Jestem wołyńskim pielgrzymem

-a A+

Waldemar Piasecki (Fot. Agnieszka Ratna)

Patriarcha wołyńskiego krajoznawstwa, badacz historii Łucka, akademik starożytnego Łuczeska. Waldemar Piasecki to człowiek z encyklopedyczną wiedzą. Pierwsze wędrówki po Wołyniu odbywał z matką, miłośniczką podróży. Krajoznawstwo zaczęło pasjonować Go już w szkole, a pierwsze artykuły powstały, gdy był nauczycielem historii sztuki w łuckiej szkole plastycznej.

Na artykułach Waldemara Piaseckiego, które drukowano w prasie lokalnej w ciągu ostatnich czterech dziesięcioleci, wyrosło kilka pokoleń mieszkańców Łucka. Ostatnią jego pasją jest topografia i toponimia wołyńskich miast i miasteczek oraz ich architektura. Bada też losy znanych mieszkańców tych terenów i ma w planach przygotować listę honorowych obywateli Wołynia. Jego marzeniem jest wydanie książki o Łucku i jego mieszkańcach od okresu średniowiecza do 1939 roku. Mają tam być opisane najistotniejsze momenty z historii, nazwy ulic, budynków, opowieści o losach mieszkańców, którzy zdobyli sławę jeszcze przy życiu. Wszystko to ma być zilustrowane starymi zdjęciami.

Łuck, Żytomierz, Sankt-Petersburg, Lublin, Gdańsk, Warszawa – nie jest to pełna lista miast, w archiwach których pracował Waldemar Piasecki. Znaczący wkład uczynił w badania wpływu Polaków na rozwój Wołynia w różnych okresach dziejowych. Najciekawsze fragmenty swych badań pan Waldemar Piasecki udostępnił czytelnikom Kuriera Galicyjskiego.

Panie Waldemarze, proszę opowiedzieć o Łucku wojewódzkim
Miastem wojewódzkim Łuck był jeszcze za czasów panowania litewskiego. Gdy dostał się pod panowanie rosyjskie przypadła mu w udziale rola miasteczka powiatowego. Po podpisaniu pokoju w Rydze i powrocie Zachodniego Wołynia do Rzeczypospolitej przywrócono miastu statut stolicy województwa. Ale w tym okresie Łuck okazał się absolutnie nie przygotowany do tej roli – 125. lat powiatowości odbiło swą pieczęć.

Poza koszarami, wojskowym szpitalem i urzędem finansowym – w mieście nie było innych budowli publicznych. Aby umieścić urząd wojewódzki w najbardziej prestiżowym centrum miasta, z dawnego klasztoru bernardynów przeniesiono męskie gimnazjum. A niektóre urzędy – np. oświaty – umieszczono w pobliskim Równem. W pierwszych latach niepodległości Rzeczypospolitej z funduszy urzędów centralnych zbudowano wiele obiektów użyteczności publicznej: pocztę, kasę oszczędności, radiostację, urząd ziemski. Planowano budowę nowego dworca, stacji autobusowej, teatru, a nawet lotniska. W okresie międzywojennym w Łucku budowano dużo: w 1895 roku w Łucku było 25 ulic, a w 1939 – już 285.

Polska władza otrzymała w spadku problem transportowy…
- Łuck nie miał bezpośredniego połączenia kolejowego z innymi miastami np. ze Lwowem. Pierwsze próby przełożenia torów kolejowych w tym kierunku były jeszcze w czasach I wojny światowej. Wtedy udało się wybudować kilka kilometrów z Łucka do Dębowej Karczmy. Zaraz po wojnie zawiązał się w Łucku społeczny komitet ukończenia tej inwestycji. Pierwszym etapem było przełożenia torów z Dębowej Karczmy do nowej stacji – Sienkiewiczówka. Swoją nazwie zawdzięcza Henrykowi Sienkiewiczowi – prochy którego akurat sprowadzono do Ojczyzny.

Pierwsze pociągi do Lwowa formowano w Kiwiercach, a później w Kowlu. Planowano połączenie Łucka z Zamościem. W tym celu proponowano wykorzystać istniejącą linię kolei konnej z Kiczkarówki (okolic Łucka) do Zaturców i dalej linię Włodzimierz Wołyński-Wojnica. Z Kiczkarówki proponowano przeciągnąć tory do Zdołbunowa. Gdyby zrealizowano te plany Łuck stałby się ważnym węzłem kolejowym i sprzyjałoby to rozwojowi miasta.

Adam Wojnicz (Fot. archiwum autorki)

Panie Waldemarze, nazywają pana biografem dawnego Łuczeska. Kto z wybitnych Polaków interesował się tym tematem na początku XX wieku, był, że tak powiem, pana poprzednikiem?
Był to Adam Wojnicz, urodzony na Podlasiu. Prawie na pół wieku przylgnął duszą do Łucka i został jego biografem, aktywnym działaczem społecznym, współzałożycielem kilku miejskich towarzystw i Wołyńskiego Muzeum Krajoznawczego.

Do Łucka, gdzie lekarzem był jego ojciec, Adam Wojnicz, absolwent wydziału lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, przyjechał w 1893 roku w szczycie epidemii cholery.

W walce z chorobą przejawiły się nie tylko jego zdolności lekarskie, ale też i organizatorskie. Aktywny udział w życiu społecznym doprowadził go wkrótce do miejskich władz Łucka. To on, działając w Dumie Miejskiej, zadbał o stan sanitarny ulic i placów, ale też zabiegał o zachowanie spuścizny historycznej.

Dorobek doktora Wojnicza jako krajoznawcy – to nie tylko monografia „Łuck na Wołyniu”. Nie mniej cenne dla historii Łucka są zebrane rodowody łuckich właścicieli ziemskich. Rodowód niektórych sięgał czasów gdy książę Świdrygiełło rozdawał swoim rycerzom ziemię wołyńską. Na podstawie takich łańcuszków rodowodowych, Adam Wojnicz stworzył plan miasta z zaznaczeniem własności poszczególnych właścicieli. Tę pracę wykorzystano przy tworzeniu w 1932 roku „Rejestru ulic m. Łucka”. Wiele sił i energii Wojnicz oddał Towarzystwu Krajoznawczemu, opiece nad zabytkami przeszłości, był członkiem zarządu Towarzystwa i jego delegatem na zjazdy w Lublinie. Opuścił Łuck nie z własnej woli. W 1940 roku został aresztowany i razem z rodziną wywieziony na Syberię.

Oprócz Wojnicza należy tu wspomnieć też Józefa Edwarda Dutkiewicza, historyka sztuki, który w 1932 roku został konserwatorem zabytków, członkiem Towarzystwa Krajoznawczego i współzałożycielem muzeum. Też Jan Fitzke – jeden z kustoszy muzeum krajoznawczego, archeolog i badacz Wołynia, a również Zbigniew Rewski.

Interesował się pan też architektami, działającymi w Łucku w okresie międzywojennym. Proszę o nich opowiedzieć.
W okresie międzywojennym w Łucku działało wielu młodych i utalentowanych polskich architektów. Stawiane przez nich budowle w znacznym stopniu zmieniły wygląd łuckiej starówki. Działali tu w różnych okresach Ludwik Samotnia, Stanisław Słowikowski, Kazimierz Szkolnicki, Tadeusz Krasiński, Józef Nowak. Dokładniej zatrzymam państwa uwagę na dwóch nich: Annie Baranowskiej i Franciszku Kokeszu.

Anna Baranowska pochodziła z Łucka i była córką miejskiego inżyniera, absolwentką Łuckiego gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki. Po ukończeniu Politechniki Warszawskiej wróciła do rodzinnego miasta. Prowadziła prace przy gimnazjum krawieckim, projektowała gimnazjum pancerne, ale najciekawszą jej pracą był projekt szkoły im. Królowej Jadwigi. Pracując w archiwach udało mi się ustalić, że Anna Baranowska wyjechała do Polski.

Najbardziej płodnym architektem stylu racjonalnego w Łucku był Franciszek Kokesz. Według jego projektów wybudowano bądź zmodernizowano ponad dwadzieścia budynków mieszkalnych, szkół, dwa kina. Najciekawszym był jego projekt kina „Polonia”. Na głównej fasadzie gmachu było sześć wielkich okien, połączonych w prostokąt, co przypominało ekran kinowy. O losie Franciszka Kokesza nie ma żadnych wzmianek. Może ta publikacja pomoże odszukać ślady ich dalszych losów.

Ekspozycja publikacji Waldemara Piaseckiego (Fot. Agnieszka Ratna)

We wspomnieniach autobiograficznych zaznaczył Pan, że zainteresowanie historią powstało w czasie dziecięcych wędrówek po ruinach zamków i cmentarzach. Te ostatnie nie darmo nazywają skarbnicą historii. Jaka jest sytuacja ze starymi cmentarzami w Łucku? Czy zachowały się polskie pochówki?
Można by rzec, że sytuacja jest katastroficzna. Na terenie miasta w różnych okresach było do 32 cmentarzy, ale prawie wszystkie zostały zniszczone.

W Łucku były dwa rzymskokatolickie cmentarze. Jeden był przy kościele bernardynów. Gdy miasto rozrastało się i cmentarz znalazł się w centrum zabudowy, to pochówki przeniesiono na nowy cmentarz, gdzie obecnie znajduje się pomnik Wiecznej Sławy.

Oprócz pochówków przeniesiono cały szereg zabytkowych nagrobków. Między innymi – figury kaplicy Chrystusa Zbawiciela. Zostały wykorzystane do dekoracji niektórych nagrobków. Ponieważ nowe pochówki odbywały się tylko na tym cmentarzu, przy wejściu zbudowano drewnianą kapliczkę. To tu w 1828 r. spoczęła Józefina Polanowska – fundatorka przytułku i sierocińca przy katedrze łuckiej. Wśród innych były tu kaplice Steckich (rodziny znanego historyka Tadeusza Steckiego) i rodziny Piotrowskich (krewnych Gabrieli Zapolskiej).

Na początku XX wieku cmentarz poszerzono. Jako pierwsi spoczęło tu 19 żołnierzy WP, którzy zginęli przy zdobywaniu miasta w 1919 r. Kolejni pochowani zostali tu żołnierze z wojny polsko-bolszewickiej. W taki sposób powstał swoisty panteon. Pamięć mieszkańców i stare zdjęcia pozwalają odtworzyć go w wyobraźni: równe szeregi prostokątnych mogił, rzędy kwiatów na nich, jednakowe krzyże i napisy „Nieznany żołnierz”, a tylko z rzadka imię i nazwisko. W centrum wyższy krzyż. Nie zachowały się dokumenty co do ilości mogił, ale według niektórych źródeł można przypuszczać, że było ich ponad sto. W oddzielnych rzędach były pochówki oficerskie, a opodal grób Janiny Latałówny – polskiej łączniczki, zamęczonej pod Łuckiem w 1920 roku. Nieco dalej, w stronę dzisiejszej ulicy Chopina w 1933 roku spoczęła Jadwiga Józefa Kulesza –przełożona zakonu sióstr benedyktynek-misjonarek, które opiekowały się sierocińcem terezytek. Na skraju nowego cmentarza pochowano w 1937 roku brata i siostrę, uczniów szkoły muzycznej, którzy tragiczne zginęli. Nad ich mogiłą pochylała się postać anioła, grającego na harfie. W czasach sowieckich przy organizacji pomnika Chwały szczątki z rozkopanych mogił zebrano i pochowano w północnej części nowego cmentarza. Resztkę mogił, w tym i pochówki wojskowe spychaczami zarównano, a betonowe obramowania i pomniki wykorzystano jako materiał budowlany.

Szkoda, że żaden ze współczesnych kierowników miasta czy województwa przychylił się do prośby dawnych mieszkańców miasta, mieszkających za granicą, aby ustawić tam choć jakiś pomnik, gdzie można byłoby zapalić znicz pamięci o przodkach, którzy „spoglądają z nieba na żyjących”.

Praca nad książką „Ulice i place Łucka” zajęła panu około piętnastu lat. Przed pół rokiem, na prezentacji swej bibliografii, obiecał pan w najbliższym czasie pocieszyć czytelników wynikami nowych fundamentalnych badań. Jaki temat porusza pan w swojej nowej książce i kiedy się ukaże?
Mówiłem wtedy o książce „Łuckie starożytności”, a konkretnie o jej pierwszej części – „Stare miasto”. Po raz pierwszy zebrałem w niej wszystkie lokalne zabytki znajdujące się na terenie Starówki i przytaczam niektóre fakty historyczne, między innymi o udziale przedstawicieli łuckiego magistratu w pracach komisji tworzącej Konstytucję 3 Maja. Na dzień dzisiejszy mam skompletowaną większą część materiału. Dodałem niektóre rozdziały o Łucku z czasów „pierwszych sowietów”, okupacji niemieckiej i z czasów powojennych. Jednak ostatnie rozdziały wymagają jeszcze dopracowania, dlatego praca nad książką przeciąga się. Aktualnie trwa wybór ilustracji.

Jednocześnie zebrałem wcześniejsze moje publikacje do książki „Spacer po dawnym Łucku”. Właściwie są to opowiadania historyczne, oparte na materiałach uzyskanych w archiwum Łuckim. Oprócz opisów, zebrano tu szereg opowieści o perypetiach związanych z granicami miasta, o łuckim chrzestnym rodziny carskiej, o historii budownictwa sierocińca terezytek i wiele innych. Ilustracje i okładkę zaprojektował jeden z najlepszych moich uczni, artysta i fotografik Wiktor Czuchraj.

PS
W zeszłym roku Waldemara Piaseckiego, Polaka z pochodzenia, a duchem wołynianina, udekorowano odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. W bieżącym roku wołyńska organizacja Narodowego Stowarzyszenia Krajoznawców typuje Waldemara Piaseckiego do nagrody im. Aleksandra Cinkałowskiego, którego, zresztą, dobrze znał osobiście. Chociaż według mnie za wieloletnią pracę patriarcha wołyńskiego krajoznawstwa dawno zasługuje co najmniej na imienne stypendium państwowe.

Rozmawiała Agnieszka Ratna

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.