Miasto – fenomen

Miasto – fenomen

Lwów, oraz cały lwowski okręg konsularny, to obszar szczególny. Wielokulturowość i wielowyznaniowość jego mieszkańców tworzą niezwykłą atmosferę, której nie można odnaleźć nigdzie indziej. Splecione od wieków dzieje przedstawicieli różnych narodów nadają całemu regionowi niepowtarzalny charakter, czyniąc z bogactwa tradycji i mozaiki narodowej także wizytówkę Lwowa.

Lwów zawsze zaskakuje. Nawet pasjonaci tego miasta przyznają, że dopiero po przyjeździe docenia się jego charakter i niezwykłość. Lwów jako społeczność i miasto w każdym aspekcie przewyższa oczekiwania. Fenomen związany z niepowtarzalną atmosferą Lwowa spowodowany jest tym, że każdy z kamieni w tym mieście ma swoją historię, zarówno polską, jak i ukraińską. Cmentarz Obrońców Lwowa, kamienice na rynku, różnie określany, ale jednakowo tragiczny dla Polaków i Ukraińców gmach więzienia na Łąckiego, katedry trzech obrządków i tysiące innych zabytków to miejsca, obok których nie sposób przejść obojętnie. Fenomen tej ziemi to jednak przede wszystkim ludzie, których historia doświadczała w sposób niezwykle dramatyczny. Ich losy były bardzo skomplikowane, wplecione w historię tej ziemi.

Każdy dzień mojej pracy w Konsulacie Generalnym RP we Lwowie to wzruszające, niezapomniane spotkania z Rodakami, którzy określają siebie: „Jesteśmy stąd”. To ludzie, którzy zostali we Lwowie i innych miejscach tego regionu, nie bacząc na przeciwieństwa losu. Często są to prawdziwi bohaterowie. Nie sposób wymienić tu wszystkich z nazwiska, podobnie też jak nazw organizacji i towarzystw zrzeszających Polaków na Zachodniej Ukrainie. Ich liczba przekracza sto dwadzieścia.

Bardzo ważną rolę w życiu społeczności polskiej na Ziemi Lwowskiej pełni Kościół katolicki, którego zwierzchnikiem jest od 2008 roku Jego Ekscelencja arcybiskup Mieczysław Mokrzycki. Ksiądz arcybiskup jest osobą bardzo zaangażowaną w rozwiązywanie problemów tamtejszej społeczności. Często rolę kuratorów polskich tradycji pełnili księża, którzy zwłaszcza w małych ośrodkach skupiali wokół siebie osoby polskiego pochodzenia.

(Fot. z archiwum KG RP)Polskie organizacje, te lwowskie i te działające w terenie, to z jednej strony małe, środowiskowe, także stricte branżowe, a z drugiej – struktury zrzeszające setki członków, wykraczające zasięgiem daleko poza Lwów. Jest to Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie, kierowana przez panią prezes Emilię Chmielową, oraz Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej z prezesem, panem Emilem Legowiczem na czele.

Swoją pracą i osobowością trwały ślad w historii Lwowa i polskiej pamięci zostawiło wielu Rodaków. Chciałbym tu wspomnieć nieżyjącego już Eugeniusza Cydzika, prezesa honorowego Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie, który zawsze na publicznych spotkaniach nosił polski mundur. Także: Jana Franczuka, panią Janinę Zamojską, zespół Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie i jego dyrektora Zbigniewa Chrzanowskiego, z równie niepowtarzalnym Janem Tyssonem. Wreszcie naszych kombatantów, którymi wspaniale opiekowała się nieżyjąca już pani Stanisława Kalenowa. Również szkoły polskie z niestrudzonymi paniami dyrektorkami: Martą Markuniną i Łucją Kowalską.

Współpracując z organizacjami zrzeszającymi Polaków, doszliśmy do wniosku, że musimy stworzyć atrakcyjną formę działalności dla młodzieży polskiego pochodzenia. W dyskusjach pracowników Konsulatu (konsulowie Marcin Zieniewicz i Jacek Żur) z przedstawicielami młodego pokolenia środowiska polskiego (panowie Marek Horbań oraz Kazimierz Kosydor) szukaliśmy nie tyle klasycznego rozwiązania organizacyjnego, ile czegoś przyciągającego młodych ludzi. Czegoś atrakcyjnego, co miałoby zastosowanie na rozległym terenie naszego okręgu konsularnego. Zdecydowaliśmy się postawić na sport. Zaczęliśmy od ambitnego pomysłu reaktywacji słynnego przedwojennego Lwowskiego Klubu Sportowego „Pogoń”. Symboliczna inauguracja działalności klubu miała miejsce jesienią 2009 roku, przy wsparciu i udziale przedstawicieli Komisji Sportu Sejmu RP – posłów Andrzeja Bernata i Ireneusza Rasia, Fundacji „Semper Polonia”, polskich przedsiębiorców działających na Ukrainie oraz społeczności polskiej ze Lwowa. Swój pierwszy mecz towarzyski, po kilkudziesięcioletniej przerwie, „Pogoniarze” rozegrali z polską drużyną z Chmielnickiego – „Polonią”. To pamiętne dla wszystkich wydarzenie miało miejsce 10 października 2009 roku. Entuzjazm prezesa odrodzonej „Pogoni” Marka Horbania i jego współpracowników doprowadził do szybkiego utworzenia kilku sekcji piłkarskich oraz sekcji turystyki rowerowej.

Nasza inwestycja w sport w krótkim czasie zaczęła przynosić bardzo dobre wyniki. Rodziły się kolejne pomysły. Dobrą formą aktywizacji młodzieży stały się organizowane przez nas turnieje piłkarskie o Puchar Konsula Generalnego, w których udział brało kilkanaście drużyn złożonych z Polaków mieszkających w różnych miastach i miejscowościach obwodu lwowskiego.

Zachowałem w mojej pamięci wielu Ukraińców. Wspominam ich bardzo miło. Pomimo niejednokrotnie trudnych tematów, wspólnie udawało się przezwyciężyć przeszkody. Razem staraliśmy się o pełniejsze wzajemne zrozumienie; organizowaliśmy przedsięwzięcia przełamujące stereotypy. Ludzi zaangażowanych w pomoc placówce było i jest wielu. Chciałbym wymienić kilku z nich: pana Wiaczesława Wojnarowskyego, dyplomatę, przedstawiciela MSZ Ukrainy we Lwowie; gubernatora Mykołę Kmitia, a także Lwa Zacharczyszyna, wieloletniego pracownika Lwowskiej Administracji Obwodowej oraz poprzednich włodarzy miasta i obwodu: panów Wasyla Kujbidę i Ołeksandra Sendehę.

Szczególnej wagi nabiera w tym kontekście zorganizowanie uroczystości związanych z sześćdziesiątą piątą rocznicą zagłady mieszkańców Huty Pieniackiej, z udziałem prezydentów: Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki, w lutym 2009 roku. Wydarzenie to, ze względu na swoje miejsce oraz apel prezydentów Polski i Ukrainy o wzajemne przebaczenie, nie miało precedensu.

(Fot. z archiwum KG RP)Nie sposób nie wspomnieć trudnych chwil pandemii grypy w obwodzie lwowskim – był to dla wszystkich czas ciężkiej pracy. Dzięki licznym ofiarodawcom z Polski udało się zorganizować transport kilkudziesięciu ciężarówek pomocy zawierającej sprzęt medyczny, maseczki chroniące drogi oddechowe i leki dla najbardziej potrzebujących. Nikt z nas nie zwracał uwagi na wiele bezsennych nocy, spędzonych na przewożeniu bądź dystrybucji pomocy. Były to chwile prawdziwej solidarności.

Nie można oddać słowami emocji, które wyzwoliły się w związku z katastrofą smoleńską. Lwów zamarł. Oprócz przedstawicieli władz, uroczystości żałobne gromadziły wielu ludzi okazujących współczucie naszemu narodowi, oddających hołd tragicznie zmarłym. W tych dniach okolice każdej z siedzib placówki zapłonęły tysiącami zniczy. Zapadły mi w pamięć słowa jednego z ukraińskich przyjaciół: „Dziś każdy z nas czuje się Polakiem”.

Na osobne miejsce zasługuje reprezentujący swoją osobowością wszystko to, co Lwów ma najlepsze, wieloletni dyrektor Lwowskiego Teatru Opery i Baletu – Tadeusz Eder. Pan Tadeusz, kierujący „świątynią sztuki”, był i jest wielkim przyjacielem Konsulatu. W pamięci zachowałem także kontakty z bardzo aktywnym środowiskiem Polaków (i nie tylko) skupionych wokół „Kuriera Galicyjskiego”, z redaktorem Mirosławem Rowickim na czele.

X