Dyskomfort logicznego myślenia

-a A+

Od dłuższego już czasu zanudzam czytelników Kuriera Galicyjskiego tekstami o przeróżnych mechanizmach rządzących dyskusjami, o logice, o błędach, o manipulacjach wszelakich.

Robię to w dobrzej wierze, w przekonaniu, że „ludzi dobrej woli jest więcej” i że te moje uwagi, rozważania, „notatki z pola boju” będą użyteczne w poszukiwaniach zdrowego rozsądku, prawdy i sprawiedliwości. Tradycyjny wtręt dla „czytających inaczej” – nie uważam się za „jedynego sprawiedliwego”, za mędrca (chociaż mam brodę) czy za genialną wyrocznię. Jestem świadom i dopuszczam możliwość tego, że mogę nie mieć racji. Jednak jeśli tak jest, to jest to wynikiem niezamierzonego błędu, a nie ogarniającego dzisiaj wiele i wielu relatywistycznego opętania.

Wielokrotnie pisałem o tym jak błędy logiczno-językowe przestały być uznawane za błędy, a stały się świadomie używanym instrumentem. Pisałem o tym, jak zwycięstwo w sporze stało się tak ważne, że sposób w jaki się je osiąga przestał mieć znaczenie. Pisałem (i pisać o tym nie przestanę nigdy) jak te same słowa, te same czyny, te same gesty, w zależności od ich użyteczności, są przez różnych skrajnie różnię oceniane. Pisałem o tym jak niemal wszystkie spory, tak te wielkie i te maleńkie, zostały przeniesione w sferę emocji i jak wrażenie poczynione przez słowo stało się ważniejsze od jego sensu. Wreszcie, pisałem o tym jak wszystko powyższe wpływa tak na sam przebieg dyskusji (debaty, sporu, kłótni), jak i na jej rezultat.

To właśnie to ostatnie jest przyczyną dlaczego tak często długie i (przyznaję) nudne piszę teksty. Mam bowiem wrażenie, że z winy oderwania się od uczciwości, zasad, logiki, życzliwości i zdrowego rozsądku wreszcie, jakiekolwiek debaty, wszelakie spory, niemal wszystkie kłótnie – toczą się w „równoległym” do rzeczywistego świecie. Jest to świat nie wiedzy, a wrażeń i mniemań, jest to świat nagłówków nie mających nic wspólnego z treścią, świat pomówień bez najmniejszych dowodów, świat opinii bez logicznych uzasadnień, świat buszującego relatywizmu. Jest to też świat nieistniejących problemów, takich które zostały wymyślone po to by było z czym walczyć i co (w chwale i sławie) można pokonywać. Jest to świat, w którym słowa przestały znaczyć to, co rzeczywiście znaczą. Mógłbym go jeszcze długo opisywać. To nie jest mój świat i może naiwnie i idealistycznie, ale jednak wierzę, że nie tylko ja chciałbym by był on inny.

Piszę więc, przekonuję, namawiam – przede wszystkim do myślenia. Myślenia samodzielnego, logicznego. Myślenia przy użyciu słów i pojęć zgodnie z właściwym ich sensem. Myślenia w którym dla każdej oceny i opinii można znaleźć uczciwe i logiczne uzasadnienie. Myślenia, którego sensem jest poszukiwanie prawdy, poszukiwanie rozwiązań, a nie zohydzanie i niszczenie oponentów, zwycięstwo za wszelką cenę, hołubienie wygodnych mniemań i pieszczenie swojego ego. Piszę o myśleniu i namawiam do niego ponieważ obserwuję jak coraz głębiej nasz świat grzęźnie w bezsensach, jak coraz mniej jego problemów potrafimy realnie rozwiązać, jak coraz rzadziej ludzie potrafią się nawzajem zrozumieć. Piszę o tym, bo efektem rezygnacji z samodzielnego, krytycznego, opartego na jednoznacznych i nierelatywistycznych pojęciach i wartościach oraz logicznego myślenia jest akceptacja lub generowanie sporów, problemów i konfliktów, poddawanie się strachowi, nienawiści, agresji, manipulowanie lub uleganie manipulacjom, zezwalanie na kłamstwo i niesprawiedliwość (generalizując oczywiście).

Ponownie „uwaga dla czytających inaczej” (dla zwykłych złośliwców także). Powyższy opis i uwagi powyższe wcale nie są jakąś tam odmianą apokaliptycznej wizji. Taki dokładnie jest dzisiejszy świat, w którym, aby najróżniejsze osiągnąć cele, jedni wykorzystują drugich. Umożliwia im to niechęć tych drugich do myślenia właśnie. To nie jest spiskowa teoria! Niezależnie od pojedynczych „aktorów” i celebrytów przeróżnych politycznych (innych także) „scen”, całe sztaby „politycznych technologów” w pocie czoła trudzą się nad tym by ludzie przyjmowali ich projekty za swoje myśli, by kochali i nienawidzili tych, których im się kochać i nienawidzić każe, by klaskali i płakali w odpowiednich momentach. Człowiek niezależnie i krytycznie myślący, człowiek nie zainfekowany relatywizmem wartości i do tego jeszcze korzystający z logiki w takie „projekty” najzwyczajniej zaciągnąć się nie da – nawet jeśli tak, to zrobić to będzie nadzwyczaj trudno.

Przykładowo – jakże łatwo jest zapędzić w pułapkę nienawiści kogoś, komu namalowano dychotomiczny obraz świata. Wyjaśniam (przepraszam jeśli niepotrzebnie) – kogoś, komu wmówiono, że istnieją tylko skrajności. Jeśli do tego dodać nieuzasadnioną generalizację – np. że skrajności są normą – grunt do fałszywych ocen – i dalej – hodowania na ich fundamentach nienawiści jest gotowy. Nie chcę opisywać konkretnych spraw, których analiza powyższe potwierdza. Znam takich dziesiątki – szczególnie tych z „polskiego podwórka”. Ograniczony tak formą, jak i objętością tego tekstu nie mogę zamienić go w rozprawę dokładnie i szczegółowo dowodzącą prawdziwości zawartych w nim opinii i opisywać konkretnych przypadków. Jednakże biorę na siebie pełną odpowiedzialność za każde napisane słowo, a także oświadczam, że dysponuję odpowiednimi dowodami na prawdziwość napisanego i w razie potrzeby jestem gotów je przedstawić.

Piszę o myśleniu i stawiając akcenty na logice procesów myślowych, na jednoznaczności rozumienia pojęć, na nierelatywizowaniu wartości nie bez powodu. Tak się bowiem dzieje, że ci, którzy są czcicielami relatywizmu i wszystkiego tego co z niego wynika, przygotowali jeszcze jedną manipulację. Jest nią „realność deklaratywna”. Wyjaśniam – jest to taka „wirtualna rzeczywistość”, w której mniemanie – otrzymuje miano wiedzy i myślenia, dyktatura – miano demokracji, przymus – dzieje się w imię tolerancji, sprzeczność i bezsens – logiką się mienią – długo jeszcze mogę wymieniać. W tej „rzeczywistości” niby wszystko jest w porządku, bowiem autorzy tej „wielkiej manipulacji” usilnie dbają o to, by były słyszalne deklaracje i zauważalne oznaki, podczas gdy całkowitej zmianie, manipulacji i zatracie podlega istota. Tak więc niestety, dzisiaj niewystarczającym jest pisanie o konieczności „myślenia”. Do tego trzeba dodawać „logicznego myślenia”, a niekiedy nawet dokładnie określać co pod pojęciem „logicznego” konkretnie się rozumie – takie to smutne czasy nastały.

Niestety, bez krytycznego, logicznego i używającego jednoznacznie rozumianych pojęć myślenia zagubienie w oparach „deklaratywnej realności”, ogłupienie większością współczesnych zasad i wartości (?) jest praktycznie nieuniknione. Niestety wielu już temu uległo. Prowadząc przeróżne dyskusje – polityczne, historyczne, literackie i inne – coraz częściej „zderzam się z murem” zbudowanym z mniemań, niewiedzy, uprzedzeń, pseudo logicznych konstrukcji, nieuzasadnionych ocen, powielonych plotek. Jest to, przyznaję przykre, ale jeszcze nie jest najgorsze. Otóż, gdy próbuje się przez ten mur „przebić” i proponuję by uruchomić myślenie, logicznie coś przeanalizować, udowodnić, dowieść, uzasadnić – nie znajduję zrozumienia. Okazuje się bowiem, że rozmawiamy różnymi językami, różnie rozumiemy pojęcia i niekoniecznie tym samym hołdujemy zasadom (w tym – logicznym). Co także bardzo istotne – inne mamy cele i aby je osiągnąć inne metody uważamy za dopuszczalne.

Niestety (ponownie) dzisiaj zwycięstwo (wszelakiego rodzaju) stało się celem samym w sobie. Przegrana, nawet jeśli przybliża kogoś do zrozumienia sprawy, rozwiązania problemu, wyjścia z kryzysu, nawet jeśli służy ona ogólnemu dobru – jest uważana za niedopuszczalną. Tylko zwycięstwo się liczy! No, a jeśli tak, to każda metoda, która do niego prowadzi jest dobra. Relatywizm? Gorzej! Od lat więc jesteśmy świadkami radykalizacji najgorszych metod. Może inaczej – brutalizacji metod. Jeśli kłamstwo przyniosło zwycięstwo, to by nie przegrać z nim raz kolejny trzeba jemu przeciwstawić jeszcze większe kłamstwo. Zwycięstwo zapewnił bezsens? Trzeba wymyśleć jeszcze większy! Chamstwo? Ależ proszę bardzo! Manipulacja? Zohydzenie? Strach? Agresja?

„Stary świat”, świat cywilizacji zbudowanych na stałych wartościach, świat jednoznaczności słów, świat logicznego myślenia jest trudnym światem. Od swoich mieszkańców wymaga on wysiłku i ryzyka myślenia, niewygody wątpienia i niepewności, podejmowania samodzielnych decyzji, niesienia odpowiedzialności. Nudny, szary, pełen trudu i obowiązków, pozbawiony powabu dowolności i schlebiania ludzkim słabościom (dla „czytających inaczej” – ja o umyśle, nie o ciele piszę). Z rzadka pojawiają się w nim radości, a jeśli nawet to są one okupione wysiłkiem, ofiarą, poświęceniem.

Ten nowy jest jaskrawy miły i przyjemny. Oferuje wszystko i w zamian nie wymaga wysiłku, ryzyka, nie każe wątpić i – co gorsza – myśleć. Teoretycznie wszystko daje i nic w zamian nie żąda. Jednak tak naprawdę on cichutko i niezauważalnie zabiera to, co cenię sobie najbardziej – wolność i niezależność (pozostawiając jej iluzję jedynie). W tym świecie to samo słowo za każdym razem może coś innego znaczyć. Dobro i zło – w zależności od potrzeby – zamieniają się miejscami. Miłość i nienawiść to projekty jedynie.

Podział na te dwa światy biegnie nie przez partie polityczne, nie jest wyznaczany przez wyznawane (lub niewyznawane) religie. Nie przez granice państw i nie przez brzmienia jeżyków. O tym do którego świata należymy nie decyduje ani płeć ani orientacja seksualna. Decyduje o tym to, czy chcemy i czy potrafimy zdobyć się na dyskomfort krytycznego i logicznego myślenia, czy też gotowi jesteśmy przyjąć za swoją każdą najoczywistszą, ale miłą nam bzdurę. Decyduje o tym to, czy tak samo nas oburza nóż wbity w pierś prezydenta miasta, jak i w pierś księdza. Czy jesteśmy gotowi uznać niemiłą nam, ale udowodnioną rację oponenta. Czy po to by kogoś ocenić, wynieść na ołtarze, napiętnować, skazać czy nagrodzić spytamy nie o to „czyj” on jest, a o to co on zrobił. Decyduje o tym to czy myślimy, czy myślą „za nas”. Decyduje o tym to, na ile nasz umysł jest zniewolony(!). Bo wolny umysł nie boi się myśleć.

Artur Deska
Tekst ukazał się w nr 12 (328) 28 czerwca – 15 lipca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.