Ocalić od zapomnienia

-a A+

11 listopada 1918 roku – dzień ten zawsze będzie wspominany przez polskich patriotów ze wzruszeniem, szczególnie przez tych, którzy są poza granicami swej Ojczyzny.

Po 123 latach niewoli Polska znowu odzyskała biało-czerwone sztandary, a orzeł biały wzniósł dumnie swoją głowę, której nigdy nie pochylał przed wrogiem.

Nasz Cmentarz Łyczakowski jest jednym z najpiękniejszych cmentarzy. Zaduma – cisza czasów minionych. Piękne stare grobowce, dziś również zadbane bogate i modne teraźniejsze pomniki, chociaż nie dorównują starym, dekorowanym pięknymi rzeźbami. Na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywają również żołnierze różnych pokoleń walczących o niepodległość Polski i o miasto Lwów, którzy odeszli w różnym wieku. Idę aleją cmentarną, widzę groby zadbane i groby zniszczone, a w nich – dawni mieszkańcy mego miasta. Nie narzekają, śpią kamiennym snem. Zastanawiam się nad sensem życia i przemijaniem. Przychodzę robić porządki na grobach i odchodzę. Nie boję się umarłych, lecz żywych. Kiedy nie ma ludzi, wsłuchuję się w szum drzew i krzewów. Kiedy świeci słoneczko i ptaki śpiewają, nie ma czasu na marzenia, tylko szybko robisz porządki.

Zofia Bożena Sokołowska (z archiwum prywatnego autorki)

Moim rodzinnym cmentarzem jest cmentarz Janowski, ale często bywam też na Łyczakowie. Jest tam grób babci i mamy mego szkolnego kolegi Jerzego Bielickiego, mieszkającego w Wrocławiu. Opiekuję się tym grobem już długie lata. Jest na polu 35, tuż za ogrodzeniem Cmentarza Orląt. Nie zwracałam dawniej uwagi na inne groby, bo uporządkować je wszystkie jedna osoba nie da rady, a jest tam sporo zaniedbanych grobów, nie tylko Polaków. Zarośnięte i zaniedbane. Cztery lata temu pewnego gorącego dnia chciałam zawiesić na rosnącym obok spróchniałym dębie swoją kurtkę. Podeszłam do drzewa porośniętego bluszczem, który jak się okazało, owinął również przytulony do niego krzyż. Oczyściłam go i zobaczyłam tablicę – napis czytelny, z 1919 roku. Rodzina Dębickich, którzy zginęli walcząc za Ojczyznę. Cztery osoby, wśród nich 14-letni chłopiec i 16-letnia dziewczyna.

Byłam oszołomiona, zdruzgotana, wzruszona. Tyle lat chodziłam tu i nie widziałam! Tego już nie mogłam tak pozostawić. Ta rodzina poległa za wolność, gdybym wcześniej zauważyła krzyż, ten pochówek zostałby przeniesiony na Cmentarz Orląt, ale czas minął. Teraz mam wyrzuty sumienia – gdzie były moje oczy?

Otrzymałam wychowanie patriotyczne. Mój ojciec był na zesłaniu 11 lat za udział w akcji „Burza” jako żołnierz AK. Więc jak mogłam zostawić ten rozsypujący się krzyż, pozostały jako świadek nieistniejącej już mogiły, na której wyrósł dąb. Pod krzyżem nasypałam ziemi, składałam kwiaty i znicze. Zwracałam się do kompetentnych osób o zrobienie zdjęć, o wysłanie ich do czasopism. Niestety, na próżno. Trochę czasu minęło, człowiek już jest wiekowy, zdrowie szwankuje, szpitale… Ale nie dawałam za wygraną.

Gdybym pracowała jak dawniej w Radiu Lwów (byłam felietonistką w latach 1997–2003), nagłośniłabym to. Koledzy-dziennikarze, na których mogłam polegać, również z radia odeszli. Dawny prezes Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi, mój szkolny kolega Jan Franczuk był ze mną już umówiony, lecz niestety zachorował i zmarł. Więc zaczęłam na nowo.

Fot. Alina Wozijan

Zwróciłam się do obecnego prezesa TOnGW Janusza Balickiego. Bez słowa poszedł ze mną. Ten pochówek zrobił na nim wielkie wrażenie, powiedział że się tym zajmie. Nie pozostał obojętny. Zrozumiałam, że też jest patriotą i nie są mu obojętne zapomniane groby, których czasem nawet nie sposób odnaleźć. Więc „ocalił od zapomnienia” grób rodziny Dębickich, o których pochówku informacji nie było – widocznie nie żyli już potomkowie i bliższa czy dalsza rodzina. Grób rodziny Dębickich został uporządkowany. Czułam ogromne wzruszenie. Mam też nadzieję, że grób ten zostanie również należycie poświęcony.

W imieniu swoim i tej poległej rodziny Szanownemu Panu Prezesowi Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi Januszowi Balickiemu składam szczere podziękowania. Oby Bóg wszechmogący miał Pana i Rodzinę w swojej opiece.

Zofia Bożena Sokołowska
Tekst ukazał się w nr 20 (288) 31 października – 16 listopada 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.