Obchody 70-lecia zagłady Polaków z kolonii Śliwińskie i Zagóra koło Pomorzan

Obchody 70-lecia zagłady Polaków z kolonii Śliwińskie i Zagóra koło Pomorzan

2 kwietnia w Pomorzanach uczczono 70. rocznicę zagłady Polaków kolonii Śliwińskie i Zagóra. Uroczystości odbyły się z inicjatywy oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w Złoczowie im. ks. biskupa Jana Cieńskiego.

Przed rozpoczęciem mszy św. w kościele parafialnym w Pomorzanach, zostały wymienione imiona wszystkich ofiar, wśród których są same osoby cywilne, całe rodziny zamieszkujące miejscowości. Nawiązując do tej tragedii, gdy człowiek na człowieka podniósł rękę, wyrządził mu krzywdę i zażądał najdroższej ceny pozbawienia życia, ks. Józef Kuc w homilii pytał: W imię czego to uczynił? Systemu, który panował, władzy, strachu czy nienawiści? „Pan Bóg nie stworzył ludzi po to, aby wyrządzali sobie krzywdę – pouczał duchowny. – Aby odbierali jeden drugiemu życie, a zrobił to szatan, który już od początku czyha na człowieka i nieustannie walczy o ludzką duszę, aby ją zatracić. Aby zasłać ją na wieczną karę. A posługuje się różnymi ludźmi, z różnych warstw. Ludźmi wykształconymi i prostymi. Ludźmi wiedzy, ludźmi władzy, jak też zwykłymi pracownikami”. Ks. Kuc zaznaczył, że czasy II wojny światowej pokazują nam również największą ludzką krzywdę.

Przykładem stała się zagłada Polaków z kolonii Śliwińskie i Zagóra koło Pomorzan. Podczas tegorocznych obchodów 70. rocznicy mordu nie zostało powiedziane, kto go dokonał. „Wszyscy i tak wiedzą. Po co rozdrapywać te rany, kiedy teraz jest niepokój na Ukrainie” – padło z ust starszego pana, który porządkował grób na pomorzańskim cmentarzu. Tam, przy pomniku ofiar tragedii ks. Józef Kuc również przewodniczył wspólnej modlitwie. Wiązankę kwiatów od Konsulatu Generalnego RP we Lwowie złożył konsul Marian Orlikowski, który uczestniczył w obchodach.

W Pomorzanach (Fot. Konstanty Czawaga)Po wspólnej modlitwie prezes oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w Złoczowie Maria Niemirowska powiedziała:

„2 kwietnia przypada 70. rocznica morderstwa Polaków wioski Zagóra i kolonii Śliwińskie. Byłam jeszcze dzieckiem, ale bardzo dobrze pamiętam ten tragiczny dzień: tydzień przed zdarzeniem spotykałam się ze starszą ode mnie dziewczyną, moją przyjaciółką Walerią Niesłuchowską. Była taka umowa między nami, dziećmi: ustalimy czyja palma będzie piękniejsza. Bardzo się starałam. Mój ojciec powycinał gałązki. Pięknie ja przybrałam i idziemy z mamusią do kościoła. Po drodze mamusia wstąpiła do swojej znajomej. Ta odwołała mamusię na bok i po rozmowie mama powiedziała: ty idź sama, a ja wracam do domu. Idę przez wioskę, a było to około pół do jedenastej, bo zawsze na jedenastą w Pomorzanach była druga msza św. A wioska jakby wymarła. Nigdzie ani człowieka, jakby wszyscy spali. Po drodze spotkałam młodą dziewczynę, jak zobaczyła, że idę z palmą uśmiechnęła się do mnie. Jeszcze popatrzyła za mną, a ja za nią. Poszła drogą, która prowadziła do kościoła. Do Pomorzan od tej wioski są dwa kilometry i zawsze każdej niedzieli ludzie tędy szli. A tu ani jednej osoby. Zima jeszcze była, takie mrozy, że cała droga była pokryta lodem. A na tej drodze pełno sadzy i kłęby spalonej słomy. Byłam bardzo zdziwiona i zaszokowana. Przyszłam do kościoła, a tam pustki. Ludzi prawie nie ma, a pośrodku kościoła ks. Stanisław Kostułowski, proboszcz, leży krzyżem. I jeszcze parę osób płacze. Koło mnie stała dziewczyna, która ocalała, bo została w Pomorzanach, gdzie stacjonowało wojsko niemieckie, a cała jej rodzina została zamordowana”.

Maria Niemirowska wspomina późniejsze czasy, też bardzo niebezpieczne dla ludności polskiej na tym terenie. „Kto za tym stał, trudno powiedzieć, ale rozpętali wielką nienawiść – stwierdziła. – Nawet wśród dzieci, które nie rozumiały co się dzieje. Czas mijał, a ta mogiła porosła trawą i tylko żelazny krzyż bezimienny wskazywał miejsce. Za wszelką cenę chciałam upamiętnić to miejsce”.

W Pomorzanach (Fot. Konstanty Czawaga)Pani Niemirowska z wdzięcznością wspomniała Wiesława Turzańskiego, ówczesnego prezesa Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, który pomógł finansowo w budowie pomnika. Również konsul RP we Lwowie Marcin Zieniewicz pomógł uporządkować teren przy mogile. Zdaniem Marii Niemirowskiej najważniejsze jest to, że ludzie pamiętają o tych tragediach. Składając podziękowanie obecnym uczestnikom uroczystości Maria Niemirowska powiedziała: „Ta tragedia tkwi głęboko w pamięci. Dwóch mężczyzn, którzy pochowali pomordowanych ludzi tu, na cmentarzu, też wkrótce zabili. Morderstwo było okrutne. Wielkie to było okrucieństwo i wielkie nieszczęście dla tego narodu, który to przeżył, a także dla tego, który to zrobił. Obyśmy nigdy – ani my, ani przyszłe pokolenia – nigdy nie musieli przeżyć podobnych rzeczy”.

Osoby uczestniczące w obchodach odwiedzili wioskę Zagóra, gdzie pozostało zaledwie kilku domów, w których obecnie mieszkają Ukraińcy.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 7 (203) za 15-28 kwietnia 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X