Jak lwy wróciły na cmentarz?

-a A+

Tylko na zasadzie współpracy obu stron można skutecznie chronić te obiekty, które zostały wytworzone przez Polaków i dla Polaków, ale dziś znajdują się na terenie państwa ukraińskiego.

Z Michałem Laszczkowskim, prezesem Fundacji Dziedzictwa Kulturowego, rozmawiał Wojciech Jankowski.

Komu zawdzięczamy to, że lwy wróciły na swoje miejsce na Cmentarzu Orląt Lwowskich?
Fundacja Dziedzictwa Kulturowego od kilku lat prowadzi polsko-ukraińskie prace konserwatorskie przy obiektach wspólnego dziedzictwa kulturowego. Uważamy, że tylko na zasadzie współpracy obu stron można skutecznie chronić te obiekty, które zostały wytworzone przez Polaków i dla Polaków, ale dziś znajdują się na terenie państwa ukraińskiego. To, że na państwie ukraińskim spoczywa obowiązek ochrony tych obiektów, nie zmienia faktu, że Ukraina jest w takiej sytuacji ekonomicznej, która takie działania często uniemożliwia. Nasza fundacja ze środków polskich, m.in. ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, stara się takie projekty organizować, a do tych prac zaprasza najlepszych polskich i ukraińskich konserwatorów. We Lwowie prowadzimy prace na Cmentarzu Łyczakowskim, gdzie w ubiegłym roku odrestaurowaliśmy 12 nagrobków. Podobne projekty prowadzone są we Lwowie, już nie przez naszą fundację, ale przez inne polskie instytucje i organizacje m.in. w katedrze łacińskiej, w katedrze ormiańskiej, w dawnym kościele jezuitów – cerkwi garnizonowej. Tych prac jest wiele i przynoszą konkretne, dobre efekty. Jednym z takich jest to, że rozmawiamy, że możemy się spotykać i poruszać tematy, które są dla nas bardzo ważne. Jednym z takich tematów był oczywiście powrót rzeźb lwów na Cmentarz Orląt Lwowskich, poprzedzony rozmowami prowadzonymi przez przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP oraz Fundacji Dziedzictwa Kulturowego. To się udało! Udało się doprowadzić do tego powrotu dzięki wzajemnemu zrozumieniu. Wydarzenia historyczne nas dzielą. Możemy rozmawiać o nich tylko i wyłącznie w atmosferze wzajemnego szacunku, tolerancji i poszanowania pamięci ofiar. Lwy stoją dziś na Cmentarzu Orląt Lwowskich i to jest doskonały moment, żeby podziękować za życzliwość i zrozumienie.

Ambasador Jarosław Drozd, do niedawna konsul generalny RP we Lwowie w trakcie pożegnania powiedział: „orzeł już doleciał, a lwy dobiegną”. Zebrani wówczas w konsulacie Polacy lwowscy domyślili się, że w końcu do tego dojdzie. Jest to zatem efekt długiej współpracy i długich rozmów?
Kwestia powrotu lwów towarzyszy nam od 2005 roku. Oczywiście pojmowanie historii czy pojmowanie współpracy przez ostatnie lata się zmieniało. To już nie jest temat tak drażliwy, jak był jakiś czas temu. Przecież to nie Ukraińcy zniszczyli cmentarz. Stał niemal nienaruszony od 1945 roku do lat 70. XX wieku. To władze sowieckie ten cmentarz zniszczyły, wcześniej nikomu nie przeszkadzał. Dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę cmentarz mógł zostać odrestaurowany, a tym samym podjęto decyzję, aby nie zachowywać pozostałości czasów sowieckich w lwowskiej przestrzeni publicznej. Należy podkreślić, że miejscem przeznaczenia rzeźb lwów był cmentarz, a zarówno na Ukrainie jak i w Polsce mamy bardzo podobne wyobrażenie na temat szczególnego statusu nekropolii: z cmentarza niczego się nie zabiera. Te lwy powinny stać na cmentarzu. A ponieważ jednak przez prawie 40 lat znajdowały się w przestrzeni miejskiej Lwowa, wykonaliśmy ich repliki po to, by mogły stanąć tam, gdzie w ostatnich latach się znajdowały, bo to też jest fragment historii Lwowa.

W tym czasie, jak powiedział Janusz Balicki, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie, te lwy też stały się wizytówką miasta.
Dlatego repliki lwów będą nadal stały przy drodze na Winniki i na dziedzińcu Instytutu Geologicznego, ponieważ ma to swoiste znaczenie historyczne i emocjonalne. Moja rodzina nie pochodzi ze Lwowa, nie pochodzi w ogóle z dawnych ziem wschodnich Rzeczypospolitej, dlatego mój stosunek nie jest tak emocjonalny, ale uważam, że wzajemne zrozumienie i pojednanie, wymagające tak naprawdę prawdziwego szacunku, właśnie się dzieje. I to jest naturalna konsekwencja tego, że umiemy ze sobą rozmawiać, że coraz lepiej się poznajemy. Szacunkowe dane mówią o blisko pół milionie Ukraińców mieszkających obecnie w Polsce. Kilkadziesiąt tysięcy studiuje na polskich uczelniach. To jest bardzo dobry moment, aby lepiej się poznać oraz zrozumieć postrzeganie świata i naszej wspólnej historii.

Czy to były neutralne rozmowy, przecież lwy strzegły tych, którzy w listopadzie 1918 roku walczyli z Ukraińcami?
Po pierwsze, to nie jest cmentarz upamiętniający wyłącznie uczestników bratobójczych walk polsko-ukraińskich. Na tym cmentarzu jest pochowanych około 300 Polaków, którzy walczyli z Ukraińcami i około 2,5 tysiąca Polaków, którzy zginęli w walce z bolszewikami. Nazwa historyczna – Cmentarz Obrońców Lwowa – dotyczyła lat 1918-1920. Po drugie, trudno było się spodziewać, że będzie to temat neutralny, tym większa jest nasza wdzięczność i wzruszenie. Należy wyrazić uznanie władzom miejskim Lwowa, że na nasze działania wyraziły zgodę. Zdaję sobie sprawę, że taka decyzja nie wszystkim może się spodobać. Trudno jest zatem mówić o konsensusie, raczej o kompromisie. Lwów jest ukraińskim miastem. Strona ukraińska ma prawo decydować o swojej przestrzeni publicznej. Z drugiej strony jest to cmentarz wojenny – jeden z najważniejszych polskich cmentarzy wojennych i tylko próba porozumienia ma szansę doprowadzić do tego, że to co kiedyś nas dzieliło, dziś może nas łączyć. A może nas łączyć też troska o piękno Lwowa.

Co będzie z napisami na tarczach lwów?
Takie miejsca jak Lwów i Cmentarz Orląt są miejscami, gdzie uczymy się zawierać kompromisy. Uczymy się też wzajemnie własnej wrażliwości. Ostateczny wygląd tablic będzie kompromisem, uwzględniającym wrażliwość obu stron.

Na jednej z tarcz są widoczne resztki sierpa i młota. Mam nadzieję, że takie pamiątki zostaną usunięte.
Oczywiście, że tej „pamiątki” nie będzie. W tej sprawie obie strony, polska i ukraińska mają wspólne stanowisko.

Gdzie jeszcze działa Fundacja Dziedzictwa Kulturowego?
Pracujemy nie tylko na Ukrainie, ale także na Łotwie, Białorusi, w Mołdawii, we Włoszech. Fundacja została stworzona przez ludzi z pasją, która wyraża się potrzebą ochrony pięknych obiektów. Każdy z nas ma swoją pracę zawodową, a tu działamy społecznie. Na Ukrainie pracujemy na Cmentarzu Łyczakowskim, w kolegiacie Świętej Trójcy w Ołyce na Wołyniu, w kolegiacie św. Wawrzyńca w Żółkwi, w kościele Chrystusa Króla w Kutach, a także w kościele św. Mikołaja w Kamieńcu Podolskim. Organizujemy różne formy wolontariatu, inwentaryzacje, porządkowanie cmentarzy, ale także konferencje naukowe poświęcone problematyce badania i ochrony wspólnego dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 2 (246) 29 stycznia – 15 lutego 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.