Neutralność mediatora fot. bbc.com/news/technology

Neutralność mediatora

Od pewnego czasu media donoszą, że Izrael pozostaje głuchy na prośby Ukrainy i odmawia przekazania oprogramowania Pegasus, które mogłoby być wykorzystywane do walki z Rosją. Przy tej okazji wskazuje się na rozczarowanie postawą Tel Awiwu, po którym spodziewano się jednoznacznego wsparcia Ukraińców, a raczej ich żydowskiego prezydenta. Zapominając jednocześnie, że Wołodymyr Zełenski nie został głową państwa za sprawą swojego wyznania czy pochodzenia i nie został wybrany głosami Żydów, a narodu ukraińskiego.

Izraelska firma NSO Group Technologies stworzyła program pozwalający śledzić poczynania użytkowników iPhonów i smartfonów, przechwytujący zawartość zainfekowanych urządzeń. Miał on być wykorzystywany przez państwa, którym udzielono stosownej licencji, jedynie w sprawach kryminalnych i w przypadku zagrożenia terroryzmem. Czyli zupełnie inaczej, niż miało to miejsce chociażby w Polsce, gdzie, jak informowano w 2021 roku, inwigilowano z jego pomocą polityków opozycji czy też prawników. Sprawa była szeroko dyskutowana nie tylko nad Wisłą, ale i na świecie. 10 marca bieżącego roku Parlament Europejski poinformował, że powołano komisję śledczą, mająca wyjaśnić okoliczności zastosowania „oprogramowania szpiegowskiego Pegasus i podobnego” przez rządy państw wchodzących w skład Unii Europejskiej, w tym Polskę i Węgry.

Nie jest to pierwszy przypadek afery związanej z kontrowersyjnym wynalazkiem Izraelczyków, ale możemy przyjąć, że rząd ukraiński, uzyskując dostęp do Pegasusa, skupiłby się z jego pomocą na działaniach mogących wpłynąć na przebieg wojny, jaką rozpętała Rosja. W tej sytuacji wiele osób dziwi wstrzemięźliwość Izraela. Izraela, a nie NSO Group, gdyż należy podkreślić, że to tamtejsze Ministerstwo Obrony musi wydać zgodę na wszczęcie procedur umożliwiających udostępnienie oprogramowania wybranemu państwu. Jak podają media, Kijów prosi o licencję od 2019 roku, a odmowa w tej sprawie jest odczytywana jako wyraz strachu przed Rosją. Pojawiają się też głosy, jakoby Tel Awiw obawiał się, że system zostanie przejęty przez rosyjskie służby specjalne i rozpracowany, a następnie wykorzystany przeciwko demokratycznemu światu. Opinie te jednak oparte są na założeniu, że rosyjski wywiad nie próbował dotychczas wykorzystać szansy, jaką było używanie Pegasusa w krajach, których rządy są przychylne Moskwie. Argument należy więc uznać za mało przekonujący, a ponadto można postawić pytanie, czy dla użyczenia cybernetycznej broni bez niepotrzebnego rozgłosu najlepszą zasłoną nie byłyby ciągłe prośby Ukraińców i odmowy Izraela? Jak dotąd producent Pegasusa twierdzi, że firma jest przedmiotem „nieprecyzyjnych doniesień medialnych” opartych „na pogłoskach, politycznych insynuacjach i nieprawdach”, niejasno w tej sprawie wypowiada się izraelskie ministerstwo obrony.

Z równie negatywną oceną opinii publicznej spotkała się odmowa sprzedaży Ukrainie systemu obrony przeciwrakietowej Iron Dome, Żelaznej Kopuły. Z rzadka wspomina się przy tym, że system nie jest doskonały i można go „obejść” wystrzeliwując pociski z bliskiej odległości, bądź pokrywając określony obszar znaczną ilością rakiet, a koszt przechwycenia jednego pocisku przeciwnika może sięgać 150 000 dolarów. Pomija się fakt, że obliczana na 90% skuteczność systemu w Izraelu wynika w dużej mierze stąd, że chroniony jest w ten sposób niewielki obszar. Powierzchnia Izraela to 22 145 kilometrów kwadratowych: nieco więcej niż obwód lwowski, mniej niż sumski. Ukraina obejmuje 603 548 kilometrów kwadratowych, na których zabudowa, a tym samym rozmieszczenie ludności, są znacznie rzadsze niż w Izraelu, zatem liczba potrzebnych baterii i koszty użycia Żelaznej Kopuły byłyby diametralnie odmienne od doświadczeń izraelskich. Media nie akcentują też konieczności długotrwałego przeszkolenia żołnierzy, na które Ukraina nie ma dziś po prostu czasu. Dość przypomnieć, że gdy w 2020 roku USA kupiły dwie baterie Tamirów, w 2021 roku system wciąż nie został wdrożony – gotowość operacyjną planowano osiągnąć w 2023 roku. Całość inwestycji wyniosła prawdopodobnie blisko 1,7 mld dolarów, a Waszyngton zrezygnował z dalszych zakupów, wskazując m.in. na trudności ze zintegrowaniem systemu z amerykańską obroną przeciwlotniczą oraz podatność na ataki cybernetyczne. Biorąc pod uwagę tylko te problemy należy rozważyć zasadność krytyki Tel Awiwu w tej kwestii. I przypomnieć sobie, że nawet minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow stwierdził, że Żelazna Kopuła nie jest właściwym rozwiązaniem dla jego kraju.

5 marca, nie zważając na szabat, premier Naftali Bennett udał się do Moskwy. Jako, że judaizm stawia wyżej troskę o ocalenie ludzkiego życia, niż nakazy religijne, wybór takiego czasu na rozmowy z Putinem mógł dowodzić, jak wielką wagę izraelski polityk przywiązuje do mediacji mających doprowadzić do końca wojny. Z drugiej strony szybko pojawiły się informacje, jakoby Bennett namawiał Ukraińców do kapitulacji, czemu zaprzeczyli tak Zełenski, jak i kancelaria izraelskiego premiera. Nie przeszkodziło to dziennikarzom podgrzewać nastrojów i skupiać się na kreowaniu wizerunku Tel Awiwu jako stolicy, której stanowisko w kwestii wojny wcale nie jest jednoznaczne, a wręcz może być prorosyjskie.

O to jednak trudno Izrael podejrzewać i wszystko wskazuje, że kieruje się on w swoich działaniach przede wszystkim pragmatyzmem i troską o bezpieczeństwo własnych obywateli. Wśród tych przeważają dziś sympatie proukraińskie i rząd spełnia oczekiwania narodu, chociażby przekazując pomoc humanitarną czy właśnie podejmując się rozmów z obiema stronami konfliktu. Równocześnie nie może pozwolić sobie na pogorszenie relacji z Kremlem, nawet, jeśli nie popiera jego polityki. Wpływy Rosji na Bliskim Wschodzie są tak znaczące, że Izrael jest dziś szachowany eskalacją miejscowych konfliktów czy wręcz nuklearnym potencjałem Iranu. W jaki sposób politykę rozgrywa Moskwa mogliśmy przekonać się po spotkaniu Bennetta z Putinem, gdy strona rosyjska zablokowała rozmowy z Iranem, mające doprowadzić do porozumienia Zachodu z tym krajem i jego powrotu do światowej gry, także na rynkach surowcowych. Przy tym analitycy podejrzewają, że rozmowy rosyjsko-izraelskie w mniejszym stopniu mogły dotyczyć spraw Ukrainy, a w większym – działań mających zapobiec porozumieniu z Iranem.

Dodajmy, że Iran posiada drugie (po Rosji) rezerwy gazu i jest trzecim producentem tego surowca na świecie, ponadto w marcu 2021 roku podpisał wieloletnią umowę o współpracy z Chinami. Polityczna gra toczy się więc także wokół spraw gospodarczych i profitów, jakie niesie handel surowcami. Dzięki zabiegom strony rosyjskiej wciąż wysokie pozostaną ceny ropy, co pozwoli Moskwie zdobywać tak potrzebne dziś środki finansowe. Z drugiej strony należy przypuszczać, że zwycięstwo Kremla będzie chwilowe, bo w interesie Zachodu, jak i samego Iranu, leży podpisanie problematycznego dziś porozumienia. Jak w tej sytuacji będzie postępować Tel Awiw? Pewną wskazówką są tu chyba słowa szefa izraelskiej dyplomacji Yaira Lapida, który potępiając Rosję powiedział równocześnie, że jego kraj musi dbać o poprawne relacje z tym krajem, mając na uwadze rozmowy w sprawie bezpieczeństwa na granicy z Syrią, a także los Żydów mieszkających w Rosji i na Ukrainie, ale i na Białorusi. Przed izraelską dyplomacją stoi zatem niezwykle trudne zadanie.

Na pewno rozważając postawę Izraela nie możemy w żaden sposób porównywać sytuacji tego kraju do pozycji Niemiec czy chociażby Polski. Zauważmy, że przyjęcie 2,3 miliona uchodźców było dla Polski wyzwaniem, ale nie zmieniło znacząco losu jej obywateli, ani też struktury narodowościowej kraju. Mimo to już pojawiły się głosy, że Ukraińcy mogą odbierać Polakom pracę, pieniądze z programów socjalnych, czy też, jak przed II wojną, około 15% mieszkańców stanowić będzie ludność ukraińska. Liczący nieco ponad 9 mln mieszkańców Izrael, znajdujący się pod względem gęstości zaludnienia na 44 miejscu na świecie (Polska plasuje się na 90), nie może pozwolić sobie na przyjęcie podobnej liczby osób. Tym bardziej, że prócz uchodźców do Izraela trafiają osoby powołujące się na przepisy o repatriacji i, jak się szacuje, w granicach kraju już teraz nielegalnie przebywa blisko 18 tys. Ukraińców.

Około miliona obywateli Izraela pochodzi z obszaru byłego ZSRR, w tym mniej więcej 400 tys. z Rosji i tyle samo z Ukrainy. Nawet, jeśli założymy, że lobby prorosyjskie ma w tym kraju coś do powiedzenia, to akcje poparcia dla Ukrainy i postawa przede wszystkim młodego pokolenia dowodzą, że nieprawdziwe jest założenie, że rosyjskojęzyczni Żydzi popierają wojnę Putina – wręcz przeciwnie. Samo państwo wystąpiło przeciw Rosji na zgromadzeniu ONZ, a politycy krytykują wojnę, chociaż kraj ten znalazł się między młotem a kowadłem – sojusz z Zachodem nie oznacza bowiem bezwzględnego bezpieczeństwa, a gwarancje NATO nie dotyczą Izraela, o czym przypominał Jens Stoltenberg.

W Polsce związanej sojuszem militarnym z Zachodem i współpracującej (mniej lub bardziej) z Unią Europejską, postawa Tel Awiwu jest przez wielu krytykowana. Ale ci sami ludzie często zapominają, że Warszawa nadal importuje rosyjską ropę tłumacząc, że za jednostronnie zerwane umowy należałoby wypłacić Rosji odszkodowania, a niektóre firmy, jak Cersanit i Polpharma, nie wycofały się z tamtejszego rynku. Nie dostrzegamy, że kładąc na szali troskę o życie własnych obywateli i nieprzychylne głosy płynące z zagranicy, Izrael decyduje się dziś na kroki mogące w jego ocenie przyspieszyć koniec wojny, udziela pomocy humanitarnej, nie zabrania też własnym obywatelom walczyć na Ukrainie. Z kolei podejmując się mediacji nie może opowiedzieć się po żadnej ze stron. Jeśli ma świadomie i skutecznie wypełnić swoją misję, musi zachowywać daleko idącą wstrzemięźliwość, za którą trudno kogokolwiek potępiać.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 6 (394), 31 marca – 13 kwietnia 2022

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X