Pierwsi uznaliśmy ukraińską niepodległość fot. Z archiwum autora

Pierwsi uznaliśmy ukraińską niepodległość

W ubiegłym roku świętowaliśmy 100-lecie zwycięstwa nad bolszewikami. Zapewne nie ma Polaka, który by nie wiedział o naszym heroicznym zwycięstwie, o obronie Warszawy i triumfie, który ochronił nie tylko nasz kraj, ale także zachodnią Europę przed bolszewicką nawałą. Dla Polaków wojna z bolszewikami zakończyła się zawarciem Traktatu Ryskiego 18 marca 1921 roku, który ustalił naszą wschodnią granicę.

Nie jest jednak powszechnie znanym faktem, że to nie zakończyło walki naszych ukraińskich sojuszników. W listopadzie 1921 roku około 1500 żołnierzy, de facto już nieistniejącej Ukraińskiej Republiki Ludowej, przekroczyło granicę polsko-sowiecką i przeprowadziło rajd w kierunku Kijowa. Żołnierze zdobyli położony 160 km od Kijowa Korosteń. Bolszewicy jednak rzucili potężne siły, które ostatecznie rozbiły petlurowców w bitwie pod Małymi Młynkami 17 listopada 1921 roku. Ukraińcy walczyli do ostatniego naboju, a część z nich, nie chcąc dostać się do niewoli, wysadziła się granatami. Bolszewicy na polu bitwy dokonali rzezi rannych i wielu tych, którzy próbowali się poddać. Pozostałych jeńców ograbiono i torturowano. Tylko część przeżyła do fikcyjnego sądu, na którym została skazana na rozstrzelanie. Egzekucji dokonywano w miejscowości Bazar 23 i 24 listopada 1921 roku. Od razu po tzw. wyroku skazanych grupami odprowadzano nad przygotowane rowy i rozstrzeliwano. Część jeńców trafiła na przesłuchania do Kijowa i następnie została rozstrzelana. Pod Małymi Młynkami i w Bazarze z bolszewickich rąk zginęło 700 ukraińskich żołnierzy. Generał Jurij Tiutiunnyk ze sztabem, w sile ok 120 żołnierzy, przebił się do Polski. Wśród żołnierzy, którzy zginęli pod Małymi Młynkami było co najmniej 10 Polaków. Ta bitwa pogrzebała marzenia petlurowców o wolnej Ukrainie, chociaż przez następne lata wielokrotnie wybuchały bunty i powstania przeciwko sowieckim władzom.

Moskwa za bunty, za chęć wolności jeszcze raz postanowiła ukarać Ukrainę w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Tym razem uderzając w zwykłych obywateli i stosując okrutną broń: głód. W latach 1932 – 1933 sztucznie wywołany Wielki Głód pochłonął życie od 4 do 7 milionów mieszkańców sowieckiej Ukrainy. Wśród tej liczby znajdują się też niepoliczone tysiące Polaków. Gdy rozgrywał się ten dramat, zachodni świat milczał. Nie dlatego, że nie wiedział, ale dlatego, że zbrodnie ukrywał nie chcąc irytować Sowietów. Europejska lewica widziała przecież w Stalinie wielkiego reformatora, a Związek Sowiecki jawił się im jako wymarzona kraina szczęścia. Wielu Moskwę uważało za gwaranta pokoju. Skąd my to znamy.

Co roku, w czwartą sobotę listopada, pod pomniki poświęcone ofiarom Wielkiego Głodu Ukraińcy przynoszą owoce, kłosy zboża i zapalają znicze. W ukraińskich domach w oknach stają zapalone świeczki. Jak co roku, w ostatnią sobotę listopada, zapłonęła także świeczka w oknach Pałacu Prezydenta RP.

Wojny, Wielki Głód, rusyfikacja i sowietyzacja nie zniszczyły ukraińskich marzeń o wolnym kraju.

Pierwszego grudnia 1991 roku ponad 90 procent tych, którzy wzięli udział w referendum na Ukrainie (a frekwencja wyniosła prawie 85 proc.) powiedziało „tak” dla niepodległości. Jako pierwsza ukraińską niepodległość uznała Rzeczpospolita Polska, czyniąc to równo 30 lat temu – 2 grudnia 1991. Tym razem nie milczeliśmy i świat zaakceptował wolę Ukraińców.

Paweł Bobołowicz

Tekst ukazał się w Kurierze Lubelskim

Tekst ukazał się w nr 22 (386), 30 listopada – 14 grudnia 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X