Obchody 69. rocznicy Krwawej Niedzieli w Łucku

Obchody 69. rocznicy Krwawej Niedzieli w Łucku

Pamięć i modlitwa – tak ks. bp Marcjan Trofimiak, ordynariusz diecezji łuckiej – określił nastrój, który zjednoczył w katedrze łuckiej wiernych na Mszy św. poświęconej 69-tej rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu.

Jak co roku, w drugą niedzielę lipca zgromadzili się w świątyni Polacy i Ukraińcy, by zanosząc modlitwy do Pana Zastępów prosić o życie wieczne dla niewinnych ofiar okrutnego ludobójstwa dać świadectwo pamięci, która nie może zniknąć, jakby nie zabiegali o to współcześni adepci amnezji historycznej.

Podobnie jak i w latach poprzednich, dostojny wystrój prastarej łuckiej katedry budził wzruszenie i zadumę. 69 drewnianych krzyży różnej wielkości stanowiły główny element wystroju świątyni, która wraz z płonącymi na posadce zniczami przypominała duży cmentarz. Należy przypomnieć, że decyzją ordynariusza łuckiego i z przyzwolenia Świętej Stolicy Apostolskiej w drugą niedzielę lipca we wszystkich kościołach tej diecezji sprawowane są ofiary Mszy św. według rytuału Dnia Zadusznego. A w ciągu całego miesiąca lipca codziennie są sprawowane nabożeństwa w intencji ofiar rzezi.

Ubrani w czarne archaiczne ornaty kapłani pod dźwięki smętnego requiem w czasie niedzielnej sumy przystąpili do sprawowania nabożeństwa, które ma stać się zadośćuczynieniem za tamte msze, które rozpoczęły się w wołyńskich świątyniach 11 lipca 1943 roku i nigdy nie były zakończone. Ten bowiem piękny lipcowy dzień, został wybrany przez nacjonalistycznych przywódców na dzień masowej kaźni cywilnej ludności, by uruchomić nieznaną dotąd, krwawą machinę uśmiercania całych wiosek i kolonii bez różnicy wieku, płci i stanu. Okrutne żniwo według najbardziej wypośrodkowanych obliczeń wynosiło 60 tys. istnień ludzkich. Fala ludobójstwa przeniosła się w następnych latach na inne tereny, eskalacja przemocy osiągnęła niespotykaną skalę.

Przemawiając do zgromadzonych w katedrze łuckiej wiernych bp. Trofimiak podkreślił, że mury tej świątyni pamiętają liczne doniosłe uroczystości, ale był także czas, kiedy posadzka kościoła obficie spływała krwią zwożonych z okolicznych wiosek ciał pomordowanych mieszkańców Wołynia. Jaki był sens tej zbrodni? Czemu miała służyć? – zastanawiał się hierarcha.

Nie ma racjonalnej odpowiedzi na to pytanie. Pozostaje tylko się modlić i dawać świadectwo pamięci. W miłości należy poszukiwać drogi do pojednania i przebaczenia, ale miłości opartej na prawdzie. A o tę prawdę w stosunkach polsko-ukraińskich jest bardzo trudno, coraz trudniej…

Katedrę łucką w tym dniu odwiedzili wspaniali goście, zarówno kapłani – wśród których nie sposób nie wymienić wiernego przyjaciela Kościoła na Wołyniu ks. Prałata Andrzeja Puzona z Hrubieszowa – jak i przedstawiciele środowisk akademickich i społecznych z Polski. Region Środkowowschodni NSZZ „Solidarność” reprezentował jego Przewodniczący Marian Król, byli również konsulowie polscy Jerzy Zimny i Krzysztof Sawicki. Modlili się przedstawiciele akademickich środowisk obu uczelni katolickich Jana Pawła II z Lublina i Krakowa. Z niedalekiego Chełma przybyła delegacja Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej na czele z Dyrektorem Instytutu Neofilologii dr Tomaszem Zygmuntem.

Razem z tym, wbrew tradycji, zgodnie z którą na wszystkich doniosłych uroczystościach w katedrze łuckiej tłumnie przybywają przedstawiciele władz lokalnych i Kościołów siostrzanych, w tym dniu nikt nie przyszedł na modlitwę. Nie stała się ona ekumeniczną, katolicy pozostali sami ze swym bólem.

Wzniosła atmosfera zadumy i refleksji była udziałem stosunkowo nielicznej grupy wiernych i gości zgromadzonych w katedrze łuckiej. Na zewnątrz był bardzo upalny dzień lipcowy. Nie przeszkadzało to mieszkańcom miasta gromadnie odwiedzać położony nieopodal kościoła rynek, żyć swoim codziennym, wyciszonym wakacyjnym gorącem trybem.

Lokalne media na zakończenie dnia raczyły swych widzów i słuchaczy podsumowującymi dzień wiadomościami o obchodzonym zgodnie z jeszcze sowiecką tradycją specyficznym święcie – „dniu rybaka”, o świętowaniu nocy świętojańskiej wg. kalendarza juliańskiego i innych, mogących być interesującymi dla lokalnej wspólnoty wydarzeniach.

Dramat Krwawej Niedzieli także nie będzie przedmiotem zainteresowania gazet, które ukażą się w następnym tygodniu. A centralna gazeta wojewódzka, prowadząca stałą rubrykę przypominającą wydarzenia historyczne w każdym dniu, żadnych ważnych dla Wołynia faktów nie wymieni pod datą 11 lipca.

Włodzimierz Osadczy, Łuck-Lublin

X