Polak na Sri Lance

Polak na Sri Lance

Ojciec potrafi być też psychologiem?

Nasze zgromadzenie jest zgromadzeniem misyjnym. Charyzmatem zgromadzenia jest praca na terenach misyjnych, z tymi, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa. Powinniśmy też opiekować się emigrantami.

 

W każdym seminarium jest kurs psychologii dla przyszłych księży. Inne jest doświadczenie chłopaka, który po maturze wstępuje do seminarium, a inne jest doświadczenie człowieka, który w sposób dojrzały idzie do seminarium. Ja rozpocząłem studia teologiczne, mając 25 lat, mając za sobą pracę w szkole, w różnych organizacjach.

Jaki był zatem pierwszy zawód ojca? Nauczyciel?

Nie, nie… Jeśli chodzi o zawody, to mam dyplomy kucharza i pielęgniarza… Oprócz tego pracowałem w szkole na zajęciach pozalekcyjnych, w skautingu, więc troszkę było w moim życiu tego przygotowania do pracy z ludźmi.


Co było później? Po tym pięcioletnim pobycie we Włoszech?

W każdej diecezji we Włoszech jest wydział do spraw emigrantów. Ma za zadanie zapewnić opiekę dla katolików różnych obrządków i narodowości. Było nas dwunastu księży różnych narodowości. Mieliśmy księdza z Chin, był ksiądz z Filipin, byli księża z Rumunii, z Afryki francuskojęzycznej, angielskojęzycznej… Byli to zarówno księża rzymskokatoliccy, jak greckokatoliccy. Był tam też ksiądz ze Sri Lanki.

 

Zaprosiłem do Polski misjonarzy z różnych krajów. Odbyliśmy pielgrzymkę papieskim szlakiem – Kraków, Wieliczka, Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Częstochowa. W rewanżu zostałem zaproszony na Sri Lankę przez jednego z księży, który współpracował z nami we Włoszech, po czterech latach wrócił na Sri Lankę i został tam rektorem Niższego Seminarium Duchownego św. Pawła w Marawila. Jest to seminarium diecezjalne. Należy do diecezji Chilaw – drugiej pod względem wielkości diecezji w tym kraju. O ile katolików na Sri Lance jest 7%, to na terenie diecezji Chilaw stanowią 34% mieszkańców, prawie 250 tys. z nich są rzymskimi katolikami.
Kiedy przyjechałem do tego seminarium, zobaczyłem, że budynki seminaryjne są bardzo zniszczone, a klerycy żyją w spartańskich warunkach. Ponieważ przyjaźniłem się z ks. rektorem seminarium, zaangażowałem się w pomoc. Po pięciu latach pobytu we Włoszech, po wygaśnięciu kontraktu, zgłosiłem się do pracy misyjnej. Dwa lata temu znalazłem się na Sri Lance. Uczyłem się języka angielskiego, jako że w formacji seminaryjnej obowiązuje znajomość tego języka. Ponieważ go nie znałem, nie mogłem pracować w duszpasterstwie. Zaproponowano mi zająć się remontem i modernizacją budynków seminaryjnych. Podczas 26 letniej wojny domowej na Sri Lance, która zakończyła się dwa lata temu, nikt nie myślał o remontach czy budowach ponieważ czasy były niespokojne i nikt nie wiedział czym zakończy się ta wojna.

 

1500 euro miesięcznie musi nam wystarczyć na utrzymanie seminarium – na wyżywienie 100 kleryków, opłaty dla wykładowców, utrzymanie samochodu dostawczego i opłaty komunalne. Pieniędzy nie jest dużo… Gdybyśmy tutaj, na Ukrainie powiedzieli, że ktoś śpi na deskach, prawie przez cały rok je tylko jarzyny, nie jada mięsa, na śniadanie zjada np. garść ryżu i zapija go wodą, to uważałoby się, że taka osoba jest bardzo biedna. Na Sri Lance jest to zwykła sytuacja. Klerycy mieszkają w dwóch dużych salach, w każdej po 50 łóżek. Niema żadnej prywatności, wszyscy są na widoku. Większość lokalnego społeczeństwa utrzymuje się z uprawy roli i z rybołówstwa. Sri Lanka eksportuje ryż, kokos, herbatę. Obecnie zaczyna się rozwijać turystyka. Trzeba podkreślić, iż ludzie nie umierają tam z głodu, ponieważ pomagają sobie nawzajem i żniwa są dwa razy do roku. Na Sri Lance niema żebraków ponieważ ludzie wstydzą się żebractwa.

 

Co udało się zrobić Ojcu za dwa lata pracy na Sri Lance?
Zbudowaliśmy nową kuchnię, z prawdziwego zdarzenia. Udało się odnowić stary refektarz, który może służyć również jako sala wykładowa. Sale wykładowe wymagały kapitalnego remontu.
Obecnie mamy salę dla chorych kleryków i ambulatorium na siedem osób, pokój dla wykładowców i pokój gościnny. Najbardziej zadowoleni byli klerycy, gdy udało się zdobyć dla nich sto łóżek z nowymi materacami, nowe szafki na ubrania.

 

Kiedy przyjechałem, seminarium miało tylko jeden stary komputer. Obecnie mamy osiem nowych komputerów. Udało się zrobić salę komputerową. Ksiądz rektor nazwał ją moim imieniem. Zostałem doceniony już za życia…

 

W gorących miesiącach są problemy z wodą, więc zbudowaliśmy nowe ujęcia wodne i cały system kanalizacyjny. Dzięki moim przyjaciołom ze Śląska, jesteśmy niezależni, jeśli chodzi o elektryczność. Mamy generator, który może oświetlić nie tylko seminarium, ale i pół wioski. Dzięki funduszom z Niemiec zrobiliśmy na dwóch piętrach nowe sanitariaty, a na zewnątrz seminarium – prysznice. Jest kilka stojaków, pod które może wejść grupa osób. Przedtem, rano nabieraliśmy wodę do dwóch cystern i grzaliśmy je do wieczora. Chłopcy czerpali wodę miseczkami i polewali się – tak wyglądał prysznic.

 

Oprócz drogi dojazdowej, którą zrobiliśmy, oprócz plantacji bananów, którą zasadziliśmy, najbardziej ucieszyło nas to, że własnymi siłami zbudowaliśmy pierwszą kaplicę p.w. nowego błogosławionego – Jana Pawła II. 7 października w 2010 r., na Matki Boskiej Różańcowej, zaczęliśmy kopać fundamenty, a 18 maja 2011 r., w dniu urodzin naszego papieża, kaplica została konsekrowana.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X