Dowbusz. Historia ludowego mściciela. Część 2

-a A+

Po fatalnej kłótni z bratem Ołeksa Dowbusz (w tradycji polskiej znany jako Aleksy bądź Oleksy Dobosz) rozpoczął karierę rozbójnika-solisty.

Kwestia żydowska
W październiku 1739 roku Dowbusz popełnił swe pierwsze poważne przestępstwo. Przybył do solanki w wiosce Tekucza i zamordował jej dzierżawcę Żyda Łoszaka (w źródłach polskich jego imię zapisane jest jako Łoksz – red.). Oprócz warzenia soli ten zajmował się jeszcze lichwą – pożyczał pieniądze na procent. Lichwiarz miał dość wielu dłużników, których dane zapisywał w księgach. Opryszkowie zamordowali Łoszaka, a księgi spalili. Podczas tego najazdu zamordowano jeszcze jakąś Żydówkę, prawdopodobnie żonę lichwiarza. W przyszłości osoby płci pięknej nieraz będą ginęły z rąk Oleksy, ale podania ludowe wolą o tym nie wspominać.

Huculi, grafika z 1872 roku (z archiwum autora)

Wydawać by się mogło, że motywy tego czynu są zrozumiałe. Akademik Hrabowecki pisze, że „Dowbusz zabił Łoszaka, któremu winni byli prawie wszyscy mieszkańcy okolicy i spalił papiery lichwiarskie, świadomie broniąc interesów oszukanego chłopstwa”.

Chłopi w tym czasie byli niepiśmienni i na tyle ubodzy, że jeżeli brali pożyczki, to tylko niewielkie sumy. Największymi wierzycielami i klientami Łoszaka była… polska szlachta. To oni najwięcej zyskali na śmierci lichwiarza i na spaleniu jego zapisek.

Zamordowany lichwiarz był poddanym księżnej Teofili Jabłonowskiej. W liście do swego ekonoma Pawła Benoit księżna zleca temu przeprowadzenie śledztwa i wysuwa przypuszczenie, że ktoś musiał namówić opryszków do spalenia ksiąg, bo „ci hultaje na papierach się nie znają”.

Dowodem zainteresowania szlachty tym morderstwem jest przesłuchanie opryszka Fedora Palijczuka w dniu 26 października 1741 roku. Pytano, czy pan Werba i podstarosta Osławski wiedzieli o morderstwie Łoszaka, i dlaczego podstaroście ni stąd ni z owąd opryszki podarowali kosztowną tabakierkę? Widocznie, sędziowie mieli podstawy do podejrzeń, że tych dwóch dostojników „nakierowało” zbójów na lichwiarza.

W ogóle z Żydami opryszki mieli stosunki niejednoznaczne. Mimo iż wszystkie wioski, tartaki, szynki i browary należały do szlachty, niewiele oni rozumieli się na gospodarce. Panowie mieszkali przeważnie w wielkich miastach, jak Lwów czy Stanisławów, spędzając czas na bankietach, polowaniach i balach. Ich majątkami i przedsiębiorstwami zarządzali najczęściej Żydzi-ekonomi, spłacający właścicielom w terminie umówione sumy, resztę zabierając sobie. Dlatego właśnie Żydzi stawali się pierwszymi ofiarami „ludowych mścicieli”. Często ich wizyty kończyły się śmiercią lub kalectwem nieszczęsnych Żydów. Wspomnijmy słowa popularnej piosenki „Hej bracia opryszki”: „Odzież w kramie żydowskim weźmiemy, a Żyda do drzwi przybijemy…”.

Tajemnicza rozmowa
Jest interesująca legenda o spotkaniu Dowbusza z mistykiem żydowskim Baal Szem Towem, zwanego również Besztem. Mieszkał w pierwszej połowie XVIII wieku w Kosowie i Wyżnicy i znany jest jako założyciel chasydyzmu. Powiadają, że Beszt dobrze znał się na Kabale, władał tajnikami czarnej magii i miał władzę nad złymi duchami. Gdy jego współwyznawcy zaczęli ginąć pod toporkami opryszków, Baal Szem Tow niespodziewanie zjawił się w obozie rozbójników. Zaprosił ich przywódcę na rozmowę w cztery oczy i przez całą noc o czymś rozmawiali w sąsiedniej jaskini. Rankiem Beszt odszedł, a Ołeksa pod karą śmierci zakazał opryszkom tykania Żydów.

Jasne, że nie zrobił tego tak sobie, po prostu. Mag miał nałożyć na przywódcę opryszków zaklęcie, po którym nie imały się go wrogie szable i omijały kule. Faktycznie, Dowbusz był w wielu sytuacjach bez wyjścia – ginęli jego pobratymcy lub zostawali ranni, a on zawsze uchodził cało.

Czy źródła historyczne potwierdzają zaprzestanie rabunku Żydów? Dalej opryszki przerzucili się na Polaków, Ormian, zamożnych Ukraińców, Żydom zaś … zbywali rzeczy zagrabione.

W walce o wolność
Badacze życia Ołeksy Dowbusza jak mantrę powtarzają, że od rana do nocy walczył on o wyzwolenie zniewolonych mas chłopskich. W jaki sposób? Ależ różnie!

Na przykład, grabił ormiańskich kupców. Skąd tu Ormianie – zapytacie? Akademik Hrabowecki wyjaśnia to w prosty sposób: „W tym czasie szczególnie bogaci byli kupcy ormiańscy, którzy do swoich majątków dochodzili przez różne handlowe machinacje. W Stanisławowie mieli swój samorząd i posiadali znaczne pełnomocnictwa w sądownictwie. To z ich środowiska i możnej szlachty wybierano członków stanisławowskiego sądu grodzkiego, który w ciągu XVII-XVIII wieków ostro karał opryszków”.

A co mieli robić? Całować się z tymi ludowymi mścicielami za ich rozboje i morderstwa? Szerokiego rozgłosu nabył napad Dowbusza na karawanę kupców ormiańskich z Kut. Ci nie zasiadali w stanisławowskim sądzie, nikogo nie karali, ale mieli pieniądze i to opryszkom wystarczało. Kupcy ormiańscy byli wówczas niby krew dla gospodarki Podkarpacia. Rozwijali handel i rzemiosło, tworzyli nowe miejsca pracy, przywozili towary z dalekiej Turcji i Persji.

Śródmieście Mikuliczyna (z archiwum autora)

I oto latem 1740 roku po Zielonych Świętach Dowbusz ze swymi ludźmi (22 osoby) rozbił obóz na górze Rokita. Ktoś doniósł, że dołem posuwa się karawana kupców ormiańskich. Opryszki zaatakowali. Ormianie stawiali zacięty opór i zabili dwóch napastników. Siły były jednak nierówne i wszyscy kupcy zostali wymordowani.

Uskrzydlony tym zwycięstwem Dowbusz jeszcze tej nocy robi wypad na Mikuliczyn. Tam opryszki rozbili – czyli ograbili – cztery komory. Jednak mieszkańcy miejscowości najwyraźniej nie byli zachwyceni taką „opieką”. Wyruszyli śladami bandy i trafili do ich obozu. W protokole przesłuchania z dnia 25 czerwca 1740 roku opryszek Wasyl Melnyk świadczy: „Dopiero co położyliśmy się na spoczynek, jak wypadła banda z Mikuliczyna i na nas uderzyła. Tak dostałem od nich po gębie, że leżałem bez pamięci i pojmali mnie, a innego postrzelili i zmarł w Jamnie tegoż dnia”.

Zachwyt i przyciskanie
Jak pisze Wołodymyr Hrabowecki, „rozprawa Dowbusza z różnymi ekonomami, lichwiarzami i dzierżawcami budziła wśród prostego chłopstwa zachwyt i ogólną sympatię”. Jedynie, gdy w 1741 roku koło Skitu Maniawskiego opryszki spotkali starego biednego mnicha, ten jakoś się nie ucieszył, lecz zaczął drżeć i płakać. Nie były to chyba łzy szczęścia.

I kolejny przykład, jak „ludowi mściciele” obchodzili się z prostym ludem. Najbiedniejsi chłopi najmowali się na lato jako pasterze na połoniny. Gdy na opryszków zaczęli polować smolacy, pasterze uprzedzali ich o nadciagających oddziałach. Nie robili tego zupełnie dobrowolnie. Wspomniany już Fedir Palijczuk na pytanie, kto dawał znać opryszkom o nadciagających smolakach, zeznał tak: „Gdy przyszliśmy do owiec i owczarzy bili i przyciskali, to oni nam opowiadali”.

Interesujące, czy po pobiciach i „przyciskach” ze strony opryszków owczarze nadal odczuwali do nich sympatię i zachwycali się nimi? Wątpliwe.

Kolejnym mitem jest bajka, że opryszki rozdawali pieniądze biednym. Możliwe, że pojedyncze przypadki się zdarzały, ale większość nagrabionego mienia pozostawała w kieszeniach rozbójników.

Po zdobyciu karawany ormiańskiej Dowbusz podzielił łupy pomiędzy swoich ludzi. Fedorowi Palijczukowi dostało się 6 ryz jedwabiu i noże. Jedwab ukrył w ziemi, gdzie ten zgnił. Inni chłopcy również swą zdobycz pochowali w lesie. Z przesłuchań wynika, że po każdym nalocie dzielono łupy, a dalej każdy robił ze swoją częścią co chciał. Często sprzedawali rzeczy zrabowane. I tak Dowbusz sprzedał kilka pistoletów jakiemuś panu Ruszycy za 3 bite talary, a Palijczuk wcisnął karmazynowy kaftan jakiemuś Żydowi z Brahiłowa za 8 złotych.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 5 (321) 15-28 marca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.