Pod znakiem czasu

Pod znakiem czasu Akcja wysiedleńcza (fot. kresy24.pl)

W Genewie zakończył obrady europejski kongres muzułmański, na którym mahometan polskich reprezentowali dr. Jakob Szymkiewicz i Abdul Hamid Huramowicz, tatar.

Uczestnicy kongresu w liczbie około 100 osób złożyli pierwsze składki na meczet muzułmański, który ma wkrótce stanąć w Warszawie. Na 20 parafij muzułmańskich w Polsce jedna tylko Warszawa nie posiada meczetu. Meczet ten stanie u zbiegu ulic Krychowskiej i Reja, a okolony będzie ulicami Mekki i Medyny. Kosztować będzie około miljon złotych.

Proszę się nie obawiać – nie jest to aktualne doniesienie związane z napływem uchodźców do Polski. Notka została umieszczona na łamach Ilustrowanego Kuriera Codziennego w październiku… 1935 roku. A poza tym proponuję jeszcze kilka aktualnych ciekawostek z prasy międzywojennej.

Przepisy paszportowe nie uznają praw rodziny
W ogłoszonych niedawno rozporządzeniach paszportowych podane są różne punkty, uprawniające do otrzymania paszportu ulgowego. Uwzględnione są sprawy handlowe, naukowe, kuracyjne itd. – nie ma natomiast punktu, któryby zezwalał wyjechać obywatelowi polskiemu do chorej matki albo na pogrzeb siostry za granicę. Ci obywatele państwa polskiego (a takich wypadków jest bardzo wiele) zostali odcięci od pnia rodzinnego. Ich naturalne prawa zostały zupełnie i bezapelacyjnie przekreślone.

Już przy pierwszym pojawieniu się ustaw zwróciły dzienniki uwagę na brak punktu, któryby uwzględniał najprymitywniejsze prawa rodziny. Przedtem można było sobie to przeoczenie tłumaczyć pośpiechem, z którem to rozporządzenie było przygotowywane.

Dziś powód ten odpada zupełnie. Ministerstwo miało już sposobność zapoznać się z defektami tego rozporządzenia. A jednak wytrwało w oporze. Dziwić się należy zaiste temu referentowi, który przecież wie, że w czasie wojny rozbito niejedną rodzinę i cały szereg obywateli ma rodzinę we Wiedniu, Pradze, Berlinie, a szczególnie na Górnym Śląsku.

Bolszewicy, nieuznający rodziny, mogą sobie na takie rzeczy pozwalać, ale Polska chce przecież należeć do kultury Europy.

Obecne przepisy paszportowe też wiele pozostawiają do życzenia

Z Targu
Zauważyć się daje na rynku – zapewne w związku z Targami Wschodniemi – wzmożony ruch i większy napływ produktów. Ceny trzymają się mniej więcej na dawnym poziomie, a nawet obniżają się nieco, jeżeli chodzi o sezonowe płody jesienne.

Ceny nabiału: 1 litr mleka – 30 gr., kwaterka śmietany – 35–40 gr., 1 kg masła – 4–4.40 zł., 1 kg. sera – 1–1.2 zł.
Jaja po 12 gr. sztuka.
Jarzyny: kartofle po 10–12 gr, fasola szpar. – 25–30 gr., pomidory – 60–80 gr., cebula – 30 gr., kapusta – od 5 do 15 gr. Główka, kalafiory po 20–40 gr., ogórki – 5–10 gr.
Owoce: jabłka od 10 do 50 gr., gruszki – 15-80 gr., śliwki – 15–80 gr., orzechy włoskie – 1,20 zł. Za 1 kg.

Obecnie niestety jeżeli chodzi „o sezonowe płody jesienne” to nie obserwuje się na razie żadnej zniżki cen. Teraz panuje zasada: im większy popyt – tym wyższe ceny.

Akcja wysiedleńcza (fot. kresy24.pl)

Jak się odbywa sowiecka „ochrona kraju”. Wysiedlenia „pomieszczyków”
W tych dniach na Białorusi zakończyły swe prace specjalne komisje rządowe, wyznaczone dla wprowadzenia w życie dekretu o wysiedleniu zwłaszcza z rejonów przygranicznych wszystkich tzw. „byłych pomieszczyków”. Jak wynika z sprawozdania tych komisji z całego terenu Białorusi wysiedlono dotychczas 115 rodzin „byłych pomieszczyków”. Większość tych rodzin jest pochodzenia polskiego. Wysiedlonych skierowano do jak najdalszych rejonów Syberji. Ponadto określono do wysiedlenia jeszcze 47 rodzin.

Dwie rodziny „byłych pomieszczyków” uratowało się przed nieunikniona katastrofą ucieczką do Polski.

Aby ratować się przed wędrówką do Syberji, Szaszmiszorowa wstąpiła w związki małżeńskie (fikcyjne oczywiście) z jednym z swych chłopów, młodym zdemobilizowanym „czerwonoarmiejcem”. W ten sposób uzyskała „prawa proletariuszki” i zezwolenie na pozostanie i zamieszkanie na swych dawnych posiadłościach.

Komentarze – zaiste zbyteczne.

Z Rady miejskiej
Po wywczasach wakacyjnych zebrali się rajcy miejscy w dość pokaźnym komplecie, wracając od razu do starych przyzwyczajeń w sposobie obradowania. Nic się nie zmieniło. Ta sama jałowa godzina oczekiwania na rozpoczęcie posiedzenia – ten sam gwar na sali w czasie obrad, zagłuszający całkowicie niezbyt wysilającego się głosowo referenta. Sprawy porządku dziennego nie wywołały tym razem namiętniejszej dyskusji ani długich debat. Przewodniczył prez. Neumann.

Teraz też deputowani różnych szczebli nie za bardzo słuchają mówców, a tylko niektóre pytania wywołują „namiętniejszą dyskusję”. Ale wtedy to już lecą granaty.

Zamach na dyrektora przemyskiego gimnazjum ukraińskiego
Przed sądem przysięgłych w Przemyślu rozpoczął się dwudniowy proces przeciwko Kołodijowi Iwanowi i Kubrakowi Włodzimierzowi oskarżonym o usiłowany zamach (skrytobójcze morderstwo) przeciwko osobie Hrycaka Michała, dyrektora tutejszego gimnazjum ukraińskiego. Zbrodnia dokonana została 6 kwietnia br. Jednakowoż uprzedzony w porę dyr. Hrycak, miał się na baczności tak, że cały plan został udaremniony.

Przewód sądowy nie dostarczył dostatecznych dowodów winy oskarżonych. Wobec tego ogłosił trybunał wyrok uwalniający.

Nie szkodzi. Odwetowali sobie później na kimś innym – np. ministrze Pierackim.

Smutny list
Jedna z czytelniczek naszego pisma nadesłała do naszej redakcji list, pełen żalu i goryczy. Zasłyszała bowiem przygodnie z rozmowy dwóch pań takie westchnienie, które przejęło ją groza i oburzeniem: „Wie Pani, tak mi już strasznie obrzydło wszystko co polskie, to coś strasznego. Każą nam dzieci uczyć patrjotyzmu – ale jak możemy być patrjotami w obecnych warunkach. Gdy jest dobrze – każdy jest patrjotą”.

Otóż to właśnie! Tam Ojczyzna, gdzie dobrze…będziemy dobrymi obywatelami, gdy będziemy mogli żyć łatwo, wygodnie, dostatnio. Walka, poświęcenie, ofiara, wyrzeczenie się egoizmu były dobre, gdy Polska leżała w sferze niedościgłych ideałów. Skoro Polska już jest – nic od nas, a wszystko dla nas…

Tak, tak. Kwestia patriotyzmu jest sprawą trudną.

Pałac Sztuki – tu odbywała się wystawa sowiecka (fot. NAC)

Krwawy pawilon na Targach Wschodnich
Niesłychana prowokacja bolszewicka we Lwowie. Na placu Targów Wschodnich zwraca uwagę zwiedzających tłumów nie lada widowisko, i to zaraz na pierwszym niemal planie od głównego wejścia. Oto lewe skrzydło dawnego Pałacu Sztuki zajęte zostało przez wystawców sowieckich, którzy zorganizowali tam jaskrawą, niebywałą dotychczas w Polsce i w Europie prowokacyjną propagandę bolszewicką.

Oba wejścia do Pałacu Sztuki udekorowano w czerwone godła i emblematy bolszewji z gwiazdą, sierpem, młotem i innemi zewnętrznemi oznakami istnienia czerwonego caratu. U osobnego wyjścia do prawego skrzydła gmachu dwa rzędy chorągwi czerwonych z rosyjskim i polskim napisem S.S.S.R. Wewnątrz na ścianach czerwony fryz, czerwone draperje i chorągiewki. Na tak jaskrawą propagandę rządów katowskich w Rosji żadne państwo w Europie nie zezwoliłoby. We Lwowie tępi się wprawdzie w zarodku demonstracyjne usiłowania zatknięcia czerwonych chorągiewek na Wysokim Zamku, ale zezwala się na tak dobitną manifestację.

Ta krwawa plama na placu wystawowym wzbudza rosnące oburzenie publiczności i całego Lwowa. Za żadną, cenę nie wolno dłużej tego tolerować. Niechaj władze wmieszają się w tę sprawę i ukrócą prowokację agitatorów. Zwłaszcza po ostatnich krwawych mordach i gwałtach bolszewickich – polski Lwów tej ekspozytury bolszewickiej, bluźniącej cynicznie przelanej krwi bohaterów naszych i męczenników – tolerować nie może.

Bolszewiki od zawsze szokowali świat cywilizowany. Teraz też. Dlatego tak trudno z nimi się porozumieć.

Targi Wschodnie (fot. NAC)

Świat za 50 lat
Tygodnik naukowy angielski pt. „Wiedza i Wynalazki” daje w artykule swego redaktora Gargeiiback‘a obraz świata za lat 50. Zdaniem autora wysiłki techniki będą skierowane obecnie ku rozstrzygnięciu zagadnienia ruchu ulicznego. Za 50 lat – mówi uczony angielski w wielkich miastach będą wzniesione wielopiętrowe ulice, piętro górne będzie przeznaczone dla piechurów, obutych w „siedmiomilowe buty“. Przechodnie ci będą poruszać się z pomocą silników elektrycznych, przymocowanych do kółek nakładanych na nogi. Zaś silniki będą poruszane przez fale radjowe, chwytane na malutkie antenny, przymocowane na plecach. Taki radjo-piechur, będzie chodził z szybkością pięć razy większą od współczesnej. Oczywiście, wzmożona będzie szybkość ruchu tramwajowego i automobilowego. Wreszcie potężnym środkiem lokomocji będą ruchome trotuary idące w trzech równoległych pasach z różną szybkością od 12 do 24 km. na godzinę.

Za 50 lat, uczeni będą regulowali pogodę za pomocą prądów o ogromnem napięciu. Superradjostacje o sile biljonów kilowatów będą ogarniały cały świat. Możliwe, że pod wpływem tych prądów rozwój będzie przyspieszony i że nawet za 100 lat „elektryczne” sześcioletnie dziecko w rozwoju fizycznym i duchowym, dorówna 18-letniemu młodzieńcowi z naszych czasów.

Niestety nic z tego się nie sprawdziło. Może poczekajmy jeszcze z 50 lat.

Historyczny dzień w Sejmie Galicyjskim (fot. jacekkachel.com)

Tajemnicze zjawisko we Lwowie
Sensacja, jakich mało: szczur przemówił ludzkim głosem. Teorja reinkarnacji. Niezwykły wypadek przydarzył się onegdaj rzeźnikowi J., zamieszkałemu we Lwowie przy ul. Rzeźnickiej. Rano J. zaszedł do swej jatki i zastał w sklepie w pułapce, która na ten cel była nastawiona, wielkiego szczura J., chcąc szybko zgładzić szczura z tego świata oblał go naftą i zamierzał żywcem spalić…

W chwili jednak, gdy potarł zapałkę o pudełko, usłyszał nagle głos ludzki:

– To ty chcesz żywcem własnego ojca spalić?!…

J. upadł na ziemię zemdlony. Żona zastała go leżącego nieprzytomnie i zawołała lekarza. Gdy J. odzyskał przytomność i wszyscy przy nim obecni dowiedzieli się o zajściu, powstała wielka panika i zaczęto do opowiadania tego dodawać sobie najrozmaitsze komentarze, rozdmuchując je do olbrzymich rozmiarów. M. i. opowiadano szczegóły mrożące krew w żyłach, jak ten, że szczur mówił ludzkim głosem, stanął na 2 łapach itd. Szczur znikł podobno bez śladu.

Zwolennicy metapsychozy i reinkarnacji mieliby świeży dowód na swe twierdzenia, wedle których dusza ludzka przejść może po śmierci w ciało lwa, rasowego rumaka, psa, a nawet… szczura.

Na nieszczęście ich jednak stary J. żyje i był prawdopodobnie tym, który obawiał się podpalenia, podczas gdy młody J. święcie uwierzył w to, że szczur wdał się z nim w miłą pogawędkę…

No cóż, jak mawiał William Shakespeare: „Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło”.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 19 (239) 16-29 października 2015

X