„Lwów po polsku”

„Lwów po polsku”

Trudno jest zaskoczyć nową książką lub przewodnikiem po Lwowie. Ukraińscy i polscy autorzy oraz wydawcy zasypali rynek licznymi publikacjami. Wśród nowych wydawnictw zwraca uwagę praca dwóch młodych lwowianek Kseni Borodin i Iwanny Honak „Lwów po polsku”.

Książka ma podtytuł: „Miejskie życie na co dzień”, który jest wskazówką, że to już nie pierwsze wydanie z tą nazwą. Autorki wydały już przed rokiem pierwszą część pod tytułem: „Lwów po polsku. Imię domu oraz inne napisy”. W planach mają wydanie całej serii książek m.in. „Dialog z Bogiem”, „Listy do wieczności”, „Zagadki monogramów”. W opublikowanych materiałach autorki demonstrują oryginalne podejście do tematu, odnalazły swój styl. Książka została podzielona na siedem rozdziałów poświeconych edukacji, finansom, medycynie, produkcji, turystyce, zakupom, życiu codziennemu i odpoczynkowi mieszczan w okresie międzywojennym. Wszystko to zostało przedstawione przez wyszukane i opisane stare polskie napisy na murach lwowskich kamienic, wnętrz gmachów użyteczności publicznej, lub zwykłego mieszkania, na drzwiach którego zachował się napis „Listy”. Skąd takie zainteresowania dwóch młodych Ukrainek?

Wyniosły go z nauki na Uniwersytecie Lwowskim i ze studiów na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Zaś chęć wyszukiwania starych napisów wzbudziły w nich romantyczne nazwy starych lwowskich willi, np.: „Willa Przystań”, „Willa Marzenie”, lub też „Niuta”, „Ewusia”, „Lala”, „Wiera”.

Ksenia Borodin i Iwanna Honak (Fot. Jurij Smirnow)Od kilku lat autorki „polują” na stare napisy, zwłaszcza reklamowe, którymi przed wojną dekorowane były ściany prawie wszystkich budynków w śródmieściu. Niestety takie zabytki dawnego Lwowa są nie tylko zamalowywane i przykrywane nowym tynkiem, ale też systematycznie niszczone. Mało kto rozumie, że są to ślady historii dawnego Lwowa, które często mają już ponad 100 lat. Nikogo nie interesuje ich ochrona i zachowanie, nikt nie ponosi odpowiedzialności za ich niszczenie. Wielu po prostu drażnią polskie lub żydowskie napisy. Ale są też ludzie, którzy rozumieją historyczne znaczenie tych napisów i dlatego odnawiają je i konserwują. W tych miejscach zwykłe napisy reklamowe stają się dokumentem historii i są bardzo ważnym elementem organizacji przestrzeni starego miasta.

Najwyższy czas abyśmy zrozumieli i zaakceptowali fakt, że Lwów był w ciągu wieków miastem wielonarodowym, w którym większą część ludności stanowili Polacy i Żydzi. Ta pamięć żyje nie tylko w historycznych i statystycznych informacjach, nie tylko w pamięci ludzi, ale też w zwykłych napisach.

Autorki nie tylko odnotowują stare szyldy, napisy i tablice pamiątkowe. Postawiły przed sobą też inne zadanie: przez napisy reklamowe, przez stare nazwy ulic, placów, willi, banków itp. chcą opowiedzieć o ludziach, którzy tu niegdyś mieszkali, o instytucjach, które działały, o lwowskim przemyśle, medycynie, finansach, szkołach. Lata całe poszukiwały informacji w lwowskich archiwach, starych czasopismach, wydaniach o lwowskim handlu i przemyśle. Autorki mają lekkie pióro, informacje podają interesująco, załączają anegdoty i ciekawostki.

„Lwów po polsku” jest bogato ilustrowany zdjęciami starych napisów, starymi fotografiami i widokówkami z lat międzywojennych. Pieczołowicie szukając i pielęgnując każdy stary napis, Ksenia Borodin i Iwanna Honak szukają ducha starego Lwowa, mentalności jego dawnych mieszkańców, sygnalizują, że tradycja jednak żyje, nie została zniszczona i przerwana, nie zważając na niekorzystne zmiany polityczne i narodowościowe. Jest to jeden z fenomenów naszego miasta, ale i ten fenomen może zniknąć, zaginąć, gdy się tego nie pielęgnuje. Omawiana książka również sprzyja szlachetnemu zadaniu.

Na pracę młodych autorek zwrócił uwagę też Konsulat Generalny RP we Lwowie, dlatego książka została wydana przy wsparciu polskiej placówki dyplomatycznej i jednej z polskich firm turystycznych, organizującej wycieczki sentymentalne do naszego miasta.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 3 (199) za 14-27 lutego 2014

X