Mydło R.I.F. (cz. 1)

Mydło R.I.F. (cz. 1)

Darem niebios okazało się dla naszych radzieckich propagatorów niemieckie mydło R I F. Nie pieniło się może zbyt obficie, bo to był wojenny ersatz. Mydło było sztuczne, jak wiele innych, sztucznych, wojennych wyrobów. Miód, masło, kawa. Mydło było sztuczne, niezbyt dobre, ale miało na każdej swojej kostce głęboko wyciśnięte litery R I F i jakiś, dla nikogo niezrozumiały, wielocyfrowy kod. I właśnie te litery okazały się być najważniejsze.

Ludzi wrażliwych uprasza się o nie czytanie tego artykułu.

Nie tak dawno temu miałem okazję, by na łamach „Kuriera” przedstawić Państwu kilka z najbardziej, jak wtedy myślałem, charakterystycznych przykładów działań propagandowych, zafundowanych nam zaraz po wojnie przez miłującą pokój, światową ojczyznę robotników i chłopów. To, że posłużyłem się wtedy takimi, a nie innymi przykładami, narzucił nam temat, jaki był wtedy przez nas poruszany i wcale nie znaczyło, że nowy ustrój społeczny poprzestawał tylko na dokuczaniu przedwojennej Polsce. Skądże! Prowadzono przecież w tym samym czasie całe mnóstwo intryg lokalnych, intryg o zasięgu europejskim, a nawet intryg o charakterze światowym. Niektóre z nich, przynajmniej na początku powstawania i nadawania im zasięgu, wcale nie były wymyślone przez diabolicznych specjalistów NKWD, jak to najczęściej chce się teraz przedstawiać, a stanowiły tylko fałszywą informację, która do NKWD dotarła i na której to osławione NKWD się nie poznało, puszczając ją w obieg, jakby to była informacja prawdziwa. Pamiętajmy, że gdy kończyła się wojna światowa, w której Niemcy odegrali swoją okropną rolę, zapotrzebowanie na coś, czym można by było Niemcom dokopać, było bardzo silne. Darem niebios okazało się dla naszych radzieckich propagatorów niemieckie mydło R I F. Nie pieniło się może zbyt obficie, bo to był wojenny ersatz. Mydło było sztuczne, jak wiele innych, sztucznych, wojennych wyrobów. Miód, masło, kawa. Mydło było sztuczne, niezbyt dobre, ale miało na każdej swojej kostce głęboko wyciśnięte litery R I F i jakiś, dla nikogo niezrozumiały, wielocyfrowy kod. I właśnie te litery okazały się być najważniejsze.

Człowiek, szczególnie taki, który czuje się schwytany przez okoliczności w pułapkę, zdawałoby się bez wyjścia, zachowuje się przewrotnie. Najczęściej postępuje wtedy, jak ten szeregowiec ze starego, wojskowego dowcipu, który, nie mogąc sobie poradzić z prześladującymi go kolegami, rewanżował się, sikając im do kotła z herbatą. Czasami ludzie sfrustrowani sikają komuś do kotła, ale częściej bywa, że zadowalają się tylko obraźliwymi epitetami pod adresem swoich dręczycieli, czy też posługując się gorzką kpiną, wyrażają tym swoją dezaprobatę wobec doskwierających okoliczności. Dobrze nadaje się do wyrażenia swojej frustracji kpiarskie przeinaczanie oficjalnych nazw, czy przypominających ludziom o istnieniu dręczącego problemu, urzędowych skrótów. Prześladująca Polaków po wojnie Polska Partia Robotnicza, czyli PPR, odczytywana była chętnie jako – Płatne Pachołki Rosji.

Na malowanym wszędzie haśle referendalnym (tak zwane referendum ludowe z 30 czerwca 1946 roku) „3 x TAK” – zamazywało się literę T i od razu wychodziło coś radosnego – „3 x AK”! 

Las w miejscowości Czeremcha. Zasypany ziemią i igliwiem stos mydełek R I F. Pozostałość po spalonych, niemieckich magazynach z czasu wojny (Fot. Adam Wiluk)

Znaną kolędę „Dzisiaj w Betlejem”, we fragmencie – „Maryja Panna, Maryja Panna Dzieciątko piastuje i Józef stary, i Józef stary Ono pielęgnuje” – zamiast „Józef stary”, śpiewało się – „Józef Stalin”! Dopiero był ubaw! Kościół się złościł, bo czuł się ośmieszany i zagrożony represjami ze strony władz. Ale śpiewający mieli to w nosie. Wreszcie doszło do niecodziennego wydarzenia. Oficjalnie zmieniono słowa kolędy z wersji… i Józef stary, na …i Józef święty!

Kpiną i pogardą reaguje się na coś, czego nie da się pokonać siłą. Jest tak w każdym kraju i w każdym czasie. Kiedyś Niemcy z NRD masowo przyjeżdżali do Czech i wykupywali wszystko, co się tylko dało ze spokojnych do tej pory czeskich sklepów. Nie mający nic do powiedzenia w sprawie opanowania tej szarańczy, Czesi kpili sobie, że DDR (Niemiecka Republika Demokratyczna), napis na tablicy oznaczającej kraj, jaki znajdował się na każdym enerdowskim Trabancie, należy czytać – Dneska Dojechali Rabowat (dzisiaj przyjechali na rabunek). Takich przykładów można podawać jeszcze więcej, ale ja dzisiaj chciałbym Państwu opowiedzieć nie o Polakach, nie o Czechach, a o Niemcach. W dodatku o Niemcach z czasów III Rzeszy.

Za Hitlera, Niemcy znaleźli się w pułapce, z której nie było wyjścia. To wcale nieprawda, że wszyscy Niemcy tak gorąco popierali Adolfa Hitlera i jego wariacką koncepcję totalnej wojny z całym światem. Wielu Niemców nienawidziło Adolfa, ale, mimo to, przekonująco udawali dziarską aktywność i narodowosocjalistyczny zachwyt dla pomysłów Wodza. Dlaczego? – Bo Niemcy okropnie bali się swojego reżymu!

Takich kopców powstałych z mydła R I F jest tutaj jeszcze kilka (Fot. Adam Wiluk)

Ja wiem, że w Polsce nie chce się tego słuchać i nie chce się o tym myśleć, ale proszę, byście Państwo zmusili się jednak do chwili uwagi.

Od momentu objęcia władzy przez Adolfa Hitlera, tylko do czasu rozpoczęcia wojny, czyli do 1 września 1939, niemieckie sądy skazały z przyczyn politycznych na karę więzienia 225 tysięcy Niemców! W tym samym czasie około miliona Niemców różnie długo przebywało karnie w jakimś obozie koncentracyjnym! W obozach i w katowniach gestapo zatłuczono, lub rozstrzelano w latach 1933 – 1945 około 300 tysięcy Niemców! Wyroki śmierci, nadane wtedy przez sądy niemieckie, otrzymało 27560 Niemców. Wszystkie wyroki śmierci zostały wykonane!

Jeśli ktoś o tym nie wie, to wie niewiele o minionej wojnie. Niemcy wydawali się nam tacy zwarci i tacy twardzi, bo nie mieli, dokąd uciec przed swoim własnym niemieckim rządem i swoją własną niemiecką władzą. Za sobą mieli obozy, sądy doraźne i nieuchronną karę śmierci, a przed sobą i wokół siebie mieli tylko przeciwników, dyszących chęcią zarżnięcia każdego Niemca, który, daj Boże, wpadnie im w ręce. W pewnym momencie wojny Niemcom odebrano nawet możliwość jakiejś normalnej kapitulacji. Odkąd Sprzymierzeni ogłosili, że dla Niemców możliwa jest tylko kapitulacja bezwarunkowa, czyli całkowite oddanie się w ręce zwycięzców – „na łaskę i niełaskę”, trzeźwa ocena sytuacji, charakterystyczna dla Niemców, mówiła im, że mają przed sobą tylko tyle życia, ile walki, a ich koniec będzie straszny. Stąd brał się też, bardzo wtedy popularny w Niemczech, tak zwany „wisielczy humor”.

Po bombardowaniach Berlina, berlińską dzielnicę Steglitz nazywano kpiarsko Steht nichts, czyli – nic tam już nie stoi, Charlottenburg nazwany został Klamottenberg, czyli kupą rupieci, a Lichterfelde nazywano Trichterfelde, czyli polem kraterów. Posłuszny i ostentacyjnie nadskakujący Hitlerowi generał Keitel zarobił sobie na nowe „nazwisko” – Lokeitel, czyli lokajczyk. Popularna w wojsku wołowa konserwa polowa, podobno niesmaczna i żylasta, którą wyróżniała banderola z dwoma dużymi literami A M określającymi producenta, w mowie potocznej stała się konserwą o nazwie Alt Mann, czyli mięso ze starego chłopa. I tak dalej, i tak dalej.

Na taką atmosferę, panującą w niemieckim wojsku i wśród niemieckich cywilów, trafiło nowe mydło o dziwnym napisie R I F.

To nieprawda, że pokazało się tylko w więzieniach i obozach. Było rozprowadzane wszędzie, ale w więzieniach i obozach było go szczególnie dużo, bo R I F było mydłem marnej jakości, więc chętnie oddawanym dla więźniów.

Myślicie Państwo, że Niemcy nie wiedzieli, co wyrabia się w obozach koncentracyjnych? Co wyrabia się z Żydami? – Oczywiście, że wiedzieli! Może tylko nie znali szczegółów, bo one były tajne, ale generalnie wiedziano o tym wszystkim bardzo dobrze. Wiedziano i dygotano ze zgrozy, by samemu nie podpaść czymś okrutnej władzy i samemu nie zostać porwanym przez tę władzę w tryby przerażającej machiny śmierci. A podpaść władzy było wtedy bardzo łatwo.

Nie wiadomo, kto zaczął wariacką zabawę z mydłem R I F, ale podejrzewam, że wymyślili ją sami Niemcy. Nie można wykluczyć, że aferę z mydłem R I F wymyślił sobie jakiś niemiecki „wesołek” urzędowo rozdzielający mydło w żydowskich gettach i obozach. Styl „kawału”, jaki mógł zostać przedstawiony uwięzionym w gettach Żydom, jest właśnie bardzo niemiecki, bardzo pasujący do ówczesnego, niemieckiego stylu żartowania. Powstał, bowiem taki kawał, dowcip, opowiadany w konwencji zdradzania niby jakiegoś ważnego sekretu: – Litery R I F odbite na mydle oznaczają „Rein Jüdisches Fett”, czyli czysty żydowski tłuszcz! Mydło R I F pochodzi z wytwórni, przerabiającej zabitych Żydów na mydło!! Z trupów wytapia się tłuszcz, by potem…

Duża sensacja dla każdego, kto posiadł taką, sekretną jakoby informację i może właśnie, dlatego nikt jakoś nie zwracał uwagi na to, że przecież, Jude, czyli Żyd oraz jüdisch, czyli żydowski, pisze się w Niemczech używając litery „j”, a nie „i” krótkiego, jakie widziało się na mydle. Nikogo to nie zastanawiało, chociaż na zdrowy rozum chyba trudno było zrozumieć, dlaczego Niemcy na setkach tysięcy kostek mydła piszą z błędem, wciąż od nowa z tym samym błędem, z błędem, jakiego nie popełniają nawet małe dzieci po ukończeniu pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Kod cyfrowy miał oznaczać różnice w składzie chemicznym mydła. Oddanie sztucznego mydła w ręce użytkownika było w zamiarze wytwórni również testem przydatności nowego wyrobu. Po kodzie cyfrowym można było rozpoznać wytwórnię (Fot. Adam Wiluk)

Faktem jest, że „kawał” miał pierwotnie dotyczyć tylko Żydów, jak i to, że Żydzi podeszli do tej wariackiej ploty nadzwyczaj serio. Czy można się im dziwić? Spotykające ich, na co dzień dzikie okrucieństwo miało taką siłę i taki zasięg, że wiadomość o wytwarzaniu mydła z żydowskich trupów miała dla nich cechy informacji prawdziwej, a wobec konsekwentnej negacji przez Niemców ich człowieczeństwa, wykorzystywanie zabitych Żydów dla fabrykacji niemieckiego mydła wydawało się być działaniem możliwym, a nawet, posługując się logiką niemiecką, logicznym. Głupi dowcip, produkt niemieckiego wisielczego humoru, zaczął żyć swoim własnym życiem i nie tylko Żydzi zaczęli wierzyć w mydło, produkowane z „Czystego, Żydowskiego Tłuszczu”. O mydle z żydowskich trupów zaczęło być głośno w Niemczech, w całej Europie, a nawet za oceanem. Wywiad amerykański donosił prezydentowi USA, że Niemcy posuwają się już do tego, że produkują mydło z tłuszczu, wytapianego z żydowskich trupów. Zgodnie z polskim (!) źródłem informacji, wojskowy wywiad amerykański dowiedział się, że w roku 1941 w miejscowości Turek, Niemcy wytapiali tłuszcz z TYSIĘCY zabitych więźniów obozów koncentracyjnych, wrzucając ich ciała do stojących na ogniu ogromnych kotłów.

Dla kogoś, logicznie myślącego, wytapianie tłuszczu z ludzkich trupów poprzez wysmażanie ich w ogromnych kotłach wyda się zapewne technicznie niemożliwe, a gdy jeszcze ten ktoś widział, chociaż raz w życiu, więźnia obozu koncentracyjnego, ten nie powinien uwierzyć w możliwość wytopienie z takiego nieszczęśnika choćby nawet kilku gramów jakiegokolwiek tłuszczu. No, ale cała ta afera z mydłem R I F nie miała przecież nic wspólnego z logiką.

Mnie intryguje szczególnie owo polskie jakoby źródło informacji, na które powoływali się Amerykanie. „Polskie źródło informacji”. Takie sformułowanie nie oznacza niczego. Ani osoby, ani instytucji, która mogłaby przekazywać informacje wywiadowi amerykańskiemu. Polacy mieli w Londynie swój rząd. Mieli w Wielkiej Brytanii swoje wojsko, Naczelne Dowództwo i Naczelnego Wodza. ZWZ i powstała z niego Armia Krajowa była w stałej łączności z polskim dowództwem w Londynie. Wywiad Armii Krajowej przekazywał tą drogą do Londynu setki i tysiące informacji o sytuacji na terenach okupowanych przez Niemców w Polsce, ale nie tylko w Polsce. Także poza granicami Polski. Wszędzie tam, gdzie działał wywiad AK.

W ramach zobowiązań sojuszniczych, polskie dowództwo chętnie dzieliło się swoimi informacjami z dowództwami wojsk sprzymierzonych. Ani Amerykanie, ani Brytyjczycy nie mieli potrzeby zakładania własnych siatek szpiegowskich na terenie okupowanej Polski i chyba takich, znając polską przewagę nad ich możliwościami, w okupowanej Polsce nie zakładali. Skąd, więc się wzięło u Amerykanów „polskie źródło”? Źródło, a więc placówka terenowa! Albo, więc Amerykanie kłamią, nie chcąc zdradzić prawdziwego źródła informacji, albo, rzeczywiście, ktoś do nich przyszedł, przekonał ich o swojej polskości i naopowiadał niesamowitych rzeczy o smażeniu trupów dla uzyskania ludzkiego tłuszczu. Nie wiem, kto mógłby to zrobić. Na pewno nie zrobili tego Niemcy. Niemcy raczej wpadli w panikę, gdy w listopadzie 1942 roku zostało nagłośnione przez aliancką propagandę wystąpienie rabina Stephena Wise, prezesa Światowego Kongresu Żydów, oskarżającego Niemców o przerabianie zabitych Żydów na „mydło, tłuszcz i nawóz”. Następne doniesienia uzupełniały listę wyrobów przemysłowych, otrzymywanych jakoby z zabitych Żydów. Chodziło o klej i smar do podwozi wagonów kolejowych. Kto nagadał rabinowi Wise takich rewelacji? Sam sobie tego przecież nie wymyślił. Z ziem okupowanych przez Niemców dochodziły wciąż nowe, niesamowite wiadomości. – Na terenie Niemiec „odkryto” dwie fabryki, przerabiające ludzki tłuszcz, a w Polsce, w Siedlcach, fabrykę, przerabiającą ludzki tłuszcz na mydło.

W czerwcu i lipcu 1943 roku gościli w Stanach Zjednoczonych, przybyli ze Związku Radzieckiego, przedstawiciele Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Odbyli oni wiele spotkań i na każdym z nich pokazywali oburzonym Amerykanom kostkę „żydowskiego mydła”. Każdy mógł zobaczyć.

Ostentacyjnie pokazywana każdemu kostka mydła, była czymś bardzo ważnym. Świadczyła, bowiem o tym, że Związek Radziecki rozpoczął aferę międzynarodową. W oparciu o głupi niemiecki dowcip zaatakował propagandowo Trzecią Rzeszę, która aczkolwiek dopuściła się już różnych zbrodni i niesamowitych niegodziwości, to jednak, jak pokazały późniejsze badania, mydła z żydowskich trupów nigdy nie robiła. A delegacja radziecka pokazywała światu mydło z Żydów! Jako jedyna na świecie, to ona właśnie miała mydło, które nigdzie indziej nie istniało. Związek Radziecki ostro, więc zagrał „żydowskim mydłem” i co do tego nie ma wątpliwości. Można się tylko zastanawiać, czy zrobił to w dobrej wierze. Będzie, bowiem kilka późniejszych wydarzeń, o których napiszę, które by świadczyły, że dowództwo radzieckie w ogóle nie wierzyło w mydło produkowane z ludzi, a cała akcja propagandowa przeciwko Niemcom była wymyślona celowo i pod pozorem świętego oburzenia, wprowadzana w życie na zimno i z wyrachowaniem. W każdym bądź razie wszyscy nareszcie zobaczyli „mydło z ludzi” i znowu wypłynęła sprawa tego krótkiego „i”, psującego nieco opowieść o „żydowskim” tłuszczu, ale zaczęto sobie tłumaczyć taki zapis uproszczonym jakoby systemem zapisów w szukającej wszędzie oszczędności, upadającej niemieckiej gospodarce.

Pomimo upływu dziesiątków lat, deszczu i śniegu, utrwalone pożarem baraków sztuczne mydło R I F kruszy się, rozłamuje, pęka, ale się nie rozpuszcza. Najlepszy dowód na to, że Niemcy mówią prawdę. Mydło R I F nie zawierało w sobie żadnego tłuszczu (Fot. Adam Wiluk)Chyba już teraz powiem Państwu, co tak naprawdę było napisane na kostkach niemieckiego mydła. Niech odsłoni się sekret tajemniczej inskrypcji mydlanej, osławionego zapisu – „R I F”.

Nie jest to „Rein Jüdisches Fett”, wypisane na mydle w „wersji uproszczonej”, ale „Reichstelle für Industrielle, Fettversorgung”, czyli Ośrodek Przemysłowego Zaopatrzenia Rzeszy w Tłuszcze. Widzicie Państwo, że niemiecki skrót na mydlanych kostkach, nie zawierał błędu i nie był jakąś (idiotyczną kompletnie) „wersją uproszczoną”. Dotyczył tylko czegoś zupełnie innego, a nie, wmawianego nam od dziesięcioleci, „żydowskiego tłuszczu”.

Niemcy zawsze twierdzili i nadal twierdzą, że mydło R I F nie zawierało w sobie żadnego tłuszczu! Ani ludzkiego, ani zwierzęcego. Było sztucznym wytworem Ośrodka, mającym jego inicjały, dlatego tylko, że był on inspiratorem i wykonawcą tej namiastki. Wolę wierzyć tej wersji, niż stwierdzeniom, robionym chyba tylko na zamówienie, jakoby chemiczne analizy mydła R I F ujawniły w nim niestrawioną margarynę, czy jeszcze coś tam innego, równie obrzydliwego, jak głupiego. Jeśli ktoś na ochotę na dokonywanie prywatnych analiz, może to robić bez żadnego problemu. Mydło R I F nie zostało stracone dla świata! Do dzisiaj leżą jeszcze całe stosy tego mydła na miejscu magazynowych baraków, które odchodzący w 1944 roku Wehrmacht podpali w lasach koło miejscowości Czeremcha. Ogień utrwalił fałszywe mydło i wypalił je, jak wypala się cegły. Mydło całkowicie przestało się mydlić, a co więcej, kompletnie już nie rozpuszcza się w wodzie. Od wojny tak leży na deszczu, na śniegu i nic go nie jest w stanie rozpuścić. Cwaniaki handlarze, raz po raz przychodzą po to mydło, by go później sprzedawać na bazarach naiwnym idiotom, jako mydło robione w czasie okupacji z żydowskiego tłuszczu. Podobno kostkę mydła R I F można kupić już za 20 złotych.

Powróćmy jednak do początkowych lat czterdziestych ubiegłego wieku. Wojna trwała sobie w wtedy w najlepsze i, tak naprawdę, nikt nawet nie przypuszczał, jak i kiedy się ona zakończy.

W tym tak dramatycznym czasie, chyba tylko Związek Radziecki i Stany Zjednoczone, dwa państwa na świecie oficjalnie ogłosiły, że Niemcy produkują mydło z trupów, zabijanych przez siebie Żydów. Józef Stalin, sam będąc człowiekiem piekielnie podstępnym, wciąż podejrzewał swych zachodnich sojuszników o chęć dogadania się za jego plecami z politykami niemieckimi i zawarcia z nimi separatystycznego pokoju. Dla Związku Radzieckiego taki układ pomiędzy Niemcami i Zachodem byłby, oczywiście, tragedią. Chcąc nie dopuścić do sytuacji, w której można by, choćby tylko teoretycznie, rozważać jakieś dyplomatyczne, nie siłowe rozwiązanie problemu niemieckiego, należało wywołać wśród narodów świata, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych, tak negatywne nastawienie, tak silny wstręt do III Rzeszy, by kompletnie uniemożliwić jakąkolwiek próbę porozumienia się z tym krajem. Może, więc nie bez powodu wywiad amerykański zaczął otrzymywać informacje z „polskiego źródła”, a radziecka delegacja pokazała w Ameryce „żydowskie mydło”.

Naukowcy żydowscy, którzy publikują wyniki swoich ostatnich badań, autorytatywnie stwierdzają, że opowieści o przemysłowym wytwarzaniu w III Rzeszy mydła z ludzkiego tłuszczu były i są tylko „ponurą, uporczywie powtarzaną plotką”.

Historyk Walter Laqueur, profesor Jehuda Bauer z izraelskiego Uniwersytetu Hebrajskiego, dyrektor archiwum Instytutu Yad Vashem Szmul Krakowski, autorytety naukowe, z całą mocą powtarzają:
-Rein Jüdisches Fett, to nieprawda! Mydło R I F nie było mydłem z ludzkiego tłuszczu!

Minęło niemało lat zanim doszli oni do takiej konkluzji. Nie jest to, więc informacja nieprzemyślana, a przeciwnie, poprzedzona wnikliwymi badaniami. Ponad wszelką wątpliwość wiemy o tym teraz.

Ale wtedy!? Wtedy na terenach obozów śmierci panowała histeria i psychoza, której ulegali nie tylko Żydzi i Polacy. Ulegli jej nawet, bezpośrednio nie zaangażowani w sprawy obozu zagłady, brytyjscy jeńcy wojenni internowani w Auschwitz . Byli oni wzięci do niewoli w Afryce Północnej. Utworzono dla nich specjalny podobóz, stalag w Monowicach, gdzie pracowali w ogromnych zakładach IG-farben. Po oswobodzeniu twierdzili z całym przekonaniem, że ciała ofiar gazowanych w obozie głównym, używane były do produkcji mydła. Tak myśleli dosłownie wszyscy. Niemcy nawet nie próbowali zaprzeczać obawiając się, że ich zaprzeczenia doleją tylko oliwy do ognia.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 7 (59) 14 kwietnia 2008

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X