Przeszłość oddajmy historykom

Przeszłość oddajmy historykom

Historyk z Kołomyi – Jurij Płekan – bada skomplikowane stosunki polsko-ukraińskie i pierwsze doświadczenia parlamentaryzmu ukraińskiego. Swoje rozważania doktor historii przedstawił w kilku książkach. O pracy i zainteresowaniach opowiada Sabinie Różyckiej.

Panie profesorze, dlaczego zainteresował się pan tą tematyką?
Przewód doktorski poświęciłem zagadnieniu walki Ukraińców i Polaków o zreformowanie prawa wyborczego zarówno w parlamencie austriackim, jak i w Sejmie Galicyjskim. Badałem stosunki polsko-ukraińskie na tym tle w okresie wyborów do obu parlamentów. Pracowałem w archiwum Biblioteki Jagiellońskiej w dziale rękopisów i korzystałem z materiałów fundacji Michała Bobrzyńskiego, profesora Uniwersytetu Krakowskiego, który był namiestnikiem Galicji w latach 1908-1913. Tygodnie spędzone w Polsce wspominam z wielkim sentymentem. Koledzy z Krakowa okazywali mi wszelką pomoc.

W czasie pracy naukowej zebrałem wiele materiałów biograficznych o parlamentarzystach-Ukraińcach, kopii dokumentów o ich pracy i zdjęć. Wszystko to ukazało się w informatorze o deputowanych do parlamentu austriackiego i Sejmu Galicyjskiego Krajowego w latach 1848-1918. Jest to swego rodzaju dowód dla naszych politycznych przeciwników, pokazujący, że Ukraińcy w Galicji mieli doświadczenie parlamentaryzmu od stuleci. Nabywali i tworzyli te doświadczenia wspólnie z Polakami. Chociaż zdarzały się konflikty, które nie raz nabywały radykalnego charakteru.

Proszę przytoczyć przykłady współpracy pomiędzy Ukraińcami i Polakami
Ukraińców i Polaków jednoczyło to, że nie mieli własnej państwowości. Chociaż w składzie monarchii austrowęgierskiej mieliśmy równe prawa. Tak było zapisane w ówczesnej konstytucji. Zwracaliśmy się do rządu w języku ojczystym – tak stanowiło prawo. Tu trzeba oddać należne Polakom, że umieli osiągnąć więcej w walce o swoje prawa. Ich postawa patriotyczna i duma narodowa były większe. Polacy mieli silne tradycje państwowości i genetyczną wolę walki. Po trzech rozbiorach Polski jej elity zachowały się i włączyły się w państwowość Austro-Węgier. Przy tym nie zapominano o własnej godności. Ukraińcy nie mieli takich elit.

Na co dzień Ukraińcy i Polacy w miastach i wioskach mieszkali w pokoju, było tysiące mieszanych małżeństw, ludzie razem dorastali i dzielili się wszystkim po sąsiedzku. Byli też Żydzi, Niemcy, Austriacy, Ormianie. Kwestia przynależności narodowej i religijnej nie była na pierwszym miejscu. Lecz, gdy politycy rozdmuchiwali międzynarodowościową wrogość, wtedy zaczynały się konflikty. Dobrym przykładem są kulturowo-artystyczne wzajemne wpływy Ukrainy i Polski. Ale na ten temat prowadzono już poważne badania, napisano liczne prace, gdzie na konkretnych przykładach pokazano wzajemne przenikanie się w malarstwie, muzyce, literaturze i teatrze. To tylko wzbogacało kulturowo oba narody. Te sprawy trzeba akcentować i kontynuować te wspaniale tradycje.

Czasem badania polskich i ukraińskich naukowców są przyczyną konfliktów. Czy należy poruszać tematy, które prowadzą do konfliktów?
Naukowcy robią swoje, a ich praca zasługuje na szacunek. Konflikty, z zasady, wywoływane są przez polityków, którzy nie zawsze mają dobre zamiary. Dlatego należy historię i fakty z przeszłości pozostawić badaczom, a politycy powinni tworzyć sprzyjające środowisko dla wzajemnej współpracy w dziedzinie kultury, oświaty, ekonomiki. Jako historyk, nie życzyłbym sobie, aby moje prace wykorzystywali politycy. Udowadniać, że były różne okresy – dobre i złe pomiędzy naszymi narodami, powinniśmy my – historycy. Takie były realia i musimy mówić prawdę. Ale dziś to już nie takie ważne, minęły lata, urodzili się nowi ludzie z nowymi myślami i światopoglądem. Tym bardziej, że Polska jest chyba największym przyjacielem Ukrainy i to państwo sprzyja nam w dążeniu do członkostwa we wspólnocie europejskiej.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 4 (176) 26 lutego – 14 marca 2013

X