Opowiastka wigilijna

Dzień wtulił się w Noc. Złożył jej najlepsze życzenia i wiedząc, że najbliższe godziny spędzą osobno, wyczarowali Zmierzch, w którym zamknęli to, co mieli w sobie najcenniejsze.

– Jak dobrze być razem – szepnął Smok zachwycony zapadającym zmrokiem i uśmiechnął się do Jaszczurki. Obiecał jej, że wspólnie spędzą wieczór i z radością dotrzymywał słowa. Przerzucił przez ramię torbę wypełnioną piernikami, chwycił wiązkę świec i ruszyli w stronę jaskini. W ślad za nimi podążyła kolęda.

Inne jej nuty krążyły ponad Osadą, zaglądały do okien, przeciskały się przez szpary w drzwiach i wkradały się w ludzkie i nieludzkie serca. Kilka przysiadło na anielskiej pile i wyjątkowo dźwięki, jakie z niej popłynęły, wycisnęły z oczu Starej Kobiety łzy wzruszenia.

– Nigdy bym nie przypuszczała, że powiem, że pięknie grasz – zaskoczyła swym wyznaniem Anioła. – Nie bez powodu mówią, że dzisiejszy wieczór jest najbardziej magicznym w roku – dodała, a Anioł obdarzył ją nie tylko muzyką, ale i pieśnią. Stara Kobieta siedziała zasłuchana, Karp otworzył szeroko pyszczek, Mag przerwał strojenie Choinki, a drzewo zamigotało igłami w zachwycie. Przez chwilę wszystkim zdawało się, że Aniołowi wtórują niewidzialne chóry, ale gdy zgodnie zatrzymali się, by zaczerpnąć oddechu, przekonali się, że to ich głosy splatały się z anielską pieśnią.

Śmiech wypełnił zakamarki do-mu.

Sąsiedzi układali na talerzach potrawy, Wiedźma wygładziła obrus. Ucieszony pieszczotą rozprostował wszystkie zmarszczki i wyprężył się dumnie. Kolejny rok okrywał wigilijny stół i poczytywał to sobie za prawdziwy zaszczyt. Stół zachrobotał kornikami i zaszeleścił sianem, którym Znajoma okryła jego deski – był gotowy na przyjęcie potraw i gości.

Mikołaj wyjrzał z komina, otrzepał płaszcz z iskierek i odłożył ciężki worek, po czym rozsiadł się pod choinką. W tym roku chociaż przez chwilę chciał poczuć się jak prezent i pomyślał, że najpiękniejsze byłyby te święta, w które każdy wiedziałby, że jest bardziej wyczekiwany, niż podarki.

Dom wypełniał się gwarem.

– Zdaje się, że ubyło nam jednego gościa – policzyła naprędce Wiedźma. – Ktoś wychodził? – spytała.

– Ależ skąd, to tylko Samotność zniknęła – wyjaśnił Kot pewien, że nikt za nią nie będzie tęsknił.

***
Śmierć wędrowała przez Osadę.

– To taka noc, w którą nikt nie powinien być sam – tłumaczyła Psu. – Mam co prawda ciebie, ale pomyślałam, że miło by było odwiedzić ludzi. U Mężczyzny tłumnie, poza tym boję się, że ich wystraszę. Przyjechała bardzo nerwowa Babka, a ja nie mam ochoty dziś pracować.

Pies przystanął i pociągnął nosem.

– Masz katar? – zaniepokoiła się Śmierć i w tej samej chwili i ona zachłysnęła się zapachami. – Igliwie, pierniki, miód, ciasteczka makowe i zupa z leśnych grzybów. Nie komponuje się z cynamonem, ale współgra z kapustą – analizowała. Spojrzała w stronę, z której dochodziły smakowite wonie, przymknęła oczy i wsłuchała się w kolędę. Okna domu migotały ciepłym światłem, „Zachęcająco” – pomyślała. Wzięła psa na ręce i ruszyli.

– Czy przygarniecie wędrowców? – zapytała, gdy Wiedźma otworzyła jej drzwi.

***
– Kutia była przepyszna – zachwycała się Śmierć całując z uznaniem dłoń Starej Kobiety. – Nie można pozwolić, by za rok jej na tym stole zabrakło – stwierdziła i zanotowała w pamięci, by dokonać pewnych zmian w roboczym harmonogramie.

Kot podsunął Psu pełną miskę i machnął przyjaźnie ogonem. Pies spoglądał w stronę Karpia i zastanawiał się, czy już się kiedyś nie spotkali. Wyglądał bardzo znajomo i wiercił się tak, jakby się do kogoś łasił. Mikołaj dyskretnie zamknął wejściowe drzwi i otrzepał buty ze śniegu. Dobrze, że miał w saniach kilka dodatkowych prezentów, niespodziewani goście nie wyjdą stąd z pustymi rękoma. Nie bardzo tylko rozumiał, dlaczego do paczki dla Śmierci dorzucił w ostatniej chwili marchewkę, ale zawsze słuchał Intuicji.

– Skąd ona się tu wzięła? – Dziewczyna znienacka pojawiła się u boku Mikołaja i zadała pytanie wskazując na wystrojoną w zielone szaty Śmierć, w zasadzie słabo widoczną na tle Choinki.

– Myślę, że tak naprawdę jest stale obecna, a dziś, zapraszając ją do stołu, po raz pierwszy wszyscy zaakceptowaliśmy życie takim, jakie jest – odpowiedział Mikołaj i pognał wydrzeć z rąk Śmierci ostatni kawałek makowca. A przynajmniej grzecznie o niego poprosić.

– Wesołych świąt! – przypomniał wszystkim i sięgnął po ciasto.

Anioł sięgnął po piłę, Młodzieniec po serce Dziewczyny, Dziecko po swoje prezenty.

Wiedźma siedziała zasłuchana. Słuchała kolędy i płatków śniegu układających się w ogrodzie. Wsłuchiwała się w słowa Człowieka, który pomagał Wędrowcowi przejść przez próg jego domu, w spokojne mruczenie Kota, w dalekie kroki Samotności, która była jedynym Gościem, jakiego nie chciała już więcej widzieć. Słuchała śmiechu Dziecka i wiatru za oknem. Słuchała też samej siebie, myśląc, jak wieloma głosami rozbrzmiewa cicha noc.

– Niech spełni się wam to, za czym tej nocy tęsknicie – szepnęła.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 23–24 (243–244) 18 grudnia 2015 – 14 stycznia 2016

X