„Polacy we Lwowie 1944–1959”

W dniu 3 czerwca 2019 na Uniwersytecie Rzeszowskim odbyła się publiczna obrona rozprawy doktorskiej Piotra Olechowskiego „Polacy we Lwowie 1944–1959”.

Praca zyskała bardzo dobre recenzje uznanych naukowców zajmujących się dziejami Lwowa i szeroko rozumianych kresów – ks. prof. Józefa Wołczańskiego z Krakowa oraz prof. Jana Szumskiego z Warszawy. Obroniona praca zasługuje na szczególną uwagę, gdyż jest to pierwsze kompleksowe ujęcie dziejów polskich mieszkańców Lwowa w okresie powojennym. Z dr. Piotrem Olechowskim rozmawiał Adam Kaczyński.

Szanowny Panie Doktorze, gratuluję udanej obrony i bardzo dobrych recenzji. Proszę powiedzieć, co skłoniło Pana do wyboru takiego tematu?
Przede wszystkim brak w dotychczasowej historiografii, zarówno polskiej, jak i ukraińskiej prac poświęconych Polakom we Lwowie po II wojnie światowej. Historyk musi poszukiwać takich tematów, jednocześnie jednak zachowywać wyraźny dystans i nie utożsamiać się z bohaterami swoich prac. Tylko takie chłodne podejście, pozbawione ładunku emocjonalnego, pozwala na właściwą analizę badawczą i uzyskanie odpowiednich rezultatów. Stąd też, praca nie jest kolejnym ujęciem martyrologicznym, rozpływającym się nad polskim Lwowem, lecz obiektywnym przedstawieniem losów Polaków w radzieckim ośrodku miejskim.

Jak przedstawia się struktura pracy?
Tekst zasadniczy liczy pięć rozdziałów. Dotyczą one odpowiednio: obecności polskiej kultury we Lwowie i kontaktów z Polską, roli polskiej inteligencji w poszczególnych uczelniach wyższych i życiu publicznym miasta, działalności polskojęzycznych szkół, kościoła rzymskokatolickiego oraz kwestii życia codziennego, które powiązałem również z procesami migracyjnymi Polaków. Do tego doszły oczywiście załączniki w formie dokumentów, fotografii i tabel, wykresów. Udało mi się na przykład przedstawić z imienia i nazwiska blisko 30% osób narodowości polskiej, które w 1946 r. były zapisane na wyjazd do Polski, lecz ostatecznie pozostały we Lwowie.

Na jakich źródłach Pan bazował? Czy dostęp do nich był utrudniany?
Podstawowymi zasobami źródłowymi były materiały znajdujące się w archiwach ukraińskich: Państwowym Archiwum Obwodu Lwowskiego (DALO-ul. Podwalna) oraz jego filii położonej przy ul. Prof. Bujka na Nowym Lwowie (dawne archiwum partyjne). Bardzo ważne były też dokumenty zgromadzone w archiwach służb specjalnych, zarówno we Lwowie, jak i w Kijowie. Do tego doszły archiwa poszczególnych szkół wyższych dzisiejszego Lwowa, a także zasoby centralnych instytucji kijowskich. Korzystałem również ze zbiorów biblioteki Stefanyka (zarówno rękopisów, archiwum, literatury i prasy), Centrum Historii Miejskiej we Lwowie oraz ksiąg metrykalnych z trzech parafii rzymskokatolickich. Warto dodać, że dzięki moim badaniom jedna z ksiąg parafialnych kościoła św. Marii Magdaleny, przechowywana dotychczas przy katedrze, powróciła na swoje właściwe miejsce. Ponad 80% materiałów, z którymi pracowałem sporządzono w języku rosyjskim, ukraiński pojawiał się dopiero od połowy lat 50. XX wieku, choć nadal bardzo rzadko. Uzupełnieniem były dokumenty przechowywane w polskich instytucjach, m.in. Archiwum Akt Nowych i Archiwum MSZ w Warszawie, Archiwum Arcybiskupa Baziaka w Krakowie, a także lokalne zasoby z Krakowa, Rzeszowa i Przemyśla. Łącznie w pracy wykorzystałem materiały zgromadzone w 25. odrębnych instytucjach archiwalnych. Jako uzupełnienie sięgnąłem również do zasobów z zakresu historii mówionej oraz pamiętników, wspomnień i prasy, zarówno współczesnej, jak i tej z epoki. Dostęp do archiwów zasadniczo nie był utrudniany, choć mieścił się w ramach tamtejszych przepisów, nie był zatem też łatwy. Badacz z Polski, który nigdy nie pracował na wschodzie, nie zrozumie miejscowego systemu pracy w archiwach, więc często zraża się już po kilku dniach i rezygnuje z danego tematu.

Odwiedził Pan wiele dość egzotycznych archiwów, o których istnieniu nie wiedzą nawet profesjonalni historycy zajmujący się dziejami miasta.
Rzeczywiście, wielokrotnie byłem pierwszym historykiem, który widział przynoszone mi materiały. Dotyczy to zwłaszcza archiwów SBU, zarówno we Lwowie, jak i w Kijowie. Zgromadzone tam dokumenty dopiero od kilku lat są udostępniane badaczom. Zasadniczo są to indywidualne sprawy kryminalne, toczone przeciwko radzieckim obywatelom (w tym wielu Polakom). Nie brakuje jednak również innych materiałów – w Kijowie natrafiłem choćby na obserwację członków polskiej delegacji ds. korekty granicy z 1951 r., która przebywała wówczas we Lwowie. Każdy krok, także te nieoficjalne, były dokładnie śledzone, o czym zresztą piszę w pracy, nie zatajając przy tym pikanterii tych zdarzeń. Podobnie rzecz wyglądała w przypadku archiwów uczelnianych na terenie Lwowa – tutaj niemal zawsze jako pierwsza osoba przeglądałem poszczególne teczki osobowe Polaków, pracujących w radzieckich szkołach wyższych. Analizując te dokumenty można uzyskać wiele interesujących informacji, choćby na temat wysokości zarobków, czy też stanu rodziny i miejsca zamieszkania danej osoby.

Co było największym wyzwaniem badawczym?
Najtrudniejszą kwestią wydaje się wielogodzinne przesiadywanie w archiwach i oczekiwanie na dostarczenie dokumentów. Jak już wspomniałem, zrozumie to tylko ten, kto choćby przez chwilę poznał „smak” pracy w archiwach na wschodzie. Nie dysponowałem również większym wsparciem finansowym z grantów badawczych, ale udało mi się pozyskać skromną pomoc z małych programów. Podczas licznych i długich pobytów we Lwowie mieszkałem w kilku akademikach tamtejszych uczelni wyższych, często bez ciepłej wody i ogrzewania. Wspomnienia z tego okresu nadają się na osobną książkę, oczywiście nie o charakterze naukowym.

Kiedy możemy spodziewać się wydania książkowego?
W tej chwili prowadzę już negocjacje z pewnym ogólnopolskim wydawnictwem historycznym na ten temat. Zależy mi, aby przyszła książka była powszechnie dostępna, co obecnie dzieje się nad wyraz rzadko, biorąc pod uwagę minimalne nakłady. Niemniej, już teraz zapewniam, że odpowiednia liczba egzemplarzy zostanie przekazana do kilku lwowskich bibliotek, aby wszyscy chętni mogli się z nimi bezpłatnie zapoznać. Po ukazaniu się książki chciałbym także zorganizować jej prezentację we Lwowie.

Jakie są Pana dalsze plany badawcze?
Obecnie prowadzę rozmowy na temat uzyskania stałego zatrudnienia w zawodzie historyka. Jeśli zostaną one zwieńczone sukcesem to chciałbym pozostać przy tematyce wschodniej i okresie radzieckim, choć już w nieco szerszym ujęciu. Na pewno całkowicie nie porzucę Lwowa, choćby ze względu na już zgromadzony materiał. Jednakże, zauważam wyraźną potrzebę wyjścia poza obszar Galicji i ukazanie procesu sowietyzacji innych części dzisiejszej Ukrainy.

Rozmawiał Adam Kaczyński
Tekst ukazał się w nr 12 (328) 28 czerwca – 15 lipca 2019

X