Polak, Japończyk – dwa bratanki (cz. I)

Polak, Japończyk – dwa bratanki (cz. I)

Roman Dmowski (Fot. pl.wikipedia.org)

Zaczął od rozmowy z Nabuaki Makino, japońskim posłem we Wiedniu. Przedstawił mu PPS jako nic nie znaczącą organizację niezbyt rozgarniętych ludzi, szukających po świecie poparcia dla swych awanturniczych celów i przeciwstawił im rozsądną, rzetelną i mającą ogromne poparcie wśród narodu polskiego Ligę Narodową, której jest przewodniczącym. Nic dziwnego, że poseł kilka dni później nie odpowiedział na list, jaki z polecenia Piłsudzkiego wysłał do niego Witold Jodko-Narkiewicz.

Poseł skierował natomiast do Dmowskiego, wysłanego z Tokio barona Motojiro Akashi, którego zadanie polegało na nawiązywaniu kontaktów ze wszystkimi organizacjami rewolucyjnymi, działającymi przeciwko carskiej Rosji. W marcu 1904 Akashi odwiedził Romana Dmowskiego w Krakowie. Dmowski zaczął czarować Japończyka zapewnieniami, że Liga Narodowa jest w stanie spowodować, żeby Polacy wcielani do armii rosyjskiej poddawali się na froncie bez walki. Motojiro Akashi postanowił więc wysłać Dmowskiego do Japonii na rozmowy z ministrami spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych, a także z dowództwem japońskiego wywiadu.

Dmowski chciał tam pojechać, ale chyba tylko po to, żeby namówić rząd japoński do odrzucenia oferty Piłsudskiego. Nie mógł się pogodzić z myślą, że misja Piłsudskiego mogłaby się powieść, a przez to Piłsudski zdobyłby pozycję dużo silniejszą niż jego pozycja. Nawet przed samym sobą nie przyznałby, że kieruje nim wyłącznie prywatna zemsta. Na zewnątrz, do znajomych, przekonywał, że robi to w trosce o naród polski. Piłsudski bowiem szykuje następne, jak twierdził, wariackie powstanie, które przyniesie co najwyżej następną górę ofiar. Japończykom chciał dowieść, że Piłsudski jest osobą nieodpowiedzialną, że powstanie w Polsce nie uda się, że będzie następną tragedią Polaków, a Japonii nie da absolutnie niczego poza kosztami, które by poniosła.

 

Do Japonii wyjechał skrycie. Udawał, że jedzie zwiedzić światową wystawę w Saint Louis. Jechał poprzez Londyn, Atlantyk, Stany Zjednoczone, Chicago, Kanadę i Ocean Spokojny. Należy podziwiać zajadłość tego odepchniętego kochanka. Napracował się bardzo, żeby zdyskredytować swojego rywala i osobistego wroga. W Tokio był już 15 maja 1904 roku, a więc wyprzedził Piłsudskiego o prawie dwa miesiące!

Korzystając z listów polecających, które otrzymał jeszcze w Europie, trafiał do wszystkich najwyższych dostojników państwowych, przekonywał, zostawiał pisemne memoriały, agitował wręcz, aby odrzucili ofertę Piłsudskiego. Piłsudskiego jeszcze nie było, Piłsudski jeszcze ust nie otworzył, a Dmowski, uprzedzając co Piłsudzki powie, namawiał wszystkich, żeby Piłsudskiemu odmówić. Co sobie o takiej aktywności polskiego polityka myśleli Japończycy? – Trudno zgadnąć, bo Japończycy, jak to Japończycy. Nic nie mówili, tylko uważnie słuchali.

 

Tymczasem socjaliści, którym dzięki zapobiegliwości Pana Romana, jak się wtedy mówiło o Dmowskim, odmówiono we Wiedniu, szukali powodzenia w Paryżu i Londynie. Jakoż czekał ich tam niemały sukces. Wysłannik Piłsudskiego Witold Jodko-Narkiweicz został przyjęty na rozmowę przez posła Japonii w Londynie Tadasu Hayashiego, a potem jeszcze przez attaché wojskowego ambasady Taro Uysunomiya. Po tych wstępnych rozmowach 19 marca Jodko-Narkiewicz przedstawił Japończykom konkretną propozycję opracowaną przez Piłsudskiego. Piłsudski proponował w niej sformowanie w Japonii polskiego legionu utworzonego z obecnych w Japonii jeńców polskich oraz utworzenie polskiej organizacji wywiadowczej i dywersyjnej, pracującej przeciwko Rosji na rzecz armii japońskiej.

Na początku maja przyszła z Tokio propozycja rządu Japonii aby Piłsudski, na koszt Japończyków, przybył na rozmowy do Tokio. Zaraz później brytyjska ambasada Japonii otrzymuje z Tokio komplet dokumentów podróży dla Józefa Piłsudskiego i towarzyszącego mu jako tłumacz Tytusa Filipowicza. Piłsudski przyjeżdża do Londynu, by w kilka dni później ruszyć statkiem do Nowego Jorku.

X