Galicyjska Barbórka, czyli tajemnica herbu

-a A+

Stare budynki salinarne w Kaczyce (Fot. Marcin Marynowski)

Dnia 4 grudnia górnicy świętują dzień swojej patronki, św. Barbary.

No dobrze, ale co to ma wspólnego z Galicją, przecież tam węgla nie wydobywano! To prawda, ale Karpaty i ich Pogórze obfitowało w złoża soli. Dlatego też zapraszam na nietypową wyprawę szlakiem miast i miejscowości, gdzie wydobywano sól. Przemierzymy kilkaset kilometrów trasy położonej dziś w trzech państwach i odwiedzimy miejsca, gdzie wytwarzano produkt na co dzień dla nas konieczny.

Żupy Krakowskie i Ruskie
Każdy słyszał o kopalni soli w Wieliczce, także Bochnia jest dobrze znana z wydobywanej tu soli. Gdy cofniemy się o 250 lat, wyobrazimy sobie te dwa nieduże wówczas miasta i zobaczymy wyróżniające się wśród innych zabudowań charakterystyczne drewniane budynki, wewnątrz których umieszczone były kieraty – urządzenia służące do transportowania soli z podziemia kopalni na powierzchnię. Powiedzielibyśmy dzisiaj, windy, tyle, że napędzane siłą kilku par koni.

Sól była wielkim bogactwem. Jej sprzedaż przynosiła spore zyski. Kopalnie należały do kolejnych królów Polski, a ci oddawali je w dzierżawę magnatom, którzy nadzorowali produkcję i mieli rozliczać się z panującymi. Nie tylko w Wieliczce i Bochni wydobywano sól. W czasach przedrozbiorowych żupy solne zaczynały się obok Krakowa (stąd Żupy Krakowskie) i ciągnęły się z zachodu na południowy wschód przez setki kilometrów, a na tamtejszym odległym terenie nazywano je Żupami Ruskimi. Miejsca solonośne położone były na północnych obrzeżach Karpat. Trzeba przy tym pamiętać, że Żupy Krakowskie zaopatrywały kraj i częściowo zagranicę głównie w sól kamienną. Żupy Ruskie dostarczały sól warzoną. Nie brak dowodów archeologicznych, a także dokumentów historycznych, potwierdzających pradawne początki produkcji soli na tym obszarze. Niemało też było miejscowości w Żupach Ruskich (pas od Przemyśla aż do obecnej granicy Ukrainy z Rumunią o długości około 230 km i średniej szerokości 22 km), w których uzyskiwano sól. W kwartalniku Polskiego Monopolu Solnego „Szczęść Boże” z 1936 r. znajdujemy informacje, że w drugiej połowie XVIII w. były na tym terenie 92 żupy solne! Już w czasie zaboru Austriacy utrzymywali tu początkowo 38 żup, zmniejszając ich ilość do 9, które pozostały dalej czynne w odrodzonej Polsce po 1918 r. Znajdowały się one w miejscowościach: Lacko, Drohobycz, Stebnik, Bolechów, Dolina, Kałusz, Delatyn, Łanczyn i Kosów. 

Szyb „Barbórka” w Kaczyce (Fot. Marcin Marynowski)

Do tych właśnie miejsc, nazywanych w czasach austriackich Salinami Zachodnio-galicyjskimi (Wieliczka i Bochnia) oraz Salinami Wschodnio-galicyjskimi (9 wymienionych wyżej), zapraszam teraz szanownego Czytelnika, dodając jeszcze jedną salinę, w Kaczyce, dziś leżącą w północno wschodniej Rumunii. Choć leżała na austriackiej Bukowinie, była założona w czasach zaborów i pozostawała pod tym samym lwowskim zarządem, jak saliny galicyjskie. Na koniec tej długiej wędrówki wyjaśnimy zagadkowy tytuł, teraz jednak wyruszajmy w podróż do miejsc, gdzie produkowano białe złoto! 

Gdybyśmy naszą wędrówkę odbywali pod koniec XVIII w., to moglibyśmy skorzystać z relacji wielu podróżników, odwiedzających Galicję, u których chcielibyśmy znaleźć podpowiedź, gdzie i czym jechać. Zniechęcilibyśmy się chyba do podróży, słysząc, że jest to kraj ubogich, przeludnionych wsi, licznych, ale drobnych miasteczek, a ujemny sąd o całym kraju dopełniały wspomnienia z pobytu w brudnych karczmach, pozbawionych wygód, za to pełnych pijanych chłopów, gdzie nocleg łączył się z ryzykiem kradzieży. Kto mimo to jechał dalej przez Galicję, jak na przykład Franciszek Kratter, podsumowywał podróż w taki sposób: „Miasta galicyjskie musiały kiedyś znajdować się w bez porównania lepszym położeniu, niż obecnie. Lwów posiadał prawo składu, wielkie jarmarki, wagę miejską, składy. W Jarosławiu funkcjonowała wielka giełda, którą przeniesiono dziś na ratusz. Brody są przodującym i prawie jedynym miastem handlowym. Poza tymi miastami zasługują na nieco uwagi Zamość, Kraków, Tarnów, Przemyśl i Krosno, a wszystkie inne niewarte żadnej wzmianki.” Szczęście, że Galicja przeszła odpowiednie reformy i zmieniła się z zaniedbanego kraju w prężnie rozwijający się obszar, na którym można było odczuć dobrodziejstwa autonomii galicyjskiej. Dziś do takiej pozytywnej opinii dodajemy jeszcze sentyment, z jakim wspominane są czasy cesarza „miłościwie nam panującego”, i już widzimy niemal bajkowe miejsca, do których zbliżamy się, by zobaczyć, gdzie pozyskiwano sól. 

Mapa saliny kaczyckiej z 1824 r. (Fot. Marcin Marynowski)

Kopalnia soli w Wieliczce
Wieliczka. Miasto górnicze leżące kilka kilometrów od Krakowa w kierunku południowo wschodnim. Solankę wydobywano tu już w czasach neolitu, natomiast początek istnienia kopalni trudny jest do dokładnego ustalenia. Magnum sal, czyli Wielka sól, to najstarsze określenie miasta. Król Kazimierz Wielki w 1368 r. wydał statut, będący podstawą porządku administracyjnego wszystkich kopalni polskich, lecz dopiero w następnych wiekach powstały opisy tej kopalni. Sól obrabiana była pod ziemią z potężnych bloków solnych, nazywanych kłapciami, z których formowano kilka tzw. bałwanów solnych, mających kształt walca, a każdy z nich ważył od kilkuset kilogramów do 2 ton. Bałwany solne były podstawową formą handlową, przewożono je wozami konnymi, spławiano Wisłą do składów solnych (jednym z nich był np. Solec w Warszawie); oprócz nich handlowano też solą w beczkach. Tak było w czasach królewskich. W okresie zaboru austriackiego następowała mechanizacja produkcji, a do zbytu soli przyczyniła się w dużym stopniu linia kolejowa, która dotarła do Wieliczki w 1857 r. W mieście o niskiej zabudowie bez trudu dały się zauważyć szyby górnicze, świadczące o tym, z czego miasto żyło. Do końca okresu zaboru w Wieliczce istniało 8 szybów, z których 3 były wydobywcze, 2 zjazdowe dla górników a 1 do transportu koni, wreszcie 2 szyby wentylacyjne. W samym centrum miasta stał główny szyb, który nosił imię, oczywiście, Cesarza Franciszka Józefa, a cztery inne szyby nazwane były imionami z rodziny cesarskiej. W czasach austriackich można już było zwiedzić małe muzeum kopalniane, mieszczące się w budynku Szkoły Górniczej, założonej w 1861 r. Jak podaje wydany w 1894 r. „Katalog” wystawy przemysłowej we Lwowie, sól z szybów transportowano do magazynów własną koleją przemysłową, której długość wynosiła prawie 3,5 km. Zatrudnienie urzędników, dozorców i robotników przekraczało 860 osób, natomiast „stan familii wszystkich dozorców i robotników wynosił 3059 głów.” Wieliczce poświęciliśmy najwięcej uwagi, ale trudno było tego nie uczynić, teraz przeniesiemy się do innych salin.

Kopalnia w Bochni
Kolejną na naszej trasie jest kopalnia w Bochni. Jako rok założenia kopalni podawany jest 1252 r., przypisując cudowne odkrycie pokładów soli św. Kindze (Kunegundzie), córce węgierskiego króla Beli. Największy rozkwit kopalnia przeżywała za czasów ostatnich Jagiellonów: Zygmunta I i Zygmunta Augusta. Ciekawostką jest fakt, że jeszcze na długo przed rozbiorami kopalnia ta należała przez kilka lat do Austrii. Otóż, w latach 1657-61 posiadała ją Austria tytułem wynagrodzenia za korpus pomocniczy w wojnie ze Szwedami. A w okresie galicyjskim? Kopalnia posiadała 4 szyby, zatrudniała 250 osób i wpisywała się korzystnie swą przemysłową architekturą w wizerunek miasta, które w tym czasie przeżywało wielki rozkwit. W Bochni budowano okazałe budynki urzędowe, bankowe, piękne gmachy szkół, ale także bogate domy mieszczańskie. Korzystano w nich z projektów architektów lwowskich i krakowskich, a przy renowacji wnętrza kościoła farnego skorzystano z pomocy samego Jana Matejki. Była, więc Bochnia nie tylko miastem górniczym, swą renomę wznosiła nie w oparciu o salinę, wręcz przeciwnie, salina przeżywała trudności, i to władze miejskie przychodziły jej z pomocą. Jednak górnikom bocheńskim zawdzięczamy pewną doniosłą sprawę, o której będzie jeszcze czas wspomnieć.

Bolek Majerik przy swojej rzeźbie na dole kopalni (Fot. Marcin Marynowski)Saliny Lacko, Dohobycz i Stebnik
Tymczasem wyruszamy na tereny dawnych Żup Ruskich, czyli do Salin Wschodnio-galicyjskich. Podróżując od strony Bochni, pierwszą napotkaną saliną jest salina Lacko. Leżała ona w powiecie dobromilskim, przy drodze z Sambora do Przemyśla. Założona została w pierwszej połowie XVI w. i zarządzana była kolejno przez rodziny Herburtów, Czuryłów, Krasińskich i Lubomirskich, od której w 1775 r. wykupił ją rząd austriacki. Co ciekawe, z tej saliny sprzedawano sól, warzoną w zachodnich powiatach Galicji, aż po Tarnów. Kopalnia posiadała pod koniec zaborów 3 szyby, zatrudniała prawie 90 osób. Lacko jako jedna z nielicznych salin nie leżała na trasie kolejowej, a stacja w Dobromilu oddalona była o 6 km.

Drugą z rzędu w kierunku wschodnim jest salina Drohobycz. Była bardzo pięknie położona, w obrębie miasta, niedaleko od rynku. Istniała już w XII w., o czym świadczy fakt, że już wówczas wywożono stąd sól na Litwę i Wołyń. Drohobycz ma w herbie, nadanym mu przez króla Kazimierza Wielkiego w 1340 r. 9 beczek soli, ponadto król Władysław Jagiełło nadał dla miejscowego proboszcza przywilej czerpania soli z szybu królewskiego. Salina podobna do innych, a jednak Austriacy przez przeszło 70 lat, produkowali tu sól wyjątkowego gatunku, jaką spotkać można było tylko w jednej salinie alpejskiej. Przeznaczona była dla ludności górskiej, miała kształt cylindrów, a ważyła około 20 kg. Wysyłana była do Czech. Kopalnia posiadała 2 szyby, zatrudniała 50 osób.

Na południowy wschód od Drohobycza, w odległości 8 km, położona była salina Stebnik. Początkowo zajmowała nieduży teren, na którym znajdowała się warzelnia, trzy budynki mieszkalne i jeden szyb, którym wydobywano solankę. W czasach austriackich dokonano poszukiwań nowych pokładów soli, a rezultaty były na tyle optymistyczne, że zakładano wybudowanie nowej kopalni soli kamiennej nieopodal starej żupy. Po pewnym czasie okazało się jednak, że sól posiada zanieczyszczenia i zdecydowano się jedynie na produkcję soli warzonej z wytwarzanej solanki. Inwestycje okazały się dochodowe, wybudowano dwa szyby, w kopalni wydrążono dwa poziomy, a sól uzyskiwano w trzech warzelniach. Zatrudnionych było 110 pracowników. Dodać można, że Stebnik graniczył z Truskawcem, które było znanym miejscem kąpielowym wód siarczano-słonych.

Bolechów, Dolina i Kałusz
Dalej na południowy wschód, przy linii kolejowej Stryj-Stanisławów, położone były trzy saliny: Bolechów, Dolina i Kałusz. Pierwsza z nich założona była w połowie XV w. Przez długi czas należała do rodziny Potockich. Dopiero po zajęciu Galicji odkupił ją rząd austriacki. W Bolechowie pracowało 50 osób, salina posiadała dwa szyby solankowe na terenie zakładu i trzeci szyb we wsi Stara Bania, skąd solanka płynęła rurociągiem długości 1770 m.

Salina Dolina nazwę miała bardzo trafną, gdyż położona była istotnie w dolinie na skraju miasta, 3,5 km od stacji kolejowej. Źródła solankowe według źródeł historycznych (dokumentów klasztornych) odkryto tu w 1112 r. W okresie austriackim salina była nieduża, posiadała 2 warzelnie, zatrudniała 50 osób. Na terenie warzelni istniał szyb „Barbara”, natomiast drugi szyb, z którego czerpano solankę, znajdował się 1,5 km dalej we wsi Nowiczka.

Trzecia z sąsiadujących salin, w Kałuszu, położona była tak naprawdę we wsi Bania, tuż przy mieście Kałusz. W okresie XV-XVII w. nadanych było kilka dokumentów dla tej żupy, głównie dla dóbr kościelnych. Austriacy odkupili ją od Stanisława Lubomirskiego i Adama Czartoryskiego. Salina posiadała kilkadziesiąt szybów, choć pod koniec zarządu austriackiego utrzymywano tylko trzy z nich. Kopalnia miała 3 poziomy głębokości. Zakład produkcyjny składał się z dwóch warzelni, kilku suszarni i magazynów solnych. Zatrudnionych było przeszło 150 pracowników. 

Krzyż solny (Fot. Marcin Marynowski)Delatyn, Łanczyn i Kosów
Przenieśmy się na koniec do salin położonych w górach. Pierwsza z nich to Delatyn. Położona była w dolinie Prutu, w pobliżu stacji kolejowej Delatyn, przy linii Stanisławów-Woronienka. Salina była niewielka, zatrudniała około 30 osób, Raz zamykano ją, to znów wznawiano produkcję. Produkowano sól warzoną, ale równocześnie planowano wydobywanie soli kamiennej. Przerwała te plany I wojna światowa, a Rząd Polski objął tę żupę w posiadanie w październiku 1919 r. z rąk władz rumuńskich, które ten róg dawnego terytorium Polski czasowo okupowały.

Poniżej Delatyna w odległości 10 km, także nad brzegiem Prutu leżała salina Łanczyn. Podobnie jak w sąsiednim Delatynie, tak i tu produkcja raz była prowadzona, raz wstrzymywana. W końcu rząd austriacki zmodernizował salinę i od 1877 r. do wybuchu wojny była ona w ciągłym ruchu. Pracowało w niej 45 osób. W 1915 r. została spalona. Odbudowę żupy rozpoczął rząd austriacki w 1918 r., a ukończyły ją władze ukraińskie w 1919 r. Rząd polski odebrał ją w swe posiadanie z rąk władz rumuńskich w październiku 1919 r. w stanie zdatnym do ruchu.

Pozostała jeszcze salina Kosów. Zarówno w czasach austriackich, jak i w okresie międzywojennym udając się do Kosowa, używano stacji kolejowej w Kołomyi oddalonej o 37 km. Salina zatrudniała prawie 90 pracowników, co zawdzięczać mogła sporej rozbudowie zakładu przeprowadzonej w połowie XIX w. Właściwie tylko w czasach austriackich przynosiła znaczne dochody, gdyż zaopatrywała w sól także leżącą w monarchii habsburskiej sąsiednią Bukowinę. Po pierwszej wojnie światowej obszar zbytu soli z tej żupy bardzo się zmniejszył i Kosów zaczęto uznawać za letnisko, przede wszystkim ze względu na niezwykle urokliwe górskie położenie.

Salina w Kaczyce
Wróćmy jeszcze do zapowiadanej krótkiej wizyty w salinie w Kaczyce. Nie można jej pominąć z kilku powodów. Pochodzenie i ułożenie warstw solnych w tej salinie jest takie samo jak w salinach galicyjskich. Oprócz tego razem z wymienionymi wyżej kopalniami nadzorowana była przez Krajową Dyrekcję Skarbu we Lwowie. Wreszcie, co bardzo istotne, założona była w 1791 r. przez górników, którzy zostali tu skierowani z Galicji, a z tego pierwsze grupy pracowników przybyły tu z Bochni. Dlatego to im możemy zawdzięczać, że do dzisiaj pamiętane jest w rumuńskiej Cacica polskie pochodzenie ich kopalni. Poza tym miejscowość ta jest pięknie położona w uroczej kotlinie, otoczonej z trzech stron pasmami gór, z wąskim tylko otworem zwróconym na wschód. Sama kopalnia produkowała sól kamienną i warzoną, posiadała 3 szyby, zatrudniała prawie 80 osób.

Trójramienny krzyż „Piława”
Na zakończenie zostaje wyjaśnić tajemnicę herbu. Należy wiedzieć, że sól warzoną wytwarzano, a następnie sprzedawano w odpowiednim kształcie, tak, aby forma handlowa była wszędzie jednakowa i dogodna w ustaleniach podczas transakcji. Od niepamiętnych czasów w polskich kopalniach wyrabiano sól w kształcie ściętego stożka, nazywanego topkiem. Ten sam kształt zachowano w czasach austriackich. Przez stulecia waga topków ulegała pewnym zmianom, Austriacy w 1876 r. wprowadzili we wszystkich salinach Wschodnio-galicyjskich topki o wadze 1 kg i o następujących wymiarach: wysokość 15 cm, dolna średnica stożka 12 cm, górna 8 cm. Żupa w Bolechowie aż do odkupienia jej przez rząd austriacki była własnością rodziny Potockich. Właśnie Potoccy wpadli na pomysł umieszczania własnego herbu na każdej solnej topce. W umowie sprzedaży saliny Potoccy zastrzegli, że nadal w Bolechowie ma być tłoczony trójramienny krzyż „Piława” herbu ich rodziny. Ponieważ topki wyrabiane w tym miejscu i znakowane tym herbem kupowano chętnie, rząd austriacki zarządził, ażeby wszystkie saliny Galicji Wschodniej umieszczały ten herb na topkach. Od tego czasu znakowano wszystkie topki tym herbem, odciskając go na górnej płaszczyźnie stożka. Wybijanie tego herbu utrzymało się aż do 1922 r., kiedy zaniechano w Polsce produkcji topków, a wprowadzono do sprzedaży sól miałką w opakowaniach. Co by zatem było, gdyby nie rozpoczęto dla naszej wygody sprzedaży soli miałkiej? W każdej kuchni mielibyśmy dziś topkę solną z herbem „Pilawa”. Czyż nie byłoby to ciekawe? I czy naprawdę nie można do tego powrócić?

Autor w latach 2000-2007 pracował w Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka. Obecnie mieszka i pracuje w Roman w Rumunii. Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Marcin Marynowski
Tekst ukazał się w nr 1 (77) 16-31 stycznia 2009

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.