Praca w duchu miłości bliźniego

Praca w duchu miłości bliźniego

W roku 2012 Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie obchodziła dwudziestoletni jubileusz. Towarzyszące rocznicy imprezy omawialiśmy na bieżąco na łamach KG. Dziś o historii powstania Federacji i jej działalności opowiada Krzysztofowi Szymańskiemu prezes FOPnU Emilia Chmielowa.

Proszę przybliżyć naszym czytelnikom początki Federacji. Jak to się stało, że powstała?
Powstanie Federacji było reakcją, odpowiedzią na próbę stworzenia w Kijowie na początku lat 90. sztucznej organizacji skupiającej Polaków na Ukrainie. Ta organizacja miała kierować i sterować działalnością Polaków, miał powstać Kongres Polaków Ukrainy, całkowicie podporządkowany władzy politycznej.

Nie było mowy o samodzielnej działalności organizacji członkowskich. Nie było żadnej demokracji. Federacja miała być alternatywą na te działania. Dziwną i niezrozumiałą rzeczą było to, że kongres w swym założeniu nie skupiał już istniejących organizacji z terenów Zachodnich: dawnych terenów przedwojennej Polski, Bukowiny, Zakarpacia. Sprzeciwiła się takiej polityce organizacja z Gródka Podolskiego. Na zebraniu założycielskim Kongresu, zorganizowanym zresztą w tradycjach sowieckich „z wczoraj na dziś”, delegacja z Gródka postawiła pytanie: „A gdzie są tamte organizacje”? Gdy nie padła logiczna odpowiedź, przedstawiciele z Gródka wyszli na znak protestu z sali.

25 stycznia 1992 roku odbyło się spotkanie we Lwowie, na które zjechały się wszystkie organizacje polskie na Ukrainie. Celem tego spotkania miało być pojednanie organizacji ze wszystkich terenów Ukrainy i wypracowanie koncepcji powstania jednej organizacji je zrzeszającej. Na początku stycznia tegoż roku w Gródku Podolskim odbyło się wstępne spotkanie organizacyjne. Przedstawiciele organizacji widzieli się nawzajem po raz pierwszy. Wynikiem lwowskiego spotkania był list intencyjny, w którym wszyscy obecni wyrazili zgodę na powstanie tego typu organizacji i złożyli swe podpisy pod deklaracją.

Miała powstać ogólnoukraińska organizacja. Do jej rejestracji potrzeba było zgody członków z połowy obwodów plus jeden. Myśmy rejestrowali Federację pół roku. Dla porównania – Związek Polaków na Ukrainie zarejestrowano w trzy dni. Później, w czasie rejestracji Federacji, wielu z tych, którzy złożyli swe podpisy pod listem intencyjnym, robili wszystko, żeby do niej nie doszło. Było to wówczas typowe zachowanie organizacji, które nie chciały się połączyć na zasadach federacji. Między innymi ówczesnego prezesa Związku Polaków na Ukrainie. Zarzucano mu potem, ze zmarnował szansę na stworzenie jedynej organizacji. Ale Federacja jednak powstała bez tych, którzy się wyłamali ze swych zobowiązań.

Pierwszy sejmik Federacji odbył się w styczniu 1993 roku. Symboliczne dla mnie są słowa, które napisał do nas wszystkich ówczesny biskup kamieniecki Jan Olszański: „Najserdeczniej dziękuję za zaproszenie wzięcia udziału w Zgromadzeniu dla podsumowania działalności, a jeszcze bardziej dla opracowania wspólnych mechanizmów, mających na celu zintegrowanie Polaków na Ukrainie, jako też na całym świecie, co jest niezmiernie ważne i konieczne. Dlatego cieszę się, że w tym celu zbieracie się. Mam nadzieję, że Organizacja natchniona nowymi myślami, pobudzona nowymi impulsami, będzie działała dla dobra naszej wspólnej spuścizny narodowej. Życzę, by Pan Bóg raczył oświecić Wasze umysły swoim światłem z wysoka i dał Wam Swego Ducha do pracy zgodnej z Jego wolą oraz przezłocił swoim spojrzeniem i obfitymi łaskami Wasze myśli i serca. Niech Wasze postanowienia i Wasza praca z ludźmi odbywa się w duchu miłości Boga nade wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego. Boże błogosławieństwo niech się ścieli na wszystkich drogach Waszego życia”. Zawsze tą nauką kieruję się w swojej działalności.

Pierwszy zarząd Federacji z 1993 r. W pierwszym rzędzie, trzecia od lewej – Emilia Chmielowa (Fot. archiwum FOPnU)

Organizacje z jakich regionów dołączyły do Federacji?
Był to Dniepropietrowsk, Ługańsk, Starobielsk, Kijów, Zakarpackie, Czerniowce, Podole, Żytomierz i inne. Były to organizacje, które dobrowolnie się do nas przyłączyły. Nigdy nie uprawialiśmy żadnej propagandy, nie namawialiśmy nikogo. Nawet te organizacje, które nie zawsze działały zgodnie z naszym statutem zostawiliśmy w spokoju, pozostawiając ich działania ich sumieniu. W ostatnich latach przystąpiło do nas wiele nowych organizacji: Medenice, Brzeżany, Lipniki, Krysowice, Mikołajów nad Morzem Czarnym.

Są to organizacje, które powstały wcześniej, czy w ostatnich latach?
Są to organizacje, które powstały ostatnio i chciały wejść do składu Federacji.

Od czego zaczynała działalność federacja?
Robiliśmy wiele rzeczy, ale jedna była dla nas podstawową – szkolnictwo polskie na Ukrainie. W 1993 roku odbyło się pierwsze spotkanie osób zainteresowanych szkolnictwem polskim, a w 1996 roku odbył się pierwszy zjazd Nauczycielstwa Polskiego na Ukrainie. To było bardzo wielkie zadanie. Zaczęliśmy budować struktury nauczycielstwa polskiego na Ukrainie. Zaczynaliśmy praktycznie od zera. Bo oprócz dwu polskich szkół we Lwowie niczego nie było.

Od kogo wyszła inicjatywa działań na rzecz szkolnictwa? Czy organizacje członkowskie sygnalizowały taką potrzebę?
Była to potrzeba chwili, potrzeba zorganizowania polskiego szkolnictwa na całej Ukrainie. Gdybyśmy wtedy nie podjęli tego zadania, to dziś pozostały by nam tylko dwie szkoły we Lwowie. Nie byłoby mowy o szkołach w Mościskach, Gródku Podolskim, Strzelczyskach, o wielu sobotnio-niedzielnych szkołach przy parafiach. Te nowo otwarte szkoły działają w ramach oświaty ukraińskiej, ale są z językiem polskim, jako wykładowym. Nie we wszystkich wypadkach mamy wystarczającą kontrolę nad tymi szkołami.

W 1996 roku zarejestrowano Zjednoczenie Nauczycielstwa Polskiego na Ukrainie, organizację samodzielną, o zasięgu ogólnoukraińskim i naszego partnera. Przy rejestracji bardzo pomogła nam osoba wybrana nieprzypadkowo, dziś już niestety nieżyjąca. Wtedy była dyrektorem centrum kulturalnego w Kijowie i podjęła się zadania zarejestrowania organizacji. Polacy są pod tym względem wyjątkowi – wśród mniejszości narodowych Ukrainy jesteśmy jedyną mniejszością posiadającą swoje szkolnictwo.

Następnie powstało Centrum Nauczania Języka i Kultury Polskiej w Drohobyczu, które w 2003 roku zostało zaakceptowane przez ministerstwo oświaty Ukrainy. Centrum też jest wyjątkowe, bo nie ma podobnej organizacji w szkolnictwie. Jeździliśmy po Ukrainie i namawialiśmy nauczycieli polskiego pochodzenia do robienia dwuletnich kursów języka polskiego na Uniwersytecie w Drohobyczu. Te osoby miały już wykształcenie pedagogiczne i chodziło o dodatkowe szkolenia w języku polskim. Ich atutem było to, że działały w swoich środowiskach, były znane u siebie i łatwiej było im rozwijać szkolnictwo polskie. To pozwalało im uczyć się języka, podstawowego elementu w budowaniu świadomości narodowej.

Jeździliśmy po parafiach, bo te powstały wcześniej i były to dla nas przetarte drogi. Była to nasza wspólna działalność z ówczesnym konsulem lwowskim Henrykiem Litwinem (obecnie ambasador RP na Ukrainie – red.), później jeździliśmy z Adamem Chłopkiem, wożąc na przykład pomoce naukowe. Nie wszystkie parafie mają szkółki, ale większość ma.

Przedstawiciele organizacji członkowskich FOPnU przy pomniku Jana Pawła II przy kościele rzymskokatolickim w Brzeżanach. Konferencja „Zasługi polskich rodzin wobec oświatowego i kulturalnego rozwoju Tarnopolszczyzny” 2011 r. (Fot. Julia Łokietko)

Kolejną „działką” działalności Federacji jest kultura i tradycje narodowe.
Niestety na kulturę wciąż mamy za mało pieniędzy. W czasie organizacji pierwszych Festiwali Kultury Polskiej wspierał nas wydział kultury z Przemyśla. Pierwszy festiwal odbył się w 1996 roku. Największy zaś w 2004 roku z okazji Roku Polskiego na Ukrainie. Objął swoim zasięgiem siedem miast Ukrainy. Był to ogromny wysiłek organizacyjny. Udało się zorganizować już siedem kolejnych festiwali. Do następnych naszych inicjatyw należy organizacja Spotkań Rodzin Muzykujących.

Rzuciliśmy takie hasło i okazało się, że nie ma organizacji, gdzie nie było by jakiejś rodziny muzykującej. Polska kultura przetrwała w rodzinnych domach w pieśniach, muzyce i to też pozwalało przetrwać Polakom przez wieki. Są to bardzo interesujące doświadczenia. Na ostatnie spotkanie w listopadzie, do Kijowa zjechało się 14 rodzin z całej Ukrainy.

Kolejną działką naszej działalności stało się organizowanie konferencji naukowych. W 1996 r. zorganizowaliśmy konferencję Polska droga do Kazachstanu, która miała uświadomić, skąd Polacy tam się wzięli, tak daleko od rodzinnych stron. Przecież są to mieszkańcy Żytomierszczyzny czy Podola, którzy w latach 30. zostali wywiezieni z terenów zamieszkałych przez nich od pokoleń. Byli to ci niepokorni Polacy, którzy nie „przyjmowali” idei komunistycznej.

W tym wypadku historia Polaków w Kazachstanie jest powiązana z historią Polaków na Ukrainie. Wywożeni w latach 40. podczas kolejnych wywózek, w wielu wypadkach byli przyjmowani przez tych, którzy przybyli tam wcześniej. Z organizacją tej konferencji też miałam szereg trudności, robionych również przez Polaków we władzach. Konferencja przebiegała w Żytomierzu. Po raz pierwszy od 1936 roku ludzie, którzy przeszli piekło, opowiadali o tych wydarzeniach.

W ubiegłym roku, również w Żytomierzu, odbyła się druga edycja tej konferencji. Była zorganizowana w formie okrągłego stołu. Były tam też niezwykle ciekawe wypowiedzi i wspomnienia. Poza tym organizowaliśmy konferencje o życiu Polaków na Ukrainie, a także sesje naukowe o wybitnych Polakach i ich wkładzie w rozwój nauki, literatury i kultury.

Należy tu też wspomnieć o „ARCE”, polsko-ukraińsko-żydowskich spotkaniach młodzieży. W minionym roku odbyła się już po raz siódmy. Tym razem miejscem spotkania było Centrum Pokoju i Pojednania oo. franciszkanów w Bołszowcach koło Halicza.

Była też konferencja oświatowa, która odbyła się w ramach obchodów XX-lecia Federacji we Lwowie. Zgromadziła około stu osób i była prowadzona w podzespołach przez uczestników z różnych zakątków Ukrainy.

Prezydent Bronisław Komorowski wręcza Emilii Chmielowej polską flagę, Dzień Flagi 2012 r. (Fot. Mirosław Rowicki)

Czy Federacja nadal zajmuje się szkolnictwem?
Obecnie współdziałamy w tej kwestii ze Zjednoczeniem Nauczycielstwa Polskiego na Ukrainie i Ogółnoukraińskim Koordynacyjno-Metodycznym Centrum Nauczania Języka i Kultury Polskiej w Drohobyczu. Osoby zainteresowane kierujemy do nich. Centrum występuje z własnymi inicjatywami. Dzięki jednej z nich w Drohobyczu powstało muzeum Brunona Schulza. Fundusze na remont Centrum zbierano podczas licznych akcji charytatywnych, do pomocy dołączył też Komitet Pomocy Polakom na Wschodzie z Kalifornii. Wielka zasługa w doprowadzeniu tego dzieła do końca leży po stronie pana Adama Chłopka, który włożył w to wiele osobistego zaangażowania. Opowieść o tym, jak to przebiegało wywołało niesłychane wrażenie wśród zebranych na Europejskim Spotkaniu Polonii. Ludzie nie mogli sobie wyobrazić warunków, w jakich mieszkała właścicielka tego obiektu.

Czego życzyłaby pani sobie i Federacji na przyszłość?
Czego bym sobie życzyła? To takie górnolotne. Powiem tak szczerze – zadowolona jestem z różnorodności tych organizacji, które są naszymi członkami. Dlatego Ukraina jest niezmiernie ciekawym państwem. W Polsce nie zawsze się nad tym zastanawiają, że trzeba tu zróżnicowanego podejścia do każdej organizacji. Nie da się ich zaszeregować, każda ma swoje potrzeby. Życzyłabym sobie większego zrozumienia i wyrozumiałości dla takiej sytuacji.

Rozmawiał Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 1 (173) 18–28 stycznia 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X