Powstanie Warszawskie

Powstanie Warszawskie

Z czasów powstańczych (Fot. sww.w.szu.pl)W 2009 roku pojawiła się książka „Kulisy katastrofy Powstania Warszawskiego 1944”, w przedmowie do której autor Jan Sidorowicz pisze: „…Wydana z inicjatywy nieformalnej grupy byłych Żołnierzy Armii Krajowej, Powstańców Warszawskich, którzy przed odejściem na Wieczną Wartę postanowili przekazać młodszym pokoleniom swoje wspomnienia i refleksje na temat Powstania Warszawskiego. Do swoich refleksji dołączyli szereg publikacji historyków i świadków wydarzeń, które ukazały się w prasie krajowej i emigracyjnej, i które oddają w sposób niezafałszowany cel, przebieg i skutki Powstania. Publikacje te stanowią przeciwwagę dla oficjalnej wykładni Powstania i polityki historycznej uprawianej przez kolejne Rządy III RP, wprowadzającej w błąd opinię publiczną”. Publikacja ta, składająca się z materiałów archiwalnych, wspomnień, ocen historyków i wywiadów w wielu wypadkach przedstawia realny stan rzeczy i nastroje, panujące wśród żołnierzy i ludności cywilnej ówczesnej Warszawy.

Przytoczę fragment wywiadu Rafała Jabłońskiego z historykiem, profesorem Pawłem Wieczorkiewiczem „Obłąkana koncepcja powstania”, który ukazał się w Życiu Warszawy 29 lipca 2005.

O Powstaniu Warszawskim mówi się na klęczkach i tylko sporadycznie stawiane są trudne pytania. Na przykład: czy ludzie, którzy podjęli decyzję o walce, kalkulowali, że mogą ją przegrać?

Kalkulowali. Na kluczowych naradach padało pytanie: co będzie, jeśli Rosjanie nie nadejdą? Rzeź, klęska. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy przeżyli gehennę Warszawy. Prawdziwi powstańcy – nie ci, którzy przypięli sobie krzyże Armii Krajowej w latach 90., bo takich jest sporo, tylko ci, którzy byli na barykadach – bardzo krytycznie mówili o Powstaniu. Mieli poczucie, że są oszukanym pokoleniem. Także ludność cywilna miała poczucie krzywdy. O tym nie piszemy, bo i nie wypada, i politycznie niepoprawne. A przecież jedną z przesłanek kapitulacji Powstania było to, że ludność zaczęła się burzyć. Zaczęła tego żądać. Czemu trudno się dziwić, po dwóch miesiącach bombardowań i ostrzału.

Na Pradze przerwano walkę po sześciu dniach, kiedy wiadomo już było, że Powstanie jest nie do wygrania. I ocalono ludzi. W Warszawie lewobrzeżnej nie można było tak samo?

Nie można, przez fałszywe ambicje i fałszywe rachuby. Przecież premier Stanisław Mikołajczyk przebywał w Moskwie i nie wiadomo było, czy coś załatwi, czy nie. No i przekonanie niektórych przynajmniej dowódców, że trzeba się bić do końca, że trzeba zginąć. Jak pod Termopilami. Na przykład generał Tadeusz Pełczyński był przekonany, że konieczny jest symbol, który wstrząśnie sumieniem świata. Też nieprawda, bo niczym nie wstrząsnął. Wielka iluzja.

Pomnik Małego Powstańca (Fot. en.wikipedia.org)
Ta opinia chyba najlepiej oddaje uczucia tych, którym udało się tę gehennę przeżyć.

Co dało powstanie. Z politycznego i militarnego punktu widzenia – nic. Nie zmieniło ustaleń Wielkiej Trójki (symboliczne, ale w NKWD też „trójki” decydowały o życiu i śmierci). Polska znalazła się w „obozie” socjalistycznym. A swoje życie za „wielką iluzję” polityków oddało około 10 tys. zabitych, 7 tys. zaginionych i 5 tys. rannych żołnierzy oraz około 200 tysięcy ofiar spośród ludności cywilnej. Liczbę 200 tys. ofiar podał jako pierwszy przewodniczący PKWN Edward Osóbka-Morawski jeszcze podczas trwania powstania. Obecnie historycy przyjmują, że straty ludności cywilnej wyniosły ok. 120–200 tys. ofiar. Wśród zabitych przeważała młodzież oraz ogromna większość warszawskiej inteligencji. Podczas walk zburzonych zostało około 25% zabudowy miasta, a po ich zakończeniu, w wyniku celowego burzenia i palenia miasta przez niemieckie oddziały niszczycielskie (niem. Vernichtungskommando), dalsze 35%. Wobec zniszczenia około 10% zabudowy w obronie miasta we wrześniu 1939 roku i 15% w wyniku powstania w getcie warszawskim, pod koniec wojny około 85% miasta leżało w gruzach. Zniszczony został wielowiekowy dorobek kulturalny i materialny.

Jednak Powstanie pokazało, że Polak nigdy nie zgodzi się z przymusem, okupacją, narzuconym reżimem i w obliczu klęski podejmie rozpaczliwą walkę, nawet gdy nie ma szans na zwycięstwo. Takiego przeciwnika wrogowie niszczą bezwzględnie, chociaż oceniają go ze zdumieniem. Oceniając Powstanie Warszawskie, Heinrich Himmler w czasie narady z dowódcami niemieckimi 21 września 1944 w Jägerhöhe powiedział, że była to „…najcięższa walka, jaką toczyliśmy [Niemcy] od początku wojny. Jest porównywalna tylko do walk o każdy dom w Stalingradzie”.

Krzysztof Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X