Obrona Majdanu

Obrona Majdanu

„Rewolucja godności” to określenie patetyczne, ale prawdziwe. Dotyczy nie tylko tych, którzy brali bezpośredni udział w wydarzeniach kijowskiego Majdanu, ale wszystkich, którzy starają się żyć tak, aby te zdobycze okupione ponad setką ludzkich istnień, nie zostały zmarnowane.

Często się zdarza, że aktywiści, którzy stali pod kulami „Berkutu”, nie mogą wrócić do codziennego, zwyczajnego życia. Poziom adrenaliny w ich krwi wzrósł w styczniu i lutym, jest tak wysoki, że trudno zniżyć go do normalnego stanu. Ludzi po prostu boli fakt, że zwycięstwo narodu nad bandytami może zostać zmarnowane. Dlatego na Majdanie stoją te same namioty, a w sieci trwają intensywne dyskusje. I co najważniejsze – podobnie jak wcześniej aktywiści zjednoczeni są w próbach kontroli nad nową władzą.

Przykro, że nie wszystko potoczyło się bezkolizyjnie, szczególnie, jeśli chodzi o osoby, które zajęły stanowiska w nowym rządzie. Jest jasne, że spełnienie oczekiwań wszystkich warstw Majdanu było niemożliwe, ale można było przynajmniej zminimalizować niezadowolenie. A niezadowolenie jest powszechne. Przede wszystkim dotyczy nominacji na stanowiska według kwot byłych partii opozycyjnych – Swobody, Batkiwszczyny i Udaru. Wsparcie ze strony Majdanu mieli minimalne. Mówię to, jako świadek Majdanu. Z drugiej strony, Majdan nie zdołał wyłonić jednego czy kilku nowych, niezaangażowanych politycznie liderów, których można powołać na kierownicze stanowiska. Dlatego więc ludziom, którzy w dzień i w nocy stoją pod spalonym domem Związków Zawodowych, zrobiono prezent w postaci tek ministerialnych dla aktywisty Automajdanu Dmytro Bułatowa i „głosu Majdanu” Jewhena Niszczuka. Są to stanowiska w resortach społecznych. Pewien optymizm wywołały nominacje na przewodniczącego Biura Lustracji Jehora Sobolewa, a Komitetu Antykorupcyjnego – Tatiany Czornowoł. Ponad miesiąc minął od nominacji, a biura nowych instytucji nie zostały stworzone… Oprócz tego najwięcej niepokoju i oburzenia wywołuje brak postępu i wyników w prowadzonych śledztwach dotyczących morderstw, dotkliwych pobić i zaginięcia uczestników Euromajdanu. Prowadzą je nowe – stare urzędy. W takich nieciekawych okolicznościach aktywiści starają się działać samodzielnie, nie chcą aby przestępstwa zostały przemilczane, próbują stabilizować sytuację w kraju.

Nieobojętni
Wymownym przykładem inicjatywy społecznej jest mieszkanka Kijowa Hanna Hopko, znana przed Rewolucją Godności z aktywnego udziału w kampanii antynikotynowej. Dołączyła do powstającego stowarzyszenia „Reanimacyjny pakiet reform”, celem którego jest wyprowadzenie Ukrainy z kryzysu przez niezbędne reformy. W stowarzyszeniu pracują analitycy, którzy co tydzień kierują do Rady Najwyższej projekty koniecznych ustaw. Z ich inicjatywy parlament uchwalił bardzo ważną ustawę antykorupcyjną (nr 2207). Ustawa reguluje obroty środków budżetowych, stworzy przejrzyste procedury państwowych i zminimalizuje sposoby przywłaszczania pieniędzy z budżetu (według niektórych danych setki miliardów hrywien „znikały” z budżetu co roku). Działalność stowarzyszenia ma coraz szersze kręgi zwolenników.

W trakcie walk, w centrum Kijowa, powstała społeczna inicjatywa Majdanu, powołana do poszukiwań osób, które zaginęły podczas walk w stolicy. Dziś Inicjatywa ma swoją stronę na Facebooku, codziennie wolontariusze przeszukują zbiorniki wodne, cmentarze i inne miejsca, sprawdzają, czy nie ma tam ciał uczestników Majdanu, sprawdzają pochówki osób niezidentyfikowanych. Dotychczas nie znaleziono żadnego ciała. Przypomnę, że do 3 kwietnia nieznane są miejsca pobytu 140 osób (kilka dni później członkowie inicjatywy odnaleźli kwaterę z niezidentyfikowanymi pochówkami na cmentarzu w podkijowskich Browarach – red.).

Również i ja chciałem dołączyć do społecznej inicjatywy, która walczy o rzeczy istotne. Najgłośniejsze przestępstwa ostatnich tygodni – morderstwa, brutalne pobicia, zniknięcia aktywistów Majdanu powinny zostać rozkryte, a sprawcy ukarani. 24 marca razem z aktywistkami Oleną Czebeliuk (Lwów) i Julią Jaworską (Kijów) zorganizowaliśmy pikietę pod gmachem Generalnej Prokuratury Ukrainy, wymagaliśmy się ogłoszenia wyników śledztwa w sprawie tragicznych wydarzeń na Majdanie.

Na pikietę przyszło około 30 aktywistów, ale przybyło kilku dziennikarzy telewizyjnych i prasowych. W czasach Janukowycza były dwie możliwości: albo nikt na nas nie zwróci uwagi, albo zostaniemy aresztowani. Teraz muszę przyznać osoby z prokuratury zareagowały dosyć szybko. Organizatorów pikiety zaprosił do siebie wiceprokurator generalny Ołeksij Brahiniec, kurujący śledztwa. Poinformował nas, że zostali zatrzymani zabójcy dziennikarza Wiaczesława Weremija (zginął na ul. Wielkiej Żytomierskiej nocą 18 lutego) i obiecał, że na początku kwietnia nazwiska tych osób będą podane do wiadomości publicznej. Urzędnik zaznaczył, że przeprowadzono około 80% ekspertyz na ul. Instytuckiej, gdzie 20 lutego zginęła większa część Niebiańskiej Sotni. Omawiając inne sprawy powołał się na tajemnicę śledztwa. Zgodził się na spotkania z dziennikarzami raz na dwa – trzy tygodnie i przedstawił szefa służby prasowej prokuratury Wasyla Zorię, jako osobę przez którą możemy kontaktować się z urzędem. Wspólnie z rzecznikiem prokuratury wyszliśmy do uczestników pikiety i tam przekazaliśmy mu nasze postulaty. Poinformowaliśmy prokuraturę o stworzeniu specjalna strona w Internecie, gdzie można będzie zasięgnąć informacji. Zgodnie z tą deklaracją – na Facebooku założona została strona „Kontrola społeczna nad GPU”.

3 kwietnia szef prokuratury Ołeksij Brahiniec, minister spraw wewnętrznych Awakow i szef Służby Bezpieczeństwa Naliwajczenko zwołali konferencję prasową. Przedstawili wyniki śledztwa wydarzeń na Majdanie, w tym zabójstwa dziennikarza Wiaczesława Weremija. Nie jest to zasługa małej pikiety, ale mam nadzieję, że nasz głos dołączy do chóru tych, kto wymaga sprawiedliwości i przejrzystości.

Pytań do władz wciąż jest wiele. Ba, pojawia się ich coraz więcej. Szczególnie, po głośnym zabójstwie szefa rówieńskiego „Prawego Sektora” Saszki Białego. Dziennikarze rozpowszechnili informację o wstrzymaniu ruchu w trakcie przejazdu ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa, kolumna którego poruszała się po mieście z prędkością 120 km/godz. Przeciwko takim działaniom, przeciwko głosowaniu „w zastępstwie” nieobecnych w Radzie Najwyższej deputowanych („stary” proceder ujawnili dziennikarze) protestował Majdan. Nowe władze muszą o tym pamiętać, jeśli nie chcą zobaczyć pod oknami swoich ministerstw i rezydencji widoku płonących opon.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 7 (203) za 15-28 kwietnia 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X