Budowa nowoczesnej Elektrowni Miejskiej w Stanisławowie. Wielka inwestycja burmistrza Chowańca

-a A+

Minęło wiele lat, zanim udało się zelektryfikować stary gród Potockich. Dalekowzroczna inicjatywa burmistrza Wacława Chowańca (1887–1985) oraz zdeterminowane starania całego magistratu pozwoliły na uruchomienie nowoczesnego zakładu elektrycznego w 1930 roku.

Składały się na niego: elektrownia prądu przemiennego i elektryczna sieć zasilająca całe miasto.

Już pięć lat wcześniej burmistrz uznał to za jeden z głównych celów gospodarki miejskiej. W jego rodzinnej kamienicy u zbiegu ulic Sapieżyńskiej i Gosławskiego mieściła się słynna drukarnia i litografia, a także elektrownia prądu stałego o ograniczonym zasięgu i niewielkiej mocy. Służyła ona przede wszystkim do zasilania silników elektrycznych napędzających maszyny w drukarni. Rozumienie korzyści wynikających z zastąpienia maszyn parowych silnikami elektrycznymi i własne doświadczenie nabyte w drukarni z pewnością motywowały Chowańca do realizacji nowej, miejskiej inwestycji. Zdawał sobie sprawę, jak wielki wpływ będzie miała elektrownia na komfort życia mieszkańców i jak przyśpieszy rozwój przemysłu w mieście.

Tym bardziej, że był to niewątpliwie ważny okres w historii miasta. Rozpoczął się on w 1921 roku, gdy Stanisławów wybrano na siedzibę województwa. Cztery lata później w jego granice włączono podmiejskie gminy, które przez dziesiątki lat tworzyły osobne jednostki administracyjne. W rezultacie ich scalenia terytorium miasta zwiększyło się niemal sześciokrotnie, a liczba mieszkańców wzrosła z 30 do 53 tysięcy. Pierwsza wojna światowa, która mocno dała się we znaki mieszkańcom Stanisławowa, nie oszczędziła przyłączonych dzielnic. Wojska rosyjskie zniszczyły i wywiozły maszyny z największej wówczas elektrowni w dzielnicy Knihinin (do roku 1925 samodzielnej gminy). Ciemne powojenne ulice miasta wymagały nowoczesnego oświetlenia.

W lutym 1925 roku, jak dowiadujemy się z „Kuriera Stanisławowskiego” „zarząd miasta zaprosił dwóch fachowych profesorów Politechniki Lwowskiej do opracowania planów i kosztorysu elektrowni, odpowiadającej potrzebom naszego miasta z uwzględnieniem jego postępującego rozwoju”. Projekt sporządził prof. Gabriel Sokolnicki we współpracy z konstruktorem silników spalinowych prof. Ludwikiem Ebermanem. Wybór tych specjalistów był nieprzypadkowy. Gabriel Sokolnicki (1877-1975) od 1921 roku był profesorem i kierownikiem Katedry Urządzeń Elektrycznych w Politechnice Lwowskiej, ale poczynając już od 1903 roku kierował cały czas przedsiębiorstwem, które zajmowało się projektowaniem i budową elektrowni, sieci i instalacji elektrycznych oraz elektryfikacją zakładów przemysłowych. Jego projekty obejmowały zarówno część techniczną, jak i ekonomiczną przedsięwzięcia. Sokolnicki elektryfikował całą Polskę, od Wschodniej Galicji po Gdynię. Jak opowiadał jego syn Stefan (przyp. JH) profesor w domu miał mapę Polski na której znaczył miejsca, gdzie realizowane były jego projekty. Z kolei Ludwik Eberman (1885-1945) od 1918 roku do 1939 roku profesor Politechniki Lwowskiej, wcześniej, w latach 1910-1918 pracował w firmie Maschinenfabrik Augsburg-Nürnberg, jako konstruktor silników wysokoprężnych do niemieckich i austriackich łodzi podwodnych.

Eksperci planowali powstanie nowoczesnej elektrowni z trójfazowymi generatorami prądu przemiennego napędzanymi silnikami „Diesla”. Jako paliwo przewidziano alternatywnie ropę lub gaz ziemny z uwagi na jego pobliskie złoża w Bitkowie. Zaplanowano też elektryczną sieć zasilającą, w przeważającej części kablową. Zakupiono również grunt pod jej budowę w przyłączonej dzielnicy „Kolonia” przy ulicy Dekerta, gdzie dawniej stał tartak Sokalów.

Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie: dlaczego zdecydowano się na wykorzystanie prądu przemiennego a nie stałego? Odpowiedź wydaje się być prosta. Zastosowanie prądu przemiennego umożliwiało przesył energii elektrycznej liniami wysokiego napięcia, co w praktyce oznaczało, że będzie mogła docierać do mieszkańców najdalszych dzielnic Stanisławowa. Innym ważnym czynnikiem była możliwość powszechnego zastosowania tańszych i bardziej niezawodnych silników prądu przemiennego w porównaniu z silnikami prądu stałego. Podjęta decyzja wybudowania elektrowni tego typu była więc bardzo przemyślana, mimo, że koszty jej były olbrzymie. W ostatecznym rozrachunku inwestycja wyniosła 3 miliony złotych. Dla porównania wykończony modernistyczny budynek żłóbka przy ul. Gołuchowskiego z miejscami na 70 niemowląt kosztował 116 tysięcy złotych. Zamiast elektrowni magistrat mógłby wybudować nie tylko kilka żłóbków, ale i nowy teatr, a nawet ratusz. Tadeusz Olszański, urodzony w Stanisławowie, pisał, że „[Wacław] Chowaniec nie liczył się z własnymi rodzinnymi interesami, za najważniejsze bowiem uznał zbudowanie elektrowni miejskiej o dużej mocy. Bo bez energii nie byłoby postępu”.

Ta ważna inwestycja nie mogła być jednak realizowana z jednego głównego powodu: braku środków w kasie magistratu. W październiku 1927 roku w gazecie „Głos Stanisławowski” komentowano to w ten sposób: „wprawdzie bowiem jeszcze elektrowni nie mamy, ale za to jest wszystko przygotowane, co leżało dotychczas w granicach możliwości i sił finansowych miasta. A więc jest już od dwóch lat zakupiony u p. Sokala grunt pod elektrownię, jest projekt i plan, są oferty dostawców i jest ekspertyza fachowca odnośnie do tych ofert. Czego zaś niema? Niema pożyczki na wystawienie budynku, kupno maszyn i wprowadzenie instalacji”.

Hala maszyn i budynek Elektrowni Miejskiej (Kurier Stanisławowski)

Pożyczki faktycznie nie udało się jeszcze uzyskać, mimo, że wysuwano wielokrotne starania o kredyt długoterminowy i towarowy. W pewnym momencie pojawiła się także poważna propozycja od zagranicznego inwestora, ale jak słusznie uznano, „regulacja cen prądu – a zatem i wpływ na rozwój gospodarczy miasta i jego przemysłu,– spoczywałby w rękach obcych”.

W końcu, po trzech latach od momentu, gdy powzięto decyzję budowy elektrowni, udało się uzyskać niezbędną pomoc finansową. Pożyczki udzielił Bank Gospodarstwa Krajowego, resztę zaś otrzymano później z kredytu towarowego. Gdy tylko informacja ta doszła do magistratu, natychmiast utworzono biuro budowy elektrowni miejskiej. Na jej kierownika zaangażowano doświadczonego inżyniera Leszka Czajkowskiego (1881-1930). Pracownika fabryki krochmalu w Tarnoszynie, byłego dyrektora Dóbr Chodorowskich oraz wykładowcę w Szkole Przemysłowej i w latach 1926-1927 st. asystenta prof. Sokolnickiego na Politechnice we Lwowie, skąd przybył do Stanisławowa, gdzie czekało na niego niełatwe zadanie.

Popiersie burmistrza Chowańca w rodzinnej kamienicy w Stanisławowie (Zbiory rodzinne Adama J. Chowańca)

Wszystkim zależało, by elektrownia mogła zostać uruchomiona jak najszybciej. Na wiosnę 1928 roku pod jej budowę położono kamień węgielny, a w niecały rok później miały zapalić się na ulicach lampy elektryczne. Po drodze natrafiano jednak na różne problemy. Kierownictwo budowy narzekało, że „spotyka się bardzo często z utrudnieniami, czynionymi przez obywateli przy umocowywaniu konstrukcji żelaznych na ścianach domów, obcinaniu zwisających gałęzi, które przeszkadzają prowadzeniu przewodów i w ogóle przy stawianiu słupów”. Okazywało się, że „najwięcej tych trudności stawiają przedmieścia nasze, które przecież przez oświetlenie ciemnych dziś zupełnie ulic… najwięcej chyba zyskują”.

Po długich staraniach, gdy na świecie panował wielki kryzys gospodarczy (lata 1929-1933), budowa elektrowni dobiegła końca i zakład uruchomiono w połowie 1930 roku. Przedmieścia, które tonęły dotychczas „w ciemnościach nocy”, zaczęły jaśnieć blaskiem elektrycznych lamp, a nie kryjący swego zachwytu mieszkańcy nucili batiarską piosenkę:

„Stanisławów miasto wraz
z przyległościami
z Belwederem Górką, a także
z Majzlami.
Dawniej pod tunelem, gdy świateł nie było
to górczańskie bractwo po mordzie świeciło.
Dzisiaj spod tunelu nikt już nie unika
elegancko świeci miejska elektryka”.

Ledwie uruchomiono maszyny elektrowni w Stanisławowie, a kierownik budowy i pierwszy jej dyrektor inżynier Leszek Czajkowski „zmożony wytężoną pracą całego swego znojnego życia uległ uporczywej chorobie” i zmarł jeszcze w październiku 1930 roku. Opuszczony przez niego zakład nadal spełniał swoje zadanie, z roku na rok energia elektryczna docierała do coraz większej liczby mieszkańców. Po kilku latach, w 1934 roku sięgała już do około 7 tysięcy odbiorców.

Trójfazowe elektrownie powstawały również w sąsiednich miastach Galicji. We Lwowie elektrownia na Persenkówce została wybudowana jeszcze w latach 1908-10. Przed pierwszą wojną światową osiągnęła już moc 8,5 MW. Podczas I wojny światowej została zniszczona. Odbudowana po wojnie, w 1925 roku osiągnęła moc 19,2 MW. W Tarnopolu wytwarzanie trójfazowego prądu przemiennego rozpoczęło się w 1931 roku, od zasilania prądem przemiennym jedynie peryferyjnych dzielnic. Generator o mocy 1,0 MW uruchomiono dopiero w 1937 roku. W Przemyślu, również według projektu prof. Sokolnickiego wybudowano już w 1926 roku podobną elektrownię jak w Stanisławowie ale o znacznie mniejszej mocy. W latach 1931/2 zainstalowano jeszcze jeden generator o mocy 0,6 MW.

Powstały w 1930 roku w Stanisławowie zakład elektryczny wyróżniał się nowoczesnością. Generatory trójfazowej elektrowni miały łączną moc 1,2 MW, napędzane były silnikami Diesla, których paliwem mógł być gaz ziemny lub ropa, a spaliny wykorzystywano do ogrzewania pomieszczeń elektrowni. Była to elektrownia we współczesnym pojęciu ekologiczna, o mniejszym szkodliwym oddziaływaniem na otoczenie niż elektrownie węglowe. Elektryczna sieć zasilająca odbiorców była w znacznej części kablowa, co zapewniało większe bezpieczeństwo i niezawodność dostaw energii do odbiorców. Jedynie odległe przedmieścia zasilane były poprzez linie napowietrzne.

Energia elektryczna nie należała do tanich. Obowiązywały trzy taryfy: nocna, dzienna i szczytowa. Cena 1 kWh zależała od ilości sprzedawanej energii i zawierała w granicach od 14 gr. za kWh do ok. 50 gr. za kWh. Przykładowo „Fabryka Drożdży i Spirytusu”, odbiorca dużej ilości energii rocznie, potrafiła wynegocjować cenę: nocną 14 gr., dzienną 16,5 gr. i szczytową 20 gr. za kWh. Pojęcie „duży odbiorca energii elektrycznej” było jednak wówczas słabo rozumiane. Zachował się list prywatnego użytkownika, który swą prośbę o „zastosowanie taryfy gospodarczej” motywował „korzystam z radia na prąd i żelazka elektrycznego”.

Orędownik tej inwestycji burmistrz Wacław Chowaniec doczekał się nawet symbolicznego upamiętnienia. Jego popiersie, dłuta znanego warszawskiego architekta Lecha Niemojewskiego, umieszczone zostało przy wejściu do elektrowni. Odlana kopia w brązie zdobiła zaś pokój mieszkalny w pięknej kamienicy Chowańców.

Po pięciu pracochłonnych latach powstała ważna i trwała instytucja. Nie tylko z punktu widzenia zwykłego mieszkańca, ale i całej gminy miasta Stanisławowa, czerpiącej stały dochód ze sprzedaży energii elektrycznej. Powstanie elektrowni umożliwiło oświetlenie ulic, mieszkań i przedsiębiorstw, poprawę komfortu życia (windy, elektryczne ogrzewanie, elektryczne urządzenia gospodarstwa domowego), ale przede wszystkim zapewniło dostawę energii elektrycznej do zakładów przemysłowych. Pozwoliło to na unowocześnienie istniejących i zachęcało też do nowych inwestycji. Rozwój spowodował, że zaczęto myśleć o rozbudowie elektrowni, ale przeszkodziła temu wojna.

Jerzy Hickiewicz
Jarosław Krasnodębski
Tekst ukazał się w nr 3 (295) 13-26 lutego 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.