, który oczywiście na niego nie głosował, gdzieś przepadła. Nasuwa się więc pytanie do ukraińskich kolegów, co to znaczy, co ukraińskie społeczeństwo chciało powiedzieć swoim kolegom?

Prędzej Moskal odda Ukrainie czapkę Monomacha, niż pozwoli zajrzeć do swoich archiwów
Polacy i Ukraińcy żyją w iluzji, że dużo o sobie wiedzą. Tymczasem tak nie jest. Powoduje to zagrożenie ze strony aktywności medialnej Rosji. Taki obraz sytuacji namalował Jewhen Mahda, twórca koncepcji wojny hybrydowej. Rosja przypomina nieuczciwego lekarza, który napuszcza na siebie swoich pacjentów. Jest to łatwe i nie dające się rozwikłać bez zaglądania do kartoteki pacjentów. Tylko lekarz zna historię chorób, ale nie dopuszcza nikogo do tych kartotek znając historię choroby. Kartoteka była w tym wystąpieniu metaforą archiwów sowieckich i rosyjskich. Mahda skomentował ten stan żartem, że prędzej Moskal odda Ukrainie czapkę Monomacha, niż pozwoli zajrzeć do swoich archiwów. Europa Środkowo-Wschodnia to epicentrum wojny hybrydowej, ponieważ Rosja, rozszerzając tu swoje wpływy, może odnowić swoją potęgę. Wrócić do roli gracza w regionie. Rosja, jak żywy organizm, jeśli nie może kogoś zjeść, to będzie okazywać pretensje do jakiegoś regionu. Można zaryzykować tezę, że do narzędzi tego lekarza należą duże agencje informacyjne.

Andrzej Klimczak, szef rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przytoczył relacje kolegów z Ukrainy, że ich głównym grzechem jest korzystanie z dużych agencji informacyjnych, z których większość jest kontrolowana przez Rosję. Zwrócił on również zebranym uwagę na działający już w 11 krajach program Stop Fake, który ma na celu demaskowanie propagandy rosyjskiej.

Na Ukrainie oligarcha bez mediów to nie oligarcha
Wasyl Rasewycz zauważył, że oligarchowie ukraińscy mają własne media, które nie przynoszą im zysków. Oni do nich dokładają. Są zatem im potrzebne nie z powodów komercyjnych. Służą do manipulowania i doprowadzania ich sił politycznych do władzy, a zatem nie są to media masowe o rzetelnej informacji i rzetelnym dziennikarstwie. Dużym niebezpieczeństwem, jego zdaniem, są osobiste sympatie bądź układy towarzyskie korespondentów. Redakcje w Polsce czy w Niemczech nie są w stanie krytycznie ocenić relacji swoich pracowników, które bywają stronnicze. Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor TV Belsat zgodziła się z Wasylem Rasewyczem, że telewizje ukraińskie nie przynoszą dochodu:

– W wypadku Ukrainy tych telewizji jest bardzo dużo. To co uderza człowieka, który zajmuje się telewizją, gdy przyjeżdża na Ukrainę, to konstatacja: „Boże! Jak oni mogą utrzymać tyle telewizji, to niemożliwe, żadnego kraju nie stać na tyle telewizji! Widać, że nie utrzymują się z reklamy, bo rynek jest za mały, by utrzymać tyle stacji. Widać, że cel jest inny.

W Polsce mediami rządzi po pierwsze rynek, stąd walka o „klikalność”, stąd informacje o Donbasie i pożycie seksualne obok siebie (jak wcześniej zauważył konsul Marian Orlikowski), po drugie – polityka. Są one w Polsce skrajnie spolityzowane. Oglądając polskie media, ma się wrażenie, że nadają z dwóch różnych planet. Należy ponadto dodać, że TVP nie posiada korespondenta w Kijowie.

Ten świat jest w rozpaczliwy sposób bezbronny na propagandę
Dziennikarz, którego tekst jest wciśnięty między jedną a drugą reklamę, nie myśli o świecie, on ma ściągać reklamodawcę, człowiek nie jest już obywatelem, a konsumentem. Taką wizję zaprezentował Robert Czyżewski, prezes Fundacji Wolność i Demokracja. Jego zdaniem, zachodzi sterowana selekcja informacji. Portale internetowe walczą o statystyki, tymczasem tzw. trolle internetowe klikają odpowiednie materiały. Wszystkie pozostałe materiały mają określoną, średnią „klikalność”, ale gdy pojawi się na przykład tekst o „wzroście banderyzmu na Ukrainie”, statystyki błyskawicznie rosną. Stąd postulat prezesa o aktywność w tej sferze państwa. Dyrektor mediów państwowych jest wymienialny w rezultacie wyborów politycznych, w przeciwieństwie do zasady pierwszeństwa „klików”.

– Ten świat jest w rozpaczliwy sposób bezbronny na propagandę. Reklama kształtuje nasz mózg. Z dwojga złego wolę chyba obecność państwa. Stąd duże projekty typu Fake News muszą być stymulowane przez państwo – zakończył Czyżewski.

Dzisiaj to Putin narzuca porządek dzienny Europie
Wojna rosyjsko-ukraińska to początek deformowania porządku światowego. Taką tezę postawił prof. Hryhory Perepełycia z Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Szewczenki. Tymczasem Europa Zachodnia traktuje tę wojnę jako konflikt wewnętrzny. Powoli też następuje destrukcja zachodniego porządku, która manifestuje się rozkładem europejskiej jedności, rozpowszechnieniem antyamerykanizmu, korozją euro-atlantyckiej solidarności. Ten obraz uzupełnia wizja osi Berlin-Paryż-Moskwa. Rosja od początku stosowała tę strategię. Konkluzja z uświadomienia sobie tego procesu jest następująca: zniesienie sankcji wobec Rosji to kwestia czasu.

– Dzisiaj to Putin narzuca porządek dzienny Europie! I w normandzkim formacie, i w relacjach z USA. Rosja bardzo dobrze posługując się instrumentem wojny hybrydowej narzuca mechanizm sterowanych nastrojów wyborczych w Ameryce.

Przy utrzymaniu się tej polityki będziemy zmierzać w stronę europejskiego koncertu mocarstw z pocz. XIX wieku, kiedy państwa europejskie, w tym głównie Rosja, decydowały, które państwa będą, a które nie będą suwerenne.

Jedna przestrzeń ekonomiczna Polski i Ukrainy
Wedle dr. Jerzego Targalskiego, wobec wzrastających tendencji porozumienia Niemiec i Francji z Rosją podstawą funkcjonowania Polski i Ukrainy powinno być stworzenie jednej przestrzeni ekonomicznej. Sukcesy tej strefy na Pomoście Czarnomorskim stworzyłyby wspólny rdzeń i spowodowałyby zainteresowanie sąsiednich państw, które w naturalny sposób ciążyłyby do niej.

W kolejnym numerze zaprezentujemy jeszcze panel ekonomiczny i spotkanie Forum Partnerstwa Polsko-Ukraińskiego.

Panele odbyły się w dniach od 19 do 20 września: 1. Pole elektoralnych zmian na Ukrainie i w Polsce w kontekście polityki wewnętrznej i wyzwań w sferze bezpieczeństwa obu państw, 2. Rola mediów i współpracy kulturalnej. Zagrożenia, 3. Polska i Ukraina w kontekście wyzwań sytuacji międzynarodowej.

Wszystkie panele z Jaremcza 2019 są dostępne w kanale YouTube: TV Kurier Galicyjski.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 18 (334), 30 września – 14 października 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.