Muzyczny powrót Renaty Bogdańskiej do Lwowa

-a A+

18 maja, w 75. rocznicę pierwszego wykonania, pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino” zabrzmiała po raz pierwszy po ukraińsku podczas koncertu „Dziewczyna i generał”, który przygotował Lwowski Kabaret Artystyczny „Czwarta rano” ze Sławomirem Gowinem na czele.

Lał deszcz, jednak nie powstrzymał lwowian i polskich turystów, którzy tego wieczoru wypełnili salę Lwowskiego Akademickiego Obwodowego Teatru Lalek.

Na scenie z portretu Renata Bogdańska patrzyła na wielki bukiet białych bzów. To właśnie ze słynną polską piosenką „Kiedy znów zakwitną białe bzy” artystka wraz z zespołem muzycznym Henryka Warsa Tea-Jazz za pierwszej sowieckiej okupacji Lwowa wyruszyła z koncertami w głąb ZSRR. Przez całe swoje życie marzyła o takiej stacji kolejowej, gdzie mogłaby kupić bilet do Lwowa. Po długich latach wraca do ukochanego miasta w swoich piosenkach, z których można też odczytać zawirowania jej losu.

Koncert nie przypadkowo został rozpoczęty od utworu Bogdana Wesołowskiego, nieco zapomnianego kompozytora ukraińskiego, który pochodził ze Stryja, a zmarł na emigracji w Kanadzie. W okresie międzywojennym współtworzył ukraiński jazz i tango. Usłyszeliśmy kilka piosenek Wesołowskiego w oryginalnej wersji polskiej autorstwa Sławomira Gowina.

I w drugą stronę. Ponad 20 lat temu, kiedy po raz pierwszy trafiłem na Monte Cassino, zwróciłem uwagę na prawosławne krzyże po lewej stronie Polskiego Cmentarza Wojennego. Są tam pochowani Ukraińcy i Białorusini, polegli w walkach w szeregach 2 Korpusu Polskiego pod dowództwem generała Andersa. Wykonanie pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino” w języku ukraińskim było swoistym hołdem dla tych żołnierzy w polskich mundurach.

Głównym akcent koncertu położono na wspomnienie o miłości Renaty Bogdańskiej i generała Władysława Andersa, która narodziła się w zawierusze wojennej i przetrwała przez długie lata. W wykonaniu aktorów lwowskiego kabaretu artystycznego „Czwarta rano” zabrzmiały mało znane piosenki wojenne napisane gdzieś w Azji Środkowej, Iranie czy we Włoszech.

Nie zabrakło w koncercie też nutki żydowskiej. Przecież Renata śpiewała we wspomnianym zespole Henryka Warsa Tea-Jazz, wykonując również sporo utworów polskich kompozytorów pochodzenia żydowskiego. Występowała też z wielkim sukcesem w Izraelu.

Szukając dziś postaci, które prawdziwie jednoczą narody na naszym pograniczu – Ukraińców, Polaków i Żydów – nie zapominajmy też o wielkiej piosenkarce Irenie Jarosewycz-Bogdańskiej-Anders. Jej żywym pomnikiem mógłby stać się konkurs lub festiwal piosenki na ziemi lwowskiej, do której była przywiązana i za którą tęskniła przez całe swoje życie.

Konstanty Czawaga

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.