„My, szlachta ukraińska…”

„My, szlachta ukraińska…”

Gente Polonus, natione Ukrainus

Kolejne Spotkanie Ossolińskie miało miejsce we Lwowie w dniu 10 grudnia. Prowadził je mgr Damian Czerski, przedstawiciel Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Gościem był Bogdan Gancarz, autor książki „My, szlachta ukraińska…”. Bogdan Gancarz jest historykiem krakowskim i dziennikarzem, tematem jego badań i twórczości jest Ukraina. Wspomniana rozprawa jest zarysem życia i działalności Wacława Lipińskiego, działacza społecznego i politycznego.

Prezentacja rozpoczęła się od cytatów z „Gazety po kijowsku”: „Lipiński to, zdaje się, hetman taki był? Po Chmielnickim – w zamyśleniu powiedział nam student o imieniu Igor, którego bezpośrednio na ulicy zapytaliśmy o to, kim był ten człowiek. Wydaje mi się, że jest on muzykiem estradowym – snuła przypuszczenia inna pani, idąca ulicą. Nie, on był tancerzem – z pewnością w głosie powiedziała emerytka pani Marina, przypuszczalnie myląc Lipińskiego i geniusza baletu Wacława Niżyńskiego”.

Tak oto współczesna kijowska ulica postrzega dziś człowieka, który urodził się w 1882 roku na Wołyniu w polskiej rodzinie szlacheckiej jako Wacław Lipiński. Jako Wiaczesław Łypyńśkyj, zmarły w roku 1932, stał się twórcą podstaw konserwatyzmu ukraińskiego, twórcą państwotwórczego nurtu w historiografii ukraińskiej. Wasyl Kuczabski nie wahał się zaliczyć go do jednej z trzech – obok Chmielnickiego i Szewczenki – potęg duchowych, które Ukraina zdołała z siebie wydać w ciągu ostatnich trzystu lat. Inni nie wahali się nazywać go „prorokiem” lub „największym myślicielem politycznym ziemi naszej”. Podobny stan wiedzy o Lipińskim można zaobserwować w Krakowie, gdzie mało kto wie, iż tam on działał i studiował. Tam też ugruntowały się jego poglądy o roli szlachty w ogóle.

Bogdan Gancarz mówił też, jak odkrył dla siebie Lipińskiego. 20 lat temu jeden z redaktorów krakowskiego miesięcznika katolickiego „Znak” Tomasz Jurkowski dał mu do recenzji powstały w Stanach Zjednoczonych tom „Harvard Ukrainian Studies”, poświęcony właśnie Lipińskiemu. Przeczytał tam polskojęzyczny artykuł wybitnego publicysty konserwatywnego Bocheńskiego. Zachwycał się on Lipińskim, uważał, że to jest najwybitniejszy myśliciel porównywalny do Romana Dmowskiego. Odtąd pan Bogdan Gancarz zaczął głębiej interesować się Lipińskim. Do tego czasu interesował się głównie Symonem Petlurą, wygłosił pierwszy w Polsce referat o nim. Kiedy Bogdan Gancarz przeczytał pracę Wiaczesława Lipińskiego „Łysty do bratiw chliborobiw” („Listy do braci rolników”), w porównaniu z tą pracą pisma Petlury wydały mu się blade, m.in. ze względu na wspaniały, niespotykany język tego dzieła. Owocem tych zainteresowań Lipińskim jest omawiana monografia.

Jest to pierwsza w Polsce książka o tym działaczu, ale również ma Ukrainie nie ma takiej dokładnej, szczegółowej monografii. Na Ukrainie była i częściowo działa „wielka czwórka” badaczy Lipińskiego. Należą do niej nieżyjący już Iwan Łysiak-Rudnicki, prof. Lew Biłas, prof. Jarosław Pałeński, a także prof. Ihor Herycz.

Bogdan Gancarz zatrzymał się w swym opracowaniu na roku 1914, bowiem właśnie przed tym rokiem powstawały najciekawsze prace Lipińskiego, także prace historyczne.

Głosy w dyskusji zabrali wybitni historycy lwowscy: Jarosław Daszkewycz, Jarosław Hrycak, Leonid Zaszkilniak, Jarosław Isajewycz. Doszli oni, tak jak autor, do wniosku, że Wacław Lipiński jest klasycznym przypadkiem „gente Polonus, natione Ukrainus” – „rodem Polak, narodowości ukraińskiej”, w którym „głos ziemi”, na której mieszkał, stale walczył z „głosem krwi”, która w nim płynęła. Będąc ukraińskim działaczem politycznym, nie zmienił obrządku, do końca życia pozostał katolikiem rzymskim. Nie ubierał się jak chłop, tylko jako dżentelmen, bowiem rzeczywiście jego ród był rodem szlacheckim.

Czy cierpiał z powodu tego rozdarcia? Być może, tak. Jednak z pewnością przysłużył się do dobrego współdziałania obojga narodów. Uczestnicy spotkania doszli do wniosku, że wspomnianą książkę pana Bogdana Gancarza należy przetłumaczyć na język ukraiński. Wówczas takie „wpadki”, jak na ulicy w Kijowie, nie będą miały miejsca.

Obiecano natomiast zebranym, że w przyszłym roku Spotkania Ossolińskie będą kontynuowane, zaś w najbliższym czasie zostaną wydane drukiem – w dwu językach – wygłoszone referaty.

Irena Masalska
Tekst ukazał się w nr 2 (54) 28 stycznia 2008

X