O Litwie, jakiej już nie ma

O Litwie, jakiej już nie ma

Upadł carat, przeszły dwie wojny światowe, zmieniały się ustroje.

Mało, kto pamięta nazwy powstających i upadających państw i państewek, okupacji, przemarsze wojsk, zmiany granic, gdy kolejno różne flagi powiewały na gmachach państwowych w Polsce, Litwie, Rosji. Europa została przeorana przez totalitaryzmy i nacjonalizmy, historia stała się orężem w walce o tożsamość…

Latem 1892 młody szlachcic, Aleksander Meysztowicz (ur. w r. 1864) przywiózł do swego majątku Pojoście koło Poniewieża, powozem zaprzężonym w czwórkę koni, młodą, piękną żonę, Zofię Korwin-Kossakowską z Wojtkuszek (niedaleko Wiłkomierza).

W Mieżyszkach była granica dóbr Meysztowiczów (3000 ha) i tam włościanie witali małżonkę dziedzica, a „straż leśna nie dała salw powitalnych – czasy były popowstaniowe”. Jak wiele zmieniło się od tego czasu.

Gawędy o czasach i ludziach
Jak tego dokonać? Do wyobraźni mocno przemawiają wspomnienia świadków minionych czasów. W sto lat po opisanym wydarzeniu (1993), w dalekim Londynie „Polska Fundacja Kulturalna” opublikowała czwarte już wydanie pamiętników ks. Waleriana Meysztowicza(1893-1982), duchownego i historyka, dyplomaty przy Stolicy Apostolskiej, przymusowego emigranta, polskiego patrioty i świadka historii, który był synem tego młodego szlachcica. Skromny tytuł: „Gawędy o czasach i ludziach” nie oddaje w pełni wartości tej książki, obejmującej kilkadziesiąt wspomnień-biogramów różnych postaci. Nie sposób w krótkich słowach przedstawić ani historii tamtych stron, ani stulecia opisywanego przez pamiętnikarza. Można jednak zaczerpnąć z tego źródła to, co w nim najcenniejsze.

Widok rzeki Niewiaży/Nevëzis (Fot. commons.wikimedia.org)

Są takie fragmenty wspomnień ks. Waleriana, których nie można czytać bez wzruszenia. Żadna książka historyczna nie może zastąpić opowieści, płynącej z serca żywego człowieka. Warto posłuchać, w jakich słowach pamiętnikarz przywołuje tamte czasy, gdy wraca myślą do domu rodzinnego, pisząc o Zofii Kossakowskiej-Meysztowicz: „Mama była prześliczna. Była nieduża, miała ciemne, falujące włosy, niebieskie oczy, śliczny zadarty nos, żywe rumieńce i niezapomniane ręce (…) delikatne, miękkie, zgrabne. Uśmiechała się często – a miała uśmiech pełen dobroci, uroku i wdzięku” (s. 48). To właśnie pod jej opieką młody Walerian dojrzewał do myśli o kapłaństwie, do umiłowania Ojczyzny i rodzimej kultury. A ta niepowtarzalna wrażliwość ks. Waleriana, tak często obecna na kartach jego wspomnień, niezależnie od tego, czy pisze o rodzinie, Ojczyźnie czy Kościele, wyrastała pod wpływem jeszcze jednego czynnika – litewskiej przyrody, żywej, potężnej, naturalnej, bogatej, której wpływ dostrzec można w subtelnym stylu autora, plastycznie rysującego obraz malowniczych ziem nad Niewiażą.

Aby przytoczyć przykład wrażliwości autora „Gawęd” na piękno litewskiej przyrody, otwórzmy opis rodzinnego majątku: „największą urodą Pojościa był park. Nie był to, jak na równinach bywało, czworobok alei lipowych, Josta wśród wzgórków i dolin wiła się malowniczo: od pokoleń dbano o wykorzystanie naturalnych warunków. Oszczędzano stare drzewa; były dwa dęby-olbrzymy, na pewno pamiętające jagiellońskie czasy; kilka wielkich lip; ale widać było, że od pokoleń sadzono nowe drzewa z planem na wiele dziesiątków lat, tak, że nowe grupy drzew dostrajały się do rzeki, do wzgórz, do dolin i łąk” (s. 16-17).

Ks. Meysztowicz, papież Pius XII, Mons. Montini. Castelgandolfo, 24.08.1939 r. (Fot. sosnowiecfakty.pl)

Mało jest dzieł literackich na takim poziomie. Przychodzi tu na myśl dorobek innego autora, rozmiłowanego w kulturze i przyrodzie litewskiej, Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812-1887), który w swej „Anafielas” (Pieśń 1:, Witolorauda: pieśni z podań Litwy, Wilno 1846) równie romantycznie opisywał piękno litewskiej dziewczyny: „Twarzy jej samo słońce zazdrościło, A oczy miała jak błękitne niebo, A włosy jakby z bursztynu przędzione, A ciało jakby z najbielszego płótna, Palcami duchów na Dungusie tkane”. Kraszewski bowiem podjął się sztuki, którą wyraża w pierwszych słowach swego poematu „Prostemi słowy śpiewam pieśni stare. Na twojej, Litwo, wzrosły one ziemi, Sławiły męstwo, wstyd, cnotę i wiarę, I ojców waszych kołysano niemi”. Dlaczego trzeba nam sięgać aż do Kraszewskiego? Otóż, podobnie subtelne są myśli Meysztowicza, których nie sposób opisać samodzielnie, trzeba posłużyć się słowami poety.

Ważnym wątkiem w życiu ks. Waleriana, który ciągle towarzyszy jego wspomnieniom, jest miłość do Kościoła, wyrażona w łączności z katolickim Rzymem, który przyjął go jako emigranta w Stolicy chrześcijaństwa, któremu służył jako historyk i który świetnie poznał, przebywając w Watykanie w dobie II wojny światowej. Znając osobiście kolejnych papieży i wielu dostojników Kurii Rzymskiej, ks. Meysztowicz daje świadectwo żywej historii Kościoła, która była tak bliska wielu osobom z jego pokolenia. Uniwersalizm Kościoła zajmuje wiele miejsca w zapiskach pamiętnikarza. Z perspektywy Wiecznego Rzymu jakże małe i nieznaczące wydają się lokalne konflikty i zadawnione nieporozumienia historyczne. To w Kościele „nie ma już ani Żyda, ani Greka”, a wszyscy stają na równi przed Bogiem.

Tradycje szlacheckie
W życiu ks. Meysztowicza jest jeden wyjątkowy czynnik, kształtujący jego osobowość: tradycje starego litewskiego rodu szlacheckiego. Etos szlachecki autora widać na każdej stronie jego zapisków. Można go odczuć. Trudniej opisać. Jak wyrazić tę intuicję, która przejawiała się w postępowaniu, myśleniu, życiu, a nie zawsze miała wyraz w słowach? Poczucie przynależności do wielkiego Narodu, nawet, gdy ten Naród utracił państwo i żył pod zaborami. Świadomość odpowiedzialności za kraj i ziemie rodzinne. A do tego „wielkopański” dystans do małości niektórych, do codziennych udręk, a nawet do przemijania, cierpienia i tego, co nieuniknione. Zrozumienie dla roli wykształcenia, sztuki, literatury, prawdy i dobra.

Łączność z przeszłymi pokoleniami i nadzieja, że nadejdą nowe, którym trzeba przekazać te same wartości. I przekonanie o własnej słabości, ograniczoności, ulotności własnych interesów. Liczy się to, co trwałe. Służba Ojczyźnie była niepodważalnym elementem życia tej warstwy. Nie był to patriotyzm tylko deklarowany. Gdy wybuchła wojna z bolszewikami, młody Walerian stawił się konno, wraz z innymi szlachcicami, aby z bronią w ręku bronić ziemi, na której żyli jego przodkowie, aby strzec dworów i chat. Wspomina spotkanie z ochotnikami z dawnej Kongresówki, widział w tym połączeniu sił Polaków z różnych ziem ostatnie pospolite ruszenie, kres dawnych tradycji szlacheckich, tradycji Pierwszej Rzeczypospolitej.

Czy to był wymarsz oddziału Polaków, czy Litwinów? I tu dotykamy jednego z najważniejszych, ale najtrudniejszych wątków w historiach opisywanych przez pamiętnikarza. Kim byli Meysztowiczowie, kim byli ich sąsiedzi? A lud zamieszkujący ich majątki? W początkach XX wieku rodzą się nowe patriotyzmy. Ks. Walerian pisze o burzliwych dziejach Kowieńszczyzny bez żalu do ludzi i bez próby rozrachunku z wydarzeniami, których był świadkiem, z ludźmi, których spotkał. Spróbujmy myśleć w tym duchu. Nie ma prawdziwego porozumienia Polaków i Litwinów w dobie obecnej bez autentycznej wizji przeszłości. Dla szlachcica z Kowieńszczyzny przełomu stuleci – jak świadczy autor „Gawęd” – nie istniał problem wyboru: Polak czy Litwin, nie było sporu o przynależność narodową. Wszyscy znali oba języki, a w kościołach liturgia – sprawowana w świętym języku Kościoła rzymskiego, a więc po łacinie – była ozdabiana na równi śpiewami polskimi i litewskimi. Wtem spokojna, wielowiekowa trwałość tradycji zaczęła się zmieniać. Zaczęła się tworzyć litewska tożsamość narodowa. Dla tej nowej tożsamości ludności litewskiej sprawą pierwszorzędnego znaczenia stał się język, odrębny od polskiego, a odrębności te usilnie podkreślano. A przecież Meysztowiczowie uważali się za litewską szlachtę, za obywateli Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a zarazem za Polaków, gdyż tworzyli wspólną polską kulturę. Byli razem, ale stopniowo lud litewski począł się wyodrębniać. Dokonywało się to na oczach szlachty polsko-litewskiej, której włościanie kształcili się, wyjeżdżali do Kowna, aby powrócić już jako przedstawiciele władz Republiki Litewskiej i zarządzić parcelację majątków swych panów. 

Ziemiaństwo odchodziło w przeszłość. W kościołach śpiewano już tylko po litewsku. A dziś nie ma już majątków w Wojtkuszkach i Pojościu. Spokojnie, z umiarem pisze o tym ks. Meysztowicz: jest tylko jedna ideologia, dla której nie miał, nie chciał i nie mógł mieć żadnego usprawiedliwienia – bolszewizm. Zgadzał się w tym z nauką kolejnych papieży, którzy w komunizmie dostrzegali najgorsze zło naszych czasów: bunt wobec Boga i człowieka, wobec tego wszystkiego, co jest cywilizacją.

Współczesny widok Poniewieza/Panevëzys (Fot. ds-lands.com)

Nowa Litwa
Powstanie Republiki Litewskiej ze stolicą w Kownie i aspiracjami do zdobycia Wilna z jednej strony, a Litwy Środkowej, której przedstawiciele (wśród nich czołowe miejsce zajmował Aleksander Meysztowicz) postanowili połączyć się z Polską, oznaczało głęboki podział, którego nie dało się w żaden sposób pokonać. Nowa, zamknięta granica polsko-litewska podzieliła Wileńszczyznę i Kowieńszczyznę w przedziwny sposób: tory kolejowe zardzewiały, drogi zarosły drzewami, kraje zostały odcięte od siebie, odgrodzone murem odmiennych wizji politycznych. Żaden polsko-litewski szlachcic nie mógł już pojechać ze swą żoną z Poniewieża do Wilna, nawet listy wysyłano okrężnie, przez Łotwę. Ile wynikło stąd boleści dla obu stron! Historia uczy, że najgłębsze podziały przechodzą przez ludzkie serca: często rodziny były podzielone na Polaków i Litwinów (Lietuwinów): krewni udawali, że nie rozumieją się wzajemnie, gdy jedni mówili po polsku, drudzy po litewsku (dlatego niektórzy piszą dziś nazwisko autora „Gawęd” jako Valerijonas Meistavicius). Ks. Meysztowicz nie szukał winnych, zamiast dzielić chciał łączyć. Nie twierdził, że chłopi z jego majątku podnieśli rękę na swych panów, ani nie głosił, że tych panów trzeba wygnać z majątków. Z odległego Rzymu potrafił jeszcze mocniej ukochać utraconą ojczyznę, której już nie mógł ujrzeć za życia.

Czy istnieje nadzieja na pokonanie dawnych uprzedzeń, które gdzieś jeszcze mogą kryć się w pamięci współczesnych? W roku 2004 w wileńskim wydawnictwie „Aidai” został wydany przekład książki ks. Waleriana Meysztowicza na język litewski (tłumaczyła Rasa Drazdauskiene) po tytułem „Pasnekesiai apie laikus ir zmones”. Wydaje się, że upowszechnienie tego zapisu wspomnień ks. Meysztowicza dla współczesnej inteligencji litewskiej ma duże znaczenie nie tylko ze względów literackich i poznawczych. Żywe i barwne opisy zapomnianych losów kilku pokoleń Polaków i Litwinów, szlachty, duchowieństwa i prostego ludu mogą przyczynić się do odbudowy cennych, ale zapomnianych tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów na tak strasznie doświadczonych przez totalitaryzmy obszarach Środkowej Europy. Publikacja ta może pomóc w wyjaśnieniu i zatarciu sporów. Wśród tak wielu wydawanych dziś książek – nie zawsze przecież najwyższej wartości – właśnie ta wspomniana zasługuje na szczególne uznanie. Przyczynia się do zbliżenia narodów, bo pokazuje, co łączy ludzi, z uniwersalnej perspektywy katolika i syna znamienitego rodu o wielowiekowej historii.

Dla ks. Meysztowicza przyziemne spory, konflikty i walki są tylko chwilą w uniwersalnej historii, są niepotrzebnym dzieleniem losów na zawsze związanych wspólną Ojczyzną. Nacjonalizmy językowe, geograficzne, religijne i polityczne są dla niego pozbawione sensu, sztuczne, małe. Podziały i granice rozrywają rodziny, ziemie, niszczą historię i pracę pokoleń. Jednak wiek XX był nimi głęboko naznaczony. Nie ma już Litwy ks. Meysztowicza, majątki zostały przejęte przez państwo, dwory popadły w ruinę, parki zarosły zielskiem, ludzie wyemigrowali, ale pozostało świadectwo minionej epoki w jego słowach i wartość kultury, która może żyć dalej, i rozkwitać, gdy twórcy współczesności będą pomni na lekcję wspólnej bolesnej historii Polski i Litwy.

Marcin Karas, Kraków
Tekst ukazał się w nr 1 (43) 15 sierpnia 2007

Dr Marcin Karas, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (adiunkt w Instytucie Filozofii), historyk filozofii średniowiecznej i historyk idei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X