Lwów jesienią 1918. Część II Generał Karl Georg Huyn, namiestnik austriacki we Lwowie w 1918 roku (wikipedia.org)

Lwów jesienią 1918. Część II

Kontynuujemy druk materiałów Witolda Demiańczuka o wydarzeniach we Lwowie w listopadzie 1918 roku, które powstały na podstawie wspomnień i materiałów działaczy ukraińskich. Materiał ukazywał się w odcinkach w listopadowych numerach Wieku Nowego z okazji 10-lecia odzyskania Niepodległości.

-IV-
Komitet przy pracy; Tajne narady kolejarzy ukr. na Kopytkowem; Przejęcie agend Dyrekcji policji; Niesłuszne zarzuty przeciw dr. Reinlenderowi.

– W dalszym ciągu, – zapisuje dr. Baran, – postanowiono z takiemi instrukcjami wysłać specjalnych gońców na prowincję, (przeważnie studentów), zaś Komitet wojskowy wziął na siebie techniczne przeprowadzenie we Lwowie powziętych uchwał co do obsadzenia dworca kolejowego, tudzież pojedynczych budynków rządowych i koszar we Lwowie. Jeszcze w czasie narad wyjechałem na Kopytkowe, gdzie zwołano naradę lwowskich kolejarzy ukraińskich. Zebranym zakomunikowałem powzięte uchwały i nakazałem im od północy nie puszczać na zachód żadnych pociągów, a od tej chwili pełnić służbę w imieniu Ukr. Nacjonalnej Rady. Z naciskiem zaznaczam przy tej sposobności wielką moralną tężyznę i nacjonalną świadomość setek, a może i tysięcy naszych ludzi, którzy wiedzieli o przewrocie, lecz nikomu o nim nie zdradzili”.

Tutaj następuje szczere przyznanie się szanownego autora pamiętnika, do małego tchórzostwa. Przyznaje się mianowicie, że w nocy nie spał w swojem mieszkaniu przy ul. Kraszewskiego l. 19, lecz u znajomych Żydów, gdyż doniesiono mu w ostatniej chwili, że w sąsiedztwie l. 17 lub 19 ulokowała się Polska Organizacja Wojskowa (P. O, W.), która, – jak twierdzi – rozwinęła na gruncie lwowskim bardzo ożywioną działalność przeciw Ukraińcom. Respekt ten jednego z głównych przywódców przewrotu, (twierdzi Dr. W. Ochrymowicz w „Diło” Nr 245 z r. 1928.), dyrektora Policji a w końcu ministerstwa, przed znikomą wówczas garstką, – co prawda, – dzielnych Peowiaków, powinien wzniecić w nich zasłużoną dumę.

– Spałem bardzo niespokojnie, – skarży się dr. Baran, – zaledwie zaczęło świtać, wyszedłem na miasto i tutaj zobaczyłem nasze patrole wojskowe z żółto-błękitnymi wstęgami, rozbrajające spotkanych oficerów. Na ratuszu lwowskim powiewał wielki żółto-błękitny sztandar. Budynki państwowe obsadzone naszymi oddziałami wojskowymi, składającymi się głównie z „landszturmaków” z rezerw, gdyż młodzież była na froncie, a Siczowi Strzelcy na Bukowinie.

Przed Narodnym Domem tłumy wojskowych i cywilnych. Wchodzę na I p., gdzie urzędowała komenda i dowiaduję się, co dotychczas zajęto. Okazuje się, że Dyrekcja Policji przy ul. Mickiewicza jeszcze nie zajęta. Nie marnując czasu, proszę o asystencję dwóch oficerów i 30 kozaków (?) w celu obsadzenia Dyrekcji Policji. Żądanie moje spełniono i za chwilę udaję się do budynku Dyrekcji Policji. Oficerowie ustawiają straż przy obydwóch wchodowych bramach, frontowej i tylnej pod komendą podoficerów, a sami ze mną idą na górę do gabinetu dyrektora policji dra Reinlendera. Przy wchodzie zastają woźnego prezydjalnego i polecam mu zbudzić dyrektora, (mieszkał w tym samym gmachu na I p.), a spotkanym kilku ajentom policyjnym polecam sprowadzić natychmiast dwóch starszych urzędników policyjnych Ukraińców, nadkomisarza p. Adama Smułkę i radcę policji p. Sochańskiego. Wkrótce zjawia się w gabinecie swoim Dr Reinlender, a w jakiś czas potem pn. Smułka i Sochański. Przystępujemy do odbierania urzędowania. Dr. Reinlender oddaje mi kasę i dokumenty, z czego spisujemy specjalny protokół i ja to wszystko oddaję bezzwłocznie protokolarnie p. Smułce, który miał aż do dalszego zarządzenia prowadzić agendy prezydjum Dyrekcji Policji i porozumiewać się na razie w tej sprawie ze mną. P. Sochańskiemu poruczyłem prowadzenie policji kryminalnej. Dr. Reinlender, aż do dalszych zarządzeń miał zostać w domu i nie wydalać się z niego. Chwilę zostałem w budynku policji i natychmiast zaczęli zgłaszać się do mnie urzędnicy Polacy i właściciele dóbr z Galicji wschodniej po przepustki, chcąc dostać się do domów. U Polaków widocznem było wielkie przygnębienie, niespokój a u niektórych wściekłość i nienawiść. Do budynku dyrekcji policji zaglądałem jeszcze przez dwa następne dnie, lecz później urzędowanie ustało, gdyż budynek dyrekcji policji znalazł się na linji bojowej i wydawanie przepustek przeniesiono do budynku wojskowego przy ul. Wałowej.

Właściwej swej działalności policja ukraińska nie rozwinęła, bo już od 3 listopada rozpoczęły się zawzięte boje uliczne. Jednem z zarządzeń, które wydała dyrekcja policji – oprócz czysto policyjnych, odnoszących się do szynków, chodzenia wieczorem po ulicach i zamykania bram – był zakaz wydawania polskich gazet we Lwowie, które jawnie wzywały ludność we Lwowie do orężnej rozprawy przeciw władzy ukraińskiej.

Godzi się zaznaczyć, że dr. Baran przez cały czas urzędowania swego, postępował zawsze z wielkim taktem i wrodzoną mu uprzejmością. Piszący te słowa został również zaangażowany przez niego do czynności urzędowych, lecz nie mógł niestety objąć swych obowiązków, gdyż tego samego dnia przyłapany został przez ukr. patrole wojskowe w restauracji Atlasa w Rynku (ulubiona knajpa poety Zbierzchowskiego) na próbowaniu nektarów boskich Baczewskiego i przesiedział za to 24 godzin w I klasie gimnazjum ukraińskiego w Narodnym Domu. Wyratował go z tej opresji, a może nawet i od śmierci teraźniejszy poseł Dr. Gelewicz, za co mu na tem miejscu składa serdeczne podziękowanie. Rozumie się, że po tem wszystkiem wstydził się już wracać na zaofiarowaną mu posadę z taką kwalifikacją.

-V-
Szatański podszept; Przejęcie władzy cywilnej i wojskowej we Lwowie; Przyjazd posłów z Wiednia; Delegacja do hetmana Skoropadzkiego.

– Tak mimowolnie – pisze Dr. Baran. – Zostałem dyrektorem policji we Lwowie i to tylko przypadkowo, gdyż formalnie nie byłem nim nigdy. Charakterystyczna rzecz! W budynku dyrekcji policji zgłosił się do mnie dnia i listopada 1918 r. jeden z urzędników policyjnych i radził mi wydać nakaz aresztowania i to bezzwłocznego, względnie internowania dwóch do trzech setek najwybitniejszych Polaków ze Lwowa i przywódców młodzieży polskiej, co on wykona do dwóch godzin, a wówczas będzie spokój we Lwowie, gdyż wobec internowanych można będzie zastosować nawet najdalej idące represje wojenne na wypadek ruchawki polskiej we Lwowie. Oznajmił przytem, że spis tych ludzi jest już u niego. Wszystko to zreferowałem na wieczornem posiedzeniu Nacjonalnej Rady 1. listopada, – jeszcze przed przybyciem do Rady Nacjonalnej delegacji polskiej w osobach marszałka kraju Niezabitowskiego i Prezydjum m. Lwowa, – lecz Rada Nacjonalna zadecydowała nikogo z Polaków nie internować, mnie zaś poleciła tylko dalszy nadzór nad działalnością policji. Popołudniu 1 listopada udała się delegacja Rady Nacjonalnej pod przewodnictwem dra Kościa Lewickiego do internowanego przez wojsko nasze b. namiestnika hr. Huyna. Biedak, nie miał do władzy naszej większego żalu, jak tylko ten, że jego, generała, internował podoficer, chociaż wedle przyjętych zwyczajów, powinien to był wykonać bezwarunkowo oficer, gdyż on jest aktywnym generałem. Hr. Huyn oświadczył deputacji, że on jako namiestnik więcej już nie urzęduje i prosił ówczesnego wiceprezydenta namiestnictwa, a obecnego senatora p. Włodzimierza Decykiewicza, by spisał akt oddania władzy w ręce Ukraińskiej Rady Nacjonalnej. Protokół taki spisano. Ukraińska Rada Nacjonalna objęła władzę państwową nie tylko faktycznie, drogą dokonanego przewrotu, lecz i formalnie drogą przejęcia. Z polecenia Rady Nacjonalnej agendy b. Namiestnictwa objął wówczas na miejscu p. Wł. Decykiewicz. Chodziło teraz jeszcze o formalne przejęcie władzy od byłej austrjackiej komendy wojskowej we Lwowie. Z polecenia Rady Nacjonalnej, ja, jako jej członek i 2-ch delegatów naszej armji porucznicy Dr. Michał Nowakiwskyj i inż. Włodzimierz Szuchewicz, zjawili się w komendzie wojskowej (Militarkomando) w niedzielę 3 listopada o godz. 10 rano. Komendant, – generał Pfeffer – zwołał wszystkich przebywających we Lwowie oficerów, przemówił do nich, ażeby pilnowali porządku i spokoju i ażeby każdy z nich szanował nowo powstałe państwa narodowe, między niemi i ukraińskie, które powstało przed dwoma dniami we Lwowie, a nowa władza postara się o to, ażeby każdy z wojskowych, mógł jak najszybciej, dostać się do swej ojczyzny. Po tem przemówieniu spisałem formalny protokół oddania władzy wojskowej w dwóch egzemplarzach, — drugi pisał któryś oficer, — po czem protokół podpisali: komendant i jego zastępca, tudzież szef sztabu generalnego i jego zastępca a następnie my trzej od Ukraińskiej Rady Nacjonalnej i od armji ukraińskiej. Prawdopodobnie w sobotę 2 listopada wróciła grupa naszych posłów z Wiednia, przebywając drogę z Przemyśla wśród pewnych przygód, gdyż niektóre nasze straże wojskowe między Przemyślem a Lwowem brały ich za Polaków. Ukraińska Rada Nacjonalna troszczyła się powstaniem Polaków we Lwowie i postanowiła prosić o pomoc hetmana Skoropadskiego. Chodziło głównie o przysłanie Siczowych Strzelców z Białej Cerkwi, prawie samych Galicjan i o przysłanie materjału wojennego. W tej sprawie wyjechali ze Lwowa delegaci Ukraińskiej Rady Nacjonalnej do hetmana dr. Osyp Nazaruk i por. inż. Wł. Szuchewicz.

– Rozpoczęły się krwawe walki, – kończy swoje wspomnienia dr. Baran, – przerywane kilka razy krótkiem zawieszeniem broni. Rada Nacjonalna urzędowała w permanencji w Stauropigji, gdyż Narodny Dom zajęła Naczelna Komenda. Wieczorami schadzano się w gabinecie dra K. Lewickiego w celu narad nad utworzeniem rządu. W końcu dnia 8 listopada rząd t.zw. sekretarjat państwowy sformowano pod przewodnictwem Dra K. Lewickiego i do tego rządu wstąpiłem jako sekretarz spraw agrarnych. Nacjonalna Rada pod przewodnictwem zastępcy ś. p. Kiweluka (prezes Dr. Petruszewicz przebywał we Wiedniu), zatwierdziła dnia 9 listopada pierwszy rząd ukraiński Ziemi Galicyjskiej w niedzielę 10 listopada w sali audjencyjnej b. namiestnika austr. we Lwowie, złożyliśmy uroczyste przyrzeczenie w ręce senjora polityków ukraińskich i przywódców narodowych prez. Juliana Romańczuka.

Urzędowanie nasze we Lwowie było krótkie, gdyż wojska polskie już 22 listopada zajęły Lwów. Ja pracowałem w rządzie jeszcze krócej. Dnia 16 listopada zachorowałem ciężko na hiszpankę i musiałem zostać we Lwowie.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 22 (290) 30 listopada – 18 grudnia 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X